Są kolejni winni smoleńskiej katastrofy

Publikacja w serwisie: 17 May 2010
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , , , ,

Zobacz także:

» "List z Polski" » To nie piloci są winni katastrofy smoleńskiej. W odpowiednim momencie nacisnęli przycisk, który powinien był spowodować odejście samolotu na drugi krąg » Rosja: to my jesteśmy winni katastrofy » Macierewicz: kontrolerzy winni katastrofy Tu-154M » Cywilne śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej umorzone » Wniosek rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej odrzucony » Przyczyny katastrofy smoleńskiej według raportu komisji Millera » Polscy lekarze nie brali udziału w sekcjach zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej – Ewa Kopacz » Miller jak Anodina: winni piloci » Tusk ocenił, że śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej jest “najbardziej otwartym i z największym dostępem opinii publicznej do informacji” » Jerzy Miller jest gotowy poinformować stronę rosyjską o wynikach prac polskiej komisji wyjaśniającej okoliczności katastrofy smoleńskiej » PiS ma zespół ds. katastrofy smoleńskiej » “Nie ma jedynej przyczyny katastrofy smoleńskiej” » Mam wrażenie, że mataczą ws. katastrofy smoleńskiej » Premier współwinny katastrofy smoleńskiej » Pierwsza ugoda ws. katastrofy smoleńskiej » “Nieznane fakty ws. katastrofy smoleńskiej” » Zamieniono ciała ofiar katastrofy smoleńskiej? » UK: koncert ku czci ofiar smoleńskiej katastrofy » NOWY WSTRZĄSAJĄCY FILM Z KATASTROFY SMOLEŃSKIEJ (OD 18 LAT) » Prezydent Rosji m.in. o materiałach dot. katastrofy smoleńskiej » “Skandaliczny koniec badania katastrofy smoleńskiej” » Nikt nie ukryje przyczyn katastrofy smoleńskiej » Pochowano prochy ofiar smoleńskiej katastrofy » Materiały z sekcji ofiar katastrofy smoleńskiej są już w Polsce » Spotkanie Komorowskiej z rodzinami ofiar katastrofy smoleńskiej » Są już cztery ugody ze Skarbem Państwa ws. katastrofy smoleńskiej » Sejm przyjął informację dot. działań ws. katastrofy smoleńskiej » Rzeczy ofiar katastrofy smoleńskiej wracają do ich krewnych » MAK przekazał projekt raportu w sprawie katastrofy smoleńskiej » Komorowski – “Przyczyny katastrofy smoleńskiej są arcyboleśnie proste” » Kolejne akta ws. katastrofy smoleńskiej trafią do Rosji » Fizyk, Prof. M. Dakowski w sprawie katastrofy smoleńskiej » Druga część “białej księgi” ws. katastrofy smoleńskiej » ABW rozpoczęła pobieranie próbek DNA od rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej » Analiza katastrofy Smoleńskiej – Wywiad: prof. Wiesław Binienda » ‘NOWY FILM Z KATASTROFY SMOLEŃSKIEJ’ zostanie poddany analizie » Rosjanie: Trzy ofiary katastrofy smoleńskiej błędnie zidentyfikowane » Raport MAK nie wskazuje ani jednej prawdziwej przyczyny katastrofy smoleńskiej » Miller: Raport ws. katastrofy smoleńskiej pierwszy otrzyma premier » Kwiatkowski zabiegał w Rosji o szybkie przekazanie akt dot. katastrofy smoleńskiej » Edmund Klich będzie dalej wyjaśniał sprawę katastrofy smoleńskiej » Antoni Macierewicz na temat śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej – 24.09.2010 » Wciąż brakuje kilku protokołów z sekcji ofiar katastrofy smoleńskiej » Polscy śledczy nie mają pełnej dokumentacji ws. ofiar katastrofy smoleńskiej » Rosyjska wersja katastrofy smoleńskiej jest sprzeczna z prawami fizyki ! » MAK – przekazanie projektu raportu w sprawie katastrofy smoleńskiej [KONFERENCJA PRASOWA] » Rosjanie celowo poinformowali o błędach w identyfikacji ofiar katastrofy smoleńskiej » Bliscy ofiar katastrofy smoleńskiej chcą interweniować u prokuratora generalnego » Posiedzenie RBN ws. katastrofy smoleńskiej dopiero po zakończeniu prac komisji Millera » Sędzia we własnej sprawie nie dopełnił obowiązków przed i w trakcie katastrofy smoleńskiej? » Ewidentne zacieranie śladów » emerytowany oficer CIA: TO NIE BYŁ WYPADEK

Kolejne matactwa gazety i “śledczych” opisuje na swoim blogu kataryna.salon24.pl

Gazeta Wyborcza: Rosjanie nie chcieli się zgodzić, by samoloty przywożące przywódców polskich na obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej lądowały w Smoleńsku. Proponowali lepiej wyposażone lotnisko w Briańsku. Polacy się uparli. Jak powiedział “Gazecie” urzędnik biorący udział w polsko-rosyjskich rozmowach organizacyjnych przed obchodami rocznicowymi, Rosjanie ostrzegali, że nie mogą dać pełnej gwarancji bezpieczeństwa ciężkim maszynom lądującym w wyposażonym w prymitywny system naprowadzania samolotów na pas startowy porcie lotniczym Siewiernyj w Smoleńsku. Proponowali międzynarodowy port lotniczy w Briańsku położony około 250 km od Katynia. Jednak jak zapewnił nas nasz rozmówca, prowadzący rozmowy Andrzej Kremer, wiceminister spraw zagranicznych, oraz Andrzej Przewoźnik, sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa (obaj zginęli w katastrofie samolotu prezydenckiego), zarzucali gospodarzom, że chcą tylko utrudnić Polakom dostęp do Katynia, i nakłonili Rosjan do wyrażenia zgody na lądowanie w Smoleńsku. (…) Rzecznik MSZ Piotr Paszkowski powiedział “Gazecie”, że gdy rozmawiał ze śp. ministrem Kremerem na temat lotu delegacji do Smoleńska, nigdy nie pojawił się temat zmiany lotniska. Przypomina: – Tam już w przeszłości lądowały polskie samoloty, więc sprawa wydawała się oczywista. Dodał też, że “powątpiewa”, aby postulat zmiany lotniska znalazł się w jakiejś dokumentacji.

Grono odpowiedzialnych za smoleńską katastrofę powiększa się, dziwnym trafem wszyscy najbardziej podejrzani już nie żyją, nie będą się więc mogli wypowiedzieć i podważyć tak pięknie kleconej narracji o śmierci na życzenie polskiej delegacji. Rosjanie robili co mogli, ale Polacy się uparli, i co zrobisz?

Najpierw uparł się prezydent, który zaprosił za dużo za wysoko postawionych osób do swojego samolotu. Gdyby tego nie zrobił, gdyby mu się nie zachciało w Katyniu samych VIP-ów, to VIP-y by do dzisiaj żyły. Ale prezydent się uparł i wsadził do jednego samolotu razem z VIP-ami, także całe dowództwo armii, a Minister Obrony Narodowej i Kancelaria Premiera choć o tym wiedziały, nic nie mogły zrobić. Bo ten się uparł.

Potem uparli się Przewoźnik i Kremer, którzy zmusili Rosjan do lądowania w Smoleńsku. A przecież Rosjanie przekonywali, prosili, proponowali lepsze i bezpieczniejsze lotnisko, ale ci się uparli, nie zważając na ostrzeżenia, wbrew zdrowemu rozsądkowi. Do wyjaśnienia pozostaje czy uparli się z własnej woli, czy ten upór wymusił na nich prezydent, który przecież znany był z tego, że nie tylko się upierał, ale i wymuszał.

No a na końcu uparł się Protasiuk. Uparł się, żeby lądować, choć przecież rosyjscy kontrolerzy mu uprzejmie zasugerowali lądowanie na lotnisku oddalonym 250 km od Katynia i całkowicie nieprzygotowanym do przyjęcia polskiej delegacji. Ale ten się uparł. Niewykluczone, że ten upór został na nim wymuszony przez prezydenta, trwają ustalenia, choć chyba niepotrzebne, bo wszyscy wiemy jaki uparty, brutalny i przebiegły był prezydent, nie ma wątpliwości, że naciskał, nie ma też raczej wątpliwości, że w swojej przebiegłości naciskał tak, żeby na czarnych skrzynkach nie został ślad po tych naciskach. Może naciskał na migi, albo przekazując rozkaz na kartce, może naciskał poza zasięgiem mikrofonów, albo po prostu samą swoją obecnością, bo i takie hipotezy się pojawiały.

Nie możemy też zapominać o pomniejszych winnych, czyli tych wszystkich VIP-ach, którym się zachciało sms-ować, a ich włączone komórki być może zakłóciły urządzenia pokładowe samolotu, które – co wiemy z oficjalnych oświadczeń – pracowały do końca prawidłowo, mimo być może poważnych zakłóceń wywoływanych przez komórki pasażerów.

Jak widać lista potencjalnych sprawców katastrofy jest dość długa, ale raczej zamknięta, bo tożsama z listą pasażerów feralnego lotu. Morderca był wśród nich, i choć Rosjanie robili wszystko, żeby zapobiec katastrofie, nie mogli zatrzymać samobójczej misji.

Teraz pozostaje tylko bardziej jednoznacznie wskazać winnego. Do Moskwy leci właśnie psycholog, który odsłucha czarne skrzynki i oceni jak wielkiej presji był poddany pilot i jak bardzo przyczyniła się ona do katastrofy. Skoro presji – najwyraźniej – nie ma w zarejestrowanych na czarnej skrzynce słowach, trzeba jej szukać w psyche pilota. Gdzieś się w końcu znaleźć musi. A jak już psycholog ją znajdzie, czy nie od rzeczy byłoby przebadać także tych dzielnych rosyjskich urzędników, którym Przewoźnik i Kremer uniemożliwili zapobieżenie katastrofie? No i koniecznie rosyjskich kontrolerów lotów, niech opowiedzą pod jaką presją oni byli.

Śmiało, bo jak czytamy w artykule Gazety, dokumentów potwierdzających cokolwiek raczej nie ma, można więc snuć dowolne narracje, byle jak najbliżej prezydenta.

A ja się czuję w tym wszystkim coraz bardziej zagubiona. Bo chciałabym się wreszcie dowiedzieć, dlaczego kilka godzin po katastrofie Szojgu publicznie zapewniał Putina, że polski samolot zniknął z radarów 10 minut po tym jak leżał rozwalony w smoleńskim lesie. Dzisiaj już wiemy, że to było kłamstwo, jedno z wielu, ale że padło  publicznie i na najwyższym rosyjskim szczeblu, dobrze byłoby sprawdzić co miało przykryć.

Ale rozumiem, że na takie wątpliwości nie ma miejsca, bo cała Polska szuka winnego na liście pokładowej feralnego lotu. Trwa testowanie kolejnych hipotez, jak daleko można się posunąć w zrzuceniu całej winy na ofiary. Pod tą najnowszą żaden urzędnik nie chce się z nazwiska podpisać, czemu się trudno dziwić, plotki musi więc firmować własnym nazwiskiem Wacław Radziwinowicz, dziennikarz.

Gazeta Wyborcza: W Briańsku TU-154 byłby bezpieczny

Oceń artykuł:
(5.00)
głosów: 5
tagi: , , , , ,

Komentarze: »

Jeśli uważasz że któryś komentarz nie powinien się tutaj znaleźć zgłoś to na adres:

admin@smolensk-2010.pl
  • Komisja z Rosji wypowiada się na temat katastrofy TY-154M - Matactwo :

    Na Żywo z Moskwy TV24 godz. 10AM – time Warsaw
    Komisja Rosyjska wypowiada się na temat katastrofy z dnia 10.04.2010 TY-154M.

    Przewodniczący komisji prowadzący z Rosji na konkrętne pytania dziennikarzy odpowiada nie jasno.

    Ponadto podawane są dane te, które znany są z prasy, internetu nie podano jakichkolwiek szczegółow katastrofy we Smoleńsku.

    Śledzwo nadzoruje Komisja Śledcza z Rosji i mają wgląd do akt również spec służby z Polski.


    Jak dotej pory nic się nie dowiedzieliśmy oprócz tego, że Rosjanie zaraz po katastrofie ukryli żyjący kilku członków załogi, którzy przeżyli ją.

    Świat posiada film nagrany zaraz po katastrofie i jest cały czas analizowany.

    Mataczenie w sledztwie pana Klicha jest takie same jak strony rosyjskiej.

    Thumb up 1 Thumb down 0

  • 2. Komisja z Rosji wypowiada się na temat katastrofy TY-154M - Matactwo :

    Dzienikarze i ich pytania to amatorka?
    Komisja Rosyjska śmieje się z dziennikarzy i pod stołem but naciska na but drugiej osoby z pohamowaniem odpowiedzi.

    Thumb up 1 Thumb down 0

  • 2. Komisja z Rosji wypowiada się na temat katastrofy TY-154M - Matactwo :

    Czarnych skrzynek Rosja nie chce oddać bo tam znajdują się fakty, które tłumaczą wszystko.

    Miejmy na uwadze że czarne skrzynki z TU-154M, a ich zawartość (zapis) może zmienić jego producent, czyli Rosja.


    Utopia

    Thumb up 1 Thumb down 0

  • 4. Komisja z Rosji wypowiada się na temat katastrofy TY-154M - Matactwo :

    Na konferencji pytania dziennikarzy były niewyczerpujące, amatorskie.

    Wręcz wprowadzjące w błąd społeczność.


    Rosja: poszło konferencja jak spłatka tak dalej.

    Thumb up 1 Thumb down 0

  • anna :

    Edmund Klich: na pilotów Tu-154 mogła być wywierana presja

    2010-05-21 21:32
    Edmund Klich, szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych nie wyklucza, że piloci prezydenckiego samolotu Tu-154, który rozbił się pod Smoleńskiem, mogli działać pod presją.
    Pytany o to, czy uważa, że presja wywierana na załogę samolotu nie miała znaczenia, odparł: “ja mówiłem to na konferencji w Moskwie, że nie miała, bo ja wtedy znałem rozmowę, która była prowadzona 16 minut przed zdarzeniem. Teraz wiem więcej, bo otrzymałem pełny zapis rozmów i teraz już bym tak kategorycznie nie stwierdził”.
    Pytany czy na minutę przed katastrofą w kokpicie samolotu mogła być osoba spoza załogi odpowiedział: “z tego tak wynika, bo jeśli był słyszalny głos, to one musiały być gdzieś blisko tak, że był ten głos nagrany”. – To nie jest bezpośrednia presja, że musicie wylądować. Ale jeśli jest głos na minutę przed i osoba jest, to znaczy świadomość obecności tej osoby, już jest jakąś formą tego, że jednak jest ważna sprawa i należy się starać wylądować. Ja bym tak odebrał, gdybym pilotował ten samolot – powiedział Klich.

    Incydent gruziński oczami pierwszego pilota
    Marcin Górka, w
    2010-04-28, ostatnia aktualizacja 2010-04-28 08:42
    Na lądowanie w Tbilisi nie była przygotowana nawet prezydencka ochrona – mówi kpt. Grzegorz Pietruczuk
    W sobotę opisaliśmy akta prokuratury wojskowej, która w 2008 r. badała doniesienie posła Karola Karskiego (PiS) na pilota prezydenckiego Tu-154, że nie wykonał rozkazu prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

    Incydent miał miejsce 12 sierpnia 2008 r. Prezydent Lech Kaczyński z przywódcami Litwy, Łowy, Estonii i Ukrainy leciał z pomocą dyplomatyczną do Gruzji, do której wkroczyły wojska rosyjskie. Ze względu na zagrożenie przestrzeni powietrznej nad Gruzją plan lotu zakładał, że samolot wyląduje w Gandżi w Azerbejdżanie, a stamtąd delegacja samochodami przejedzie do Tbilisi. Jednak podczas międzylądowania w Symferopolu (Krym) prezydent zażądał bezpośredniego lotu do Tbilisi. Dowódca samolotu kpt. Grzegorz Pietruczuk odmówił. Argumentował, że to zbyt wielkie zagrożenie. Prezydent i jego ministrowie interweniowali u przełożonych pilota i szefa MON. Świadkiem incydentu był kpt. Arkadiusz Protasiuk, wtedy drugi pilot. To kpt. Protasiuk był dowódcą prezydenckiego Tu-154, który 10 kwietnia rozbił się pod Smoleńskiem.

    Gdy kpt. Pietruczuk nadal odmawiał, do kabiny (samolot ciągle stał na lotnisku) wszedł Lech Kaczyński. Osobiście kazał lecieć do Tbilisi. Pilot pozostał nieugięty. Informacji o osobistej interwencji prezydenta zaprzeczali po naszej publikacji: europoseł PiS Adam Bielan, dziennikarz Michał Karnowski (byli wtedy na pokładzie) i “Wiadomości” TVP, mimo że w tekście opieraliśmy się na udostępnionych nam aktach.

    Padły oskarżenia, że “Gazeta”, przypominając sprawę, sugeruje, że to Lech Kaczyński jest odpowiedzialny za katastrofę prezydenckiego Tu-154, który 10 kwietnia 2010 r. rozbił się pod Smoleńskiem.

    Dzisiaj publikujemy wywiad z kpt. Pietruczukiem, który po raz pierwszy opowiada o “incydencie gruzińskim”.

    Rozmowa z kpt. Grzegorzem Pietruczukiem

    Marcin Górka: Jak wyglądał tamten lot z prezydentem Lechem Kaczyńskim?

    Kpt. Grzegorz Pietruczuk: Rano poleciałem na Litwę, Łotwę i Estonię, gdzie zabierałem na pokład głowy tych państw. Przed południem wróciłem do Warszawy. Tu wsiadł prezydent Lech Kaczyński i wystartowaliśmy do Symferopola, gdzie miałem zabrać jeszcze prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenkę. Tam odbyło się tankowanie, catering itd. W tym czasie na pokładzie byli pan minister Stasiak i pan minister Łopiński, bo pan prezydent był wtedy w salonce VIP na lotnisku. Obaj ministrowie przekazali mi, że pan prezydent chce wylądować w Tbilisi.

    Jak pan na tę prośbę odpowiedział?

    - Że przeanalizuję warunki lądowania. Kiedy to zrobiłem, stwierdziłem, że ten lot nie może się odbyć ze względu na warunki bezpieczeństwa. Nie tylko nie mieliśmy zgody dyplomatycznej, o której się potem mówiło, bo to tylko jedna z kilku przyczyn. Brak było też informacji o sytuacji pogodowej na lotnisku, o jego stanie i systemach nawigacyjnych. Nie wiedziałem też, czy będę miał jakąkolwiek łączność radiową. Kolejna przyczyna: nad terytorium Gruzji operowały rosyjskie samoloty bojowe. My nie mamy żadnych systemów, które umożliwiałyby rozpoznanie, ostrzeganie o promieniowaniu przez radar itp. Jesteśmy ślepi, takie samoloty wyłączają urządzenia identyfikujące i można się z nimi nawet zderzyć!
    I taką odpowiedź dał pan jeszcze na lotnisku w Symferopolu?

    - Tak. Nie pamiętam dokładnie, ale przekazałem ją chyba panu ministrowi Stasiakowi. Po konsultacjach z wieloma źródłami, m.in. z dowódcą pułku, któremu też przekazałem opis sytuacji. On też powiedział, żeby nie lecieć do Tbilisi.

    Jaka była odpowiedź otoczenia prezydenta?

    - Mimo wszystko chcieli, żeby ten wylot się odbył. Głównie pan Stasiak. Pytał, co trzeba zrobić, żeby ten lot się odbył. Odpowiedziałem, że muszę mieć jakiekolwiek informacje, których nie jestem w stanie zdobyć. Zrobiłem maksymalnie wszystko, łącznie z telefonem do moich znajomych w Tbilisi, żeby dowiedzieć się o tym, co się tam dzieje.

    Chciał pan wykonać to polecenie prezydenta?

    - Gdyby była taka możliwość, to oczywiście, że tak. To nie jest tak, że jak my się uprzemy, to koniec. Gdybym mógł wykluczyć obecność rosyjskich samolotów, gdybym zweryfikował te wszystkie warunki, nic nie stałoby na przeszkodzie, żeby polecieć. Przecież to już się zdarzało, np. gdy spadła CASA, lecieliśmy do Zagrzebia i natychmiast zmieniliśmy plany i wracaliśmy do Warszawy.

    Na tym zakończyła się dyskusja z ministrem Stasiakiem?

    - W zasadzie tak. Jeszcze raz przeanalizowałem sytuację z szefami ochrony VIP-ów prezydenta Kaczyńskiego i prezydenta Juszczenki. Stwierdzili, że nie są przygotowani do wykonania takiego zadania. Upewniłem się wtedy, że lot do Tbilisi byłby zbyt niebezpieczny dla pasażerów.
    Wtedy przyszedł prezydent Lech Kaczyński?

    - Po zatankowaniu samolotu. Jak byli już wszyscy na pokładzie, wszedł do kabiny pilotów. Zapytał mnie, czy wiem, kto jest zwierzchnikiem sił zbrojnych. Odpowiedziałem, że wiem, że to pan prezydent. Usłyszałem: “W takim razie polecam wykonać lot do Tbilisi”. Prezydent odwrócił się i wyszedł z kabiny. Ja jeszcze raz przeanalizowałem całą sytuację, czy czegoś nie przeoczyłem. Upewniłem się, że nie mogę lecieć do Tbilisi. Poprosiłem pana Krzysztofa Olszowca [szef ochrony Lecha Kaczyńskiego], żeby przekazał panu prezydentowi, jaka jest sytuacja, i czekałem na dalsze dyspozycje oprócz tej, która była niewykonalna. Pan prezydent przekazał mi, że skoro nie można nic zrobić, mamy lecieć do Gandżi.

    Na miejscu drugiego pilota siedział kpt. Arkadiusz Protasiuk, który 10 kwietnia dowodził lotem do Smoleńska. Rozmawialiście o tym niewykonalnym zadaniu?

    Kpt. Protasiuk był przestraszony tą sytuacją?

    - Nie, on wykonywał swoje zadania. Cała odpowiedzialność spoczywała na mnie.

    W czasie wizyty, w drodze powrotnej, prezydent wracał do sprawy?

    - Wychodząc z samolotu, powiedział do mnie krótkie zdanie: Jeszcze się policzymy. Wróciliśmy do kraju. Zameldowałem o tej sytuacji dowódcy sił powietrznych i ministrowi obrony narodowej.

    Było jakieś “liczenie się”, jak zapowiedział prezydent?

    - Bezpośrednio pan prezydent nigdy do tego nie wracał, a lataliśmy potem przecież razem wiele razy. Po jakimś czasie pan poseł Karski złożył na mnie doniesienie do prokuratury, że nie wykonałem rozkazu. Nie było to przyjemne.

    To miała być nauczka?

    - Byłem na to przygotowany, że nie wszyscy się z moją decyzją zgadzają. Ale prokurator podszedł do sprawy bardzo solidnie. Uznał, że moje decyzje były podjęte na podstawie przepisów, które mówią wyraźnie, że ja odpowiadam za bezpieczeństwo pasażerów. Także ze strony dowództwo pułku, sił powietrznych, ministra obrony nie mieli mi nic do zarzucenia.

    Przeżywaliście potem z kpt. Protasiukiem tamto zajście?

    - Nie. Potraktowaliśmy to jako lot, podczas którego trzeba było podjąć taką, a nie inną decyzję. Arek był człowiekiem wybitnie spokojnym. Nie zauważyłem, żeby jakoś to na niego wpłynęło. Jak było faktycznie, tylko on to pewnie wiedział.

    Pilot Jaka 40 przerywa milczenie
    Agnieszka Kublik, Wojciech Czuchnowski
    2010-05-20, ostatnia aktualizacja 2010-05-20 18:31

    Pierwszy wywiad dowódcy Jaka 40 porucznika Artura Wosztyla. Pilotowany przez niego samolot lądował 10 kwietnia ponad godzinę przed Tu-154, wioząc do Katynia dziennikarzy.
    Co mówi por.Wosztyl

    1.
    - Z budynku wieży kontrolnej lotniska Siewiernyj koło Smoleńska wyszedł mężczyzna w mundurze. Zapytałem: gdzie jest nasz Tupolew? Odleciał – powiedział.

    Kilka chwil później rozległy się syreny alarmowe – mówi “Gazecie” por. Artur Wosztyl, dowódca samolotu , który 10 kwietnia lądował przez katastrofą prezydenckiego Tu- 154.

    Por. Wosztyl zgodził się na rozmowę, ale nie mógł opowiadać o niektórych szczegółach, które podał prokuraturze podczas przesłuchania. To jego pierwsza publiczna wypowiedź od dnia katastrofy.

    2.

    Wosztyl dowodził Jakiem 40, którym lecieli dziennikarze. Z Warszawy do Smoleńska wyleciał o godz. 5.29. Na miejscu był o 7.22. – Już wtedy warunki na lotnisku były trudne, poniżej minimum bezpieczeństwa i ciągle się pogarszały, mgła gęstniała, nie było widać chmur – mówi pilot.

    3.

    Potwierdza, że trzy razy załoga Jaka łączyła się przez radio z załogą Tupolewa i ostrzegał o pogarszającej się widoczności. – To normalne gdy dwie załogi wykonują lot na to samo lotnisko, jeżeli zauważymy jakąś anomalię, silną turbulencję lub pogarszające się warunki meteorologiczne informujemy o tym kolegów, którzy są w powietrzu. Tak było też w tym wypadku.

    4

    Pilot- zasłaniając się tajemnicą śledztwa – nie chce powiedzieć wprost, czy odradzał kolegom lądowanie (tak twierdzi m.in. rosyjska komisja badająca wypadek). – Informowałem o pogarszających się warunkach – powtarza – a te były poniżej minimum.

    Rozmowy prowadził z drugim pilotem Tu 154 mjr Robertem Grzywną. – Jedno z ostatnich zdań jakie pamiętam to jak Robert po wysłuchaniu informacji o mgle mówi: “dzięki, porozmawiam o tym z Arkiem”. Chodzi o dowódcę załogi, mjra Arkadiusza Protasiuka. – Potem padło pytanie ze strony Arka jak nam poszło. Powiedziałem, że nam się udało, ale zawsze tak mówię po wylądowaniu – mówi pilot.

    5.

    Jakie były komunikaty z wieży? Tego pilot nie chce powiedzieć zasłaniając się tajemnicą śledztwa, chociaż w kabinie Jaka słuchano całej korespondencji między wieżą a załogą Tupolewa
    – Spór z pilotem miał dalsze konsekwencje. Po powrocie delegacji, 25 sierpnia 2008 r., poseł PiS Karol Karski złożył do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez kapitana samolotu, który “odmówił wykonania rozkazu”.

    “Żołnierz ten przyniósł wstyd Państwu Polskiemu oraz jego Siłom Zbrojnym. Wykazał się tchórzostwem, gdy tego samego dnia w Tbilisi lądował samolot prezydenta Francji. Przyniósł wstyd Państwu Polskiemu w oczach innych głów państw znajdujących się wówczas na pokładzie i doprowadził do drwiących z Polski artykułów w prasie zagranicznej” – pisał Karski.

    Zarzucił Pietruczukowi, że “utrudniał prezydentowi wykonywanie jego konstytucyjnych obowiązków”, “naraził go na niebezpieczeństwo utraty życia” (bo droga lądowa przebiegała “w pobliżu linii frontu”), a nawet “wbrew woli przetrzymywał Prezydenta w samolocie wojskowym i pozbawiając wolności przetransportował do miejsca, gdzie Prezydent nie chciał się znaleźć”.

    Na koniec Karski pyta dramatycznie: “Czy rząd zamierza tolerować tego typu elementy rozprężenia [tak w oryginale] oraz nieprzystojące żołnierzom zawodowym tchórzostwo w obecności Głowy Państwa?”. I ostrzega: “przyzwolenie może doprowadzić do sytuacji, iż w morze nie będą wypływać polskie okręty wojenne (bo kapitanowie uznają, że jest to niebezpieczne), polskie patrole na misjach pokojowych zaczną
    Na lądowanie w Tbilisi nie była przygotowana nawet prezydencka ochrona – mówi kpt. Grzegorz Pietruczuk
    Przecież nawet łoś z puszczy Kampinoskiej wie, że poprzednik Protasuika za odmowę lądowania w Gruzji
    został po prostu zniszczony zawodowo, a jego następca tak wybrany, aby tego typu “niesubordynacja” nie zdarzyła się nigdy wiecej

    Thumb up 1 Thumb down 0

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters