Przedwczesne fanfary finałowe

Publikacja w serwisie: 07 June 2010
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , , , , , , ,

Zobacz także:

» "List z Polski" » Argumenty w pigułce » Gruppenführer KAT » OFICER CIA: TO NIE BYŁ WYPADEK » KRÓTKI TEKST O zabijaniu. (częśc 2) » KOMPROMITACJA MAGDALENY BAJER » Smoleńsk – to mógł być zamach – argumenty w pigułce » Nikt nie chce wziąć odpowiedzialności » Luka po państwie » Lepiej nie wiedzieć nic » Nikt nie chce wziąć odpowiedzialności » Odfałszowane zapisy czarnych skrzynek » Zeznania medialnego pułkownika » Smoleńsk – hipoteza zamachu – argumenty w pigułce V2 » Tusk z Komorowskim będą się tłumaczyć » KRÓTKI TEKST O zabijaniu. (częśc 1) » Po nas choćby potop » Poznałem brata po bliźnie » Graś przeprasza rosyjskie ZOMO » Entomologia polityczna – pluskwy a sprawa polska » “Po tragedii zawsze pojawiają się teorie spiskowe” » Piloci rozprawiają się ze stenogramem » UMOWA GAZOWA – SYMBOLIKA WASALI » SMOLEŃSK: NOWY ŚWIADEK, NOWE FAKTY » ZBIGNIEW KUŹMIUK – ZAWALA SIĘ PIRAMIDA KŁAMSTW » Szokujący tekst Walerii Nowodworskiej (grani.ru) [wersja polska] » Smoleńsk. Przyczynek do tragedii. » Niemcy o Smoleńsku: niech Rosja przyzna się do partactwa » 10 kwietnia: średni stopień zagrożenia » Pożegnanie z koncepcją zmylenia pilotów przez “jar” » Wojna o uczciwość władzy. » Kalendarium zaniedbań w sprawie katastrofy polskiej delegacji na uroczystości 70. rocznicy mordu na polskich oficerach w Katyniu » BILANS OTWARCIA . CENA TRAGEDII SMOLEŃSKIEJ. » 68 przypadków smoleńskich » Brudziński: Donald Tusk zostawił ciało prezydenta w ruskiej trumnie na deszczu » ppłk. Bartosz Stroiński “Podpisałem inny dokument” » Teraz muszą udowodnić, że tego nie zrobili » “Putin interesuje się Polską, rozumie wasz kraj”-Dmitrij Babicz, rosyjski ekspert od polityki międzynarodowej Rosji » NOCNE POROZUMIENIE PROKURATORÓW » Zbliżenie pod bronią » Coście tak kombinowali Putin? » W Smoleńsku Tusk z Putinem nawet nie podeszli do ciała prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Przez 5 godzin zwłoki leżały w błocie » Czyżby “Nasz Dziennik” miał rację? » Odczytano kolejne fragmenty czarnych skrzynek Tu-154M » SMOLEŃSK 10 kwietnia 2010 – podsumowanie na dzień 9.07.2010 » “Arcyboleśnie prosta sprawa” – część 1 » Odgłos zderzenia z drzewami » Katastrofa pod Smoleńskiem. To nie było lądowanie. Cz.6. » DEZINFORMACJA – BY ZABIĆ PRAWDĘ. » Ich człowiek w Warszawie » Ewidentne zacieranie śladów » emerytowany oficer CIA: TO NIE BYŁ WYPADEK

Rząd PO upublicznił transkrypty lotów. Ma być to jeden z ważniejszych materiałów dowodowych w sprawie katastrofy smoleńskiej. Jednak historyk nie lubi wydawać sądów ostatecznych na podstawie fragmentarycznych danych. Potrzebuje też wiele czasu, aby przesortować wszelkie dowodziki, a już na pewno aby wydobyć się z czeluści zgiełku medialnego. Często nieadekwatność czy wręcz brak informacji oraz różnorodność ekstrapolacji i dedukcji interpretacyjnych wokół tragedii smoleńskiej przypomina histeryczne zamieszanie w sprawie Jedwabnego. Wszyscy mieli opinię, a nikt nie pofatygował się do archiwów. A regułą powinno być: zbadajmy dogłębnie, a potem będziemy mogli wydać wyrok.

Co w związku z tym z ostatnimi rewelacjami? Po pierwsze wiadomo, że Polska nie dostała czarnych skrzynek. Tylko pracując z oryginalnymi nagraniami i sprzętem, można dobitnie udowodnić, czy nikt w żaden sposób nie zmienił zawartości bądź nie zniszczył, na przykład sposobem magnetycznym, elektronicznym bądź innym, wpływając na urządzenie czy wręcz zapis. Po drugie, bez oryginalnych źródeł (zawartych w niedostępnych czarnych skrzynkach) mamy tylko kopie. Nie jesteśmy w stanie więc gwarantować ich wierności z oryginałem. Nikt bowiem nie weryfikował ich w niezależny sposób. I tutaj przydaje się odpowiednia komisja niezależna sprawdzająca oficjalne ustalenia (gwoli akuratności i prawdy historycznej). To powinno leżeć w interesie samej Moskwy, aby wyzwolić się z kręgu jakichkolwiek podejrzeń. Po trzecie, nie wiemy, jak kompetentne i profesjonalne były osoby, które zajmowały się odgrywaniem tekstu z czarnych skrzynek. Stawia to wartość ujawnionych przez MSWiA materiałów pod znakiem zapytania. Nie jest to oskarżenie Rosji, tylko zwykła ostrożność i solidność. Jak mawiał Ronald Reagan: „Trust but verify” (ufajmy, lecz sprawdzajmy).

Czy warto więc w ogóle zajmować się niezweryfikowanymi transkryptami? Można w takim sensie, że powinniśmy je opracować a) w świetle innych danych oraz b) z myślą o innych materiałach dowodowych, które mogą wyjść w sprawie katastrofy smoleńskiej w przyszłości. Co sprawdzać? Wszystko. Przez porównanie i kontrast z innymi rewelacjami trzeba zwracać uwagę nawet na najmniejsze błahostki. Na przykład, pamiętam, że w pewnym momencie pewna gazeta cytowała anonimowego rosyjskiego kontrolera lotu, który łzawo wspominał, że polscy piloci spadali rzekomo z imieniem Jezusa na ustach. A w transkryptach jest łacińska nazwa krzywa. Drobiazg? Pewnie, ale pomaga weryfikować, kwestionować i eliminować pewne źródła oraz ich echa studzienne pośród mediów. Pomaga to ustalić poziom wiarygodności źródeł.

Ponadto trzeba na podstawie niezweryfikowanych transkryptów stworzyć odpowiednią narrację, aby nie dać szans na dominację wrogiej propagandzie, albo przynajmniej dążyć do stworzenia alternatywnego dyskursu, który odzwierciedlałby nasze odczytywanie dostępnych danych.

Co głównie wynika z tego, co udostępniono opinii publicznej? Po pierwsze, kontrolerzy naziemni lotu nie zamknęli lotniska, a nawet nie sprzeciwili się lądowaniu prezydenckiego tupolewa. Ostrzegali tylko i doradzali lądowanie gdzie indziej. Czyli umyli ręce, wiedząc, jaka jest trudna sytuacja atmosferyczna. Po drugie, wbrew pierwotnym, fałszywym „rewelacjom” piloci rozmawiali z wieżą, znali rosyjski. Po trzecie, piloci podchodzili do lądowania raz – a nie cztery razy, jak dezinformowano uprzednio. Po czwarte, piloci wiedzieli, że mgła ograniczyła maksymalnie widoczność, mimo tego zdecydowali się lądować. Po piąte, w ostatnich momentach był pewien rozdźwięk między sygnałami ostrzegawczymi systemu TAWS a informacjami z wieży. TAWS piszczał o niebezpieczeństwie, wieża powtarzała o schodzeniu w stronę „ścieżki”-„horyzontu”, czyli właściwym kursie. Dopiero tuż przed runięciem tupolewa wieża dwukrotnie zaalarmowała „Horyzont 101,” co było nakazem wzbicia się. Pozostaje sprawą otwartą, dlaczego samolot zaprogramowany na autopilocie do wzbicia się nie usłuchał komendy. Siła grawitacji czy awaria? Po szóste, w świetle powyższego, nie jest jasne do jakiego stopnia piloci zdawali sobie sprawę jak nisko znajdował się ich samolot.

Po siódme, upubliczniony transkrypt jednoznacznie zbija ohydne pomówienia śp. Lecha Kaczyńskiego o spowodowanie katastrofy. Do kokpitu zajrzały dwie osoby nie należące do załogi: szef protokołu dyplomatycznego Mariusz Kazana oraz szef lotnictwa WP gen. Andrzej Błasik. Kazana zatroskał się warunkami atmosferycznymi (przeszkadzającymi w lądowaniu) i nieadekwatnym zasobem paliwa („no to mamy problem”) oraz wyraził opinię o stałym braku opinii śp. Lecha Kaczyńskiego co do dalszego postępowania („na razie nie ma decyzji prezydenta co dalej robić”). Oznacza to, że prezydent nie wtrącał się w sprawy lądowania a – być może – co najwyżej rozważał wyrażone przez kapitana-pilota alternatywy: przelot na inne lotnisko czy powrót do Warszawy. Nie ma najmniejszych dowodów, aby ktokolwiek chciał przymusić pilotów do czegokolwiek. Kazana zajrzał, aby zasięgnąć informacji o możliwości lądowania. Błasik po prostu obserwował manewr. Nic w tym nie ma dziwnego, że rasowy pilot przesiada się z kabiny pasażerskiej do kokpitu, aby pobyć ze swoimi, przyjrzeć się sytuacji z bliska czy tylko pokibicować. Z tyłu zwykle jest specjalne, dodatkowe siedzenie dla takiego gościa. Co więcej, bez względu na stopień oficerski czy funkcję takiego odwiedzającego pierwszym po panu Bogu pozostaje kapitan samolotu (czy statku), chyba że oficer wyższy szarżą usunie go ze stanowiska w trybie natychmiastowym. Według niezweryfikowanych transkryptów nic takiego nie miało miejsca. Czyli sprawa powinna być jasna. A nie jest.

Weźmy na przykład jedną z niewielu internetowych gazet wychodzących w Polsce po angielsku. The Warsaw Voice (2 czerwca) http://www.warsawvoice.pl/WVpage/pages/article.php/12794/news/2966/76671) przedstawia sprawę według kremlowsko–gazwyborczego schematu: Rosjanie z obsługi lotniska ostrzegali, polscy piloci zawinili, a śp. prezydent może był odpowiedzialny. Insynuuje się to ostatnie w następujący sposób: „Dokument (transkrypt) również pokazuje, że urzędnik mówił, że konsultowano z Prezydentem Lechem Kaczynskim na temat lądowania, ale nie przedstawiono jednoznacznych dowodów na to, że przymuszono pilota do lądowania” („The document also reveals that an official saying President Lech Kaczynski was consulted about the landing, however no clear evidence is offered that the pilot was pressured to land.”). Czyli z tego wynika, że przedstawiono niejednoznaczne dowody? Albo że nie udowodniono, że śp. prezydent jest niewinny? Zawsze wydawało mi się, że w systemach nietotalitarnych każdy jest niewinny aż nie zostanie mu udowodnione odwrotnie, czyli nie zostanie skazany prawomocnym wyrokiem sądowym. Widocznie autor notatki działa pod wrażeniem stylu sądów w post-PRL, a nie w RP. Czyli po prostu mamy do czynienia z anglojęzycznym echem „Gazety Wyborczej”. Dlatego od dawna (i naturalnie bezskutecznie) proszę przyjaciół w Polsce, aby stworzyli anglojęzyczny serwis podający podstawowe informacje o kraju w sposób alternatywny do postkomuny i tolerancjonistów.

A jak inne media? BBC podały, że „Rosja przekazała nagrane dane (data recordings) z katastrofy Polakom. A Polska opublikowała transkrypcje z nagrań danych lotu (flight data recorders) z rozbitego samolotu, w którym zginął polski prezydent i 96 innych osób” (1 czerwca, http://news.bbc.co.uk/2/hi/10206841.stm). BBC nie podaje więc wprost, że Polska dostała zaledwie kopie transkryptów. Dla niektórych „data recordings” mogą się pomylić z czarnymi skrzynkami. BBC nie przesądza też niczyjej winy. Odnotowuje tylko, że dwóch pasażerów odwiedziło kokpit, że pokładowy sprzęt elektroniczny ostrzegał pilotów wielokrotnie o pogarszających się warunkach, że załoga wiedziała, że widoczność jest bardzo kiepska oraz że kapitan mimo wszystko zdecydował się lądować. W podobny sposób brzmiały sprawozdania innych agencji, choćby Reuters czy Associated Press. AP doprecyzowała, że chodziło o przekazanie jedynie kopii transkrypcji z nagrań. Same czarne skrzynki pozostają w Rosji. Przynajmniej tyle.

Na razie innych konkretnych wieści nie ma. Nawet plotek. W Waszyngtonie bowiem katastrofa smoleńska to zeszłoroczny śnieg. Nikogo nie obchodzi w Białym Domu. Nie ma woli politycznej, aby cokolwiek badać, aby kwestionować cokolwiek co wychodzi oficjalnie z Moskwy, a jest basowane przez Warszawę. Nawet jakby rząd PO protestował, to też nikt by za bardzo uwagi na to wszystko nie zwracał. W interesie możnych tego świata jest, aby wszyscy jak najszybciej zapomnieli. I „wybrali przyszłość”.

tysol

Oceń artykuł:

tagi: , , , , , , , ,

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters