Protokół Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego został przygotowany pod tezę z góry założoną

Publikacja w serwisie: 10 June 2010
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , , , ,

Protokół moskiewskiego MAK sugeruje irracjonalne zachowanie pilotów prezydenckiego tupolewa

Protokół Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego został przygotowany pod tezę z góry założoną – twierdzą eksperci od nawigacji i aerodynamiki, którzy analizowali dokument. Jeśli wykres lotu “odejmiemy” od wysokości terenu, nad którym się znajdował samolot, otrzymamy linię prostą, malejącą. Taki zabieg sugeruje, że piloci posługiwali się radiowysokościomierzem, a nie wysokościomierzem barycznym. W efekcie wydaje się, że pilot co sekundę poprawiał parametry lotu tak, by lecieć “po ścieżce”, ale mierzonej względem terenu.

Fachowcy z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie rozpoczęli prace nad odczytaniem rozmów z tzw. czarnej skrzynki prezydenckiego Tu-154M. Przed nimi dużo pracy, bo Rosjanie nie rozszyfrowali wszystkich utrwalonych na rejestratorze rozmów. Zdaniem ekspertów, stenogram MAK pomija kluczowe w wyjaśnieniu sprawy zapisy z ostatnich sekund lotu. Skąd to przypuszczenie? Według pilotów, odtworzone zachowanie załogi jest irracjonalne, a w stenogramach brakuje jakiejkolwiek informacji o odruchowych i naturalnych reakcjach pilotów na ostrzeżenia systemu TAWS.

Biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie rozpoczęli już prace związane z odczytaniem zapisów rejestratora rozmów z pokładu prezydenckiego Tu-154M. Jak poinformowała “Nasz Dziennik” prof. Maria Kała, dyrektor placówki, Instytut – by zapewnić spokojną pracę biegłym – nie będzie informował opinii publicznej o przebiegu prac. Wyniki ekspertyz będą dostarczone prokuraturze i ta zadecyduje, w jaki sposób wykonane przez polskich biegłych stenogramy zostaną zaprezentowane. Prace mogą potrwać nawet dwa, trzy miesiące, bo – jak zapewniła prof. Kała – chodzi o to, by zostały wykonane dokładnie.
Biegli mają sporo pracy, bo przekazane przez Rosjan stenogramy mają sporo braków, jest wiele fragmentów oznaczonych jako “niezrozumiałe”. Ponadto, w ocenie ekspertów, stenogramy – włączając nawet owe “białe plamy” – najprawdopodobniej nie zawierają danych na temat wszystkich zarejestrowanych na pokładzie samolotu rozmów. – W zapisach brakuje jakichkolwiek śladów reakcji pilotów na sygnał “pull up”.

Nie jest możliwe, by wyszkoleni piloci nie zrobili czegoś, co wykonuje się automatycznie – ocenił dr Ryszard Drozdowicz, specjalista ds. aerodynamiki lotnictwa.

Jak zauważył, w końcowej fazie lotu, według stenogramów oprócz komendy “odchodzimy” i odliczania wysokości panuje cisza. Dlaczego? Nie wiemy, czy Rosjanie nie zapisali pewnych kwestii, czy też w kabinie panował szum i rozmowy były nieczytelne. To jednak byłoby dziwne, ponieważ chwilę wcześniej głosy były dobrze słyszalne. W ocenie dr. Drozdowicza, wypełnienie treścią ostatnich chwil lotu może mieć znaczenie w wyjaśnieniu przyczyn tragedii. Jednak pełny obraz sytuacji stworzy dopiero zestawienie rozmów z parametrami lotu znajdującymi się w czarnych skrzynkach.
Bazując na dotychczasowej wiedzy, można założyć, że samolot został “przeciągnięty” (na skutek zbyt dużego kąta natarcia skrzydła następuje gwałtowny spadek siły nośnej i przyrost oporu aerodynamicznego, w efekcie samolot chwilowo traci sterowność) – nie z winy pilotów, a prawdopodobnie z powodu awarii w układzie sterowania i zaczął “przepadać” (gwałtownie tracił wysokość).
W ocenie Ryszarda Drozdowicza, samolot został wprowadzony w pierwszą fazę korkociągu (to efekt przeciągnięcia płatowca z jednoczesnym zakłóceniem jego równowagi poprzecznej) i wykonał pół beczki. Świadczy to o tym, że samolot musiał mieć jeszcze wysokość ok. 50-60 m (rozpiętość skrzydeł Tu-154M to ok. 40 m), ale był już jednak niesterowny. Zdaniem Drozdowicza, wypełnienie stenogramów może wyjaśnić, czy rzeczywiście piloci w żaden sposób nie reagowali na sygnały ostrzegawcze i jakie czynności wykonywali. Z pewnością świadomie – na tak niskiej wysokości i z pasażerami na pokładzie – nie próbowaliby wykonać korkociągu.

Dziwny tor lotu
Na podstawie protokołu MAK oraz danych o prędkościach podchodzenia do lądowania samolotu opisanych w instrukcjach podejścia Marek Strassenburg Kleciak, ekspert od nawigacji lotniczej, dokonał obliczeń, które pozwoliły zobrazować tor lotu Tu-154M. Z uzyskanego wykresu wynika, że w pierwszej fazie lotu pilot leciał za wysoko w stosunku do właściwej ścieżki schodzenia. Potem jak gdyby zorientował się w sytuacji i zniżył samolot, ale za dużo, i w ostatniej fazie lotu znalazł się za nisko.

- Tor lotu pionowego samolotu przypomina literę “S”, co jest o tyle dziwne, że samolot leciał na autopilocie, który powinien utrzymywać stały kąt schodzenia – ocenił Kleciak. W jego ocenie, protokół MAK został przygotowany dla “zmylenia publiczności” pod z góry założoną tezę. – Jeśli bowiem ten wykres lotu samolotu “odejmiemy” od wysokości terenu, nad którym samolot się znajdował, to otrzymamy linię prostą, malejącą – zauważył. Taki zabieg sugeruje odbiorcy, że piloci posługiwali się radiowysokościomierzem, a nie wysokościomierzem barycznym. W efekcie wydaje się, że pilot co sekundę poprawiał parametry lotu, tak by lecieć “po ścieżce”, ale mierzonej względem terenu. – Instrukcja mówi, że lądujemy według poziomu lotniska, który znany jest z wysokościomierza barycznego i nie ma logicznego wytłumaczenia, dla którego pilot miałby posługiwać się radiowysokościomierzem – ocenił. Taka teza jest jednak dość “chwytliwa”. – Bo pilot był młody, niedoświadczony, popełnił błąd i samolot się rozbił. Jest to jednak niedorzeczne tłumaczenie, a jego przyjęcie oznaczałoby, że (trudno nawet tak to nazwać) pilot popełnił szkolny błąd – dodał. Także rzekoma obecność gen. Andrzeja Błasika w kabinie sugeruje, że jeśli w ogóle pomyłka miała miejsce, to zwierzchnik Sił Powietrznych z pewnością by ją zauważył. – W mojej ocenie, protokół MAK w obecnej postaci nie odpowiada rzeczywistości, ponieważ sugeruje zupełnie irracjonalne zachowanie pilota, a więc i próba odtworzenia toru lotu jest obarczona tym błędem – zaznaczył ekspert. W tym kontekście zastanawia też fakt, że protokół MAK, a dokładnie wysokości samolotu wynikające z odtworzonych komunikatów załogi znacznie odbiegają od prawidłowej ścieżki schodzenia, co spotyka się z brakiem reakcji kontroli lotów. Co więcej, kontroler mimo odchyłek kilkakrotnie potwierdzał załodze, że są na kursie i ścieżce. W ocenie ekspertów, te dane muszą zostać skorelowane z danymi na temat parametrów lotu, bo analiza stenogramów prowadzi do kolejnych pytań i sprzeczności.
Marcin Austyn/naszdziennik.pl
Oceń artykuł:
(5.00)
głosów: 3
tagi: , , , , ,

Jeden Komentarz: »

Jeśli uważasz że któryś komentarz nie powinien się tutaj znaleźć zgłoś to na adres:

admin@smolensk-2010.pl
  • mik :

    Szanowni Państwo!

    Żałosne widowisko, jakiego byliśmy świadkami w związku z przywiezieniem przez ministra spraw wewnętrznych, pana Jerzego Millera, sporządzonych przez stronę rosyjską kopii nagrań z „czarnych skrzynek” prezydenckiego samolotu, który 10 kwietnia rozbił się w pobliżu lotniska Siewiernoje pod Smoleńskiem pokazuje, że państwo polskie znalazło się w stanie rozkładu.

    Z jednej strony budzi to grozę i przerażenie, ale z drugiej – wystawia nie tylko Polskę, ale również nasz naród na pośmiewisko świata. Trudno bowiem znaleźć inny przykład, gdzie prawie 40 milionów ludzi daje się bezkarnie wodzić za nos bandzie zdemoralizowanych i skorumpowanych tajniaków, którzy frymarczą i państwem i narodowymi interesami, posługując się figurantami udającymi mężów stanu. Doprawdy niepojęte, jak można traktować serio drapichrustów, którzy swoimi osobami żyrują oddanie zarówno naszego państwa, jak i naszego narodu pod ręczne sterowanie strategicznych partnerów?

    Skoro jednak sprawy zaszły już tak daleko, to musimy przynajmniej teraz postawić sobie pytanie – jaka jest przyczyna, że nasze państwo nie jest w stanie stworzyć żadnej siły – ani gospodarczej, ani militarnej, ani nawet – kulturowej? O sytuacji gospodarczej naszego państwa świadczy najlepiej poziom długu publicznego, który nie tylko przekroczył 700 miliardów złotych, ale rośnie z szybkością co najmniej 3 tysięcy złotych na sekundę. Nikt nie wie, co z tym zrobić, nikt nie wie, jak ten wzrost chociaż trochę przyhamować – a przecież każda polska rodzina tylko na obsługę tego długu, to znaczy – na wypłacanie lichwiarskiej międzynarodówce procentów, musi każdego roku oddać co najmniej 4 tysiące złotych! W ten oto sposób polityka kolejnych rządów przekłada się bezpośrednio na naszą sytuację osobistą, więc jeśli nawet nie obchodziłyby nas żadne względy patriotyczne, to warto zastanowić się nad przyczynami tego stanu rzeczy ze względu na osobisty interes.

    Ponieważ państwo nasze nie jest w stanie stworzyć żadnej siły ekonomicznej i jedzie na długach, to nic dziwnego, że nie jest również w stanie stworzyć żadnej siły militarnej. Stać je zaledwie na 100 tysięcy marnego wojska, które wojskiem nazywane jest tylko przez grzeczność, ponieważ w gruncie rzeczy nie jest w stanie wykonać żadnego poważniejszego zadania militarnego z wyjątkiem służby wartowniczej – no i oczywiście – asystowania przy pogrzebach. W tej sytuacji nic dziwnego, że rosyjski premier Putin bez ceregieli tresuje naszych dygnitarzy do pojednania, a oni nie tylko gorliwie skaczą przed nim z gałęzi na gałąź, ale w dodatku również nam opowiadają coraz głupsze i coraz mniej prawdopodobne bajki.

    Temu upadkowi gospodarczemu i militarnemu towarzyszy upadek kulturowy. W porównaniu choćby z takimi Niemcami, Polska nie rejestruje prawie żadnych patentów. Nasze renomowane wyższe uczelnie ledwo mieszczą się okolicach 500 miejsca w światowych rankingach, zaś dokonania w zakresie tak zwanej twórczości plasują się na poziomie chałtury. Nie ma żadnego porównania z okresem międzywojennym, którego okruszkami próbujemy żywić się do dnia dzisiejszego.

    I tak się w tym nieszczęściu szczęśliwie składa, że pytanie o przyczynę, dla której państwo nasze nie jest w stanie stworzyć żadnej siły, warto postawić właśnie dzisiaj – w przededniu 4 czerwca. 4 czerwca 1992 roku miała bowiem miejsce próba ujawnienia agentury w strukturach państwa. Próba ta, zapoczątkowana uchwałą lustracyjną zgłoszoną przez ówczesnego posła Janusza Korwin-Mikke, okazała się nieudana. Agentura okazała się bardziej wpływowa, niż nam się wydawało i nie tylko doprowadziła do obalenia rządu premiera Jana Olszewskiego, ale całe państwo przejęła pod swoją kuratelę. Początkowo kuratelę tę sprawowała dyskretnie, starając się zachować pozory przyzwoitości, ale ostatnio pozory te odrzuca i nawet nie udaje, że dygnitarze państwowi, te nędzne imitacje Adama Łodzi-Ponińskiego, służą jej jedynie za listki figowe.

    No dobrze, ale cóż w tym właściwie takiego złego, że Polskę okupuje agentura, której najtwardszym jądrem jest wywiad wojskowy o komunistycznych, a także – o czym ani na chwilę nie wolno nam zapominać – również sowieckich korzeniach? Czy gdyby premier Donald Tusk nie był żałosnym figurantem, tylko rządził państwem naprawdę, sytuacja byłaby lepsza? Przecież innymi państwami, ot – choćby taką Rosją, też rządzą tamtejsi tajniacy, a przecież to Rosja właśnie chwyta Polskę w swoje żelazne objęcia, a nie odwrotnie? Problem, jak się wydaje, polega na tym, że tajniacy rosyjscy, czy niemieccy przyzwyczajeni są od wieków do posiadania własnego państwa. Wiedzą, że nie będą mieli innego i nawet nie chcą go mieć, więc starają się dbać o własne państwo, jak tam potrafią. Tymczasem nasza razwiedka przez cały okres komuny wysługiwała się Rosji, a kiedy Rosja na przełomie lat 80-tych i 90-tych zaczęła tracić siły, jednym susem poprzeskakiwała na służbę innych państw – część zresztą siłą przyzwyczajenia pozostała w służbie rosyjskiej – i w rezultacie rutynowym sposobem jej istnienia, jej przyzwyczajeniem i drugą naturą, jest zdrada. Tajniacy rządzący Polską myślą o tym, jakby tu ją najszybciej rozkraść i potem znaleźć kogoś, kto zapewniłby im bezpieczeństwo. Dlatego właśnie popchnęli Polskę do Unii Europejskiej, w objęcia Niemiec, które teraz właśnie dzielą się tym łupem ze swoim strategicznym partnerem – i dlatego właśnie dobierają sobie w charakterze listków figowych coraz to żałośniejsze figury, które nawet nie są w stanie przekonująco udawać samodzielności.

    A ponieważ ościennym państwom nie zależy na tym, żeby Polska była w stanie stworzyć jakąś siłę, bo nigdy nie wiadomo, co z tego może wyniknąć, więc lepiej na wszelki wypadek dmuchać na zimne, toteż okupujący Polskę tajniacy rozkradając państwo nie tylko działają we własnym interesie, ale również – wykonują zadanie. W ramach tego zadania blokują też każdą próbę przezwyciężenia tego stanu rzeczy, bo zagroziłaby ona nie tylko ich własnej pozycji społecznej, ale również – interesom ich zagranicznych zleceniodawców. I dlatego żadna zmiana tej sytuacji nie jest możliwa bez wyzwolenia Polski spod okupacji tajniaków. Kiedyż o tym przypominać, jeśli nie w przeddzień 4 czerwca?

    Polacy mogą sobie wyć, ile tylko chcą, a Rosjanie i tak wygrają

    sobota, 05 czerwca 2010 08:40
    źródło/autor michalkiewicz.pl, Stanisław Michalkiewicz

    Thumb up 1 Thumb down 0

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters