Afera z nawigacją TU-154. “Bez komentarza”

Publikacja w serwisie: 07 July 2010
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , , , , , , ,

Zobacz także:

» "List z Polski" » Jak tragedia staje się kolejną aferą. » ppłk. Bartosz Stroiński “Podpisałem inny dokument” » To był wyrok śmierci dla Tu-154 » Piloci rozprawiają się ze stenogramem » Nikt nie chce wziąć odpowiedzialności » Okoliczności lotu 10 kwietnia w rękach komisji Millera » “Putin interesuje się Polską, rozumie wasz kraj”-Dmitrij Babicz, rosyjski ekspert od polityki międzynarodowej Rosji » Czas na zegarku generała Błasika zatrzymał się na godz. 8:38 » W STENOGRAMACH ROI SIĘ OD BŁĘDÓW » Jeszcze nie jest za późno » Major Protasiuk: “Nie siadamy” » “Zabrakło umiejętności mówienia: spadaj” » Wnioski z eksperckiej analizy ostatniej fazy lotu prezydenckiego Tu-154M » Niskie loty “Gazety Wyborczej” » Dlaczego szumi w czarnych skrzynkach tupolewa? » Edmund Klich 18 października leci do Moskwy » Oficjalne wersje o katastrofie to bajki? » ROSJANIE PRZEKAZALI NAM “WSZYSTKIE” MATERIAŁY » Polskie medale dla Rosjan za pracę w Smoleńsku » Dostaliśmy zgodę na 50 metrów. Tu-154 i Ił też » UJAWNIJCIE, JAK UMIERALI! » Śledztwo we mgle » Odfałszowane zapisy czarnych skrzynek » Śledczym zginął rejestrator » Branka smoleńskich rodzin na zeznania » Katastrofa pod Smoleńskiem. Wina Rosjan czy Polaków? » Tupolew zderzył się z ptakiem – 30 godzin przed lotem. » Zeznania medialnego pułkownika » Polscy śledczy liczą na przełom we współpracy z Rosjanami » Odgłos zderzenia z drzewami » Stenogram z przesłuchania Edmunda Klicha » Ewidentne zacieranie śladów » emerytowany oficer CIA: TO NIE BYŁ WYPADEK

Członek załogi Jaka-40, któremu 10 kwietnia udało się wylądować w Smoleńsku mówi swoje, a rosyjskie stenogramy pokazują coś innego. Ale Edmund Klich dystansuje się od rewelacji, które mówią o bezmyślnym nawigowaniu Tu-154 z wieży. Niemniej przyznał, że są rozbieżności w zeznaniach kontrolera lotu…

Żadne dokumenty na to nie wskazują – tak Edmund Klich, polski przedstawiciel przy Międzypaństwowej Komisji Lotniczej (MAK), komentuje dla Polskiej Agencji Prasowej słowa członka załogi polskiego Jaka-40, który miał słyszeć, jak kontroler pozwala Tu-154 zejść na 50 metrów.

“Czytałem tę rozmowę z technikiem z Jaka. Nie wiem, czemu to ma służyć. Bez komentarza” – powiedział PAP Klich. Pytany, czy czymkolwiek da się uzasadnić twierdzenie, że kontroler z wieży w Smoleńsku wydał załodze Tu-154 pozwolenie na zejście do wysokości 50 m., Klich odparł: “Dokumenty na to nie wskazują. Żadne”.

Edmund Klich, który we wtorek przebywa w Moskwie, nie chciał się odnosić do doniesień mediów o tym, jakoby wieża w Smoleńsku dała załodze tupolewa zgodę na zejście do 50 metrów, a nie stu – jak wynika ze stenogramu i obowiązujących tam przepisów.

Ujawnił, że MAK zamierza wystąpić o możliwość ponownego spotkania z kontrolerami lotu w Smoleńsku, by zapytać o rozbieżności. Podkreślił jednak, że MAK zrobi to na podstawie własnych materiałów, a nie informacji medialnych.

Polski ekspert akredytowany przy MAK poinformował, że cały czas trwają prace nad rozszyfrowaniem nierozpoznanych wcześniej wypowiedzi zarejestrowanych na tzw. czarnych skrzynkach z tupolewa. “Cały czas jest nad tym praca i są jakieś wyniki, ale ja ich nie mam. W niedługim czasie pewnie je dostanę” – powiedział Klich.

Powtórzył zarazem, że na takie badania potrzeba wiele czasu. “Ja od początku mówiłem o roku. Teraz trzeba pytać tych, którzy chwalili się, że zrobią szybciej, skoro wcześniej tak się chwalono, że szybko to zrobią” – mówił.

Zarazem Klich przyznał, że “w analizie” jest kwestia rozbieżności w zeznaniach kontrolera lotu ze Smoleńska co do tego, czy “prowadząc” polski samolot do lądowania rzeczywiście go widział – bo raz mówił, że widział, a innym razem, że nie.

“My (MAK – PAP) wystąpiliśmy o kolejne wysłuchania i będziemy to badali. Będziemy to robić według swoich materiałów, a nie medialnych doniesień – kiedy już będziemy mieli dane, to odpowiednie osoby zostaną przez nas zaproszone” – powiedział Klich.

Według opublikowanej we wtorek na portalu tvn24.pl rozmowy z Remigiuszem Musiem, technikiem pokładowym z załogi Jaka-40, który 10 kwietnia wylądował w Smoleńsku przed katastrofą polskiego tupolewa, kontroler z wieży w Smoleńsku zezwolił załodze prezydenckiego samolotu na zejście do wysokości 50 m – podczas gdy z opublikowanego stenogramu wynika, że kontroler miał zezwolić na zejście do stu metrów.

Remigiusz Muś w wywiadzie twierdzi, że już po wylądowaniu Jaka-40, pozostając w kabinie, słyszał przez radio rozmowę między załogą Tu-154 i kontrolerem i słyszał wyraźnie, że kontroler miał zezwolić na zejście do “wysokości decyzji” 50 m, na której załoga miała zdecydować, czy wyląduje. Według Musia, również załoga Jaka dostała zgodę na zejście do 50 m, podobnie jak załoga rosyjskiego Iła z funkcjonariuszami ochrony, który po nieudanej próbie lądowania odleciał na inne lotnisko.

Płk Jerzy Artymiak z Naczelnej Prokuratury Wojskowej powiedział we wtorek PAP, iż już w pierwszej fazie postępowania przygotowawczego polscy prokuratorzy wojskowi przesłuchali całą załogę samolotu Jak-40. “Mamy bardzo szerokie zeznania załogi” – powiedział Artymiak i dodał, że kwestie poruszone w wywiadzie “to nie jest sprawa nieznana prokuraturze”.

Artymiak poinformował także, iż nagrania z Jaka-40 zabezpieczono niezwłocznie po wszczęciu śledztwa. “Prokuratura dysponuje całością tego nagranego materiału do chwili wyłączenia magnetofonu na pokładzie samolotu z uwagi na brak awaryjnego zasilania, brak akumulatorów” – dodał. Muś mówił m.in.: “na naszym (JAK-a) magnetofonie, który miałem okazję raz później przesłuchać w obecności żandarmów, nagrana jest cała korespondencja Iła z wieżą. Po tym, jak Rosjanie odeszli na inne lotnisko, magnetofon, tak jak wiele innych odbiorników, wyłączyliśmy. Byliśmy tam bez akumulatorów a nie wiedzieliśmy, czy dojedzie zasilanie lotniskowe”.

W wywiadzie Muś potwierdza, że polskie załogi wiedziały, iż na lotnisku w Smoleńsku obowiązuje 100 m jako wysokość decyzji.

Z kolei według wcześniejszych informacji “Rzeczpospolitej”, pomocnik kierownika kontroli lotów Wiktor Anatoliewicz Ryżenko był w Rosji przesłuchiwany w tym samym czasie przez dwóch różnych śledczych – co ma wynikać z protokołów, które są już w dyspozycji polskich śledczych. Ryżenko, który sprowadzał polski samolot w ostatniej, tragicznej fazie lotu, w jednym protokole przesłuchania m.in. twierdzi, że przy odległości 1,1 km (poprawione na 1,5 km) tuż przed podaniem polskiej załodze komendy wzywającej do przerwania lądowania, widział na monitorze Tu-154. W drugim zaś zeznał, że przy odległości 1,5 – 1,7 km nie widział już samolotu na monitorze.

PAP

http://www.dziennik.pl/katastrofa-smolensk/article640104/Afera_z_nawigacja_TU_154_Bez_komentarza.html

(6 lipca 2010)

Oceń artykuł:
(4.00)
głosów: 4
tagi: , , , , , , , ,

Komentarze: »

Jeśli uważasz że któryś komentarz nie powinien się tutaj znaleźć zgłoś to na adres:

admin@smolensk-2010.pl
Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters