Większości polskich mediów zupełnie nie przeszkadzają te ewidentne zaniedbania

Publikacja w serwisie: 11 May 2010
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , , , , ,

Zobacz także:

» "List z Polski" » Smoleńsk – zaniedbania i przyczyny » Były zaniedbania, mogą być zarzuty » Rosyjski operator popełnił ewidentne wykroczenie wprowadzając załogę samolotu w błąd » Prokuratura bardzo mocno odbiera sygnały polityczne, a ten sygnał był zupełnie jednoznaczny: nie ma być żadnych winnych.. » KŁAMSTWA TVN, TOK FM I INNYCH MEDIÓW » Kolejna manipulacja mediów » Rachunek sumienia mediów » BOR dementuje sensacyjne doniesienia mediów » Dezinformacja i dziwne reakcje mediów europejskich » Zdumiewające oświadczenia Rady Etyki Mediów ws. konfliktu wokół krzyża. » ROSJANIE ZWOLNILI POLSKICH DZIENNIKARZY » Amatorski Film Polskich Operatorow » MAK zmanipulował zapis polskich skrzynek » “Smoleńsk fiction” polskich prokuratorów » Moskwa wdeptała polskich pilotów w błoto » Gaz z polskich łupków może ogrzać pół Europy » Gratis za teorię winy polskich pilotów » KRÓTKA HISTORIA WYPRAWY POLSKICH ARCHEOLOGÓW » Rosjanie mocno ograniczyli plany polskich archeologów » Konferencja polskich prokuratorów po powrocie z Moskwy [18.02.2011] » “La Stampa”: Polska przyznaje, że to była wina polskich pilotów » Kalendarium zaniedbań w sprawie katastrofy polskiej delegacji na uroczystości 70. rocznicy mordu na polskich oficerach w Katyniu » “List z Polski” – Holendrzy usłyszeli pytania, których nie jest w stanie wyartykułować większość polskich dziennikarzy » Jeżeli w czasie pobytu polskich ekspertów w Smoleńsku wystąpią obfite opady deszczu, lub spadnie śnieg, prace zostaną wstrzymane. » Dymiący nagan przechodzi w czwarty wymiar » Odfałszowane zapisy czarnych skrzynek » Ewidentne zacieranie śladów » emerytowany oficer CIA: TO NIE BYŁ WYPADEK

Dymiący nagan – Poradnik Rusznikarza

2010-05-07 11:05

wtemaciemaci.salon24.pl

Motto:

“Zaprzeczaj wszystkiemu! Jakie by nie były zarzuty, mów że nie, i powtarzaj, że nie. Jeśli wszystkiemu zaprzeczysz, jesteśmy bezsilni.”
Gienrik Grigoriewicz Jagoda (1891-1938),
szef NKWD 1934-1936,
do Antoniny Pirożkowej,
kochanki pisarza Izaaka Babla (1894-1940)

w odpowiedzi na zadane żartem pytanie: “A jak się zachowywać, gdybym wpadła w ręce waszych ludzi?” (żródło: A.N. Pirozhkova;At His Side: The Last Years of Issac Babel.Steerforth Press 1998, ISBN 978-1883642983)

——————————————————————————————

Powinszowania dla tych moich czytelników, którzy spostrzegli prawidłowo, że mój ostatni artykuł dotyczyl sposobu prowadzenia śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej, oraz potulnego łykania przez polską opinię publiczną takich bzdur, jakie tylko klasa rządząca jej zaserwować raczy, natomiast NIE dotyczył kwestii ustalenia, czy w kabinie pasażerskiej Tu-154M nr 101 doszło do eksplozji wolumetrycznej, zwanej także termobaryczną.

Zamiast eksplozji termobarycznej w kabinie, mogłem wybrać jeszcze bardziej ekstremalną hipotezę, np. taką, że szczątki złożone na kupę pod Smoleńskiem to w ogóle inny Tu-154M. Taką  hipotezę też można postawić, jak się mocno uprzeć, i oprzeć ją o co najmniej dwa razy za długi czas lotu od granicy białoruskiej przestrzeni powietrznej do Smoleńska, oraz dotychczasowy brak wiarygodnej identyfikacji płatowca na podstawie numerów seryjnych kluczowych części.

Nie było moim celem promowanie ani obalanie żadnych konkretnych hipotez. W rzeczy samej, można nawet postawić ambitną hipotezę, że Rosjanie dotąd sami nie wiedzą co, jak i dlaczego się stało od Smoleńskiem. Takiej hipotezy też sie w tej chwili nie da ani podtrzymać, ani obalić z powodu sposobu, w jaki Rosja prowadzi śledztwo.  Zwlaszcza, że ani państwo rosyjskie, ani jego struktura władzy to nie jest monolit. Historia Rosji zna drastyczne przypadki wzajemnego podkładania sobie świni przez członków wierchuszki władzy, owocujące śmiercią osób trzecich, że wspomnimy tylko zabójstwo Kirowa. Jest więc całkiem niewykluczone, że nawet sami Rosjanie prowadzący śledztwo też nie do końca wiedzą, kto trzyma nagan.

Moja myśl była inna. Taka mianowicie że w katastrofie tej wagi muszą być brane pod uwagę i traktowane początkowo jako równoprawne wszystkie fizycznie realne hipotezy, w tym także te mało prawdopodobne. Hipotezy należy kolejno wykluczać, aż zostanie na stole tylko jedna, najbardziej prawdopodobna.

Normalnie tak się w świecie robi. Normalnie robi się to przy drzwiach zamkniętych, a opinia publiczna czeka cierpliwie w przedpokoju na raport, bo nie ma powodu, by nie mieć do komisji zaufania. Nie jesteśmy jednak w świecie, tylko w Rosji, a polski prezydent zginął 20km od Katynia, gdzie leży kilkanaście tysięcy powodów, by nie ufać Rosji. Zatem pardon, mes amis russes, ale obawiam sie że tego luksusu zaufania społecznego ani wasza komisja badania wypadkow lotniczych MAK, ani wasza prokuratura nie mają, i nie bedą miały.

Aby mieć choć minimalny kredyt zaufania, MAK i rosyjska prokuratura muszą działać wręcz wbrew rosyjskiemu instynktowi narodowemu – w sposób otwarty i publiczny.

W przeciwnym razie, komisja badająca przyczyny katastrofy pod Smoleńskiem automatycznie nabiera w oczach Polaków charakteru komisji Burdenki. Jak wie każdy, kto się kiedykolwiek interesował sprawą mordu katyńskiego, komisja ekspertów pod przewodnictwem profesora N.N. Burdenki, wybitnego lekarza, została powołana przez ZSRR w 1944 r., w celu ukrycia prawdy o zbrodni katyńskiej. Komisja wykonała zadanie, raportując, że polskich oficerów rozstrzelali Niemcy.

Z tego powodu, imperatywem kategorycznym obecnych badań katastrofy jest zachowanie tak ich całkowitej otwartości, jak i ‘world’s best practice’, czyli światowego standardu profesjonalizmu. Choćby od takiego pogwałcenia moskiewskiego zwyczaju chowania wszystkiego pod siódmą pieczęcią tajemnicy państwowej ciarki miałyby chodzić po plecach rosyjskim prokuratorom.  Stan rosyjskich pleców i okolic oraz rosyjskiego samopoczucia to jest w tej chwili nasz najmniejszy problem.     W obecnych warunkach i przy obecnym sposobie prowadzenia śledztwa, nawet o ile Rosjanie rzeczywiście nie mieli nic wspólnego ze śmiercią polskiego prezydenta, żaden Polak znający historię klamstwa katyńskiego i przypatrujący się temu, co się obecnie wyrabia wokól smoleńskiej katastrofy, w rosyjską niewinność nie uwierzy. Zapewne co najmniej przez następne 50 lat, być może w ogóle nigdy.
Cywilizacyjnym identyfikatorem Dzikiego Wschodu pozostaje tak zwane “chodzenie w zaparte”, niezdolność przyznania się do winy. Wschód ma swoje historyczne powody, w tym takie, jak w cytacie z szefa NKWD otwierającym ten artykuł. W Moskwie 1936 roku, kto chciał żyć, ten musiał umieć iść w zaparte. Ale teraz nie jesteśmy w 1936 roku, i metoda coraz bardziej zgrzyta.

Jeszcze 25 lat temu można bylo w Polsce wylądować w więzieniu za publiczne zaprzeczanie, że mordu katyńskiego dokonali Niemcy. W tym samym czasie, w ówczesnej RFN można było wylądować w więzieniu za publiczne zaprzeczanie, że mordów w Oświecimiu dokonali Niemcy.  W tym się odbija, jak w kropli wody na brzozowym liściu pod Smoleńskiem, fundamentalna różnica pomiędzy Zachodem i Wschodem. Zachód wyciąga, choćby za późno i nie do końca, wnioski z błędów. Wschód grzebie swoje błędy w lasach i tajnych archiwach.   Nic na to nie pomogą publiczne uściski premierów Tuska i Putina ani zapalanie świeczek poległym w Polsce żołnierzom radzieckim. Leonid Breżniew publicznie całował Wojciecha Jaruzelskiego w usta, Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Radzieckiej organizowało co roku paradne koncerty orkiestr niezwykle dętych w rocznicę Rewolucji Październikowej, a wiarygodność PRL jakoś nie wzrastała od tego wszystkiego ani na jotę.

Mowiąc brutalnie, albo Rosjanie publicznie udowodnią na oczach świata, że potrafią wznieść się ponad własne ograniczenia cywilizacyjne i uwarunkowania polityczne, i podać wiarygodne, sprawdzalne wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej, albo w oczach wielu milionów Polakow państwo rosyjskie zostanie, na długo lub na stałe, mordercą demokratycznie wybranego prezydenta.
W oczach zachodnich stolic Rosjanie zostaną śliskimi, mało wiarygodnymi i potencjalnie niebezpiecznymi partnerami.

Nikt nie może za Rosjan dokonać wyboru, które wyjście im na obecnym etapie rosyjskiej historii lepiej pasuje i jak chcą się prezentować światu.   Co nie znaczy, że nie należy wywierać na Rosjan nacisku. W poprzednim artykule podałem odnośniki do dwóch raportów dwóch różnych komisji badania wypadków lotniczych:   PanAm 103, Lockerbie, Szkocja, 21.12.1988, Concorde F-BTSC, Gonesse, Francja, 25.07.2000 Nawet średnio rozgarnięty czytelnik z przeciętną znajomością angielskiego bez trudu zorientuje się z tych raportów, jaki jest światowy standard profesjonalnego badania poważnych wypadków lotniczych, i jak daleko Rosjanie są od tego standardu.   Przytoczyłem także amerykański regulamin wojskowy, ktory w krótkich żołnierskich słowach precyzuje, co i w jaki sposób należy robić ze zwłokami ofiar wojskowych wypadków lotniczych, i jakie informacje muszą być zebrane podczas medycznej części dochodzenia. Bez wyjątków, bez dyskusji, bez telefonów z Waszyngtonu. Ma być zrobione, na zdrowej wojskowej zasadzie ‘zamknąć mordę, odmaszerować, wykonać i zameldować’.

W dodatku ten regulamin stosuje się do każdego wojskowego wypadku lotniczego, bez względu na to, czy zginął prezydent i całe ścisłe dowództwo sił zbrojnych, czy tylko podporucznik pilot, technik pokładowy w stopniu kaprala, i pies dowódcy eskadry ugodzony przez spadające szczątki.

Każdy czytelnik prasy krajowej może na wlasny użytek samodzielnie ocenić dystans cywilizacyjny pomiędzy prozaiczną amerykańską instrukcją wojskową, obowiązującą od 1976 roku, a rosyjskimi lekarzami piszącymi w 2010 roku w protokołach sekcji, na których brak podpisów świadków: “przyczyna śmierci - mnogie obrażenia”.   Kontrast pomiędzy tym, jak postępują w sprawie katastrofy Rosjanie, a tym, do czego cywilizacyjnie aspirują Polacy, służy też oświetleniu sprawy traktowania obywateli polskich przez ich własne demokratycznie wybrane władze, które przeżywają wyraźny dylemat Hamleta, komu są winne lojalność – własnemu narodowi, czy starszemu bratu ze Wschodu. Córka śp. Zbigniewa Wassermanna jedzie do Moskwy by zidentyfikować ciało ojca. Na miejscu zostaje poddana impertynenckiemu przesłuchaniu przez klasycznego sowieckiego prokuratora, obcesowo wypytującego o sprawy nie mające nic wspólnego ze śmiercią ojca, natomiast wiele z wiedzą rosyjskiego wywiadu o zmarłym, byłym koordynatorze polskich służb specjalnych. Podsuwa się zszokowanej kobiecie do podpisu zgodę na zniszczenie pokrwawionej odzieży ojca (potencjalnie bezcennego eksponatu do niezależnych badań kryminalistycznych i medycyny sądowej) oraz oddaje się jej drobiazgi osobiste ojca, które wyglądają na świeżo wyczyszczone. Przy tym wszystkim zdaje się nie jest obecny żaden polski dyplomata, a tłumacza zapewniają Rosjanie.   Gdybym to ja siedział w tych okolicznościach na krześle przed biurkiem rosyjskiego czynownika, nie byłbym sam. Byłoby nas trzech. Po mojej lewej stronie siedziałby młody, podejrzanie muskularny i dziwnie spostrzegawczy wicekonsul z biegłą znajomością jezyka rosyjskiego i włączonym cyfrowym dyktafonem w kieszeni marynarki. Po mojej prawej stronie siedziałby prawnik z ambasady, demonstracyjnie trzymający na wierzchu notes i włączony dyktafon.

Po każdym pytaniu, wicekonsul po lewej bez pośpiechu tłumaczyłby mi pytanie rosyjskiego prokuratora na angielski, dając mi w ten sposób czas do namysłu. Na irytację czynownika, że on też zna angielski, więc tłumacz niepotrzebny, wicekonsul odparłby chłodno, że rosyjski zna tak samo dobrze jak prokurator, a angielski lepiej, więc rozmowa będzie przez niego albo wcale.

Prawnik po prawej szeptałby mi do ucha: – … to pytanie jest w porządku, może pan odpowiedzieć … to też w porządku … na to pan nie musi odpowiadać jeśli pan nie chce … stop, na to pytanie proszę nie odpowiadać … proszę nie podpisywać zgody na zniszczenie rzeczy … proszę zapytać, czy może pan to wszystko zabrać ze sobą … proszę zapytać, czy zawartość telefonu komórkowego została skopiowana … proszę dopisać na marginesie protokołu: “zawartość telefonu skopiowana przez prokuraturę federalną FR”, datę i inicjały … proszę się uprzejmie pożegnać … następnie głośno do prokuratora: – spasiba, Iwan Wasiljewicz, do swidanja.

Gdybym poprosił, za dwa tygodnie dostałbym pocztą z ambasady spisany z nagrania stenogram rozmowy.   To byłaby, w okolicznościach po tego rodzaju katastrofie, zwykła pomoc prawna mojego państwa dla obywatela australijskiego, przesłuchiwanego przez władze lokalne w obcej jurysdykcji, w niejasnym celu.   Dla p. Małgorzaty Wassermann nie było takiej pomocy, a w praktyce nie było też dla pani Małgorzaty jej państwa. Nie istniało. Przed biurkiem rosyjskiego czynownika była w zasadzie bezpaństwowcem. Sytuację całkowicie kontrolował Rosjanin, pytał o co chciał, udzielał takiej informacji jak mu się podobało, uchylał się od odpowiedzi na pytania jak mu się podobało, rozgrywał scenariusz napisany całkowicie w Moskwie. Dobrze, że nie groził. Zaś przy pani Wassermann, obywatelce polskiej, nie było nikogo, kto przerwałby tą upokarzającą farsę i zadbał o jej interesy.   Nie lękajcie się jednak. Może jest sposób na cudowną reanimację państwa?

Istnieją dwa niedawne precedensy międzynarodowe niezależnego badania tragicznych zdarzeń związanych ze śmiercią przywódców, które w zamyśle sprawców były przeznaczone do zamiecenia pod dywan. Oba przyniosły interesujące wyniki.

1.  United Nations International Independent Investigation Commission established pursuant to  Security Council Resolution 1595 to investigate the assassination of Rafiq Hariri, the former Prime Minister of Lebanon on 14 February 2005.

http://www.un.org/apps/news/infocus/lebanon/tribunal/

2.  United Nations Commission of Inquiry into the facts and circumstances of the assassination of former Pakistani Prime Minister Mohtarma Benazir Bhutto
http://www.un.org/News/dh/infocus/Pakistan/UN_Bhutto_Report_15April2010.pdf
Co by zatem było. gdyby Polska powiedziała “sprawdzam“?

Co by było. gdyby rząd RP wystąpił formalnie do Rady Bezpieczeństwa ONZ o powołanie Niezależnej Międzynarodowej Komisji Śledczej dla przeprowadzenia dochodzenia w sprawie faktów i okoliczności śmierci Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej Lecha Aleksandra Kaczyńskiego?

Albo chociaż niższej rangą Komisji Śledczej ONZ?     3.  The United Nations International Independent Investigation Commission established pursuant to Security Council Resolution XXXX to investigate the death of the President of Poland, Lech Aleksander Kaczynski, on 10 April 2010..   albo

3.  United Nations Commission of Inquiry into the facts and circumstances ofdeath of the President of Poland, Lech Aleksander Kaczynski. Brzmi nieźle, nieprawdaż? Oczywiście taka komisja nie powstanie w kotle ścierających się przeciwstawnych interesów, jakim jest Organizacja Narodow Zjednoczonych.

Byłoby jednak pouczającym zobaczyć reakcję rządu Donalda Tuska na tego rodzaju propozycję. Rząd musiałby zostać do tego społecznie przymuszony, inaczej nie da się zrobić, ponieważ ONZ jest forum suwerennych podmiotów państwowych.

A jeśliby się udało rząd zmusić do złożenia takiego wniosku, to jak by glosowali Rosjanie? Z jednej strony, Rosja ma veto w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Z drugiej strony, podobno Rosja nie ma nic do ukrycia, więc dlaczegóż miałaby wetować międzynarodową wentylację katastrofy smoleńskiej?   Donaldzie Donaldowiczu, ja mam nadzieję, że ten pomysł nie pójdzie spać. Myślę, że lepiej jest zająć się tym teraz, mając jeszcze immunitet, niż gdyby kolejny rząd miał się tym zająć za pięć, dziesięć, albo dwadzieścia lat.           PS. Otczestwo Donalda Donaldowicza nie jest w moich ustach szydercze.Ja po prostu ćwiczę, by się przygotować do nadchodzącej ery braterstwa. Na razie mi zgrzyta, ale z czasem się przywyczaję.

Oceń artykuł:
(4.77)
głosów: 13
tagi: , , , , , ,

Komentarze: »

Jeśli uważasz że któryś komentarz nie powinien się tutaj znaleźć zgłoś to na adres:

admin@smolensk-2010.pl
  • ak :

    Rozważcie proszę hipotezę, że Rosjanie chcieli tylko zakłócić lot samolotu by udaremnić uroczystości katyńskie, ale splot zaistniałych czynników spowodował katastrofę.

    Thumb up 1 Thumb down 0

  • Alicja :

    NIE MOGĘ POJĄĆ DLACZEGO CZYNNIKI,KTÓRE W PAŃSTWIE POLSKIM BYŁYBY W STANIE DOPROWADZIĆ DO WYMIENIONYCH DZIAŁAŃ NIC W TEJ SPRAWIE NIE ROBIĄ.

    Thumb up 1 Thumb down 1

  • Alicja :

    NAPRAWDĘ ŚWIETNY ARTYKUŁ.

    Thumb up 1 Thumb down 1

  • karola :

    KURCZE POSLUCHAJCIE< nie slucham tego radia ale to mna szarpnelo..

    Wywiad z Bogdan Święczkowski – były szef ABW (2010-05-08)

    http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=21397

    na temat Smolenska i bezpieczenstwa Polski!!!!

    Thumb up 0 Thumb down 1

  • Bogdan O :

    Pani Alicjo !
    CZYNNIKI … NIC W TEJ SPAWIE NIE ROBIĄ bo kręciłyby bat na samych siebie. Nikt nic w tej prawie nie zrobi bo u nas wśród rządzących nie ma nikogo takiego komu zależałoby na Polsce. Im zależy tylko na tym aby wreszcie rozsiąść się w rządowych fotelach. I tylko to się dla nich liczy. A nie tam żadne rozliczanie.

    Thumb up 0 Thumb down 1

  • mik :

    “szczątki złożone na kupę pod Smoleńskiem to w ogóle inny Tu-154M. Taką hipotezę też można postawić, jak się mocno uprzeć, i oprzeć ją o co najmniej dwa razy za długi czas lotu od granicy białoruskiej przestrzeni powietrznej do Smoleńska, oraz dotychczasowy brak wiarygodnej identyfikacji płatowca na podstawie numerów seryjnych kluczowych części.”

    Ta “ekstremalna hipoteza” nie daje sie wykluczyc wobec tego, co widzimy na niemieckim filmiku – inny (?) samolot – oraz filmach dokumentujacych niszczenie wraku we wczorajszej Misji Specjalnej

    Thumb up 0 Thumb down 1

  • Lora :

    @ak:

    Rozważam:
    Zakłócanie lotu samolotu wiąże się z dużym ryzykiem spowodowania katastrofy lotniczej, szczególnie przy tych warunkach pogodowych jakie były. Lot samolotem, w dodatku tak dużym samolotem jak Tu-154 to nie zabawa.
    Powiem szczerze, ze taką hipotezę brałam pod uwagę, ale to w istocie dziecinne myslenie, właśnie dlatego, że jesli ktoś zna się na lotnictywie to wie, że tutaj nie ma żartów. Praktycznie każde zakłócenie lotu moze skończyc się tragicznie.

    Mimo to, zapytam konkretnie: jakie zakłócenia lotu masz na myśli?

    Thumb up 0 Thumb down 1

  • Lora :

    Bardzo dobry tekst.

    A powołanie Międzynarodowej Komisji Śledczej jest naszym obowiązkiem.
    W jaki sposób taki nacisk na władze mógłby się odbyć?
    Bo na razie jest tylko PiS, atakowany, choć od poniedziałku trochę mniej (odkąd okazało się, że mieli rację, tak jak miliony Polaków szeptających po kątach, by Rosji nie ufać co rzetelenosci prowadznia śledztwa), przez media i chłostany spadającymi sondażami poparcia.

    Myślę jednak, że taki scenariusz w ciagu kilku miesięcy stanie się faktem.

    Thumb up 0 Thumb down 1

  • Joseph Kozubek :

    @ak :
    “Rozważcie proszę hipotezę, że Rosjanie chcieli tylko zakłócić lot samolotu by udaremnić uroczystości katyńskie, ale splot zaistniałych czynników spowodował katastrofę.

    Jak widzę zawsze to saMO z tobą bracie na ‘newsweek’u piszesz tak jak tu nic się nie zmieniłeś, boisz się czegoś, ktoś ci groził, powiedź może tutaj koleżanki i koledzy pomogą w jakiś sposób?, hmm??

    My ludzie w dobroci urodzeni, a jeśli ktoś daje nam w pysk to mu oddajemy, ale dwa razy mocniej.

    Thumb up 0 Thumb down 1

  • Joseph Kozubek :

    Jak piszą różne obiektywne pisma to w nieładzie dla publiczności jest agencja:

    - “PAP” , (Państwowa Agresja Podawcza)

    - “AGORA”, m/in(szyld handlowy: ‘Gazeta Wyborcza’), a wsród 80% Polaków “Gówno Prawda” Wyciągając od dzieci ostatnią złotówkę przeznaczoną na chleb z pierwszym śniadaniem, które nie dojadają bo muszą kupić płytę CD z wynikami…

    - “TVN24″ , (TV Niechciana przez 24h)

    - “TV AGORA”, (TV AGRESOR)

    - …

    Thumb up 0 Thumb down 1

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters