Zeznania medialnego pułkownika

Publikacja w serwisie: 09 July 2010
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , , , , , , , , , , ,

Zobacz także:

» "List z Polski" » KINO PUŁKOWNIKA PUTINA » Zeznania Sławomira Wiśniewskiego » Branka smoleńskich rodzin na zeznania » Metody śledcze pułkownika Putina » Strzały na miejscu katastrofy? – nowe zeznania rosyjskich milicjantów » Zeznania Tuska sprzeczne z faktami » Rosja unieważnia zeznania kontrolerów » Sensacyjne zeznania kontrolera ze Smoleńska » Ujawniamy zeznania ze śledztwa smoleńskiego » Zeznania Arabskiego. Podwójna gra ekipy Tuska » Zaskakująco podobne zeznania rosyjskich świadków katastrofy » Pierwotne zeznania nie będą brane pod uwagę w polskim śledztwie. Jak to możliwe? » Katastrofa w jednym stenogramie » Zaraz po katastrofie międzynarodowe organizacje i eksperci zaoferowali swoją pomoc. MAK te propozycje odrzucił, a polski rząd nie zaprotestował » Przedwczesne fanfary finałowe » Rząd fałszował śledztwo » Stenogram z przesłuchania Edmunda Klicha » Kłopoty zaczęły się w Moskwie » Luka po państwie » Katastrofa pod Smoleńskiem. To nie było lądowanie. Cz.6. » Nie ma dotychczas jednoznacznego dowodu, by katastrofa smoleńska była efektem zamachu » Coście tak kombinowali Putin? » ANATOMIA DEZINFORMACJI cz.1 » Entomologia polityczna – pluskwy a sprawa polska » Czyżby “Nasz Dziennik” miał rację? » Odfałszowane zapisy czarnych skrzynek » SMOLEŃSK: NOWY ŚWIADEK, NOWE FAKTY » UJAWNIJCIE, JAK UMIERALI! » W raporcie MAK kapitulanctwo Tuska wyjdzie na jaw » Bankructwo teorii Edmunda Klicha » Pożegnanie z koncepcją zmylenia pilotów przez “jar” » Afera z nawigacją TU-154. “Bez komentarza” » Komisja ds. katastrofy działa bezprawnie? » Gruppenführer KAT » 68 przypadków smoleńskich » Argumenty w pigułce » „Rozbił się samolot, rozbiły się nasze serca” » Kogo tak naprawdę reprezentuje Edmund Klich? » Odgłos zderzenia z drzewami » RZĄD KŁAMAŁ PRZEZ 9 MIESIĘCY » “Arcyboleśnie prosta sprawa” – część 1 » EDMUND KLICH – Co miałem zrobić – wysłać GROM, żeby opanował MAK? » Ewidentne zacieranie śladów » emerytowany oficer CIA: TO NIE BYŁ WYPADEK

Smoleńsk został przyćmiony kampanią wyborczą. Pisze się o tej katastrofie mało, wiemy trochę więcej niż wcześniej, ale to dalej kropla w morzu. Spekulacji nie rozwiały niepełne kopie stenogramów z czarnych skrzynek. W dodatku Jarosław Kaczyński, mimo że PiS odpuścił na czas kampanii temat katastrofy, co jakiś czas może usłyszeć, iż wykorzystuje ją do politycznych rozgrywek. Apele rodzin ofiar do władz pozostają bez odzewu. Współpraca między prokuraturą rosyjską a polską układa się coraz gorzej. Do czego to wszystko zmierza? Dziś proponuję, by dociekliwi przypomnieli sobie treść bardzo ciekawych szczegółów, jakie przedstawiła 2 miesiące temu wówczas główna gwiazda niemal każdego programu telewizyjnego. Na pewno są też tacy, którzy tych fragmentów nie czytali.

W głównych mediach zeznania płk. Edmunda Klicha 6 maja przed podkomisją ds. transportu lotniczego zostały niemal kompletnie pominięte. Odsłaniają one kulisy porozumienia polsko-rosyjskiego ws. śledztwa, a także ukazują konflikt między akredytowanym przy MAK a prok. Parulskim. Skąd wyszedł pomysł przyjęcia konwencji chicagowskiej? Kiedy Klich został mianowany przez MON?

Edmund Klich: Tak gdzieś w połowie drogi, chyba w rejonie Garwolina, bo ja mieszkam w Dęblinie i na weekendy jeżdżę do Dęblina, w tygodniu czy jak potrzeba to mieszkam w Warszawie, także nie ma jakiegoś problemu tutaj dojazdu, szybkości na miejsce wypadku czy coś. W połowie drogi dostałem telefon od pana Aleksieja Morozowa, to jest obecnie przewodniczący Komisji Federacji Rosyjskiej, zastępca pani Anodiny – szefowej Mieżnonarodnej Awiacionnej Komisji… Komitetu, to znaczy Międzynarodowego Komitetu Lotniczego. (…) On zadzwonił i powiadomił mnie, że jest katastrofa w Smoleńsku i traktuje to jako telefoniczne powiadomienie, natomiast formalne będzie później. I było od razu pytanie o procedury, według jakich będzie ten wypadek badany. On zaproponował załącznik 13 do konwencji, bo myślę, że i według jego wiedzy, i ówczesnej mojej wiedzy, to jest jedyny dokument, który podpisała i strona polska, i Federacja Rosyjska jako konwencję chicagowską tak zwaną z ’44 roku. Ja wtedy nie wypowiedziałem się jednoznacznie, ale też sądziłem, że to będzie jedyne rozwiązanie, to znaczy rozwiązanie, które ma jasne zasady prawne.


Klich nie ma żadnych oporów przed pomysłem Morozowa. Sam nie ma pojęcia, wedle jakich procedur powinno się toczyć śledztwo. Pułkownik jedzie do ministra Grabarczyka.

Edmund Klich: Po przyjeździe do ministerstwa – już pan minister Grabarczyk na mnie czekał – zgłosiłem się do gabinetu pana ministra i też ten pogląd wyraziłem, że tu chyba aneks 13 jest takim dokumentem, gdzie obydwie strony mają określone procedury, jest to już jasne, to są zasady międzynarodowe. Pan minister Grabarczyk poprosił mnie o ten załącznik właśnie. I przedstawiłem. Ja wiedząc, że pewnie będzie szybki wyjazd, przygotowałem się do wyjazdu. Tak trochę jednym okiem oglądałem TVN 24, bo wiadomości leciały cały czas. I dostałem informację gdzieś o godzinie 14.50, że mam udać się do samolotu i mam lecieć do Smoleńska z panem premierem Tuskiem.


Dalej jest ciekawie – Klich dziwi się, jak wysoko go postrzegają przyjaciele z Rosji, nikt nie zająknął nawet o porozumieniu polsko-rosyjskim z początku lat ‘90. Dalej nikt nie miał o nim pojęcia czy nie chciał?

Edmund Klich: W kolejny dzień – to był poniedziałek – a i kolejny dzień godzina 13.00, tj. wtorek, trzynastego – przepraszam – o godzinie 12.00 podchodzi do mnie pan Morozow i mówi: pan premier Putin zaprasza, no nie mówi się pan w języku rosyjskim tylko jest wy czy ciebie, no jest to taka forma, jak w angielskim, mówi zaprasza ciebie na konferencję prasową do Moskwy na trzecią. Ja mówię, jak na trzecią? Przecież jest dwunasta. (…) No i od razu zadzwoniłem do pana ministra Grabarczyka, bo coś tutaj ja za wysoko zaczynam gdzieś być postrzegany, prawda? No i w rozmowie, ja nie wiem czy była taka jasna akceptacja, ale wyczułem, że mogę się na to spotkanie udać do… Aha, bo później było tak: nie będę musiał lecieć do Moskwy, ale będzie telekonferencja i mam być w budynku w jakimś jednym z gubernatorów. Udałem się na tę konferencję. Pierwszy głos zabrał pan premier Putin, później jego zastępca pan Iwanow i jako trzecia pani Anodina – szefowa MAK-u, która jasno powiedziała, że będzie procedowanie według załącznika 13. W związku z tym zorientowałem się… Aha i Morozow mi mówi od teraz ja jestem szefem. Więc już został wycofany ten przedstawiciel wojskowy. Ja identycznie sądząc zebrałem całą grupę i mówię: panowie myślę, że jeśli z tamtej strony jest taka zmiana to tutaj też będzie i ja na razie czekam na decyzję, ale myślę, że musimy się przygotować, żebyśmy wiedzieli, jakie mamy prawa, obowiązki zgodnie z załącznikiem 13. I odczytałem przy wszystkich. Skład był grupy około ponad 20 wojskowych, z mojej komisji był tylko pan Fydrych. I mówię: ten załącznik jest do dyspozycji, proszę się zapoznać, kto chce jeszcze więcej. Ja odczytałem te ważne punkty. Nasze uprawnienia, do czego mamy dostęp, czego możemy żądać i jak możemy procedować.


Klich od początku miał na pieńku z prok. Parulskim. Stąd być może jego częste przebłyski w mediach, by prokuraturze wojskowej zagrać na nosie. Zwracam uwagę na ostre sformułowanie, jakie padło w kierunku akredytowanego przy MAK.

Edmund Klich: I wchodzę do tego pomieszczenia, jest pan minister Parulski i od razu no, powiedziałbym dosyć ostro, powiedział mi, że ja w ogóle nie potrafię działać, ja utrudniam pracę prokuraturze, a w ogóle ja ustawiłem…, przyjąłem jako załącznik 13 do procedowania i działam na szkodę Polski. To były bardzo mocne słowa i ja sobie je zapisałem zaraz wieczorem. Więc w tej sytuacji nie wiem, o co chodzi. Ja mówię, ja muszę procedować według załącznika 13 i wymaga tego ode mnie pan Morozow. On mówi: nie przyjmuję tego do wiadomości.


Tym samym płk. Edmund Klich przyznał, że naciskany przez Morozowa sam próbował wpłynąć na Parulskiego. Ten był na niego wściekły. Nie doczekał rozmowy z Morozowem – nie znał ani rosyjskiego ani angielskiego, a na tłumaczkę nie chciał czekać.

Kiedy właściwie Edmund Klich został akredytowanym przez MON? To pytanie zadał mu Antoni Macierewicz:

Edmund Klich:Ta decyzja to była decyzja z 15 – chyba mówiłem – 15 kwietnia, decyzja ministra obrony narodowej, która zarazem mnie powoływała na przedstawiciela akredytowanego, wszystkich nas powoływała, ja mówiłem, na przedstawicieli akredytowanych w tej jednej decyzji i zarazem na szefa Komisji Badania Wypadków Lotnictwa Państwowego i tu była ta podwójna rola. I to było to powołanie.


Czegoś tutaj nie rozumiem. W takim razie jako kto Edmund Klich pojechał do Smoleńska? Akredytowanym został 5 dni po tragedii, a na miejscu był już parę godzin po niej. Nikt nie zadał tego pytania pułkownikowi, nikt nie spytał w MON.

Jaki obraz wyłania się z zeznań na podkomisji lotnictwa? Ponury. Urzędnicy pogrążeni w chaosie, prawie nikt nie wie, na jakiej podstawie prawnej wyjaśniać tragedię, Klich ulega naciskom Morozowa, konflikt z prok. Parulskim, który podważa jego wiarygodność i sens działań, nie wiadomo też dlaczego akredytowany pojechał do Smoleńska 10 kwietnia.

Czy mając takiego akredytowanego przy rosyjskim MAK, możemy być spokojni o losy śledztwa?

PS. Jak słusznie zauważył Przemek Piętak – Klich, jak wynika z zeznań, nie jest akredytowanym przy komisji Anodiny, czyli MAK, a przy drugiej – Morozowa.

Pełny zapis zeznań z komisji ds. transportu lotniczego 6 maja

http://wszolek.salon24.pl/205577,zeznania-medialnego-pulkownika

Oceń artykuł:
(5.00)
głosów: 1
tagi: , , , , , , , , , , , ,

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters