Janusz Zakrzeński: „Zaszufladkowałem się jako marszałek Piłsudski”

Publikacja w serwisie: 20 April 2010
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , ,

W tym roku miał obchodzić pięćdziesięciolecie pracy artystycznej. Charyzmatyczny „aktor sarmata”, odtwórca roli marszałka Piłsudskiego – Janusz Zakrzeński. Aktor, tragicznie zmarły 10 kwietnia w katastrofie samolotu prezydenckiego, udzielił ostatniego wywiadu w programie „Fabryka Kultury”, wyemitowanym w TVP Szczecin.

Daniel Źródlewski: Ile razy odtwarzał Pan postać Dziadka?

Nie pamiętam ile razy, ale to już jest „maszynka”. Nie golę wąsów, koledzy żartują, że się zaszufladkowałem. Jak szukają odtwórcy roli Piłsudskiego, to wiadomo – Zakrzeński. Ja się identyfikuję z umiłowaniem ojczyzny. To jest najważniejsza rzecz.

Pamiętam, poznałem prof. Zbigniewa Wójcika, który będąc dzieckiem był w przedszkolu pracowników Belwederu. Opowiadał, że stał przy furcie w czako ułańskim i salutował Piłsudskiemu, kiedy ten wychodził z Belwederu do GISZ-u (Głównego Inspektoratu Sił Zbrojnych). Marszałek zawsze odsalutowywał. Dlaczego o tym mówię? To jest ważne, żeby odpowiedzieć na pozdrowienie. My często udajemy, że nie widzimy, myślimy: „a co tam będziemy mówili „dzień dobry”, uważamy się za zbyt ważnych, a właśnie trzeba.

Sposób, w jaki Pan mówi… Określany jest Pan jako „mistrz mowy polskiej”, jest Pan również założycielem Akademii Dobrych Obyczajów i autorem poradnika oratorskiego „Gawędy o potędze słowa”. Jak mówić pięknie? Po co mówić pięknie?

Najbardziej przeraża mnie machanie rękami. Przecież ręce są do czego innego. Słowo, kultura słowa – jak powiada prof. Puzynina z Uniwersytetu Warszawskiego – to umiejętność porozumiewania się, nawiązywania werbalnego kontaktu z drugą osobą. To jest szalenie ważne – wyrobić w sobie umiejętność posługiwania się mowa polską.

Młodzież mówi teraz nie „cześć” tylko „cze”, „siema”, „nara”, nie ma „żenady”, jest „żena”. Co Pan na to?

Apeluję, by zwróćmy uwagę na umiejętność posługiwania się polskim językiem. Każdy naród musi dbać o kulturę słowa. Swojego słowa.

Pana filmografia to bardzo długa lista. Filmy, seriale i dubbing to kilkadziesiąt pozycji. Pamiętam m.in. Pańską rolę w „Misiu”, w „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?” – to filmy określane mianem „kultowych”. Jak pan wspomina pracę?

Bardzo mile. Opowiem taką anegdotę. Podczas pracy na planie w „Misiu” mrużę oczy. Przychodzi do mnie reżyser (Bareja – przyp. red.) i pyta: „co pan tak mruży oczy?”. Odpowiedziałem: „no, gram reżysera”. Jak idę ulicą, to mnie pytają: „czy konie mnie słyszą?”(cytat z filmu „Miś” – przyp. red.). A ja odpowiadam: „słyszą, słyszą, słyszą”. Udało mi się, że zagrałem w tych filmach, które teraz są już kultowe.

Obok wielkich ról nie stroni pan również od seriali, zagrał pan np. w „M jak miłość”.

Ta rola bardzo mi się podobała, ja jestem w przyjaźni z aktorem, który w serialu dostał ode mnie mieszkanie. My się często spotykamy. To bardzo zdolny i miły chłopak. Żałuję, że rola się skończyła i nie pociągnięto tego wątku dalej. To był taki pomost między starymi a młodymi.

W czym teraz możemy Pana podziwiać?

Do tej pory grałem w „Pastorałce” Schillera – to już gramy od kilku lat, co roku, w okresie Bożego Narodzenia. W „Opowieści zimowej”, no i w „Dżumie” Camusa.

A plany na przyszłość?

Ja nie planuje. Ja lubię kiedy zadzwoni telefon, a ja odbieram i mówię: „halo, słucham”. I tak było z „Nad Niemnem”. Zadzwonił telefon i kierownik produkcji powiedział, że proponuje mi rolę Benedykta Korczyńskiego. Zawsze będę czekał, żeby ktoś złożył mi propozycję.

Autor: not. ap

Oceń artykuł:

tagi: , ,

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters