Dostaliśmy zgodę na 50 metrów. Tu-154 i Ił też

Publikacja w serwisie: 06 July 2010
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , , , , , , ,

TVN24.pl opublikował relację technika pokładowego z jaka-40 Remigiusza Musia, który wylądował godzinę przed prezydenckim tupolewem. Twierdzi on, że kontroler z wieży w Smoleńsku zezwolił załodze Tu-154 zejść do wysokości 50 m.

Technik przyznał, że siedząc w kabinie jaka, już na lotnisku, słyszał rozmowę wieży z załogą Tu-154.

- Ja słyszałem “50″. Tak mówiłem kolegom tuż po katastrofie i nadal tak twierdzę. Pamiętam też, że Ił również dostał od kontrolera komendę “50 metrów i być gotowym do odejścia”. Podczas pierwszego i drugiego podejścia – powiedział Muś.

Minimalna wysokość do podjęcia decyzji o lądowaniu wynosiła w Smoleńsku 100 m.

Według stenogramów z czarnych skrzynek, kontroler wydaje po raz pierwszy komendę “101 horyzont” dokładnie w tej samej sekundzie, w której nawigator podaje wysokość 50 metrów.

- I ja właśnie słyszałem jak mówił wcześniej, że najniżej mogą zejść na 50 metrów i być gotowi odlecieć, jeśli nie zobaczą pasa. Nie na 100. Teraz: czy nasze słowa są bardziej wiarygodne, czy stenogram? – pyta Muś.

W sobotę “Rzeczpospolita” pisała, że o takim zezwoleniu od wieży dla Tu-154 powiedział w zeznaniu dowódca jaka-40 Artur Wosztyl, który też słyszał rozmowę.

Dlaczego wieża pozwoliła zejść do 50 m? Nie wiadomo. Śladu tego nie ma w stenogramach z rozmów w kokpicie Tu-154.

INTERIA.PL (6 lipca 2010)

Pelny tekst na ten temat:

Remigiusz Muś, technik pokładowy Jaka 40, który wylądował 10 kwietnia w Smoleńsku, potwierdził w rozmowie z TVN24, że kontroler z wieży w Smoleńsku zalecił załodze prezydenckiego Tupolewa zejście do wysokości 50 m. Informację o zeznaniach pilota Jaka, który ujawnił treść komendy, podała “Gazeta Polska”.

Muś twierdzi, że słyszał, jak wieża podała pilotom liczbę „50” jako wysokość bezpiecznego zejścia samolotu. Pamięta też, że rosyjski Ił, który próbował lądować tuż przed Tu-154, również dostał od kontrolera komendę „50 metrów i być gotowym do odejścia” – i to podczas pierwszego i drugiego podejścia do lądowania.

W przypadku polskiego Tu-154 – rosyjski kontroler wypowiedział komendę o 50 metrach, gdy drugi pilot Tu-154, Robert Grzywna, podał na wysokości 80–70 metrów komendę: “odchodzimy”. To dowodzi, że wieża kontrolna w Smoleńsku kierowała prezydencką maszynę do zderzenia z ziemią. Kontrolerzy na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj wiedzieli, że polski samolot był na fałszywej ścieżce schodzenia – był kierowany wprost w dolinę, głęboką na 60 metrów. Widoczność w pionie w rejonie lotniska wynosiła wówczas zaledwie 30 metrów. Zejście polskiego Tu-154 do poziomu 50 metrów oznaczało nieuchronne zderzenie ze zboczem kończącej się doliny.

Co najciekawsze – komendy słyszanej przez Remigiusza Musia nie ma w stenogramach! W zapisie rozmów z kokpitu wieża mówi nie o 50, a 100 metrach. Oznaczałoby to, że stenogramy zostały sfałszowane. Pośrednio potwierdza to sam Muś w rozmowie z TVN24: Słyszałem, jak mówił wcześniej, że najniżej mogą zejść na 50 metrów i być gotowi odlecieć, jeśli nie zobaczą pasa. Nie na 100. Teraz: czy nasze słowa są bardziej wiarygodne, czy stenogram?

Muś porusza jeszcze jedną ważną rzecz. Może ona świadczyć o prawdziwości hipotezy celowego zakłócania sygnału nawigacyjnego na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj. GPS wyprowadzał nas w lewo, a radiolatarnie w prawo. No więc lecieliśmy wypadkową. Gdy zobaczyliśmy światła APM-ów, tak jak mówiłem, trzeba było „dogiąć” w prawo. Ostatnio usłyszałem sugestię, że nasze karty podejścia nie są najaktualniejsze, że istnieją nowsze. Jeśli nawet tak jest, to nie otrzymaliśmy ich i lądowaliśmy – tak jak Tupolew – według kart, które mieliśmy w Pułku. Opatrzone są one datą „2006 r.”.Przed kwietniowymi lotami pytaliśmy stronę rosyjską – przez nasze MSZ – czy są uaktualnienia. Otrzymaliśmy odpowiedź, że nic się nie zmieniło. Dlaczego zatem GPS wszystkich wyprowadzał na lewo? Przecież TU-154 też schodziło na lewą stronę. Ił dwukrotnie tak samo – powiedział technik Jaka.

Dodajmy, że 2 lipca – trzy dni po upublicznieniu przez “Gazetę Polską” zeznań por. Wosztyla (potwierdzonych właśnie przez Remigiusza Musia) – Naczelna Prokuratura Wojskowa poinformowała, że „stosownie do postanowień Wojskowego Prokuratora Okręgowego w Warszawie z dnia 30 czerwca 2010 roku oraz 1 lipca 2010 roku, do Prokuratury Okręgowej w Warszawie zostały przekazane materiały w sprawie publicznego rozpowszechniania, bez zezwolenia, wiadomości ze śledztwa w sprawie katastrofy samolotu Tu-154M 101, dotyczące treści zeznań świadka Wiktora Ryżenki opublikowanych w dniu 25 czerwca 2010 roku w dzienniku »Rzeczpospolita« oraz zeznań świadka por. pil. Artura Wosztyla [...]”.

Oznacza to, że dziennikarze stojący za upublicznieniem treści zeznań pilota Jaka-40 (pojawiły się one w „Gazecie Polskiej”, na portalu Niezależna.pl i w „Wiadomościach” TVP) mogą wkrótce mieć kłopoty. Problemów takich nie będą miały za to osoby, które oddały śledztwo w ręce Władimira Putina oraz politycy i urzędnicy państwowi współodpowiedzialni za oszukiwanie rodzin ofiar i opinii publicznej przy użyciu sfałszowanych (prawdopodobnie) stenogramów.

(wg, TVN24.pl)

http://niezalezna.pl/article/show/id/36252

Godne uwagi sa tez komentarze pod w/w artykulem.

materiały nadesłane przez: Mik

Oceń artykuł:
(5.00)
głosów: 5
tagi: , , , , , , , ,

Komentarze: »

Jeśli uważasz że któryś komentarz nie powinien się tutaj znaleźć zgłoś to na adres:

admin@smolensk-2010.pl
  • Agnieszka :

    “Zezwolili Tu-154 na 50 m”; Klich: nic na to nie wskazuje”

    (rzeczpospolita.pl 6.07.10)

    Żadne dokumenty nie wskazują na to, by prezydenckiemu Tu-154 pozwolono zejść na 50 m – tak Edmund Klich, polski przedstawiciel przy Międzypaństwowej Komisji Lotniczej (MAK), skomentował słowa członka załogi polskiego Jaka-40, który miał słyszeć, jak kontroler pozwala tupolewowi zejść na taką wysokość.

    Zobacz zapis rozmów z czarnych skrzynek Tu-154

    Edmund Klich, który przebywa w Moskwie, nie chciał się odnosić do doniesień mediów o tym, jakoby wieża w Smoleńsku dała załodze tupolewa zgodę na zejście do 50 metrów, a nie 100 – jak wynika ze stenogramu i obowiązujących tam przepisów.

    Klich ujawnił, że MAK zamierza wystąpić o możliwość ponownego spotkania z kontrolerami lotu w Smoleńsku, by zapytać o rozbieżności. Podkreślił jednak, że MAK zrobi to na podstawie własnych materiałów, a nie informacji medialnych.

    - Czytałem tę rozmowę (z technikiem z Jaka). Nie wiem, czemu to ma służyć. Bez komentarza – powiedział Klich. Pytany, czy czymkolwiek da się uzasadnić twierdzenie, że kontroler z wieży w Smoleńsku wydał załodze Tu-154 pozwolenie na zejście do wysokości 50 m., Klich odparł: – Dokumenty na to nie wskazują. Żadne.

    Polski ekspert akredytowany przy MAK poinformował, że cały czas trwają prace nad rozszyfrowaniem nierozpoznanych wcześniej wypowiedzi zarejestrowanych na tzw. czarnych skrzynkach z tupolewa. – Cały czas jest nad tym praca i są jakieś wyniki, ale ja ich nie mam. W niedługim czasie pewnie je dostanę – powiedział Klich.

    Powtórzył zarazem, że na takie badania potrzeba wiele czasu. – Ja od początku mówiłem o roku. Teraz trzeba pytać tych, którzy chwalili się, że zrobią szybciej, skoro wcześniej tak się chwalono, że szybko to zrobią – mówił.

    Zarazem Klich przyznał, że “w analizie” jest kwestia rozbieżności w zeznaniach kontrolera lotu ze Smoleńska co do tego, czy “prowadząc” polski samolot do lądowania rzeczywiście go widział – bo raz mówił, że widział, a innym razem, że nie.

    - MAK wystąpił o kolejne wysłuchania i będziemy to badali. Będziemy to robić według swoich materiałów, a nie medialnych doniesień. Kiedy już będziemy mieli dane, to odpowiednie osoby zostaną przez nas zaproszone – powiedział Klich.

    Według opublikowanej we wtorek na portalu tvn24.pl rozmowy z Remigiuszem Musiem, technikiem pokładowym z załogi Jaka-40, który 10 kwietnia wylądował w Smoleńsku przed katastrofą polskiego tupolewa, kontroler z wieży w Smoleńsku zezwolił załodze prezydenckiego samolotu na zejście do wysokości 50 m – podczas gdy z opublikowanego stenogramu wynika, że kontroler miał zezwolić na zejście do 100 metrów.

    Remigiusz Muś w wywiadzie twierdzi, że już po wylądowaniu Jaka-40, pozostając w kabinie, słyszał przez radio rozmowę między załogą Tu-154 i kontrolerem i słyszał wyraźnie, że kontroler miał zezwolić na zejście do “wysokości decyzji” 50 m, na której załoga miała zdecydować, czy wyląduje. Według Musia, również załoga Jaka dostała zgodę na zejście do 50 m, podobnie jak załoga rosyjskiego Iła z funkcjonariuszami ochrony, który po nieudanej próbie lądowania odleciał na inne lotnisko.

    Płk Jerzy Artymiak z Naczelnej Prokuratury Wojskowej powiedział we wtorek, iż już w pierwszej fazie postępowania przygotowawczego polscy prokuratorzy wojskowi przesłuchali całą załogę samolotu Jak-40. – Mamy bardzo szerokie zeznania załogi – powiedział Artymiak i dodał, że kwestie poruszone w wywiadzie “to nie jest sprawa nieznana prokuraturze”.

    Artymiak poinformował także, iż nagrania z Jaka-40 zabezpieczono niezwłocznie po wszczęciu śledztwa. – Prokuratura dysponuje całością tego nagranego materiału do chwili wyłączenia magnetofonu na pokładzie samolotu z uwagi na brak awaryjnego zasilania, brak akumulatorów – dodał. Muś mówił m.in.: – na naszym (JAK-a) magnetofonie, który miałem okazję raz później przesłuchać w obecności żandarmów, nagrana jest cała korespondencja Iła z wieżą. Po tym, jak Rosjanie odeszli na inne lotnisko, magnetofon, tak jak wiele innych odbiorników, wyłączyliśmy. Byliśmy tam bez akumulatorów a nie wiedzieliśmy, czy dojedzie zasilanie lotniskowe.

    W wywiadzie Muś potwierdza, że polskie załogi wiedziały, iż na lotnisku w Smoleńsku obowiązuje 100 m jako wysokość decyzji.

    Z kolei według wcześniejszych informacji “Rzeczpospolitej”, pomocnik kierownika kontroli lotów Wiktor Anatoliewicz Ryżenko był w Rosji przesłuchiwany w tym samym czasie przez dwóch różnych śledczych – co ma wynikać z protokołów, które są już w dyspozycji polskich śledczych. Ryżenko, który sprowadzał polski samolot w ostatniej, tragicznej fazie lotu, w jednym protokole przesłuchania m.in. twierdzi, że przy odległości 1,1 km (poprawione na 1,5 km) tuż przed podaniem polskiej załodze komendy wzywającej do przerwania lądowania, widział na monitorze Tu-154. W drugim zaś zeznał, że przy odległości 1,5 – 1,7 km nie widział już samolotu na monitorze.

    (meg, ap, bart)

    Thumb up 2 Thumb down 0

  • Agnieszka :

    A Klich swoje… Z uporem maniaka. MAK z kolei to wyrocznia, na ktora nie ma (narazie!)mocnych.
    Mozemy dodac ten artykul do naszego archiwum?

    Dzieki.
    A

    Thumb up 0 Thumb down 0

  • gaspardo :

    Tak czytam zeznanie Ryżenki i jak się uprzeć, to nie ma sprzeczności w tych zeznaniach. 1.7km przed pasem jest najniższy punkt wąwozu (ok. 60m poniżej poziomu lotniska). Nawigator zaczął wtedy wyliczankę od 100m w dół wg radiowysokościomierza, czyli dalsze zniżanie od poziomu 40m nad płytą lotniska. Ryżenko mógł wówczas stracić z pola widzenia TU154 znikający w czeluści wąwozu. Po pewnym czasie, ale bliżej lotniska, już po przelocie przy radiolatarni (1.1 km od pasa), samolot zaczął odzyskiwać wysokość i mógł ponownie się pojawić na radarze.

    A tak na poważnie.

    Kontroler dał pierwszą komendę “Horyzont” o 10:40:52,4, czyli 4,6 sekundy przed środkiem okresu sygnalizacji bliższej prowadzącej. Wg moich szacunków (przelot 5km między radiolatarniami w 63 sekundy) samolot w 4.6 sekundy przeleciał ok. 365 metrów, a więc był w odległości mniejszej niż 1,5km od lotniska. W tej okolicy poziom terenu wynosi około -30m w stosunku do lotniska. Ułamek sekundy przed kontrolerem nawigator odczytał wysokość 50m i zaraz potem 40m. Samolot był wtedy nie więcej niż 15-20m nad poziomem lotniska.

    Warto zauważyć, że teren w okolicy około 500m od pasa unosi się około 5m nad poziom lotniska. Zatem dla obserwatora znajdującego się na poziomie płyty lotniska niewidoczne są wszystkie obiekty oddalone od pasa o 1.5km i znajdujące się na wysokości poniżej 15m od płaszczyzny lotniska.

    Kontroler dał drugą komendę “Horyzont” o 10:40:54,7, a więc 2,3 sekundy przed środkiem radiolatarni, czyli w odległości mniejszej niż 1,3km od pasa. W tej okolicy poziom terenu wynosi około -15m w stosunku do lotniska. Podczas wypowiedzi kontrolera nawigator odczytał wysokość 30 i 20m. Zatem samolot był wtedy na wysokości rzędu 10-15 m nad poziomem lotniska.

    O 10:41:02 kontroler przypomniał sobie o konieczności odejścia na drugi krąg. Było to 5 sekund od przelotu obok radiolatarni, a więc około 700m od pasa. Już wtedy samolot od 2 sekund kosił drzewa, a drugi pilot lapidarnie wyraził niecenzuralną opinię na temat sytuacji.

    Bazując natomiast na wykresach Amielina samolot przeszedł poniżej poziomu lotniska ok. 1,4km od pasa.

    Nawet biorąc pod uwagę, że antena radaru jest wyniesiona ponad płytę lotniska, nalezy przyjąć, że począwszy od około 1.5km do końca lotu kontroler nie mógł widzieć samolotu na ekranie. Decyzje kontrolera były mocno spóźnione i wypowiadane, gdy nie było większych szans na uratowanie samolotu.
    Kontroler powinien zawiadomić załogę o przejściu pod ścieżkę (zamiast idiotycznego “2 na kursie i ścieżce”), a już najpóźniej po zejściu poniżej wysokości decyzji, co nastąpiło mniej więcej przy pierwszym odczycie 100m (o 10:40:41,3, a więc 15.7 sekundy przed radiolatarnią, czyli jakieś 2.35km od pasa). Kontroler ocknął się kilkanaście sekund później.

    Thumb up 0 Thumb down 0

  • Agnieszka :

    Dzisiaj sprawdzilam, jaka jest reakcja na te wiadomosci w masonskich mediach i o to, jak z odsiecza biegnie GW (wiecie co, zaluje ze oni jezyka polskiego uzywaja do pisania..):

    (…)nawet gdyby załoga tupolewa zeszła na 50 m, nic by jej nie groziło, bo w okolicy lotniska nie ma przeszkód tej wysokości. Powinna jednak lecieć według wysokościomierza barycznego pokazującego wysokość nad pasem lotniska, a nie na radiowysokościomierzu pokazującym odległość od ziemi – czyli w tym przypadku od dna jaru.

    Do tego dokładają się wcześniejsze zaniedbania i łamanie procedur: • pośpiech wynikający z opóźnienia wylotu z Warszawy, • obecność osób trzecich w kokpicie (w tym dowódcy sił powietrznych gen. Błasika) i wreszcie • podejście do lądowania w warunkach, w których jedyną rozsądną decyzją było odlecieć na lotnisko zapasowe.

    Więcej… http://wyborcza.pl/1,75478,8109072,Pomyslelismy__Co_bedzie_z_tupolewem

    Thumb up 0 Thumb down 0

  • mik :

    [wpis przeniesiony przez Admina]
    http://forum.smolensk-2010.pl/thread-9.html

    Thumb up 0 Thumb down 0

  • mik :

    Adminie, moze rozumiem to inaczej;) ten tekst byl informacja/propozycja artykulu, wiec mysle, ze wystarczy zrobic artykul a tekst skasowac/skrocic do linku tutaj – bo po co na forum???

    Thumb up 0 Thumb down 0

  • admin :

    OK, zgadzam się.

    Na przyszłość proszę nowe materiały “wrzucać” tutaj: http://forum.smolensk-2010.pl/forum-2.html

    Jest to moim zdaniem o tyle dobre, że zanim zostanie to dodane do serwisu, będzie już dostępne dla wszystkich w jednym – jasno sprecyzowanym miejscu.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters