Smoleńsk: Hipoteza nr 4. / Nigdy nie uwierzę, że to zrobili Rosjanie.

Publikacja w serwisie: 07 May 2010
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce

Zobacz także:

» "List z Polski" » Adwokat Ewy Błasik: Rosjanie zrobili to, o co się do nich zwrócono » Smoleńsk – hipoteza zamachu – argumenty w pigułce V2 » SMOLEŃSK: ROSJANIE NISZCZYLI ZAWARTOŚĆ APARATÓW OFIAR » Teraz muszą udowodnić, że tego nie zrobili » Graś: Premier nigdy nie kłamie » Gen. Błasik nigdy nie latał na takich samolotach » Generał Błasik nigdy nie pchał się do kokpitu » Możemy nigdy nie poznać danych z czarnych skrzynek Tu-154M ? » Janusz nigdy nie jeździł do Rosji. Mówił, że gdyby pojechał, to już by nie wrócił – Zuzanna Kurtyka » Hipoteza kolizji » Hipoteza zamachu wraca » “HIPOTEZA ZAMACHU JESZCZE BARDZIEJ AKTUALNA” » Hipoteza fałszywych nadajników NDB (aktualizacja: 16.05.2010) » Hipoteza, którą może podjąć międzynarodowa komisja śledcza ds. katastrofy (jeżeli powstanie) » “Jeśli ktokolwiek sobie wyobraża, że Polacy o tym zapomną, że da się przez odkładanie w czasie zamazać sprawę, to myślę, że zarówno ja, jak i wszyscy, którzy byli tam, w Katyniu, i czekali na Pana Prezydenta, a potem dowiadywali się o tej tragedii, nigdy do tego nie dopuścimy.” Antoni Macierewicz » Rosjanie nie chcieli świadków » ROSJANIE NAPLULI NAM W TWARZ » Rosjanie wybielili kontrolerów » Co Rosjanie znaleźliby w Lockerbie? » Rosjanie chcą przetopić tupolewa! » Rosjanie z zarzutami za katastrofę smoleńską? » Minister obrony: Rosjanie nie wywiązują się » Rosjanie zacierają ślady po eksplozji? » Rosjanie łamią wszelkie zasady » Rosjanie nie powinni dać zgody na lądowanie » Rosjanie wymieniali żarówki po katastrofie? » Rosjanie zabezpieczyli dokumenty… pleśnią » Jak Rosjanie pozbawili mjr. Protasiuka licencji » ROSJANIE NIE ODDADZĄ WRAKU TUPOLEWA? » Rosjanie włączali laptopy ofiar » ROSJANIE ZWOLNILI POLSKICH DZIENNIKARZY » ROSJANIE PRZEKAZALI NAM “WSZYSTKIE” MATERIAŁY » Prokuratura uznała, że wystarczy to, co robią Rosjanie » Rosjanie z Polakami uwinęli się w Smoleńsku w tri miga » Rosjanie pokażą kolejne dokumenty. Dziennikarzom » Rosjanie odebrali pilotom nawet dyplomy » Rosjanie będą zeznawać ws. telefonu prezydenta? » Rosjanie mogą podważyć każdy dokument » Europa zobaczy, jak Rosjanie cięli wrak » Rosjanie wpisali ofiarom: “Podróż prywatna” » Sławomir Wiśniewski: Rosjanie brali co popadnie » Rosjanie odpowiedzieli na 33 z 220 wniosków i pytań skierowanych do MAK » Rosjanie nie życzyli sobie otwierania trumien » Rosjanie robili wszystko, by “posadzić” tupolewa » Rosjanie potraktowali ciała ofiar jak odpady » Rosjanie planowali porwanie samolotu z Berlina » Rosjanie piszą do Polaków, Polacy – do Rosjan » Rosjanie tłumaczą dlaczego pocięli wrak » Rosjanie mocno ograniczyli plany polskich archeologów » ROSJANIE ODESŁALI UBRANIE ŻAŁOBNE ŚP. PRZEMYSŁAWA GOSIEWSKIEGO » Ewidentne zacieranie śladów » emerytowany oficer CIA: TO NIE BYŁ WYPADEK

Smoleńsk
TEORIA SPISKOWA


W polityce nic nie zdarza się przypadkowo.

Jeśli jednak się zdarzy, bądźcie pewni, że tak zostało zaplanowane.

(Prezydent F.D. Roosevelt, 1935).

Nigdy nie uwierzę, że to zrobili Rosjanie.

(Prezydent F.D. Roosevelt, 1942, w reakcji na doniesienia o zbrodni NKWD w Katyniu).

Zawarte poniżej dywagacje są jedynie teorią. Wyjątkowo spiskową.

Hipoteza nr 4.

Dotychczasowy przebieg śledztwa w sprawie katastrofy polskiego samolotu
prezydenckiego pod Smoleńskiem, prowadzony przez władze rosyjskie, skupił się
od początku na przyjęciu 3 podstawowych przyczyn hipotetycznych:

1. Błąd pilota.

2. Awaria samolotu.

3. Złe warunki pogodowe.
Rosyjskie śledztwo nie przyjęło w swych założeniach hipotezy czwartej, jaką
mógł być akt terrorystyczny lub zamach. Przynajmniej oficjalnie nie przyjęto
takiego założenia, choć niedawne wydarzenia w moskiewskim metrze nakazują
logice nie odrzucać takiej wersji.
W Stanach Zjednoczonych każdy najmniejszy incydent w samolocie jest
rozpatrywany pod kątem zamachu, tu jednak tak się nie stało.

Polskie media spolegliwie podjęły rosyjski tok myślenia, z góry zakładając, że należy odrzucić

jakąkolwiek złą wolę kogokolwiek…

Katyń 2

Wytworzona medialnie atmosfera tworzy idealne podłoże do konstruowania
niezliczonych teorii spiskowych, podobnie jak w przypadku katastrofy gen.
Sikorskiego na Gibraltarze1.

Nic zatem dziwnego, że same się tworzą.Jako pierwsza wystąpiła z nimi dość agresywnie islamska agencja internetowa Kavkaz
Center, uważana przez rosyjskie służby specjalne za terrorystyczną2. Na swym
portalu kavkazcenter.com przytacza ona liczne artykuły pod wspólnym hasłem
“Katyń 2”, w których mniej lub bardziej wiernie (w pięciu językach) cytuje
wypowiedzi i fragmenty artykułów z innych źródeł, nie szczędząc również
własnych komentarzy.
Kavkaz Center od początku nie ma wątpliwości, że za katastrofą pod
Smoleńskiem stoją służby specjalne Federalnej Służby Bezpieczeństwa Federacji
Rosyjskiej (FSB), z którymi ta akurat agencja od lat ma na pieńku za nagłaśnianie
sytuacji w Czeczeni. Ale katastrofa polskiego samolotu przysłoniła wszystkie
inne wydarzenia. Wszelkie dotyczące jej doniesienia mają wspólny mianownik: to
dzieło FSB dokonane przy pomocy zaawansowanej technologii. Sugerowane jest
uderzenie bronią elektromagnetyczną lub – bardziej prawdopodobne – zdalne
zakłócenie urządzeń nawigacyjnych samolotu przez tzw. meaconing. Brzmi to jak
fragment scenariusza filmu sensacyjnego3, ale w istocie taki nadajnik jest
dziś na wyposażeniu każdej nowoczesnej armii
. Kavkaz Center podaje link na
stronę fabryki broni “Irtysz” w Omsku, skąd można zakupić przenośną
radiostację PAR-11M nawet przez Internet (na czym polega meaconing -
piszemy dalej).

Miejsce katastrofy

Dlaczego zamach?

Agencja Kavkaz Center wymienia niektóre powody, które mogłyby doprowadzić
do tego niespotykanego aktu terroru.
Kreml nienawidził prezydenta Lech Kaczyńskiego jak mało kogo. Za nieustanne
nagłaśnianie Katynia, za wciąganie Gruzji do NATO, za próbę uzyskania sankcji
UE wobec Rosji (gdy ta wstrzymała import polskiego mięsa). Za to, że otwierał
Europie oczy na uzależnianie się od rosyjskiej ropy i gazu (ukuto przy tym
zręczny skrót myślowy: rurociąg “Ribbentrop-Mołotow”). Za postawę, do której
Moskwa nie przywykła u Polaków od czasów Piłsudskiego. W czasie całej
prezydentury Kaczyński odwiedził Rosję zaledwie raz, konkretnie cmentarz w
Katyniu (2007). Nie był w Moskwie i nie spotykał się z politykami rosyjskimi. Za
to przy każdej okazji domagał się przeprosin za Katyń i wydania dokumentów z
postsowieckich archiwów.
- Antysowiecki Kaczyński pomylił się tylko raz – twierdzi Waleria Nowodworska,
czołowa rosyjska opozycjonistka – kiedy poleciał sowieckim samolotem na
sowieckie terytorium, zaufawszy sowieckiej władzy…
Kaczyński ciągle “drażnił” Rosjan. Imieniem Dudajewa nazwał wielki plac w
Warszawie. W przemówieniach okolicznościowych nie zapominał o “ciosie w
plecy 17 września”. No i wreszcie zagrożenie, jakie odczuł rosyjski gigant
Gazprom po odkryciu wielkich złóż gazu łupkowego w Polsce, który może być dla
Europy skuteczną alternatywą wobec gazu z Rosji. Kaczyński na każdym kroku
podkreślał niebezpieczeństwa wynikające ze związania się dostawami z Rosji
(szantaż gazowy) i nalegał na jak najszybszą eksploatację złóż w Polsce, czym
zainteresowane są m.in. największe firmy z Kanady. Coraz więcej komentatorów
sugeruje, że to właśnie “gaz zabił polskiego prezydenta”.4 Wiosną 2010 r. na
Kremlu pojęto nagle, że gaz łupkowy powoduje zerwanie ze światowym
gazociągiem i że, jeżeli nie podejmie się środków, to być może to Polska będzie
eksportować go do Europy…

Już w 2 tygodnie po katastrofie polskie media doniosły o nowym porozumieniu
rządów Polski i Rosji w sprawie zwiększenia dostaw gazu z Rosji do Polski: do
10,3 mld m3 rocznie i wydłużenia ich do 2037 roku.

http://g.gazetaprawna.pl/p/_wspolne/pliki/158000/i02_2010_015_166_002a_001_158466.jpg


Na pokładzie prezydenckiego Tupolewa zasiadało sześciu z siedmiu najwyższych
dowódców sił zbrojnych w kraju. Były to zarazem wysokie figury natowskie,
których teczki, palmtopy i telefony satelitarne kryły niejedną cenną tajemnicę. W
rękach Rosjan są wszystkie tajne dokumenty, nośniki informacji, szyfrogramy.
Tak intensywna “dekapitacja” najwyższych polskich dowódców (określenie za
“The Economist”) nie byłaby realna nawet podczas wojny. Tymczasem lista
pasażerów Tupolewa była dostępna w Internecie na wiele dni przed katastrofą
niczym menu w restauracji.
Jednakże fakt, że reżym Putina skorzystał na katastrofie, bo na pokładzie byli
najważniejsi polscy krytycy Kremla – nie oznacza jeszcze, że to jego robota.
Prezydent Miedwiediew, do niedawna uważany za marionetkę, od 4 miesięcy
wykazuje się coraz większą samodzielnością. Wywalenie bez konsultacji z
Putinem 18 generałów milicji, całego zarządu więziennictwa i połowy szefostwa
prokuratury – było wypowiedzeniem wojny. Po antyputinowskich demonstracjach
w przeszło 100 miastach Rosji, początkowo nikt nie zwrócił uwagi, że były to
miasta garnizonowe. Teraz się już mówi, że siłą wspierającą Miedwiediewa jest
armia, która nie tylko dąży do pozbycia się kurateli kagebistów, ale też do
przejęcia całości schedy po nich.
Czy to oznacza, że Miedwiediew strącił nasz samolot? Też niekoniecznie.
Skutkiem wewnętrznej rozgrywki w Rosji może być to, że w przypadku
bezpardonowej walki ze sobą służb siłowych – kontrola Miedwiediewa i Putina nad
nimi może być niepełna.

Morderstwo z premedytacją?

“Zapach likwidacji”, “Smoleńsk, morderstwo z premedytacją?”, “Kaczyński został
zabity przez Putina?”, “Morderstwo w stylu Kremla” – to tylko niektóre tytuły
artykułów, które od wielu dni regularnie publikowane są w gazetach oraz
agencjach prasowych. Nie we wszystkich. Najdalej posunęły się media w Rumunii
i w Izraelu. Powołując się na wypowiedzi niezależnych ekspertów i informacje
pozyskane ze źródeł w NATO, dziennikarze bez wahań podkreślają, że za
katastrofą w której zginęła znaczna część “antyrosyjskich polityków” i
“najlepszych wojskowych”, stoi FSB (dawne KGB).
Rumuńska agencja Romanian Global News, podważając rosyjską hipotezę o
błędzie pilota, wysuwa podejrzenie, że mogło dojść do celowego uszkodzenia
urządzeń pokładowych Tupolewa m.in. przy zastosowaniu rosyjskiej broni
elektromagnetycznej EMP. W artykule z 13 kwietnia agencja podkreśla, że choć
struktury bezpieczeństwa NATO jeszcze nie potwierdziły tego oficjalnie, to
jednak coraz poważniej “uwzględniają istnienie planu wyeliminowania
antyrosyjskich przywódców państwa polskiego”. A przylot delegacji polskiej z
dwoma prezydentami i dziesiątkami najlepszych polityków był dla Kremla – jak
zauważa agencja – wyjątkową okazją ku temu.
- Nigdy w jednej płaszczyźnie Rosja nie miała tak wielu ważnych wrogów przy
swoim terytorium i w pobliżu swojej bazy wojskowej wyposażonej w elektryczne
i elektromagnetyczne systemy broni. Była to okazja, której były agent KGB
Władimir Putin nie mógł przegapić – pisze jeden z dziennikarzy agencji. Podkreśla
także, że w sprawę zamieszane były wszystkie tajne rosyjskie struktury, czyli
FSB, GRU i SVR.
RGN pisze także, że choć od samego początku Rosja prowadzi zakrojoną na
niezwykle szeroką skalę kampanię mającą na celu wmówienie Polsce i światu, iż
był to “błąd ludzki” lub też niesprawność urządzeń, to jednak “nie jest w stanie
usunąć podejrzanych dowodów działań przestępczych”.
Stawiane powyżej tezy powiela także telewizja Evenimentul Zilei B1, która
kilkanaście dni temu wyemitowała program poświęcony katastrofie pod
Smoleńskiem. Przedstawione w nim materiały podważają rosyjską wersję
wydarzeń, co potwierdzili zaproszony do studia ekspert oraz pytane przez
agencję “wyspecjalizowane osoby, które nie dają się zwieść kampanii
dezinformacji rozpoczętej po tragicznym wydarzeniu”. We wspomnianym
materiale zwraca się uwagę również na fakt, że polskie media skupione są
obecnie na przeżywaniu tej tragedii i na uroczystościach pogrzebowych, z czego
wynika “brak dociekania prawdziwej wersji tego tragicznego wydarzenia”.

W rosyjską wersję wydarzeń nie wierzy też znaczna część izraelskich mediów.
Dwa dni po katastrofie portal Izrus.co.il napisał, że w tej tragedii widzi
“zabójstwo w stylu Kremla”. W podobnym stylu wypowiadali się także inni
izraelscy komentatorzy, podkreślając, że katastrofa została zaplanowana prze
Kreml, który “nienawidził Kaczyńskiego za jego antyrosyjskie poglądy”.
O udziale Putina w katastrofie mówił także program drugi izraelskiej telewizji.
Prezenter miał zaznaczyć, że dopóki dochodzenie w tej sprawie jest prowadzone
pod nadzorem rosyjskiego premiera, “jest coraz mniej prawdopodobne, że
poznamy prawdę na temat przyczyn wypadku”. Z kolei dziennik “Maariv”
opatrzył swój artykuł tytułem “Zapach likwidacji”, a dziennik “Haaretz” określił
solidarność Rosji z Polską wobec tragedii smoleńskiej jako pokazówkę.
Jane Burgermeiter, znakomita dziennikarka austriacka (ta sama, która oponowała
przeciwko stosowaniu szczepionki przeciw rzekomej pandemii świńskiej grypy) w
swoich relacjach z Polski podkreśla, że większość jej rozmówców nie wierzy w
błąd pilota jak Rosjanie podali natychmiast, bez analizowania wyników śledztwa.
- Polacy nie wierzą też w złe warunki pogodowe – pisze Burgermeiter – bo
wiedzą, że w wiele trudniejszych warunkach lądują samoloty pasażerskie na
całym świecie. Tym bardziej, że bez najmniejszych trudności 45 minut wcześniej
wylądował w Smoleńsku czarterowy Jak-40 z dziennikarzami. Polacy mają swoją
własną teorię na temat pojawiającej się i znikającej mgły.
Oczywiście – spiskową.

Mgła

Są dowody, że istniała ale nie bez przerwy.5 Smoleński kontroler zakomunikował
pilotom, że “właśnie powstaje”, ale ani zeznania świadków, ani filmy czy zdjęcia
dokonane na miejscu przez ekipy dziennikarzy i przygodnych widzów nie
potwierdzają istnienia gęstej mgły, która oficjalnie miała skrócić widoczność do
400 m. O ile była, była chwilowa, gdyż samolot widzialny był przez świadków z
bloków mieszkalnych oddalonych od miejsca katastrofy o ponad kilometr.
Ścięta brzoza, w dali bloki, z których świadkowie widzieli lądującego Tupolewa
Dziennikarze lądowali w Smoleńsku Jakiem-40 bez żadnego problemu, przy
dobrej pogodzie. Jeden z nich opowiadał: – No może pułap chmur był trochę
niższy, to wszystko. To nie możliwe żeby pogoda tak szybko się zmieniła! Tam
była ładna pogoda. Warunki pogodowe były świetne! Jak-40 to samolot, że tak
powiem, manualny. Wszystko zależy od pilota. Nie ma tam żadnej wypasionej
elektroniki. Nie to co w prezydenckim Tupolewie – tam było najnowocześniejsze
oprzyrządowanie! Wylądowaliśmy Jakiem jak to się mówi “na kreskę”, bez
żadnych, podkreślam żadnych problemów.
Co innego twierdzą jednak piloci. Oba polskie samoloty były z tego samego
specpułku i miały ze sobą kontakt radiowy. Załoga Jaka, który już wylądował,
ostrzegała kolegów przed szybko gęstniejącą mgłą. Piloci Jaka, chociaż nie
widzieli bezpośrednio samego momentu katastrofy, to słyszeli, jak maszyna z
prezydentem na pokładzie runęła na ziemię. Jako jedni z pierwszych byli na
miejscu, zaraz po katastrofie i szybko zorientowali się, co się stało, i że nie
można już nic zrobić. Nie byli w stanie tam zostać i patrzeć. Dlatego piloci Jaka
są dla prowadzących śledztwo w sprawie katastrofy jednymi z ważniejszych
świadków.
Kontrolerzy rosyjscy sugerowali pilotom Tupolewa, aby polecieli do Moskwy lub
Mińska. Problem w tym, że nie ma czegoś takiego jak rekomendacja. Jest
zezwolenie albo odmowa. Kontrolerzy na lotnisku mogli naruszyć procedury.
Wieża może uznać, że warunki pogodowe są zbyt trudne i zamknąć lotnisko.
Wtedy pilot musi lecieć gdzieś indziej. Jeżeli wieża tego nie robi, pilot uznaje, że
nie jest tak źle i ma wszelkie prawo, by podjąć próbę lądowania. Jeżeli
rzeczywiście wieża tego nie zabroniła, to oznacza, że Rosjanie popełnili fatalny
błąd.

Trzy samoloty

Niedługo po wylądowaniu maszyny z polskimi dziennikarzami, pojawił się
tajemniczy rosyjski transportowy Ił, który po wykonaniu czterech rund nad
lotniskiem nie wylądował tylko oddalił się do Moskwy.
Wielu świadków właśnie ten samolot wzięło za prezydencki, skąd poszła w świat
nieprawdziwa wersja o kilkakrotnych podejściach prezydenckiego Tupolewa.
Media intensywnie usiłowały połączyć ten fakt z incydentem w Gruzji
sugerując, że prezydent Kaczyński nakazał lądowanie, obawiając się spóźnienia
na uroczystościach obchodów 70. Rocznicy Zbrodni Katyńskiej. Innymi słowy, że
prezydent miał swój udział w tragedii.
Chaos informacyjny (swego czasu główna broń KGB) triumfował: najpierw były
niby 4 kołowania, potem 2, a w końcu jedno. Tak samo z liczbą ofiar. Wiele osób
(nie tylko Rosjan, niestety) nie czekając na wyniki śledztwa rozgłaszało: – “Winę
ponoszą polscy piloci, ich brawura, a być może nawet sam prezydent Lech
Kaczyński, który miał na nich wywrzeć presję”.
Było jednak inaczej. Według wstępnych informacji z zapisów czarnych skrzynek
tym razem nie było ani wielokrotnych podejść, ani nakłaniania pilotów. Było tylko
jedno podejście i od razu złe. Przy deklarowanej przez wieżę widoczności 400 m
i przy manewrze podchodzenia do lądowania – pierwsze drzewko zostało ścięte
aż półtora kilometra od początku pasa na zaskakująco niskiej wysokości – 5
metrów od ziemi!

Siergiej Amielin

Według Siergieja Amielina6, który zanalizował tor lotu Tupolewa na podstawie
pomiarów wysokości kikutów drzew: po pierwszym zetknięciu z drzewami pilot
usiłował dramatycznie podciągnąć maszynę w górę, ale udało się to zaledwie na
chwilę i na pułap ok. 15 metrów. Po kolizji z następnymi, grubszymi konarami
obrócił się i uderzył w ziemię…
Siergiej Amielin obszedł z aparatem całą okolicę, sfotografował uszkodzone
drzewa. Na podstawie kątów ścięcia drzew określił dość dokładnie na jakiej
wysokości i z jakimi kątami przechyłu leciał samolot. Wskazują na to, że kurs
podejścia był dobry, tylko wysokość za mała.

“Bardak”

Według rosyjskich mediów 7 kwietnia, gdy pod Smoleńskiem lądowały samoloty
z premierami Putinem i Tuskiem, na lotnisko sprowadzono nowocześniejszy
system nawigacyjny. System ten przed wizytą prezydenta Kaczyńskiego miał
zostać usunięty. Informacja ta nie została potwierdzona. Pewne jest, że na
lotnisku nie było systemu automatycznego naprowadzania lądujących samolotów
ILS (Instrument Landing System).
– Wszystkie urządzenia nawigacyjne na lotniskach muszą być regularnie
sprawdzane i posiadać aktualne świadectwa. Sprawdza się je w czasie lotów
-11- laboratoryjnych, przy użyciu specjalnego samolotu. Jeżeli wszystko
działa, to system nawigacyjny otrzymuje świadectwo – tłumaczył
„Rzeczpospolitej” jeden z ekspertów. Danych na temat lotniska pod
Smoleńskiem brak.
Jak powiedział pierwszy zastępca naczelnika głównego sztabu WWS, generałlejtnant
Aleksander Alioszyn, przed przylotem samolotów polskich i rosyjskich w
dniu 7 kwietnia br. samolot Jak-40 dokonał lotów rozpoznawczych,
zabezpieczając podejścia do lądowania przy właściwych minimalnych warunkach
meteorologicznych. Jak do tej pory nic nie wiadomo o takich lotach
rozpoznawczych w dniu 10 kwietnia. Czyżby samolot prezydencki z setką
najważniejszych ludzi leciał sobie bez żadnego zabezpieczenia, i to tym bardziej
na nieużywane, fatalnie wyposażone lotnisko, podczas występowania
ekstremalnych warunków atmosferycznych?
Białoruski dziennikarz krótko po katastrofie zrobił fotografię rosyjskich żołnierzy
wkręcających żarówki w światłach naprowadzających.
Czy w momencie, gdy samolot podchodził do lądowania, lampy nie działały?
Polska prokuratura oficjalnie zadała to pytanie stronie rosyjskiej. Do dziś nie
wiadomo też, co podczas feralnego lądowania robiła obsługa lotniska i kto
wchodził w skład naziemnej grupy przyjmującej Tu-154. Czy byli to pracownicy
ze Smoleńska, czy też może ludzie oddelegowani tam specjalnie na ten dzień z
innego miejsca i kiepsko znający to lotnisko. Nie podano też, kto osobiście
odpowiada za lądowanie samolotu, a kontroler lotu… zniknął.
Znany sowiecki dysydent Władimir Bukowski powiedział na łamach
“Rzeczpospolitej”, że strona rosyjska od początku próbuje obarczyć
odpowiedzialnością Polaków: – To przecież od niej pochodzą wszystkie
informacje. Dziwię się, że wielu Polaków to bezrefleksyjnie powtarza.
Na pytanie co mogło być przyczyną tragedii, Bukowski, odpowiada: – Bardak, bo
to najlepsze określenie tego, co dzieje się na rosyjskich lotniskach. Totalny
chaos, niekompetencja, nieporządek, zły stan techniczny sprzętu. Być może oni
-12- byli źle przygotowani do przyjmowania samolotów w takich warunkach
pogodowych. Pewien rosyjski inżynier, były szef lotniska Moskwa-Wnukowo,
umieścił w Internecie analizę, w której dowodzi, że wieża mogła nie zdawać sobie
sprawy z tego, że mgła jest aż tak gęsta. Z tego, co wiem, smoleńskie lotnisko
jest obecnie przekształcane z wojskowego na cywilne, a to tylko powiększa
panujący tam bałagan. Wieża mogła więc na przykład podać złe współrzędne, źle
pokierować pilotów…

Awaria

Kolejna hipoteza zakłada możliwość usterki lub poważniejszej awarii w
prezydenckim Tupolewie. – Park maszynowy 36. Pułku jest mocno wysłużony.
Liczba usterek, jakie miały te samoloty, jest przerażająca – mówił po katastrofie
były premier Józef Oleksy. – Sam byłem kiedyś poirytowany, iż z powodu awarii
nie mogłem dolecieć na szczyt europejski.
Ale Rosjanie upierają się, że samolot był sprawny. Zimą przeszedł kompleksowy
remont w rosyjskich zakładach lotniczych Awiakor w Samarze. Mógł po nim
spędzić w powietrzu jeszcze 7,5 tys. godzin. Wylatał tylko 140. W sumie 20-
letni samolot przeleciał 5000 godzin i lądował 1823 razy, co zdaniem dyrektora
zakładów Awiakor Aleksieja Gusiewa jak na tę maszynę nie jest dużą liczbą. – Po
remoncie samolot latał normalnie, żadnych pretensji nie zgłaszano – mówił
Gusiew.
– Wstępne dane wskazują, że katastrofa nie była związana z problemami
technicznymi na pokładzie samolotu – wtórował mu szef komisji śledczej
Prokuratury Generalnej Rosji Aleksander Bastrykin. – Wiadomo, że do momentu
uderzenia w drzewa, Tupolew był w pełni sterowny.

Podaj gnata!

Pierwsze komunikaty po tragedii były sprzeczne i chaotyczne ale również
zastanawiające. Najpierw podano (m.in. wiceminister spraw zagranicznych
Paszkowski), że trzy osoby przeżyły katastrofę, aby w chwilę potem
sprostować, że nikt nie żyje. Skąd się wzięła pierwotna informacja – do dziś nie
wiadomo!
Tuż po katastrofie na medialne anteny nic się nie przesączyło, ponieważ
dziennikarzom rekwirowano kamery i nagrania. Po świecie krąży od komputera
do komputera, półtoraminutowy film nagrany przy pomocy telefonu
komórkowego przez mężczyznę, który jako jeden z pierwszych pojawił się na
miejscu katastrofy. Był tam nieomal natychmiast, tuż przed odezwaniem się
syreny alarmowej lotniska i w chwilę potem uciekł. Jego niewyraźny filmik
pokazuje przede wszystkim szczątki samolotu – płonące fragmenty w
przerzedzonym lesie. W głębokim tle słychać głosy po polsku i rosyjsku, strzały,
a także widać niewyraźne ruchy jakichś postaci. Filmik pojawił się dopiero w 5 dni
po katastrofie i zdejmowany był z YouTube wielokrotnie, aby powracać jako
kopia z innych kont. Po pewnym czasie rozmnożył się do rozlicznych wersji
dodatkowo uzupełnianych zbliżeniami i interpretacją zasłyszanych odgłosów,
które wielokrotnie sugerują… dobijanie rannych.
Oficjalnie uważano, że odgłosy strzałów na filmie to eksplodująca amunicja
borowców podróżujących jako obstawa prezydenckiej pary. Ale fachowcy od
broni palnej, jakich nie brakuje w Internecie, twierdzą, że takie odgłosy wydaje
pistolet PM (Makarowa). Inna wersja oficjalna interpretuje strzelanie jako
działanie na postrach ściągających gapiów. Oficjalnie uważa się także, że głosy z
głebokiego tła (“Uspokój się”, “Podaj gnata”, “Nie zabijajcie nas”…) zostały
spreparowane i nie prezentują rzeczywistości. Inaczej trudno zinterpretować
fakt, że smoleńscy gapie posługują się językiem polskim.
Jakby tego chaosu było mało, ukraińska agencja Rupor utrzymywała, że filmik
jest dziełem “cleanerów” z FSB, którzy maskują ślady zamachu. Tożsamość
autora filmu nie była znana, a internauci (zwłaszcza rosyjscy) życzyli mu
najczęściej… skutecznej kryjówki.
Nieskutecznie. 15 czerwca identyfikujący autora filmu internauci podali, że
Andriej Mendierej został pod Kijowem pchnięty nożem. Przewieziono go w stanie
krytycznym do szpitala w Kijowie. Następnego dnia trzej niezidentyfikowani
osobnicy odłączyli go od respiratora. Otrzymał trzy dodatkowe, śmiertelne ciosy
nożem. Trudno zweryfikować tę informację (za chorwackim portalem index.hr)
ale innej jak dotąd nie ma. Internauci amerykańscy (m.in. portal Reddit)
zaapelowali do ukraińskich o dostarczenie więcej informacji o Mendiereju.
Cztery dni później pułkownik Krzysztof Parulski stwierdził na specjalnej
konferencji prasowej w sprawie katastrofy: – Film ze strzałami w tle był
wyświetlany w telewizji rosyjskiej bardzo często. Myślę, że siłą rzeczy stał się
przedmiotem wyjaśniania przez prokuraturę rosyjską. Pułkownik Zbigniew Rzepa
dodał: – W chwili obecnej nie mamy informacji, żeby opinia o tym filmiku wpłynęła
do prokuratury okręgowej.
Tymczasem działający w USA dziennikarz i fotograf Siergiej Melnikoff, redaktor
strony internetowej “Gulag”, zacytował anonimową, prywatną opinię pracownika
amerykańskiego wywiadu, który po analizie amatorskiego filmu, nie kryjąc
wzburzenia powiedział, że “ofiary, które przetrwały katastrofę były dobijane”.
Federalny ekspert dodał prywatnie, że jeżeli uda się tego dowieść “to ten kraj
(Rosja) zostanie odizolowany od cywilizowanego świata na wiele dekad”.
Mielnikoff uznawany jest za wiarygodne źródło informacji jako długoletni
współpracownik amerykańskiego wywiadu wojskowego wysyłany do Rosji w
tajnych misjach mających na celu poszukiwanie amerykańskich lotników
zestrzelonych nad Wietnamem.

Przyjaźń i zaufanie

Ponieważ katastrofa nastąpiła na ziemi rosyjskiej w rosyjskim samolocie władze z
Moskwy oświadczyły, że Rosja przejmuje kierownictwo nad dochodzeniem.
Sprawę powierzono technikom i prokuratorom rosyjskim i oni są głównym
elementem śledztwa. Uczestniczą w nim w mniejszym stopniu także polscy
prokuratorzy, którzy jednak mają ręce związane, a nieśmiałe próby śledztwa
równoległego zostały zmarginalizowane. – W relacji ze stroną rosyjską
pozostajemy dziś w kategorii “petenta” – powiedział Edmund Klich, szef
Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.
Pierwsze opamiętały się media, zauważając że Rosjanie rekwirują nie tylko części
samolotu ale również osobiste rzeczy pasażerów oraz sugerują, że pierwsza
czarna skrzynka została uszkodzona w wyniku impaktu. Przyjęcie założenia o
mgle jako przyczynie katastrofy nie mogło wystarczyć na długo bez poparcia
dowodami. A z tymi Moskwa nie spieszy się do dziś.
- Pozostawianie sprawy w rękach władz obcego państwa jest niedopuszczalne –
twierdzi Antoni Macierewicz, były szef Kontrwywiadu Wojskowego i MSW: – Nie
-15- ma wątpliwości co do tego, że resort obrony jest współodpowiedzialny za
sytuację, która powstała, a dokładnie ponosi on odpowiedzialność za
niewyciąganie wniosków. Zaniechania, błędy i nieudolności ministra Bogdana
Klicha są oczywiste. Jednak główna odpowiedzialność spada na premiera Donalda
Tuska, bo to on rozstrzygał i doprowadził do sytuacji, w której wizyta
prezydenta RP stała się swoistą pułapką dla elit niepodległościowej Polski.
Doprowadzono do rozdzielenia wizyt premiera i prezydenta. Pan premier zgodził
się na narzucenie przez Rosję warunków, zgodnie z którymi odmówiono
polskiemu prezydentowi przyjęcia go w Katyniu 7 kwietnia, stworzono osobną
wizytę, która nie miała statusu wizyty oficjalnej, ale była wizytą prywatną. To
oznaczało w konsekwencji zupełnie inny reżim, inne zasady bezpieczeństwa, a
dokładnej mówiąc – zupełny brak zasad bezpieczeństwa. Skoro była to wizyta
prywatna, to Rosjanie nie poczuwali się do żadnej odpowiedzialności i
zobowiązań. Pan Tusk musiał mieć tego pełną świadomość. To samo tyczy się
jego odpowiedzialności za działalność służb. To przecież jemu one bezpośrednio
podlegają. Doskonale wiemy, że kiedy z wizytą leci prezydent USA czy
jakakolwiek ważna osoba Izraela, to na wiele dni wcześniej przylatuje specjalna
ekipa, która taką wizytę przygotowuje, także z punktu widzenia bezpieczeństwa.
Tutaj nic nie zrobiono.
Minister obrony Bogdan Klich podpadł nie tylko Macierewiczowi. Generał Sławomir
Petelicki dał temu wyraz w sposób bezprecedensowy. Napisał list do premiera, w
którym proponuje… dymisję Klicha. Petelicki, m.in. honorowy członek Grupy Sił
Specjalnych Armii USA apeluje o “podjęcie radykalnych kroków mających na celu
ratowanie polskich sił zbrojnych”. Według niego trzeba też rozwiązać wojskową
prokuraturę.
Ani rosyjscy, ani polscy śledczy badający sprawę katastrofy pod Smoleńskiem
ani razu nie wspomnieli o systemie TAWS. Nie wiadomo też, czy z zapisu
czarnych skrzynek udało się uzyskać informację o aktywności tego urządzenia.
Aż wreszcie ktoś nie wytrzymał i oficjalnie zażądał dochodzenia z udziałem
autorytetów międzynarodowych.
Międzynarodowa komisja
Z pierwszym oficjalnym apelem wystąpił dr hab. Jacek Trznadel, przewodniczący
Rady Polskiej Fundacji Katyńskiej, który zresztą podważa skuteczność polskich
prokuratorów.
- Nie chcę ich wymieniać personalnie, ale wydaje mi się, że byliby oni skłonni do
wysłuchiwania dyrektyw rządu, żeby nie zadrażniać sytuacji międzynarodowej
oraz stosunków polsko-rosyjskich – powiedział Trznadel. – Jeżeli giną prezydent i
elita wybitnych ludzi sprawujących najważniejsze funkcje w państwie, to wydaje
–16- mi się, że oddanie śledztwa stronie, na której terytorium doszło do
wypadku, przeczy poczuciu suwerenności i racji stanu.

Prof. Trznadel

Trznadel zwrócił się do premiera Donalda Tuska o powołanie niezależnej,
międzynarodowej komisji technicznej dla zbadania przyczyn katastrofy pod
Smoleńskiem: – Rozsądek nakazywałby powołać taką komisję. Bowiem uderza
wielki rozmiar niepewności poszczególnych stwierdzeń, m.in. technicznych. Są
one bardzo dziwne. Obecnie nic na zdrowy rozum nie usprawiedliwia tej
katastrofy.
Według prof. Trznadla, wnioski takiej komisji, z udziałem najlepszych światowych
ekspertów, miałyby podstawowe znaczenie dla opinii publicznej i dla historii. Być
może komisja będzie dysponowała technikami śledczymi, które nie są nam
dostępne.
- Straciliśmy szansę natychmiastowego powołania międzynarodowej komisji do
zbadania katastrofy – pisze portal Niezależna.pl – Po wykryciu grobów
katyńskich, Niemcy, chcąc pokazać brak swojego bezpośredniego udziału w tej
zbrodni, zwołali międzynarodową komisję i zaprosili przedstawicieli
Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. My natomiast, w najtragiczniejszej dla
Polski katastrofie, zawierzyliśmy śledczym rosyjskim i prokuratorom polskim, na
dodatek z prokuratury dostatecznie już przetrzebionej przez rząd PO. Tylko
międzynarodowy zespół śledczy, pod egidą ONZ i z udziałem specjalistów z co
najmniej kilkunastu państw, mógłby pomóc w rzetelnym wyjaśnieniu tej
tragicznej katastrofy. Zaniedbano tej szansy, co niewątpliwie będzie się mściło
przez długi czas falą podejrzeń, teorii spiskowych i pozbawionych odpowiedzi,
zwykłych pytań.
Specjalizujący się w prawie międzynarodowym dr Karol Karski i zarazem poseł
PiS uważa, że to strona polska powinna być gospodarzem tego śledztwa. -
Zwracam uwagę, że katastrofie uległ polski samolot wojskowy korzystający z
eksterytorialności. Można również powołać międzynarodową komisję, która
zajmie się wyjaśnieniem przyczyn wypadku, czego domagają się przedstawiciele
środowisk katyńskich. Nie ma żadnych przeszkód prawnych, by powołać
międzynarodową komisję z grona niezależnych autorytetów. 7
Już ponad 10 tys. osób podpisało się pod listem otwartym do premiera Donalda
Tuska o powołanie międzynarodowej komisji. Tymczasem rząd “nie widzi
potrzeby organizowania na obecnym etapie prac nowych zespołów śledczych”.
Jest przekonany, że współpraca polsko-rosyjska w zupełności wystarczy do
wyjaśnienia przyczyn tragedii pod Katyniem. W sprawie śledztwa pozostajemy
uzależnieni od dobrej woli Rosjan, a rzecznik rządu Paweł Graś informuje
oficjalnie, że “na razie nie widać potrzeby powoływania międzynarodowej komisji
technicznej, gdyż Polska skierowała do śledztwa najlepszych specjalistów, a
ponadto mamy dobre doświadczenia ze współpracy z Rosjanami. Każda
ingerencja rządu w proces badania przyczyn katastrofy byłaby bardzo źle
odebrana” (sic!)

Były sobie skrzynki…

… trzy. A właściwie nawet pięć. Pięć czarnych skrzynek posiadał feralny Tu-
154M prezydenta Kaczyńskiego, ale tylko trzy z nich mogą mieć znaczenie dla
śledztwa. Ta trzecia jest polskim rejestratorem parametrów lotu, ale – zdaniem
prokuratora generalnego RP Andrzeja Seremeta – po zbadaniu powinna ona
wrócić do Rosji.
Seremet przyznał w miniony czwartek że, prokuratorzy rosyjscy dopuścili do
udziału w czynnościach przedstawicieli strony polskiej, tzn. prokuratorów, którzy
prowadzą śledztwo. Jednak termin upublicznienia nagrań wyznaczono na “nie
wiadomo kiedy”: – Dopiero po tym jak strona rosyjska wykona wniosek o pomoc
prawną, wtedy kiedy zrealizują nasze prośby, dowody zostaną przejęte przez
polską prokuraturę. Te materiały (czyli czarne skrzynki) po udostępnieniu ich
Polakom zostaną przekazane do stosownej analizy i po tej analizie prokurator
będzie mógł podjąć decyzję co do ujawnienia ich. Skrzynki stanowią dowody w
postępowaniu karnym prowadzonym przez stronę rosyjską i bez jej zgody nie
można upubliczniać treści dowodów.
Na pytanie czy nie przyszedł czas by dementować najbardziej skrajne hipotezy,
np. “atak impulsem elektromagnetycznym, atak rakietowy czy umieszczenie
urządzenia blokującego stery”, Seremet odparł: – Niektóre tezy mają w sobie taki
stopień fantastyki, że rozsądni ludzie dementują je sami. Ale gdyby dementować
tezy nakładające się z hipotezami śledczymi, oznaczałoby to ujawnianie, jakim
materiałem dysponują służby śledcze, a to jest niewskazane.
Od początku postępy w śledztwie bacznie obserwuje Antoni Macierewicz: -
Oficjalny komunikat z 15 kwietnia mówi, że przedstawiciel polskiej prokuratury
uczestniczy w rozszyfrowywaniu czarnej skrzynki, a 20 kwietnia dowiadujemy
się z ust prokuratora generalnego, że właśnie w tym dniu polska prokuratura
-18- wystąpiła o zapis czarnej skrzynki. To jest to jakaś schizofrenia. Bardzo
długo powstrzymywałem się od wszelkich komentarzy w tej materii; uważałem,
że nie wolno wysnuwać zbyt pochopnych wniosków, ale wystąpienie prokuratora
generalnego mną wstrząsnęło. Pokazało całkowity brak odpowiedzialności i
przyjęcie do wiadomości, że strona rosyjska dyktuje warunki. Tak jak
podyktowała wszystkie warunki na samym początku, zabierając ciała, dowody,
uniemożliwiając jakikolwiek dostęp do nich… Nie można zgodzić się na taką
sytuację, w której Rosjanie będą dyktowali warunki, bo to oznacza, że
rezygnujemy z dotarcia do prawdy i może się zdarzyć tak, że nigdy do niej nie
dotrzemy.
Eksperci od bezpieczeństwa lotów wiedzą, że wszelkie niezbędne informacje
znajdują się w czarnych skrzynkach.8 Umieszczone w nich nośniki
elektromagnetyczne można, niestety, skutecznie zmanipulować. Każdą
informację można z nich przegrać, rozkodować, a dysponując odpowiednim
sprzętem, wpisać nowe, wiarygodnie wyglądające informacje i nikt nie będzie w
stanie tego sprawdzić. Jako dowód w śledztwie z punktu widzenia interesów
suwerennego państwa polskiego są one już niewiarygodne. Wykrycie tego, że
ktoś majstrował przy czarnych skrzynkach jest możliwe tylko wówczas, gdy
manipulacji dokonuje amator, ale nie profesjonalista.

Oprócz czarnych skrzynek, lot samolotu był nieustannie kontrolowany przy
pomocy specjalnego odbiornika GPS przez polską Służbę Kontrwywiadu
Wojskowego, która na bieżąco znała podstawowe parametry lotu jak prędkość,
wysokość czy lokalizacja, jak również rozmowy w kabinie pilotów i z kontrolerami
lotu. Nie wiadomo jeszcze, co te notowania wniosą do śledztwa. Kontrwywiad
wojskowy jest ciałem niezależnym i nie podlega prokuraturze.
Brawura, słaby rosyjski, presja
36-letni kapitan Arkadiusz Protasiuk miał według Rosjan przeszarżować: nie znał
lotniska i maszyny, którą leciał. „Załoga najwyraźniej nie uwzględniła specyfiki
rosyjskiego samolotu” – pisał portal Newsru.com, powołując się na rosyjskich
ekspertów. Tu-154 traci wysokość szybciej niż inne samoloty. Protasiuk miał
więc popełnić szkolny błąd i za nisko sprowadzić maszynę.
Błąd pilota? Wykluczam to – powiedział anonimowo “Naszemu Dziennikowi”
ekspert od systemów nawigacji satelitarnej. – Jest wysoce nieprawdopodobne,
by pilot znający lotnisko, opierając się na ocenie wysokości maszyny na systemie
radarowym RW-5M, znajdował się na 1500 m przed celem na wysokości 0
metrów. Dzięki systemowi TAWS ten samolot powinien był bezpiecznie
wylądować nawet w złych warunkach pogodowych. Jeżeli widoczność w
płaszczyźnie horyzontalnej była mniejsza niż 550 m, to panowały przynajmniej
warunki ILS CAT-1 – w takiej sytuacji wieża nie powinna była zezwolić na
lądowanie. Ponieważ znane są warunki pogodowe, należy wykluczyć wersję o
błędzie pilota. Możliwości zasadniczo są dwie: atak elektroniczny z zewnątrz
bądź dywersja na pokładzie samego samolotu.
Kpt. Protasiuk przelatał imponującą liczbę 2937 godzin i należał do najlepszego
z najlepszych w kadrze pilotów. Maszynę znał doskonale. Znał także prymitywną
anatomię wojskowego lotniska – co potwierdził pułkownik Grzegorz Kułakowski,
kolega Protasiuka z 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego.
Jak uważa rosyjski kontroler lotu ze Smoleńska Paweł Plusnin, polscy piloci nie
informowali go o swojej wysokości, bo „słabo znali rosyjski”. Te słowa wzburzyły
kolegów zabitych pilotów. – Protasiuk mówił po rosyjsku znakomicie – powiedział
płk Kułakowski. Trzy dni wcześniej podczas lądowania w Smoleńsku jako drugi
pilot samolotu premiera Donalda Tuska Protasiuk nie miał najmniejszych
problemów w komunikacji radiowej z lotniskiem.
W sierpniu 2008 r., podczas rosyjskiej inwazji na Gruzję, prezydent Kaczyński
próbował nakłonić pilota do lądowania w Tbilisi. Ten jednak sprowadził maszynę

na bezpieczniejsze lotnisko w Azerbejdżanie. Czy tym razem pilot się ugiął, bo
ktoś – prezydent lub dowódca Sił Powietrznych (gen. Błasik) – kazał mu lądować
w skrajnie trudnych warunkach? Tak myśli wielu, m.in. reżyser Andrzej Wajda.9
Koledzy Protasiuka uważają, że to niemożliwe. – Załogi, które latają w pułku
zapewniającym transport najważniejszym osobom w państwie, są tak
wyszkolone, że nie ulegają presji – powiedział kapitan Grzegorz Pietruczuk, ten
sam, który odmówił prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu lądowania w Tbilisi.
Wojskowi podkreślają, że żelazna zasada mówi, iż najważniejszą osobą na
pokładzie jest pilot. Nikt, nawet prezydent, nie ma prawa narzucać mu swojej
woli. Po incydencie na Kaukazie piloci mieli jeszcze umocnić się w tym
postanowieniu. Z przecieków po wstępnej analizie czarnej skrzynki wynika, że
żaden z pasażerów nie ingerował w pracę pilotów.
TAWS
Sensacyjne zdjęcie wymiany żarówek przez obsługę lotniska, jakie godzinę
przed lądowaniem Tupolewa wykonał białoruski dziennikarz obiegło świat ale
niewiele wnosi do sprawy. Konwencjonalne oświetlenie lotniska jest praktycznie
całkowicie zbyteczne, jeśli załoga samolotu może posłużyć się systemem TAWS
(Terrain Awareness and Warning System).
TAWS zawiera skomputeryzowane mapy świata i ostrzega pilotów za każdym
razem, gdy za bardzo zbliżą się do szczytu, wieży radiowej lub innej przeszkody
- a także w przypadku zbyt małej odległości do ziemi. To bowiem właśnie

kłopoty przy lądowaniu są najczęstszą przyczyną wypadków samolotowych. Od
2005 r. urządzenia TAWS są obowiązkowo montowane we wszystkich nowych
samolotach linii komercyjnych. Jeśli samolot jest na zbyt małej wysokości, TAWS
natychmiast reaguje głośnym sygnałem dźwiękowym. Dzięki temu
doprowadzono do całkowitego wyeliminowania katastrof lotniczych przy
lądowaniu. Wystarczy powiedzieć, że od końca lat 90., gdy zaczęto montować
TAWS w starych i nowych maszynach, ŻADEN samolot z tym systemem nie uległ
katastrofie. Żaden – do 10 kwietnia 2010 r.
Dzięki TAWS piloci widzą trójwymiarowy model terenu z dokładnością wysokości
nawet do 1 metra umożliwiający pomyślne lądowanie nawet w złych warunkach
pogodowych. Samolot prezydencki taki system posiadał i ten fakt pogłębia tylko
tajemnicę jego upadku.
Marek Strassenburg-Kleciak odpowiada za analizy strategiczne i rozwój
systemów trójwymiarowej nawigacji w niemieckim koncernie Harman Becker.
Dlatego też trudno mu sobie wyobrazić, jak system TAWS mógł zawieść : – No
chyba, żeby mu “pomóc”. Inaczej z tym systemem nie można się rozbić.
Urządzenia pokładowe są tak dokładne, że piloci bez trudu powinni byli wykonać
ten manewr – chyba że wskazania nie były prawdziwe. Znane są bowiem techniki
umożliwiające fałszowanie ich danych, często w sposób niemożliwy do
zweryfikowania przez pilotów. Wówczas tragedia jest nieunikniona.
W ocenie Strassenburga-Kleciaka – analiza zdjęć z katastrofy prezydenckiego
samolotu wykonanych przez Siergieja Amielina pozwala sądzić, że Tu-154M z
polską delegacją na pokładzie zbliżał się do pasa startowego we właściwy
sposób. Tyle, że samolot znajdował się w niewłaściwym miejscu. Dokumentacja
zdjęciowa pokazuje, że samolot leciał tak, jak powinien: w odpowiednim kierunku
(wynika to z analizy poszczególnych uszkodzeń na czubkach pierwszych drzew)

i z właściwym nachyleniem horyzontalnym maszyny przy podchodzeniu do
lądowania. – Różnica polega tylko na przesunięciu fazowym samolotu: w
płaszczyźnie poziomej o ok. 15-25 m do prawidłowego kursu, a w pionie o ok. 5
m; maszyna leciała za nisko.
Jak podaje “USA Today”, na zagadkowość katastrofy pod Smoleńskiem zwrócił
też uwagę John Hamby, rzecznik Universal Avionics Systems of Tucson -
producenta systemu TAWS. Jedną z ewentualnych przyczyn – według Billa
Vossa, prezesa Fundacji Bezpieczeństwa Lotów (Flight Safety Foundation) -
może być niedokładność mapy Rosji w systemie TAWS.
- Fakt, że prezydencki TU-154 miał zainstalowany TAWS, stawia więcej pytań niż
odpowiedzi – stwierdził John Cox, konsultant ds. bezpieczeństwa i ekspert od
wypadków. – Naprawdę chciałbym wiedzieć, co działo się na pokładzie, ponieważ
niezależnie od tego, pod jaką presją byli piloci i z jakimi warunkami pogodowymi
mieli do czynienia, nigdy żaden pilot nie zignorował ostrzeżenia TAWS. Czym
różnił się ten samolot, że stało się inaczej? – pyta Cox.
Meaconing
W jaki sposób wskazania urządzeń mogą zostać przekłamane? W tym celu
stosuje się technikę o nazwie “meaconing” (Recording and Rebroadcast on the
Receive Frequency to Confuse Positioning). Polega ona na tym, że sygnał
satelity jest nagrywany przez specjalne urządzenie i z niewielkim przesunięciem
w czasie i z większą mocą niż sygnał satelity puszczany w eter na tej samej
częstotliwości, na której nadaje satelita.
- Im mniejszy interwał czasu stosowanego w “meaconingu”, tym trudniej go
rozpoznać, co w konsekwencji prowadzi do błędnego określenia własnego
położenia. Jeśli zmiana pozycji samolotu jest niewielka – a tak było w przypadku
prezydenckiego lotu – to nawet inteligentny odbiornik (typu Receiver-
Autonomous-Integrity-Monitoring) nie jest w stanie wykryć oszustwa.
Przekłamanie urządzeń pokładowych można wprowadzić zarówno za pomocą
satelity, jak i urządzeń znajdujących się na lotnisku. Jeśli zjawisku towarzyszą
złe warunki pogodowe, piloci pozostają bezbronni. Różnica położenia, jaką
pokazuje trajektoria tego samolotu, jest typowa dla “meaconingu”: aby sygnał
nie mógł być wykryty, przesunięcie fazowe sygnału równe jest nanosekundom.
Daje to przesunięcie położenia rzędu tych wielkości, które widać na
dokumentacji Amielina – twierdzi cytowany wcześniej ekspert Strassenburg-
Kleciak. Jak zaznaczył, jego spostrzeżenia potwierdził prof. Hans Dodel, autor
książki “Satellitennavigation”, inżynier i oficer Bundeswehry.

Urządzenie zakłócające sygnał jest bardzo małe. Można je po prostu zostawić w
dowolnym miejscu w lesie. Sygnał ma znikomą moc, odpowiadającą energii
wypromieniowywanej przez robaczka świętojańskiego. Jest on niezauważalny i
nie do wykrycia. Co do zasięgu pracy urządzenia: grupce młodych elektroników
w Nowym Jorku udało się zakłócić lądowanie samolotu na lotnisku w Bostonie!
Tak więc samolot nie musi się znajdować bezpośrednio nad źródłem zakłóceń,
nie potrzeba dział elektronicznych, które zostawiłyby ślad w postaci
charakterystycznych uszkodzeń elektroniki pokładowej. Jest to do tego stopnia
niebezpieczne, że fachowcy od bezpieczeństwa lotów świetnie zdają sobie
sprawę z realnego zagrożenia meaconingiem, który nie zostawia śladów. Dlatego
też w samej tylko Unii Europejskiej rozwinięto strategię Navigation Warfare,
która ma być zrealizowana do 2018 roku i zostanie oddana do dyspozycji
wojska. Powstało specjalne konsorcjum przemysłowe, które otrzymało zlecenia
na rozwinięcie tej technologii. Nikt nie wydaje dziesiątek milionów euro z powodu
czysto teoretycznego zagrożenia…
Pierwszym oficjalnym wielkonakładowym medium w Polsce, które wśród
przyczyn katastrofy nie odrzuciło spisku był dziennik “Rzeczpospolita”, który 21
kwietnia piórem Piotra Zychowicza (był służbowo w Katyniu) uznał, że nie należy
się ograniczać do trzech wymienionych na wstępie hipotez (błąd pilota, pogoda,
awaria), dodając do nich m.in. zamach terrorystyczny lub atak elektroniczny.
Czytamy tam m.in.: – Wiadomo, że wcześniej problemy z wylądowaniem w
Smoleńsku miał rosyjski samolot Ił-76. Zwolennicy teorii o ataku elektronicznym
wskazują, że już wtedy sabotażyści mogli uruchomić swoje urządzenie. Eksperci
lotnictwa przestrzegają jednak przed wyciąganiem takich wniosków. Według
Tomasza Hypkiego, Smoleńska nie ma na liście 11 tys. lotnisk, których dane są
opracowane przez twórców systemów takich jak TAWS.
Zaprzeczają temu inni eksperci: – Mapy cyfrowe są produkcji amerykańskiej.
Żadne miejsca nie były od czasu “zimnej wojny” tak dokładnie sprawdzane i
modelowane jak właśnie okolice rosyjskich lotnisk wojskowych, także tych
najmniejszych. Ponieważ zaś w Smoleńsku w ciągu ostatnich 50 lat nie było
trzęsienia ziemi, prób jądrowych ani działań budowlanych zmieniających
całkowicie powierzchnię terenu, więc żaden ekspert nie traktuje tej tezy
poważnie. Gdyby mapa była zła, rozbiłby się trzy dni wcześniej wasz premier
Donald Tusk.
EMP
Romanian Global News powołuje się na nieoficjalne źródła w polskim
Ministerstwie Obrony Narodowej, które w rozmowie z dziennikarzami agencji
miały potwierdzić, że swego czasu Rosjanie przeprowadzali na terenie lotniska w
Smoleńsku eksperymenty przy użyciu broni elektromagnetycznej EMP
(elektromagnetyczny impuls) – najsilniejszej broni, jaka kiedykolwiek istniała.
O tym, że przed dwoma laty stworzono w Moskwie tę broń, pisał już także
rosyjski dziennik “Prawda”: – Ogromna moc miliardów watów jest generowana z
urządzenia małych rozmiarów. Innowacją tej broni jest to, że impulsy
elektromagnetyczne emitowane przez nią są znacznie krótsze, ale o niezwykle
potężnej mocy – podkreślał w rozmowie z gazetą Giennadij Miesiats,
wicedyrektor Rosyjskiej Akademii Nauki i dyrektor Instytutu Fizyki im.
Lebiediewa.
Inny naukowiec specjalizujący się w elektromagnetycznej superbroni Michaił
Jaladin podkreślił, że przed Rosją jeszcze nikomu nie udało się stworzyć równie
małego urządzenia o takiej sile. – Nasza broń jest co najmniej dziesięciokrotnie
silniejsza niż jakakolwiek broń stworzona w innym kraju – podkreślił Jaladin.

Działanie EMP, najgroźniejszego typu broni dla komunikacji lotniczej
Jej działanie opiera się na wysyłaniu impulsów elektromagnetycznych, które
destruktywnie oddziałują na znajdujące się w pobliżu urządzenia elektroniczne,
uszkadzając je bądź zafałszowując podawane przez nie parametry. Impulsy
elektromagnetyczne są także w stanie zakłócać pracę silników wszystkich
samolotów. Rosyjskie urządzenie o nazwie “Nike” (na cześć greckiej bogini
zwycięstwa), było już pokazywane w Jekaterynburgu nad Uralem. Rosyjscy
naukowcy podkreślają, że Nike potrafi naśladować m.in. uderzenia pioruna lub
wybuch jądrowy. Zastosowanie tej broni jest jednak bardzo trudne do wykrycia
ze względu na krótki czas działania wiązki elektromagnetycznej.
Rumuńska agencja, powołując się na swoje dotychczasowe ustalenia,
zdecydowanie podkreśla więc, że katastrofa miała być zamachem na “najbardziej
antyrosyjskich przywódców Polski”, w tym na obu braci Kaczyńskich, znanych ze
swojego zdecydowanego stanowiska wobec Rosji. – Spodziewano się, że w
samolocie będą obaj bracia Kaczyńscy – czytamy. – Na szczęście brat-bliźniak
prezydenta, były premier Jarosław Kaczyński w ostatniej chwili musiał
zrezygnować z podróży do Smoleńska ze względu na zły stan zdrowia ich matki.
To był przypadek i pech dla Moskwy. Jarosław Kaczyński może być bowiem
następnym prezydentem Polski. Rumuńska agencja podkreśla także, że jeśli tak
się stanie, to kolejny prezydent będzie dokładnie rozumiał tragiczne wydarzenia
kwietniowe i postawę Moskwy.
Wersja ataku elektromagnetycznego na polski samolot pojawia się na wielu
amerykańskich portalach niezależnych, które opierają swe informacje na
przeciekach z amerykańskich służb specjalnych. Wprost o rosyjskim sabotażu
mówi czołowy prawicowy komentator James Buchanan, który nie traci okazji,
aby zauważyć, jak zmienił się odbiór Kaczyńskiego w izraelskich mediach po
śmierci prezydenta Polski: z “niebezpiecznego” na “przyjacielski”.

“New Scientist” cytuje izraelskich ekspertów z International Institute for
Counter-Terrorism w Hercliji: – Elektromagnetyczna broń pulsacyjna jest w stanie
usmażyć elektronikę na pokładzie pasażerskich samolotów. Do rozbicia samolotu
wystarczyłby jeden silny puls z urządzenia ukrytego na jego pokładzie, ale i
takiego na ziemi. Yael Shahar, dyrektor Instytutu, zbadała używaną i dopiero
projektowaną broń elektromagnetyczną i dla każdej znalazła tani odpowiednik
możliwy do zbudowania “domowymi metodami”.
Pilot Tupolewa zachowywał się tak jakby nie słyszał kontrolera lotów. No właśnie
- może nie słyszał, dlaczego? Bo np. nie miał już sprawnego sprzętu. Wiele
wskazuje na to jakby ni stąd ni z owąd elektronikę w samolocie szlag trafił!
Według protokołu
Po katastrofie w Polsce chwalono zachowanie Putina i pomoc z jaką pospieszyła
Rosja. Pojawiły się też nadzieje, że stosunki Moskwa – Warszawa będą coraz
lepsze, że nastąpi w nich pozytywny przełom. Obydwie strony upajają się
gestami ocieplenia.
Dysydent Władimir Bukowski jest innego zdania: – Bardzo to poczciwe, ale
obawiam się, że również bardzo naiwne. Putin działa według protokołu. To, co
robią Rosjanie, jest standardem. To absolutne minimum. Gdy na twoim
terytorium dochodzi do takiej katastrofy, to normalne, że wyrażasz żal,
pomagasz w śledztwie. Proszę sobie wyobrazić, że takie nieszczęście, uchowaj
Boże, wydarzyłoby się w Polsce. Na waszym terytorium ginie przywódca innego
państwa. Co robicie? To samo, co teraz robią Rosjanie. Ekscytowanie się tym, że
rosyjskie władze po prostu zachowują się normalnie, wydaje mi się więc
nieporozumieniem. Przypomina mi to stary sowiecki dowcip. Pewien człowiek
opowiada: „Spotkałem Lenina, spojrzał na mnie, odwrócił się i poszedł. A
przecież mógł mnie zabić!”.
Władimir Bukowski
- Przełomu nie będzie – kontynuuje Bukowski. – Problemy w relacjach obu
państw, rozbieżne interesy, pozostaną. Rosja Putina uważa Polskę za część -25-
-26- swojej strefy wpływów. Strefy utraconej, ale którą warto byłoby odzyskać.
To stały, żelazny kierunek polityki tego reżymu. To, że na rosyjskim terytorium
zginęło stu Polaków, tego kierunku nie zmieni. Władcom Kremla może być
przykro, mogą czuć się nieswojo, bo przecież cały świat – choć nie mówi tego
głośno – podejrzewa, że maczali w tym palce. Może więc teraz będą dla Polaków
mili. Może powstrzymają się przez jakiś czas od agresywnych stwierdzeń i
gestów wobec Polski. Niech Polacy nie dadzą się jednak zwieść. Liczą się czyny,
a nie gesty.
Jeżeli to był wypadek to jest to nasza polska sprawa wewnętrzna, z której się
trzeba otrząsnąć. Jednak zakładanie, że był to tylko i wyłącznie wypadek jest
sprzeczne z rozumem. A jeśli to nie był wypadek to mieliśmy do czynienia z
potężną agresją przeciwko Polsce z konsekwencjami w każdym możliwym
scenariuszu politycznym.
xCzy poznamy prawdę kryjącą się za katastrofą smoleńską? Czy dostarczy jej
rosyjsko-polskie śledztwo (szumnie nazywane międzynarodowym) czy raczej
dostarczy się nam kolejne kłamstwo smoleńskie? Czy tak jak w przypadku
katyńskiego pozostaje nam półwiekowa cierpliwość i wiara w historyczną
sprawiedliwość?
oprac. Tomasz Piwowarek

PS. Zawarte powyżej dywagacje i hipotezy są jedynie teorią spiskową. Dopóki nie zostaną oficjalnie zatwierdzone. Podobnie jak niegdyś Zbrodnia Katyńska. I zamach na gen. Sikorskiego.

Przypisy:

  1. Informacja dla młodszego czytelnika: Generał Władysław Sikorski – Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych i premier Rządu na Uchodźstwie podczas II wojny światowej. Był niestrudzonym adwokatem sprawy polskiej na europejskiej i światowej scenie dyplomatycznej. Był zwolennikiem ponownego nawiązania stosunków dyplomatycznych pomiędzy Polską a ZSRR. Zostały one jednak zerwane w 1943 roku przez Stalina po żądaniu Sikorskiego, aby Międzynarodowy Czerwony Krzyż zbadał sprawę świeżo odkrytej zbrodni katyńskiej. W 2 miesiące później Władysław Sikorski zginął w katastrofie samolotu, który rozbił się zaraz po starcie z lotniska na Gibraltarze. Według oficjalnych ustaleń, katastrofa nastąpiła z przyczyn technicznych, lecz część okoliczności zdarzenia pozostaje niewyjaśniona, co sprawia, że pojawiło się kilka niepotwierdzonych teorii dotyczących rzekomego celowego spowodowania śmierci Sikorskiego. Zresztą wypadek ten obfitował w nigdy nie wyjaśnione “dziwne” zdarzenia i pytania, na które nawet nie próbowano znaleźć żadnej odpowiedzi. Zebrane wyniki śledztwa Brytyjczycy utajnili, a po upływie okresu 50 lat utajnili na następne 50 lat. Sentencja wniosku końcowego śledztwa brzmiała: “Śmierć Sikorskiego nastąpiła w drodze tragicznej katastrofy stanowiącej tajemnicę państwową”.
  2. Kavkaz Center podająca się za agencję czeczeńską (z siedzibą serwera w Estonii) aczkolwiek są tacy (np. David McDuff z pro-czeczeńskiej organizacji Prague Watchdog), który twierdzą, że jest to placówka dezinformacji FSB (następczyni KGB), która m.in. ma na celu wychwytywanie  niezależnych dziennikarzy podejmujących współpracę z Kavkaz Centre. Dwaj współpracownicy agencji, Stomakin i Luzjanow zostali aresztowani kilka lat temu.
  3. Użycie meaconingu pokazano m.in. w popularnych filmach “Die Hard 2” ,“Tomorrow Never Dies”.
  4. M.in. Julia Łatynina – rosyjska pisarka i publicystka oraz niemieckojęzyczny portal PolskaWeb.
  5. Igor i Oleg – pracownicy znajdującego się zaledwie kilkaset metrów od miejsca wypadku serwisu samochodowego KIA – znowu wspominają dzień katastrofy. W ciągu ostatnich kilkunastu dni czuli się trochę jak bohaterowie, bo los chciał, że w tamtą pechową sobotę wyszli zapalić papierosa akurat w chwili, gdy Tupolew Lecha Kaczyńskiego spadał na ziemię. – Wtedy pogodateż się ciągle zmieniała. Przecież gdyby przylecieli godzinę wcześniej albo godzinę później, nie byłoby tej mgły. Mieli pecha – mówią. (Justyna Prus – “Co dziś widziałam pod Smoleńskiem”, Rzeczpospolita).
  6. Amielin sam przeprowadził zdjęciową analizę uszkodzeń drzew na miejscu katastrofy. Wynika z niej, że Tupolew od razu podchodził do łądowania zbyt nisko i  na niedokładnym kursie, który na ostatnich metrach próbował skorygować. Prokuratorzy zamierzają badać krążące w Internecie zdjęcia Amielina. Należy jednak zadać pytanie – dlaczego? Czyżby śledczy polscy nie dokonali tego typu zabezpieczenia zdjęciowego? A jeśli tak, to dlaczego nie tylko media żądne  sensacji ustosunkowują się do tego materiału, ale na poważnie biorą to prokuratorzy? Czyżbyśmy mieli analizować przebieg katastrofy jedynie na podstawie domysłów internautów i pstrykających zdjęcia przypadkowych gapiów?
  7. Zgodnie z prawem międzynarodowym badanie przyczyn katastrofy lotniczej należy do kraju, gdzie ona nastąpiła. Mówią o tym konwencja chicagowska z 1944 r. o ruchu lotniczym i ogólne zasady suwerenności danego państwa na jego terytorium. Jednak szczególny charakter katastrofy, w której zginęli prezydent Polski oraz wielu wysokich urzędników państwowych, niejako sam z siebie nasuwa wniosek, że powinna ona być zbadana przede wszystkim przez stronę polską. Taką możliwość stwarza jeden z załączników konwencji chicagowskiej, której stronami są zarówno Polska, jak i Rosja. W punkcie 5 załącznik 13 konwencja stwierdza, że państwo, na terenie którego doszło do wypadku, może jednak „przekazać, w całości lub w części, prowadzenie badania innemu państwu na podstawie dwustronnej umowy i ugody”.
  8. Prokuratura wciąż ma jednak problem z ustaleniem tak fundamentalnych informacji, jak np.godzina rozbicia się Tu-154. Podawana wcześniej 8.56 nie pokrywa się z zapisami z czarnych skrzynek. Stwierdził to m.in. ekspert z Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych w Warszawie – co podała „Dziennik Gazeta Prawna”. Badacz stwierdził, że o 8.56 (10.56 czasu moskiewskiego) zawyły syreny na lotnisku, ale do katastrofy mogło dojść nawet 10 minut wcześniej. O wcześniejszym momencie wypadku mówią też informacje na smoleńskich forach internetowych poświęconych katastrofie. Zdaniem ich użytkowników, Tupolew zerwał przy upadku linię energetyczną, było to około 8.39. Zakład elektryczny SmoleńskEnergo nie udziela informacji o zarejestrowaniu zdarzenia. Hipotezę wcześniejszej godziny katastrofy popierają też relacje polskich korespondentów z Katynia – np. Wiktor Bater z Polsatu News informuje, że telefon z informacją o wypadku dostał o godzinie 8.49. Prokuratura dotąd nie komentowała tych doniesień.
  9. W wywiadzie dla “Le Monde” powiedział: – Los, jaki dotknął prezydenta Kaczyńskiego, jest tragiczny. Ale powinniśmy się dowiedzieć, w czym pomogą nam czarne skrzynki, czy decyzję o lądowaniu podjęto na jego rozkaz. Czy to prezydent zaryzykował życiem wszystkich pasażerów? Nikt by o tym nawet nie pomyślał, gdyby nie gruziński precedens.
Oceń artykuł:
(5.00)
głosów: 2

Komentarze: »

Jeśli uważasz że któryś komentarz nie powinien się tutaj znaleźć zgłoś to na adres:

admin@smolensk-2010.pl
  • marie2010 :

    Zaczynam sie tez mocno zastanawiac co do autorow zamachu.Moje mysli coraz czesciej biegna dalej niz do Rosji.Kiedys usunieto ze stanowiska Pania Tacher za jej zbyt goracy nacionalizm.

    Thumb up 0 Thumb down 0

  • mik :

    Bardzo dobry tekst. Niestety, jak narazie widzimy “kłamstwo smoleńskie

    Thumb up 0 Thumb down 0

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters