WIEŻA NAPROWADZAŁA TU-154 DO ZDERZENIA Z ZIEMIĄ

Publikacja w serwisie: 23 June 2010
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , , , ,

Jestem pewien, że załoga nie podjęła decyzji o lądowaniu, lecz o odejściu na drugi krąg i że kontrolerzy z wieży w Smoleńsku złamali przepisy międzynarodowego prawa lotniczego. Także dotyczące uruchomienia akcji ratowniczej – mówi kontroler wieży na Okęciu, który prosi o zachowanie anonimowości.
Od wielu lat pracuję na stanowisku kontrolera wieży na Okęciu. Nie mam wątpliwości – informacje kontrolera: 10.40.13–4 na kursie i ścieżce, 10.40.26–3 na kursie i ścieżce (przy założeniu, że stenogram mówi prawdę!) były ewidentnie niezgodne z rzeczywistym położeniem samolotu.

Kontroler (jeśli to był kontroler, a nie osoba podstawiona), który był przekonany o właściwym działaniu radaru, powinien zacząć się niepokoić, kiedy na dwóch kilometrach od progu pasa nie widział samolotu. Nie mógł go widzieć z powodu mgły, ale powinien już dostrzegać przedzierające się przez nią światła. I tak zareagował. Poprosił załogę o włączenie reflektorów (10.40.32).

Reflektory były już włączone (zostały najprawdopodobniej uruchomione wraz z wypuszczeniem podwozia). Kontroler nadal nie widzi samolotu, wie, że nieuchronnie i szybko zbliża się moment decyzji. Informuje: 10.40.38–2 na kursie i ścieżce.

Absurdalna informacja wieży

To oznacza, że jest przekonany o właściwym położeniu samolotu albo ktoś go zmusza do takiej wypowiedzi, albo ktoś odtworzył nagraną wcześniej sekwencję z taśmy. Charakterystyczne, że informacje o dystansie podawane są w odstępie 13 i 12 sekund, czyli prawidłowo i za około 11 sekund (10.40.49) samolot powinien być 1100 metrów od pasa, czyli nad bliższą radiolatarnią. Wówczas powinna paść co najmniej informacja, a właściwie komenda: 1 na kursie i ścieżce, wysokość decyzji!

Kontroler powinien też podać w tym momencie warunki lądowania, to znaczy aktualną widzialność wzdłuż pasa, siłę i kierunek wiatru, ewentualne zmiany, jakie zaszły od ostatniej informacji pogodowej (podstawę chmur, stan nawierzchni, ciśnienie), i wydać zgodę na lądowanie. Taka zgoda, jakkolwiek do niczego niezobowiązująca załogi, ma o tyle istotne znaczenie, że mówi jej o dostępności drogi startowej i o tym, że jest wolna od innych statków powietrznych, pojazdów, pieszych itd. Między innymi na jej podstawie załoga podejmuje decyzję o dalszych działaniach. Jest to jedna z kilku składowych takiej decyzji. I załoga musi mieć te informacje, by właściwie i odpowiedzialnie ją podjąć. Taka informacja się nie pojawiła.

Żadna już się nie pojawiła aż do absurdalnej informacji: Horyzont, 101.

Zakładam, że w ich [rosyjskiej] nomenklaturze oznaczać to musi polecenie odejścia na drugi krąg, bo podczas takiego manewru załoga wyrównuje lot, dodaje mocy na silnikach, po czym się wznosi. Komenda padła więc co najmniej 5 sekund za późno, nawet w świetle przekonania kontrolera o właściwej pozycji maszyny na kursie i na ścieżce. Jak wiemy, samolot był dużo za nisko, by na kilometr przed pasem kontroler mógł powiedzieć, że są na ścieżce. Samolot leciał pod ścieżką już od około 4. kilometra przed progiem pasa. Tymczasem kontroler upewniał ich w przekonaniu, że lecą z właściwym gradientem schodzenia (co było po części prawdą), ale i po ścieżce. Opierając się na informacjach kontrolera, musieli uderzyć w ziemię, gdyby kontynuowali podejście i podjęli decyzję o lądowaniu. Wiemy jednak, że je przerwali i rozpoczęli odejście po nieudanym podejściu, ale bezskutecznie. Samolot nadal szedł w dół, wręcz jakby dokładnie odwrotnie do zamierzonego manewru, z jeszcze większą prędkością. Wygląda to na uszkodzenie, zablokowanie steru wysokości.

Kontoler wiedział, ale nie powiedział…

Ponieważ informacja od kontrolera, która daje prawo podjęcia decyzji o lądowaniu, nigdy się nie pojawiła, tym bardziej jestem pewien, że załoga nie podjęła decyzji o lądowaniu, lecz odejściu na drugi krąg. Bezwzględnie kontroler (bądź kierownik lotów) musi dać przynajmniej hasło: „pas wolny”. To oznacza – dostępny, niestanowiący zagrożenia dla lądującej maszyny, której załoga nie jest w stanie (nawet przy idealnych warunkach pogodowych) dostrzec tego wszystkiego, co widzi (lub o czym wie) kontroler. Ma on wiedzę o wszelkich ewentualnych zgodach, jakie wydał innym statkom powietrznym, samochodom, służbom technicznym lub nawet pieszym na zajęcie czy przecięcie pasa. Poza tymi wszystkimi możliwymi do przewidzenia i znanymi czynnikami na każdym lotnisku czy lądowisku, zwłaszcza w terenie niezurbanizowanym, należy spodziewać się nagłego wtargnięcia na pas dzikiej zwierzyny bądź stada ptaków, które mogą stanowić ogromne zagrożenie dla lądującej z dużą prędkością maszyny.

Załoga natomiast znajduje się w środowisku zmiennym, dynamicznym. Jej położenie – wysokość – jest w ciągłym ruchu. Musi śledzić przyrządy, zwłaszcza w gorszych warunkach pogodowych, słuchać instrukcji z ziemi, porozumiewać się między sobą i wreszcie… reagować na te wszystkie elementy. Czynnikiem decydującym jest czas, którego z każdym metrem obniżanej wysokości i zbliżającej się ziemi ubywa.

Po to właśnie na posterunku każdego lotniska świata w roli służebnej wobec każdej załogi trwa kontroler lotniskowy. Rola kontrolera naprowadzającego samolot za pomocą radaru nie umniejsza w żaden sposób znaczenia i odpowiedzialności kontrolera udzielającego bądź nie zgody na lądowanie. Dlatego na ogół są to dwie różne osoby. Jeden odpowiada za podejście do lądowania i ma zazwyczaj uprawnienia radarowe, drugi nie musi ich mieć, ale ma pełną wiedzę, co dzieje się w jego rejonie odpowiedzialności, czyli na samym lotnisku. Jeśli nawet obie te czynności sprawuje jedna osoba, to jest ona w pełni odpowiedzialna za wszystkie te elementy. Trzeba pamiętać, że taka osoba pełni służbę kontroli ruchu lotniczego. Udziela zgody na podejście, start, lądowanie, przekazuje wszystkie niezbędne informacje, a w razie potrzeby pełni również służbę ratowniczo-poszukiwawczą. Ta również nie została wypełniona właściwie. Kontroler powinien bezzwłocznie po utracie odczytu radarowego danego statku powietrznego albo w ciągu pięciu minut od spodziewanego lądowania i/lub utraty łączności z załogą (jeśli służba kontroli radarowej nie jest zapewniana) ogłosić alarm dla służb ratownictwa. Po to właśnie władze lotnicze każdego państwa powołują kontrolę ruchu lotniczego. Jednym z kilku podstawowych pytań dla komisji badającej ten wypadek powinno być więc także określenie czasu, w którym taki alarm ogłoszono. Jednak z przekazów medialnych wiadomo, że kontroler pytany w pierwszych chwilach po tragedii o samolot przez osoby ze strony polskiej, odpowiedział, że maszyna… odleciała. Jeżeli jest to informacja prawdziwa, oznacza to, że kontrola ruchu w Smoleńsku nie zadziałała zgodnie z przepisami prawa o ruchu lotniczym.

opr. “Gazeta Polska”, 22-06-2010

Oceń artykuł:
(5.00)
głosów: 6
tagi: , , , , ,

Komentarze: »

Jeśli uważasz że któryś komentarz nie powinien się tutaj znaleźć zgłoś to na adres:

admin@smolensk-2010.pl
  • Magdalenka :

    I pewnie o to chodziło zeby wyglądało na winę kontrolerów,skoro Polacy nie kupili bajki o winie pilotów…zawsze można znaleźć inne kozły ofiarne…

    Thumb up 0 Thumb down 0

  • pik :

    To też jest warte przeczytania daje duzo do myślenia.
    link:http://www.abcnet.com.pl/node/6505

    ps. jeżeli zamieszczenie tego linku przeszkadza proszę admina o usunięcie.

    Thumb up 0 Thumb down 0

  • RITA :

    WARTO TEŻ ZOBACZYĆ http://www.abcnet.com.pl/node/6625

    Thumb up 0 Thumb down 0

  • RITA :

    TEN TEŻ WARTO ZOBACZYĆ http://www.abcnet.com.pl/node/6594

    Thumb up 0 Thumb down 0

  • Magdalenka :

    RITA….prawda w tych artykułach…ale jakoś nie dociera do naszych krajan co się stało,co nadal się dzieje….co widac po wyniku wyborów….żal…

    Thumb up 0 Thumb down 0

  • Agnieszka :

    Udalo im sie oglupic duza czesc narodu. Niestety. Sledztwo utknelo w martwym punkcie i o to chodzilo – to gra na czas. Im dalej od dnia zamachu, tym mniej to interesuje zdurniale spoleczenstwo. Przykro mi sie wypowiadac w takich terminach, ale niestety inne tu nie pasuja… Przyzwyczajone do szybkich i krotkich informaci spoleczenstwo meczy sie wszystkim, co trwa dluzej od reklamy. Zwiotczale mozgi nie przyswajaja informacji. Dlatego tak szybko ogloszono wine pilotow – pierwsza informacja to dobra informacja. Reszta juz nie interesuje.
    Klamia od poczatku. I przeraza fakt, ze nikt nikogo nie pociaga do odpowiedzialnosci za falszywe informacje! Wszystkie te gadajace glowy na stanowiskach czuja sie BEZKARNE i mowia, co popadnie. Licza na to, ze “opinia publiczna” sie znudzi.. “Przeciez MY chcemy spokoju,a ONI wciaz jatrza. No, to kogo bardziej lubicie? Tych, ktorzy was zmuszaja do refleksji, czy NAS – ludzi POJEDNANIA”. I tak sobie tworza ten zaklamany wizerunek “przyjacieli wszystkich” – i Niemcow, i Sowietow – szkoda tylko,ze Polske maja gleboko w poszanowaniu. Ale przeciez nie ocenia sie rzadu po rezultatach,a po kolorze koszuli i kilku wypowiedzianych frazesach, wiec ma Polska to, czego pragnie…

    Ale ja chce wierzyc, ze historia wystawi im rachunek za ta ich zbrodnicza TWòrczosc (przez duze “TWU!”)i ze na stale zapisza sie w Ksiedze Zdrajcow Narodu. Chce wierzyc.

    Thumb up 0 Thumb down 0

  • Magdalenka :

    Oj ja też chcę wierzyć….tylko czasem brakuje wiary,bo żeby odpowiedzieć za coś musi byc ktoś kto do tej odpowiedzialności pociągnie a to wszystko jedna klika…

    A nasze społeczeństwo ..cóz duża jego częśc to niestety ciemnogród,który łyka wszystko co mu podadzą..bo tak jest łatwiej,prościej…

    Ale nie mogę pojąc jak po katastrofie smoleńskiej i powodzi można nadal wierzyć partii która jest u władzy,przecież to gołym okiem widac i wcale nie trzeba byc maniakiem politycznym,ja nie byłam nigdy a widzę i wiem..nie jestem też moherem,ani pisowcem….po prostu umiem mysleć..i widzieć ,,…czy to jest az tak trudne???

    Thumb up 0 Thumb down 0

  • Agnieszka :

    Z dzisiejszej Rzeczpospolitej- C.D. KLAMSTWA SMOLENSKIEGO (a ja sie pytam, co na to wszystko RZAD I PREMIER! Czy Thusek dalej uwaza, ze sledztwo nie pozostawia niczego do zyczenia???!!!):

    Sprzeczne zeznania kontrolera
    Cezary Gmyz , Justyna Prus , Katarzyna Borowska 25-06-2010, ostatnia aktualizacja 25-06-2010 07:34
    W rosyjskich dokumentach są dwa różne protokoły przesłuchania tej samej osoby – z tą samą datą

    Rz” dotarła do informacji na temat rosyjskich protokołów przesłuchań świadków, które jako pierwsze – jeszcze przed dokumentacją przekazaną oficjalnie – trafiły do polskich śledczych.

    To m.in. zeznania kontrolerów z lotniska Siewiernyj, w pobliżu którego 10 kwietnia rozbił się prezydencki tupolew.

    Dwa przesłuchania w jednym czasie?

    Z naszych informacji wynika, że według tych dokumentów Wiktor Anatoliewicz Ryżenko, pomocnik kierownika kontroli lotów, był przesłuchiwany w tym samym czasie przez dwóch różnych śledczych.

    To właśnie Ryżenko sprowadzał polski samolot w ostatniej, newralgicznej fazie lotu, podczas której doszło do tragedii.

    Według protokołów 10 kwietnia między godziną 14 a 16 czasu moskiewskiego przesłuchiwał go kapitan nauk prawnych A.A. Aleszyn, a między 14 a 15 – porucznik nauk prawnych O.N. Macakow.

    Zbigniew Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości: – To, że jedna osoba jest przesłuchiwana w tym samym czasie przez dwóch różnych śledczych, jest nietypowe. Trzeba wyjaśnić szczegóły, dopytać, czemu to miało służyć.

    Z taką sytuacją nie spotkał się też w swojej pracy prokurator Dariusz Barski, były zastępca prokuratora generalnego. – Jeśli jest tak, jak ustaliła „Rz”, to jest to zupełnie niezrozumiałe – ocenia. – W polskiej procedurze nie jest możliwa sytuacja, by przeprowadzać dwa różne przesłuchania tej samej osoby w tym samym czasie.

    To niejedyne kontrowersje. Oba zeznania Ryżenki różnią się też treścią.

    W protokole przesłuchania, którego dokonywał A.A. Aleszyn, kontroler twierdzi, że przy odległości 1,1 km (co zostało poprawione na 1,5 km), tuż przed podaniem polskiej załodze komendy wzywającej do przerwania lądowania, widział Tu-154 na wskaźniku monitora. W drugim protokole Ryżenko zeznał, że przy odległości 1,5 – 1,7 km– nie widział już samolotu na monitorze.

    Jak to możliwe, że kontroler dwa razy zeznał zupełnie co innego? Zadaliśmy to pytanie rosyjskiej prokuraturze. Odpowiedzi dotąd nie otrzymaliśmy.

    Zdaniem Barskiego nawet gdyby się okazało, że rosyjska procedura przewiduje przesłuchanie świadka przez dwóch śledczych, którzy sporządzają odrębne protokoły, ich treść powinna być zbieżna.

    – Jeśli przesłuchiwany zmienia zdanie, co się czasem zdarza, to obowiązkiem śledczego jest natychmiast dopytać, czemu teraz mówi inaczej niż podczas poprzedniego przesłuchania – podkreśla prokurator Barski.

    Jego zdaniem natychmiast po pojawieniu się takich sprzecznych zeznań rosyjscy śledczy powinni się zająć wyjaśnieniem tej kwestii. Jeśli tego nie zrobili, muszą się tym zająć polscy śledczy. – Ten materiał dowodowy przekazany przez stronę rosyjską jest na tyle niejasny, że wymaga uzupełnienia. To bardzo ważny świadek w sprawie o ogromnej wadze – podkreśla Barski.

    Mrugnięcie i ciśnienie

    Między zeznaniami Ryżenki jest jeszcze jedna różnica. Według jednego protokołu zeznał on, że gdy samolot był w odległości dwóch kilometrów od pasa lotniska, wskaźnik na czujniku lokatora lądowania mrugnął (takiego zdania nie ma w drugim protokole).

    Prokuratorzy przypuszczają, że mógł być to moment, kiedy Tu-154 zawadził skrzydłem o drzewo. Ten moment miał być decydujący – wówczas pilotom nie udało się już poderwać maszyny.

    Ryżenko przyznał, że kiedy wydawał komendę „horyzont”, oznaczającą natychmiastowe przerwanie lądowania, samolot nie był już widoczny na ekranie monitora. Co w praktyce oznaczało, że katastrofa jest nieunikniona.

    Z zeznań wynika, że nic nie zapowiadało katastrofy. Wręcz przeciwnie. Ryżenko mówił, że załoga Tu-154 zakomunikowała kontrolerom, iż przystąpi nie do lądowania, lecz do kontrolnego podejścia do lądowania. Manewr ten miał pozwolić pilotom na ocenę, czy w ogóle da się posadzić maszynę.

    W odpowiedzi Paweł Plusnin, który był kierownikiem kontroli lotów, podał polskiej załodze warunki pogodowe: temperaturę oraz ciśnienie atmosferyczne. Szczególnie ważny był ten ostatni pomiar, bo na jego podstawie ustawia się w samolocie wysokościomierz baryczny. W protokołach nie ma informacji, jaką wartość podał wówczas pilotom Plusnin.

    Rzecznik prasowy Naczelnej Prokuratury Wojskowej płk Zbigniew Rzepa: – Prokuratura w tej chwili nie będzie odnosiła się do rzekomych treści protokołów z czynności procesowych wykonanych w śledztwie.

    Słyszeli strzały

    Ciekawe zeznanie złożyła też Irina Makarowa, funkcjonariuszka zatrudniona przez rosyjskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. 10 kwietnia pełniła służbę na lotnisku Siewiernyj. Makarowa twierdzi, że rozpoczęła służbę o godzinie 8 (czasu moskiewskiego). Według jej zeznań, kiedy rozpoczynała służbę na lotnisku, była tak gęsta mgła, że widoczność osiągała 1 – 1,5 metra.

    Funkcjonariuszka opowiadała, że w momencie katastrofy w kierunku, skąd było słychać wybuch, wyruszyły wszystkie pododdziały rosyjskie, a za nimi również funkcjonariusze z Polski (chodzi najprawdopodobniej o BOR).

    Rosjanka zeznała, że kiedy biegła w kierunku wybuchu, słyszała odgłosy przypominające strzały z broni palnej. Na miejscu katastrofy zastała jednak tylko płonące szczątki samolotu oraz zwłoki ofiar. Podobne zeznania złożyli funkcjonariusze. Aleksiej Nikołajewicz mówił o czterech wybuchach podobnych do wystrzałów z broni palnej, Irinina Winogradowa zaś określiła odgłosy jako cztery wybuchy.

    Tuż po katastrofie w Internecie krążył amatorski film z miejsca katastrofy, na którym słychać było odgłosy podobne do wystrzałów. Według ekspertów prawdopodobnie w wyniku pożaru wystrzeliły magazynki zapasowe broni oficerów BOR.

    – Wątek odgłosów przypominających wystrzał jest przedmiotem czynności procesowych podejmowanych w śledztwie – mówi „Rz” Rzepa.

    —Justyna Prus z Moskwy

    Thumb up 0 Thumb down 0

  • anna :

    Poniżej link do strony z programem “Warto rozmiawiać” z dnia 24 czerwca 2010. Ciekawe.
    http://www.tvp.pl/publicystyka/tematyka-spoleczna/warto-rozmawiac/wideo/24062010-2315/1900584

    Thumb up 0 Thumb down 0

  • Magdalenka :

    Coraz częściej i smielej pada termin “Kłamstwo Smoleńskie”..i co????..nic…uważa się nas ,ludzi szukających i kojarzących fakty za idiotów…fantastów..a rządowi w to graj…
    Pan Komorowski brata się z klerem,a przecież cały czas zarzucano Pisowi moherstwo i lizanie tyłka kościołowi i Rydzykowi….
    Nie żebym miał coś przeciw kościołowi,nie ale jak już się raz mówi a to wypadałoby się tego a trzymać ,czyż nie????

    Wybory….tym zamydla się ludowi oczy…

    Thumb up 0 Thumb down 0

  • DMS :

    SMOLEŃSK 10/4/10 – PRÓBA PODSUMOWANIA NA DZIEŃ 26.06.2010

    1/ Poprzez zorganizowanie odrębnych obchodów katyńskich: 7.04 i 10.04 udało się wystawić prezydencki Tu-154 na zamach w dniu 10.04. Ze strony Polski aktywne tu były środowiska dawnego układu WSI (środowisko wojskowo-biznesowo-polityczne związane z układami PRL, które usiłowali rozbić i w dużej mierze udało się to Macierewiczowi i L.Kaczyńskiemu). Ślady działalności ludzi powiązanych z WSI ukazuje tekst „Gruppenfuhrer KAT” (http://smolensk-2010.pl/2010-06-05-gruppenfuhrer-kat.html ). Umoczeni są zarówno Tusk jak i Komorowski. Istnieją istotne ślady wskazujące na powiązanie zamachowców (FSB/KGB) z grupą interesu w Polsce blisko związaną z rozwiązanymi WSI (Komorowski jeszcze jako Minister Obrony Narodowej był blisko związany z tym środowiskiem).

    2/ Zamachu dokonała Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB – następczyni KGB – następczyni NKWD). Dokonano tego poprzez zakłócenie sygnałów nawigacyjnych samolotu (fałszywe radiolatarnie plus meaconing sygnału satelitarnego GPS), działalność fałszywego kontrolera lotów (przejęcie kanału komunikacji z samolotem przez FSB), który przekazywał pilotom fałszywe informacje wiodące samolot ku katastrofie oraz prawdopodobnie wybuch bomby termobarycznej (paliwowo-powietrznej) w końcowej fazie lotu lub przy uderzeniu samolotu w ziemię.

    3/ Strona polska pozostawiła wyjaśnianie przyczyn katastrofy stronie rosyjskiej, komitetowi MAK, na którego czele stoi generał KGB Tatiana Anodina. Strona polska mogła na bazie istniejących regulacji żądać wyjaśniania przyczyn przez siebie lub przez komisję międzynarodową, ale tego nie zrobiła. Umoczeni są tutaj m.in. Edmund Klich, Tusk, Komorowski. Wszystko po to, by storpedować możliwość wykrycia sprawstwa przez FSB/KGB oraz zatuszować polski ślad zamachu.

    4/ W okresie po katastrofie w sposób bardzo agresywny media przekazywały i utrwalały wśród społeczeństwa rosyjską wersję – “winni są piloci i naciski na nich”. W jej propagowaniu byli aktywni różnego rodzaju pseudoeksperci (tzw. przekaźniki) i niektórzy dziennikarze, a potem ci którzy niewiele rozumieją, ale przekazują dalej (tzw. rezonatorzy).

    WNIOSKI:

    A/ Smoleńsk 10/4/10 to Katyń-2, mord polityczny. Tak jak motywem przy Katyniu-1 było osłabienie sił patriotycznych Państwa Polskiego, tak przy Katyniu-2 jest podobnie. Zgładzenie L.Kaczyńskiego (głównego przeciwnika politycznego Rosji w rosyjskiej strefie wpływów), zgładzenie generalicji (głównych przeciwników i blokerów dla odrodzenia się wpływów WSI), zgładzenie wielu innych osobistości życia publicznego (kojarzonych z nurtem patriotycznym, niepodległościowym; zwolenników dekomunizacji, czyli odcięcia agentury WSI/GRU od wpływów biznesowo-politycznych współczesnej Polski).

    B/ Umoczeni są Arabski, Tusk, Komorowski, a w niesławie pozostaną wszyscy ci, którzy zablokowali w Sejmie uchwałę za powołaniem niezależnej międzynarodowej komisji do zbadania przyczyn katastrofy. No cóż, wygląda to na drugą Targowicę, ale można żywić nadzieję, że jeśli dzisiaj wyjawienie prawdy zostanie zablokowane, to w przyszłości i tak wyjdzie ona na jaw (Rosjanie przez 50 lat nie przyznawali się do Katynia-1 i można przyjąć, że przez kolejne 50 lat nie przyznadzą się do Katynia-2, chyba że… nie uda się teraz Tuskowi i Komorowskiemu stłamsić śledztwa polskiej prokuratury, a otoczenie międzynarodowe i polityka USA będą przychylne, by postawić Rosję pod murem – ale obecnie trudno na to liczyć).

    C/ Tusk i Komorowski nie są patriotami, a Trybunał Stanu powinien wobec nich wypowiedzieć się co do zarzutu o zdradę stanu. Inne osoby stojące za wystawieniem prezydenckiego Tu-154 na zamach w dn. 10.04 (np. Arabski opisany w Gruppenfuhrer KAT), osoby lobbujące za pozostawieniem śledztwa stronie rosyjskiej oraz mataczące w śledztwie powinny być zdecydowanie postawione w stan oskarżenia i/lub poddane obserwacji przez Służbę Kontrwywiadu Wojskowego.

    Thumb up 0 Thumb down 0

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters