Wypracowane metody MAK

Publikacja w serwisie: 23 June 2010
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , , , , , , , , ,

Błąd pilota, kiepska orientacja w przestrzeni, obecność na pokładzie wysokich „szych” i presja, jaką wywoływał gubernator Lebied’ na załogę, zmusiły ją do lotu we mgle, co w rezultacie doprowadziło do katastrofy – takie, według Międzynarodowego Komitetu Lotniczego (MAK), były przyczyny katastrofy helikoptera, która wydarzyła się w kwietniu 2002 r. W podobnych okolicznościach zginęło dwóch gubernatorów obwodu sachalińskiego: Walentin Fiedorow i Igor Farchutolinow. Wszystko wskazuje na to, że badając przyczyny katastrofy smoleńskiej, MAK zastosował ten sam schemat

Tak rzekł chan Dżyngis-chan – pisze historiograf perski Raszyd ad-Din – rozkosz i błogość człowieka polega na tym, by zgnębić protestującego, przemóc wroga, wyrwać go z korzeniami, zmusić do płaczu jego sługi.

Historia zna wiele przykładów zastosowania tej reguły przez spadkobierców wielkiego chana. Od wieków aż do dziś używa się jej w imię „najbardziej szlachetnych zamiarów” będących przykrywką dla zemsty. Jak twierdzą byli pracownicy zachodnich służb specjalnych, Moskwa stosowała różne sposoby wciągnięcia na swój teren obcych samolotów z setkami pasażerów na pokładzie, by je potem zestrzelić. Była to kara za lojalność obywateli tych państw wobec wroga Kremla. Po upadku ZSRR metoda ta nadal była skuteczna w walce z przeciwnikami Rosji.

> Na rozkaz z Moskwy!

14 lipca 1940 r. sowiecki samolot wojskowy w neutralnej przestrzeni powietrznej nad Zatoką Fińską zestrzelił fiński samolot cywilny Ju-52 (kalevala) lecący z Tallina do Sztokholmu. Zginęło wówczas dziewięć osób, w tym ważni dyplomaci USA i Francji, niemieccy biznesmeni, szwedzki obywatel i Estonka.

Działo się w chwili, kiedy ZSRR zastosowało blokadę Estonii i, jak później tłumaczył Kreml, fiński samolot naruszył granicę. Samolot był załadowany dziesiątkami worków z tajną dokumentacją należącą do placówek USA i Francji. Jak opisywali świadkowie wydarzeń, miejscowi rybacy przez kilka dni zbierali worki z pocztą dyplomatyczną i walizki z rzeczami osobistymi pasażerów. Licząc na wynagrodzenia, znosili to wszystko do bolszewickich komisariatów. Odtajnione w latach 90. materiały z tego okresu zaświadczyły, że władze Finlandii nie chciały dochodzenia, bo mogło to pogorszyć stosunki z Kremlem. Komisja śledcza stwierdziła, że przyczyną katastrofy samolotu była eksplozja na pokładzie. Ciekawy jest również fakt, że żaden kraj, którego obywatele zginęli w tej katastrofie, nie wyraził protestu przeciw ZSRR. Tylko USA i Francja przysłały oficjalne zapytania, ale w bardzo łagodnym tonie.

13 czerwca 1952 r. nad Bałtykiem, nad przestrzenią wód neutralnych, w tajemniczych okolicznościach zniknął szwedzki samolot wojskowy DC-3. Zginęło wówczas 8 osób. Spekulacje na ten temat trwały czterdzieści lat, dopóki w 1992 r. rosyjskie ministerstwo obrony nie odtajniło dokumentów w tej sprawie. Wynikało z nich, że szwedzki samolot został zestrzelony przez kpt. Grigorija Osinskiego na bezpośredni rozkaz z Moskwy. Powodem tej decyzji były prawdopodobnie wojskowe układy między Szwecją i USA – Stany sprzedały wtedy Szwecji trzy samoloty do przeprowadzania operacji wywiadowczych, wśród nich m.in. zestrzelonego później DC-3.

1 września 1983 r. koreański samolot pasażerski Boeing B-747-230B, który leciał do Seulu, zszedł z kursu i został zestrzelony nad Sachalinem przez rakietę z radzieckiego myśliwca Su-15. Zginęli wszyscy znajdujący się na pokładzie – 269 osób, w tym 22 dzieci. Oficjalna wersja radziecka głosiła, że czarne skrzynki nie zostały znalezione. Prawie dziesięć lat Moskwa milczała w tej sprawie. W 1993 r., na mocy specjalnego rozporządzenia prezydenta Borysa Jelcyna, czarne skrzynki z tego samolotu przekazano ONZ. Jak się okazało, samolot trafił w przestrzeń powietrzną ZSRR przez pomyłkę. Koreański boeing miał za trzy minuty opuścić teren Rosji, gdy wydano rozkaz, by go zniszczyć. Dlaczego samolot zbłądził, nie ustalono.

Wersja strony radzieckiej była fantastyczna – samolot z pasażerami na pokładzie miał pełnić misję szpiegowską nad terenem ZSRR, ponadto według sowieckiej agentury nie został zestrzelony nad ZSRR, bo rzekomo wylądował na japońskim lotnisku. Strona rosyjska utrzymywała także, że wszystkich pasażerów wywieziono w nieznanym kierunku, zabito, a kadłub samolotu wysadzono w powietrze, żeby oskarżyć Rosję. Inna wersja sowiecka mówiła, że samolot był zestrzelony na rozkaz amerykańskiego dowództwa, a nad Sachalinem zestrzelono tylko kopię boeinga, wykonującą zadanie szpiegowskie dla USA. Pilot zdążył tym samolotem wylądować w japońskiej bazie wojskowej.

> Generał Lebied’ kontra ppłk Putin

Bohater konfliktu w Naddniestrzu i pierwszej wojny czeczeńskiej gen. Aleksander Lebied’ zginął 28 kwietnia 2002 r. w wyniku awarii helikoptera. Nazywano go „człowiekiem słowa i honoru”, był autorem wielu aforyzmów o Rosji, wypowiedzi takie jak: „Stawać się bogatym trzeba razem z państwem, a nie kosztem państwa”, „Nie lubię prostytutek ani w spódnicy, ani w spodniach” itp. do dziś w Rosji przekazuje się z ust do ust. To właśnie Lebied’ skończył pierwszą wojnę czeczeńską, podpisawszy rozejm w Chasawjurcie w 1996 r. z prezydentem Czeczeńskiej Republiki Iczkeri, Asłanem Maschadowem.

Gen. Lebied’ brał czynny udział w życiu politycznym Rosji od 1995 r., w 1996 r. startował w wyborach prezydenckich i zajął trzecie miejsce. W drugiej turze aktywnie wspierał Borysa Jelcyna. Od 1998 r. aż do śmierci był gubernatorem Kraju Krasnojarskiego.

Po przyjęciu władzy przez Władimira Putina Lebied’ niejednokrotnie ostro krytykował kremlowskie zaplecze. Dla Putina był także niebezpieczny z tego powodu, że od połowy lat 90. blisko związał się z oligarchą Borisem Bierezowskim. Miesiąc przed katastrofą prezydent Rosji odwiedził gubernatora. Na kilka dni przed śmiercią gubernator Lebied’ udzielił wywiadu. Dotyczył on magazynów broni w Naddniestrzu, gdzie znajdowała się wówczas amunicji o wartości ponad półtora miliarda dolarów. Miał powiedzieć: „Niedawno przekazano mi dokumenty, po których przeczytaniu włosy dęba stają. Przyznaję, nie spodziewałem się, że w aferę z bronią wplątanych jest tyle znanych osób, a Naddniestrze przekształca się w tajemną zbrojownię mafii. Będę w Moskwie, obowiązkowo pokażę te papiery” (źródło:http://www.2003.novayagazeta. ru).

W kwietniu 2002 r. Lebied’ leciał helikopterem na otwarcie wyciągu narciarskiego, jego helikopter z nieznanych przyczyn uderzył w przewody linii elektrycznej i spadł.

Wersja MAK o przyczynach katastrofy była podobna do dzisiejszych wersji o katastrofie smoleńskiej. Błąd pilota, presja Lebiedia na załogę, kiepska orientacja w przestrzeni, obecność na pokładzie wysokich „szych”, które zmusiły załogę, by lecieć w warunkach mgły. Co ciekawe, pilot helikoptera przeżył i został oskarżony o błędy. Nie przyznał się. Skazano go jednak – przesiedział tylko cztery lata w więzieniu, chociaż w wypadku zginęło 8 osób, a wiele straciło zdrowie. Kiedy wyszedł na wolność w 2006 r., w jednym z wywiadów stwierdził, że awarię helikoptera wywołano celowo – to był zamach na życie gubernatora. Jako dowód przytoczył argumenty obrony – wideo, na którym było widać opalone resztki helikoptera. W raporcie MAK nic o tym nie wspomniano.

Podobnie zginęło dwóch gubernatorów obwodu sachalińskiego: Walentin Fiedorow i Igor Farchutolinow. Według MAK, do katastrofy doprowadziły: błąd pilota, kiepska pogoda i presja wywierana na załogę.

* * *

Żona Aleksandra Lebiedia po śmierci męża zajmowała się drobnym biznesem. Do dziś jest prześladowana przez nieznanych sprawców. Jej dom był podpalany aż sześć razy.

Wiktor Potocki, Anna M. Sekretarska

“Gazeta Polska”, 22-06-2010

nadeslane przez: Mik

Oceń artykuł:
(5.00)
głosów: 3
tagi: , , , , , , , , , ,

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters