Smoleńsk – to mógł być zamach – argumenty w pigułce

Publikacja w serwisie: 13 July 2010
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , , , , , , , , , ,

Zobacz także:

» "List z Polski" » Argumenty w pigułce » Smoleńsk – hipoteza zamachu – argumenty w pigułce V2 » Andrzej Seremet: To mógł być zamach » To mógł być zamach. Największe wątpliwości. Zaktualizowana wersja. » Najważniejszym celem zamachu mógł być prezes NBP… » Zamach w wykonaniu autopilota ? » Jeśli to nie był zamach, to co? » Wszystko wskazuje na to że był to zamach. » Zamach – ale Putina czy przeciw Putinowi? » EKSPERCI OD NAWIGACJI SATELITARNEJ: TO BYŁ ZAMACH » Generał KGB, BBN i Smoleńsk » Smoleńsk. Przyczynek do tragedii. » Ministrze, pokaż argumenty » Zamach w Smoleńsku – lot PLF101 » GDYBY ŚLEDZTWO WYKAZAŁO ZAMACH… » SMOLEŃSK: NOWY ŚWIADEK, NOWE FAKTY » Smoleńsk: tajne rozmowy ludzi Putina i Tuska » Jeśli w Smoleńsku miał miejsce zamach, to aktualną władzę w Polsce sprawują ludzie rosyjskich służb albo osoby przez te służby szantażowane » “Samolot nie mógł rozpaść się na kawałki” » Janicki mógł zapobiec katastrofie » BOR mógł nie dopełnić obowiązków w Katyniu w 2010 r. » Tu-154M to przerobiony bombowiec, nie mógł się rozsypać » [Kłamstwa MAK] Nawigator nie mógł przestawić ciśnieniomierza » NIEZALEŻNA.PL UJAWNIA: IŁ-76 MÓGŁ WYTWORZYĆ MGŁĘ » Ktoś mógł przeżyć katastrofę? Kto i dlaczego strzelał? » Czy pilota mógł zmylić wąwóz? Rekonstrukcja rosyjskiego dziennikarza » “Gazeta Wyborcza” – Prokurator Pasionek mógł ujawnić tajemnicę służbową » Śledztwo, zamach a dezinformacja » Katastrofa smoleńska 10 dowodów na zamach » Smoleńsk w Kongresie USA » Smoleńsk w wersji niedociekliwej » Smoleńsk to morderstwo z premedytacją? » Co ma Smoleńsk do wyborów prezydenckich? » To był zamach – mówią eksperci polski i niemiecki » SMOLEŃSK: ZNIKAJĄCE ZDJĘCIA SATELITARNE » “Wykluczamy zamach przy użyciu broni konwencjonalnej” » Zamach w Smoleńsku – Nowe spojrzenie (Stabilizacja obrazu) » SMOLEŃSK 10/4/10 – PRÓBA PODSUMOWANIA NA DZIEŃ 26.06.2010 » Smoleńsk: Za pięć dwunasta – E. Klich ma pytania. » [ENGLISH] Smolensk 2010 – PLANE CRASH RESUME » Smoleńsk- Kto był organizatorem wyjazdu oraz dokonania B. Klicha i M. Janickiego. » Smoleńsk – Antoni Macierewicz kontra Donald Tusk i Grzegorz Schetyna » SMOLEŃSK 10 kwietnia 2010 – podsumowanie na dzień 9.07.2010 » UMOWA GAZOWA – SYMBOLIKA WASALI » KRÓTKI TEKST O zabijaniu. (częśc 2) » BILANS OTWARCIA . CENA TRAGEDII SMOLEŃSKIEJ. » KOMPROMITACJA MAGDALENY BAJER » Przedwczesne fanfary finałowe » Jak rosyjskie media komentują informację, że w wieży znajdował się oficer FSB, który mógł mieć wpływ na pracę kontrolerów lotu i który “rozpłynął się w powietrzu”, nie będzie przez nikogo przesłuchany? » Albo zamach, albo awaria » Ewidentne zacieranie śladów » emerytowany oficer CIA: TO NIE BYŁ WYPADEK
UWAGA:

Zobacz nową wersję atrykułu: Smoleńsk – to mógł być zamach – argumenty w pigułce.

Katastrofa pod Smoleńskiem – to mógł być zamach

Czy to był zamach, czy nieszczęśliwy wypadek? Ja jestem głęboko przekonany, że to co się stało pod Smoleńskiem, w żaden sposób nie można podciągnąć pod splot nieszczęśliwych okoliczności, czy też błąd pilotów. Poniżej przedstawiam zbiór argumentów w pigułce ukazujących, dlaczego wersja o niezamierzonym wypadku jest dla mnie absolutnie nie do przyjęcia.

1. Motyw.

Jest on bardzo ważny i choć nie jest żadnym dowodem, to z pewnością jest podstawą dalszego rozpatrywania hipotezy o celowej ingerencji osób trzecich, która mogła doprowadzić do takiego zdarzenia.

Czy Putin miał jakieś powody, aby zabić naszego prezydenta i naszą prawicową elitę? Otóż okazuje się, że tak i to wiele.

Fragment artykułu Leszka Misiaka i Grzegorza Wierzchołowskiego:

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Samolot-nie-mogl-rozpasc-sie-na-kawalki,wid,12211780,wiadomosc_prasa.html

Rosyjscy przywódcy mieli powody, by nie kochać Lecha Kaczyńskiego. 15 listopada 2006 r. prezydent Kaczyński zaproponował Unii Europejskiej, by wprowadziła sankcje przeciwko Rosji w odpowiedzi na zakaz importu polskich produktów do Rosji – Polska nałożyła weto na decyzje rozpoczęcia negocjacji miedzy UE i Rosją. Podczas rosyjsko-gruzińskiej wojny w 2008 r. prezydent Kaczyński poparł Gruzję i stał się orędownikiem sprawy gruzińskiej w świecie, wspierał przystąpienie Gruzji do NATO. To za prezydentury Lecha Kaczyńskiego zapadła decyzja o rozmieszczeniu amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej na terytorium RP. Polska proponowała też alternatywne drogi pozyskania zasobów energetycznych i uniezależnienie się europy od dostaw rosyjskiego gazu.

Warto dodać tutaj, że 3 dni wcześniej Tusk z Putinem urządzili konferencję, na której to ten drugi zapewnił, że Polska ma zagwarantowane dostawy gazu do 2037 roku. W tym samym okresie światowe media doniosły o gigantycznych złożach gazu łupkowego w Polsce, które rząd chciał sprzedać amerykanom za bezcen. Lech Kaczyński groził premierowi postawieniem go przed trybunałem stanu, gdyby podpisał umowę tak bardzo godzącą w interesy naszego państwa. Tutaj widać dość poważny powód do niepokoju Kremla. Zabijając naszego prezydenta i prawicową elitę, która była blisko niego, pozbył się ludzi, którzy byli wstanie najgłośniej krzyczeć do opinii publicznej, aby nie podejmować kroków godzących w nasze interesy. Innym motywem może być “próbowanie” zachodu. Może Putin chciał pokazać światu, że Lech Kaczyński wstawiał się za Gruzją i “zginął nieszczęśliwie” w straszliwym wypadku. Opinia publiczna uwierzyłaby w to, ale nie koniecznie politycy, którzy znają trochę lepiej te realia. Może chodziło o dostęp do kodów NATO, może o osłabienie prawicy (z lewicowymi partiami łatwiej się współpracuje). Jak widzimy możliwości jest dużo i na dobrą sprawę nie musiało chodzić o jeden motyw, ale nawet o kilka.
Putin nie należy do praworządnych przywódców. Przytoczmy fragment z powyższego artykułu:

Niedowiarkom trzeba przypomnieć udział KGB w zamachu na papieża, zatrucie dioksynami prozachodniego kandydata na urząd prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki, śmiertelne napromieniowanie izotopem polonu Aleksandra Litwinienki, zastrzelenie opozycyjnej dziennikarki Anny Politkowskiej etc. To pokolenie KGB-istów Putina przeprowadziło atak na pałac Tadz-Bek i zlikwidowało Hafizullah Amina, stojącego na czele Afganistanu, a przed nim jego poprzednika Nur Mohammed Taraka. Oni zlikwidowali pierwszego prezydenta Czeczenii Dżochara Dudajewa i przeprowadzili kilka zamachów na prezydenta Gruzji Eduarda Szewardnadze.

Sposobność też była niebywała. Tak liczne grono wrogów podanych na talerzu, wszyscy w jednym samolocie, rząd ochoczy do wszelkiej współpracy, a interesy gazowe opiewające na wiele miliardów dolarów wiszą na włosku. Nie pomoże kwestia np. mgły, bo łatwo ją sztucznie wywołać za pomocą jodku srebra, lub ciekłego azotu – technika od dawna praktykowana przez Rosjan. Zaproponowanie lotniska zapasowego oddalonego o 4 godziny drogi nie jest kuszącą propozycją i łatwo można się było spodziewać, że pilot przynajmniej będzie podchodził do lądowania. A poza tym, jak się planuje zamach, to przeważnie oprócz planu A, przygotowuje się również plan B. W tym przypadku jego nie trzeba było używać. W każdym razie nie musiało być środowiskowych czynników sprzyjających katastrofie, bo równie dobrze można je było samemu stworzyć. Tym samym trudno wykazać jakieś alibi dla Rosjan.

Dodam jeszcze, że dziennikarzom Gazety Polskiej udało się dotrzeć do informacji z akt śledztwa, z których wynika, że możliwość utworzenia sztucznej mgły jest rozważana przez polską prokuraturę:

Portal Niezależna.pl dotarł do nieznanych dotąd akt śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej. Na stronie 388 znajduje się notatka mówiąca o możliwości rozpylenia środka chemicznego przez rosyjskiego Iła-76, który znalazł się w Smoleńsku niedługo przed Tu-154. Środek ten miał spowodować wystąpienie sztucznej mgły.

źródło: http://www.niezalezna.pl/article/show/id/36330



Dlaczego zaczynam od motywu, obecności w tej całej historii bandyty (Putina) i od sposobności? Odpowiedź jest taka, że zawsze w kryminalistyce w podobnych warunkach pierwszą hipotezą jaka przychodzi do głowy, to zamach. Natomiast mam wrażenie, że rząd w ogóle nie wziął tego pod uwagę, powierzył śledztwo stronie rosyjskiej, a to przecież ona mogła spowodować ten zamach. Beztrosko zrobili coś, co jest niedopuszczalne w kryminalistyce – zostawili ich sam na sam ze wszystkimi materiałami dowodowymi. I co ciekawe, to teraz oni planują przetopić maszynę, ścięli drzewa, spalili znaczną część ubrań, miejsce katastrofy zostawili na pastwę szabrowników, czarnych skrzynek nam nie zamierzają oddać, przechwycili wszelkie nagrania, jakie były wówczas robione, ludzie po miesiącu odnajdywali ważne części samolotu, które mają ogromne znacznie w śledztwie…

Spotkałem się z zarzutem niepoprawnej logiki, polegającej na tym, że nie można na podstawie faktu dokonywania wcześniej różnych zamachów przez Putina wnioskować, że i tym razem musiał on za tym stać. Ja jestem daleki od takiego rozumowania. Tak samo jeśli Kowalski często okradał kasę w sklepie, nie można z góry posądzić za kolejną kradzież tylko dla tego, że znowu z tej kasy zniknęły pieniądze. Ale w tym przypadku powinno jednak paść zdanie: “sprawdźmy najpierw Kowalskiego”. Tak samo w przypadku Putina. Pierwsze podejrzenie powinno paść na niego.
Jaka jest ludzka psychologia? Jeśli ja nie miałbym reputacji praworządnego obywatela, a na moim terenie zginął by mój wróg, to jak bym się “rozebrał do naga” i krzyknąłbym: “sprawdzajcie mnie, wezwijcie śledczych, specjalistów, zróbcie specjalistyczne badania i przekonajcie się, że to nie ja zrobiłem”. Myślę, że każdemu z nas w takiej sytuacji zależałoby na otwarciu wszystkich swoich kart, aby uwolnić się w jak największym stopniu od podejrzeń. Natomiast my od samego początku w tym dochodzeniu jesteśmy tylko petentem.

2. czarne skrzynki.

Zastanawiam się, czy jest możliwa wiara w ich wiarygodność. Zacznijmy od zacytowania fragmentu artykułu z serwisu niezalezna.pl:

http://www.niezalezna.pl/article/show/id/35973

Wieża w Smoleńsku podała pilotom Tu-154, gdy dolatywał do lotniska: “zejdźcie do 50 metrów”. Tak wynika z zeznań pilota Jaka-40, porucznika Artura Wosztyla, złożonych w prokuraturze (karta 1165), do których dotarli informatorzy “Gazety Polskiej”. Był to wyrok śmierci dla prezydenckiej maszyny.

Tego nie znajdujemy w stenogramie! Co więcej, prokuratura rozważa wszczęcie postępowania karnego wobec dziennikarzy Gazety Polskiej i TVP, za ujawnienie szczegółów z śledztwa, na które nie uzyskali zgody! Grozi im do dwóch lat pozbawienia wolności (Art. 241. § 1).

http://niezalezna.pl/article/show/id/36131

Dodatkowo informacja o poleceniu zejścia do 50m została potwierdzona w rozmowie z TVN24 przez Remigiusza Musia – technika pokładowego Jaka 40, który wylądował 10 kwietnia w Smoleńsku.

http://www.niezalezna.pl/article/show/id/36252

http://www.tvn24.pl/-1,1663248,0,1,dostalismy-zgode-na-50-metrow-tu_154-i-il-tez,wiadomosc.html
Wystarczyło tylko kilka godzin (może dni), aby dane z czarnych skrzynek zmanipulować, podczas gdy Rosjanie przetrzymują je już 3 miesiąc i dają do zrozumienia, że prędko (o ile w ogóle) ich nie otrzymamy. Ale… trzymajmy się faktów, nie podważajmy prokuratury i załóżmy, że są prawdziwe.

Na samym początku okazało się, że otrzymana kopia nagrań nie była kompletna, gdyż zabrakło na nich 16 sec. Ale to nie jest jeszcze takie ważne. Większą ciekawostką jest to, że stenogram trwa 38 minut, podczas gdy ten model czarnych skrzynek może pomieścić maksymalnie 30 minut nagrania. Skąd się wzięły te dodatkowe minuty. Dodatkowo nawigator Artur Ziętek mówi dwie kwestie jednocześnie. Chodzi o końcową fazę lotu, gdy o godz. 10:40:53,1 nawigator kończy mówić “50″ (chodzi o wysokość, na której znajduje się obecnie maszyna), a już o 10:40:53,0 zaczyna mówić “40″. Wynika z tego, że kiedy zaczął podawać kolejną wartość, był jeszcze w trakcie kończenia poprzedniej.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100617&typ=po&id=po01.txt

Internauci odnaleźli w tych stenogramach poważne poważne błędy matematyczne:
http://smolensk-2010.pl/2010-06-09-provoc-stenogram-zawiera-blad-matematyczny.html

Kolejne sprzeczności:

Autor, (prawdopodobnie profesjonalny pilot), wykazuje na liczbach, że zapisy podane w Rosyjskich stenogramach kompletnie przeczą prawom fizyki i danym technicznym samolotu, np. że przez ostatnie km musieliby lecieć z prędkością wielokrotnie niższą nim minimalna prędkość samolotu, (kolejne odcinki: 152km/h, 57km/h, 11km/h, 68km/h, podczas gdy minimalna prędkość samolotu jest 235km/h!

http://smolensk-2010.pl/2010-06-16-odfalszowane-zapisy-czarnych-skrzynek.html

Media doniosły dokładną godzinę zerwania kabla energetycznego (jak się powszechnie twierdzi, przez nasz samolot). Było to o godzinie 10:39:54s. Jeśli zajrzymy do stenogramu, to okaże się, że właśnie o tej godzinie nasz samolot był na wysokości 400m. Czy aż tak wysoko Rosjanie wieszają te linie?

Podczas poszukiwań w internecie znalazłem próbę wytłumaczenia tego dziwnego zjawiska. Otóż jeden z internautów przekonywał, że zegar w elektrowni był niczym innym, niż zegarem na wzór takiego kuchennego, którego wskazanie mogło być obarczone dość znacznym błędem. Otóż nie mogę się z tym zgodzić. Już w technikum elektronicznym jeden nauczyciel wyjaśniał nam, jaka jest różnica pomiędzy liczbą 2, a 2.00. Ta pierwsza jest podana z dokładnością ok. 0.5, a ta druga z dokładnością ok. 0.005. Ogłaszając godzinę awarii sieci energetycznej w kontekście takiej katastrofy jaka miała miejsce, powinno się ustalić, jaka na prawdę była godzina, skoro podaje się ją z dokładnością co do sekundy. W razie czego uwzględnia się aktualne wskazanie zegara i rzeczywistą dokładną godzinę, na tej podstawie wylicza się offset i ten offset dodaje się do tej zanotowanej godziny awarii. Waga tego wydarzenia była większa, niż kradzież torebki starszej pani. Podając takie informacje powinno się dążyć do precyzji, a nie podawać czas nie weryfikując dokładności ustawienia zegara. Oczywiście taki scenariusz jest jednak możliwy, ale ja jestem wstanie uwierzyć, jeśli jakaś nieścisłość występuje bardzo sporadycznie. Natomiast ta katastrofa to same nieścisłości. Więc jak to jest z wiarygodnością tych informacji? Istnieje ciekawa teoria (która niestety jak na razie jest tylko spekulacją), że ta linia została zerwana przez inny samolot, który też został zmylony meaconingiem. Kto wie, może taki scenariusz był możliwy – czas pokaże.

Przyglądając się treści tych stenogramów, okazuje się, że kontrolerzy naprowadzali Tupolewa do zderzenia się z ziemią. Pracownik wieży kontrolnej z Okęcia rozprawił się z tym zapisem i nie ma wątpliwości, że to był zamach. Mimo iż samolot nie był na prawidłowej ścieżce od 4000 m, to kontrolerzy lotu powtarzali niemal do końca, że samolot jest na kursie i ścieżce. Samolot leciał na drzewa, a ci dawali do zrozumienia, że dobrze leci, żeby leciał tak dalej, chociaż nie mieli takich podstaw, aby wydać takie komunikaty. Można by spytać: “a w którym to momencie samolot był na kursie i ścieżce?”. Wiemy to z przeanalizowania toru lotu, jego wysokości itp. W pewnym momencie padła komenda Horyzont, 101, co w ich nomenklaturze oznacza przejście na drugi krąg. Taka informacja pada 5 sec. za późno. Wtedy piloci włączają pełną moc silników i próbują podnieść maszynę. Ale ona w tym momencie z ogromnym impetem zaczęła spadać w dół. To by świadczyło o zablokowaniu steru wysokości. Więc na jakiej podstawie Rosjanie orzekli, że wszystko było sprawne i jest to wina pilotów?

http://www.niezalezna.pl/article/show/id/35709

Oczywiście należy podkreślić, że piloci nie lądowali, tylko podchodzili do lądowania. Jest to na stenogramach i zostało to opisane w artykule, który jest powyżej.

Po komendzie drugiego pilota “odchodzimy”, Tu 154 zaczął gwałtownie tracić wysokość. Czy to oznacza, że pierwszy pilot zignorował tę komendę i rozpoczął lądowanie? Było ich tam czterech (a może nawet z Błasikiem jako piątym), samolot zaczął gwałtownie spadać (wysokość była głośno podawana, co utrwaliło się na stenogramach), a mimo to załoga zachowała spokój aż do chwili zderzenia z drzewem (ja bym wtedy wrzeszczał, że zamiast wznosić się, to my gwałtownie opadamy). Tuż przed uderzeniem pilot odebrał sygnał z radiolatarni. Nawet amator nie lądował by, jeśli nie odebrałby tego sygnału wcześniej.

Więcej szczegółów na stronie:

http://gazetapolska.pl/artykuly/kategoria/57/3102

Więc w świetle powyższego, jak to jest z wiarygodnością stenogramu, przebiegiem śledztwa i przekazywanymi informacjami przez Rosjan. Jak można wierzyć w rzetelność tego przekazu, skoro nic tutaj nie trzyma się kupy?

3. Rozmiar katastrofy.

To co najbardziej szokuje, to rozmiar tej katastrofy. Takiego zdania są specjaliści od lotnictwa i aerodynamiki. Zaznaczmy, że samolot podchodzący do lądowania ma ok 300km/h (czasami dużo mniej), kilka metrów nad ziemią i poziomy kierunek ruchu. Jak to możliwe, aby ten samolot rozpadł się na kawałki, jak miało to miejsce w Smoleńsku? Nigdy w historii nie zdarzyło się, aby samolot podchodzący do lądowania z tak małą prędkością, który nie pikował w dół, w którym nie stwierdzono wybuchu, nie rozpadł się w drobny mak na 700-800m! Jest to pierwszy przypadek takiej katastrofy. Tupolew był maszyną, o której mawiało się “nie gniotsa, nie łamiotsa”, któremu nieraz zdarzało się lądować w polowych warunkach. Oczywiście, jeśli samochód przy takiej prędkości uderzyłby w ścianę, to być może rozsypałby się w podobny sposób. Natomiast tutaj mamy do czynienia z inną sytuacją. Samolot po uderzeniu nie zatrzymał się w miejscu, ale sunął się po podmokłym zagajniku, oraz  zahaczał o drzewa. Takie warunki znacznie amortyzują siłę uderzenia. W poniższym artykule podane są przykłady innych katastrof, w których samoloty spadły ze znacznej wysokości i roztrzaskały się na powierzchni o wiele mniejszym promieniu.

Zacytujmy jego fragment:

4 lipca 2001 r. pod Irkuckiem z wysokości 853 m w ciągu kilkunastu sekund runął Tu-154 będący własnością rosyjskiej Vladivostokavii (nikt nie przeżył). Maszyna spadała bezwładnie przez kilkanaście sekund, mimo to jej szczątki – rozrzucone na obszarze 100 na 60 m – były w niewiele gorszym stanie niż wrak polskiego samolotu (zdjęcia na Niezależna.pl). Pięć lat później – w sierpniu 2006 r. – na terenie wschodniej Ukrainy rozbił się inny rosyjski Tupolew 154. Choć spadał z bardzo dużej wysokości (bezradni piloci wysyłali SOS, gdy maszyna była na 1100 i 900 m), szczątki konstrukcji i ciał rozrzucone były na długości 400 m, a zniszczenia samolotu porównywalne ze skutkami katastrofy z 10 kwietnia 2010 r. (zwłaszcza biorąc pod uwagę, że jeszcze w powietrzu w rosyjskiej maszynie wybuchł pożar, a po upadku nastąpiła olbrzymia eksplozja, utrwalona na filmie przez świadków).

W lutym 2009 r. trochę lżejszy i mniejszy od Tupolewa 154 boeing 737 tureckich linii lotniczych – w wyniku usterki wysokościomierza i błędu pilotów – uderzył o ziemię z prędkością 175 km/h paręset metrów od lotniska w Amsterdamie. Wcześniej, kilkadziesiąt metrów nad ziemią, w maszynie przestały pracować silniki (wyłączył je autopilot, wprowadzony w błąd działaniem wysokościomierza). Po upadku na błotniste pole samolot przełamał się na trzy części i stracił ogon, ale nie rozpadł się na kawałki (fotografia powyżej); zginęło jedynie 9 ze 135 osób na pokładzie

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Samolot-nie-mogl-rozpasc-sie-na-kawalki,wid,12211780,wiadomosc_prasa.html?ticaid=1a703&_ticrsn=5
Zwróćmy uwagę, jaka jest statystyka śmiertelności w tej ostatniej opisanej katastrofie. Poniżej 10%. Natomiast w naszym tupolewie nie znalazł się ani jeden procent ocalałych, a dodatkowo tylko 24 ciała z 96 można było normalnie zidentyfikować. Oczywiście zdarzały się katastrofy, które miały podobny finał, ale zawsze w takich przypadkach dochodziło do potężnej eksplozji. Miesiąc po katastrofie smoleńskiej rozbiła się maszyna w Trypolisie (Libia). Nasze media skoncentrowały się na podobieństwach do katastrofy smoleńskiej (komentator nie powiedział, jak to się stało, jaka jest wstępna przyczyna, ile osób zginęło, jakie były warunki lądowania, o której to się stało, ale powiedział, że samolot podchodził do lądowania, rozbił się, szczątki rozrzucone na dużej powierzchni i żadna część oprócz ogonowej się nie zachowała), tamtejsze media ogłosiły, że był to błąd pilota. Dopiero potem okazało się, że znaleźli się świadkowie, którzy widzieli eksplozję maszyny.

http://wiadomosci.onet.pl/2168701,12,podano_wstepna_przyczyne_katastrofy_samolotu,item.html

Ale najciekawszą katastrofą było rozbicie się samolotu pod Moskwą z 22 Marca 2010r. Też był to Tupolew, bardzo podobny model, również podchodził do lądowania, też uderzył w drzewo i oderwała się część skrzydła, po czym ścinał drzewa, nie było wybuchu, wylądował w podobnym zagajniku. Okazało się, że samolot był prawie w całości i wszyscy przeżyli.

http://www.niezalezna.pl/article/show/id/34295

Zdjęcie z tej katastrofy:

W Gazecie Polskiej ukazała się informacja, że wg ekspertów, którzy analizowali szczątki samolotu, jakie znalazły się w redakcji tejże gazety, najprawdopodobniej mogła to być bomba paliwowo-powietrzna, którą Rosjanie użyli w Afganistanie i Czeczenii. Więcej na ten temat na stronie:

http://www.niezalezna.pl/article/show/id/34032
Dlatego wszystkie fakty (wbrew opinii rosyjskich śledczych) wskazują na to, że w naszym tupolewie musiało dojść do eksplozji.

4. Autopilot i system TAWS

Czy możliwe, aby systemy opierające się na nawigacji GPS w wersji wojskowej (dokładność 0.3m), które potrafiły sterować zarówno wysokością, ciągiem jak i kursem rządowej maszyny mogły zaprowadzić samolot wprost pod drzewa? Wiadomo, że autopilot został wyłączony dopiero na 5.4 sec. przed katastrofą, wg rosyjskiego raportu był sprawny (wraz z systemem TAWS), a samolot mimo tego był znacznie oddalony od właściwej ścieżki.

Powyżej został przedstawiony rysunek z usytuowaniem terenu, na którym widać tę dolinę. Jednakże warto zwrócić uwagę na to, że pomiędzy największą depresją, a miejscem, w którym uderzył samolot w drzewo jest niecałe 50m. Protasiuk był pilotem, który (wg kolegów) rygorystycznie przestrzegał wszelkich procedur, a one mówią wyraźnie, że w warunkach pogorszonej widoczności nie wolno schodzić poniżej 100m bez zgody wieży podczas podchodzenia do lądowania. Grozi to utratą licencji. Czy można powiedzieć, aby wskazania dostroiły się do tego najniższego punktu w terenie, a nie do tego który był wcześniej, lub później? A nawet jeśli się dostroił, to i tak samolot nie powinien być niżej, niż 50m nad drzewem, w które uderzył. Wśród zwolenników wersji z zamachem jest przekonanie, że doszło do sfałszowania sygnału GPS za pomocą meaconingu – ten system stosuje się po zamachach z 11 września w celu ochrony ważnych strategicznych obiektów, a polega na celowym zafałszowaniu sygnału GPS poprzez jego nagranie i wyemitowanie z opóźnieniem czasowym i większą mocą. Ten temat jest doskonale opisany w artykule z Gazety Polskiej “EKSPERCI OD NAWIGACJI SATELITARNEJ: TO BYŁ ZAMACH” dostępnym na:

http://www.niezalezna.pl/article/show/id/34367

Informacja, że Tu-154 podchodził do lądowania prawie do końca na autopilocie, w 100 proc. potwierdza tezę, że załogę wprowadzono w błąd przy użyciu tzw. meaconingu – twierdzą Marek Strassenburg Kleciak, specjalista ds. systemów trójwymiarowej nawigacji, i Hans Dodel, ekspert od systemów nawigacji i wojny elektronicznej, autor książki “Satellitennavigation”.

Z raportu rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego wynika (zauważyła to telewizja TVN24), że samolot prezydencki podchodził do lądowania na autopilocie, który sterował zarówno wysokością, ciągiem, jak i kursem rządowej maszyny. Wyłączenie autopilota nastąpiło 5,4 sekundy przed uderzeniem w pierwszą przeszkodę.

To bardzo ważna informacja. Autopilot jest urządzeniem do automatycznego sterowania samolotem, pobierającym do tego celu dane z GPS i innych wskazań przyrządów pokładowych. Dodajmy, że wyłącza się go jednym ruchem ręki, a więc w ciągu sekundy można – jeśli jest taka potrzeba – przejść na sterowanie “ręczne”.

Ostatni etap przed lądowaniem na autopilocie to przelot przez kolejne, blisko obok siebie leżące tzw. waypoints: 10 km przed pasem / wysokość 500 m, 8 km / 400 m, 6 km / 300 m, 4 km / 200 m, 2 km / 100 m – ten ostatni punkt to tzw punkt decyzji i wysokość decyzyjna: jesli pilot nie widzi tutaj pasu startowego, to MUSI zrezygnować z lądowania i polecieć na inne lotnisko. Tymczasem załoga polskiego samolotu (w tak trudnych warunkach pogodowych) wyłączyła pilota dopiero 5 sekund przed katastrofą, mimo że – jak już zaznaczyliśmy – można to zrobić w sekundę.

[...]

Dlaczego piloci schodzili spokojnie do lądowania na autopilocie i dopiero kilka metrów nad ziemią zorientowali się, że samolot jest tak nisko? Wytłumaczenie jest tylko jedno: autopilot opierał się na błędnych danych satelitarnych.

[...]

System TAWS.

Na podstawie artykułu ze strony:

http://wiadomosci.wp.pl/kat,119674,page,4,title,Samolot-nie-mogl-rozpasc-sie-na-kawalki,wid,12211780,wiadomosc_prasa.html

Na zagadkowość katastrofy pod Smoleńskiem zwrócił uwagę John Hamby, rzecznik producenta urządzenia, zwanego Terrain Awareness and Warning System (TAWS). TAWS zawiera skomputeryzowane mapy świata i ostrzega pilotów za każdym razem, gdy za bardzo zbliżą się do szczytu, wieży radiowej lub innej przeszkody – a także w przypadku zbyt małej odległości do ziemi. Zdaniem Marka Strassenburga Kleciaka – pracującego w Niemczech specjalisty od systemów trójwymiarowej nawigacji – TAWS podaje dane z dokładnością 1:1 m, samolot z tym systemem nie może się więc rozbić.

Od 2005 r. urządzenia TAWS są obowiązkowo montowane we wszystkich nowo wyprodukowanych samolotach linii komercyjnych. Jeśli samolot jest na zbyt małej wysokości, TAWS reaguje głośnym sygnałem dźwiękowym. Dzięki temu doprowadzono do całkowitego wyeliminowania katastrof lotniczych przy lądowaniu. Wystarczy powiedzieć, że od końca lat 90., gdy zaczęto montować ten system w starych i nowych maszynach, żaden wyposażony weń samolot nie uległ katastrofie. Żaden – do 10 kwietnia 2010 r., gdyż tupolew, którym leciał Lech Kaczyński, miał TAWS. Czy w związku z tym mógł się roztrzaskać w wyniku błędu pilota, mgły lub usterki wysokościomierza?

John Cox, znany amerykański konsultant ds. bezpieczeństwa i ekspert od wypadków, stwierdził wprost: “Naprawdę chciałbym wiedzieć, co działo się na pokładzie, ponieważ niezależnie od tego, pod jaką presją byli piloci i z jakimi warunkami pogodowymi mieli do czynienia, nigdy żaden pilot nie zignorował ostrzeżenia TAWS. Czym różnił się ten samolot, że stało się inaczej?”. Jeden z czytelników “GP” z USA potwierdził bezpośrednio w spółce Universal Avionics Systems of Tucson, że wszczęła ona własne wewnętrzne dochodzenie w sprawie tragedii pod Smoleńskiem. Ani Rosjanie, ani Polacy nie zaprosili jednak Amerykanów z Tucson do pomocy w śledztwie prowadzonym na terenie Rosji.

Co ciekawe – po ukazaniu się informacji o obecności TAWS w prezydenckim Tu-154 natychmiast pojawiły się opinie, że system ten mógł być wyłączony lub nie mieć dokładnych map lotniska w Smoleńsku. Pierwsza hipoteza upadła, gdy po odczycie czarnych skrzynek okazało się, że TAWS działał do samego końca; druga wydaje się całkowicie niewiarygodna. – To absurd. To są dokładne mapy robione na zamówienie klienta. W przypadku polskiej maszyny wojskowej byłoby dość dziwne, gdyby nie było na niej rosyjskich lotnisk wojskowych. Przeciwnie: nie trzeba być fachowcem, by domyślić się, że lotniska wojskowe sąsiadującego państwa, które na dodatek nie jest sojusznikiem, lecz potencjalnym zagrożeniem, są najdokładniej opracowywanymi mapami, jakie tylko można zrobić.

[...] Sposobów, by zakłócić działanie systemów nawigacyjnych i zabezpieczających, jest kilka [...] Jedną z nich jest “meaconing”.

W tym miejscu należy oczywiście skorygować eksperta, który twierdzi, że nigdy żaden samolot z systemem TAWS się nie rozbił. Chodzi pewnie o to, że nie rozbił się z przyczyn zaskoczenia pilota ukształtowaniem terenu i różnymi niespodziewanymi przeszkodami.

5. Amatorski film

Wersja podstawowa:

http://niezalezna.pl/article/show/id/33519
odtrzęsiona wersja (deshaked):

wersja bez wystrzałów pokazana w telewizji rosyjskiej:

O filmie zrobiło się dosyć głośno 14 kwietnia. To co najbardziej zaintrygowało w tym materiale, to 4 wyraźnie strzały. Wywołało to zaciekawienie prokuratury, która obiecała przyjrzeć się mu i ustosunkować się do niego w ciągu… 2 dni… Minęły ze 3 miesiące, a prokuratura milczy. Jedyne co zdołali na ten temat napisać, to:

Do Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie wpłynęła również opinia Biura Badań Kryminalistycznych ABW dotycząca nagrania filmowego miejsca katastrofy z dnia 10 kwietnia 2010 roku opublikowanego w Internecie. Z opinii wynika, że w nagraniach znajdują się krótkie wypowiedzi mężczyzn i kobiety w języku rosyjskim oraz wypowiedzi mężczyzn w języku polskim.

Niektórych słów nie zdołano odtworzyć ze względu na dużą ilość zakłóceń oraz mały odstęp sygnału od szumu. W trakcie badań nie znaleziono dowodów na dokonywanie ingerencji w ciągłość zapisu, stwierdzono jednak fakt modyfikacji formatu nagrania i powtórny zapis do pliku. Należy zauważyć, iż materiał przekazany do badań stanowiły nagrania niskiej jakości.

Zdaniem biegłych nie można wykluczyć, że nadesłane zapisy były wielokrotnie poddawane kompresji, co mogłoby spowodować zatarcie nawet bardzo widocznych śladów ingerencji w ich ciągłość. Odnośnie ewentualnych odgłosów wystrzałów, biegli stwierdzili, że z uwagi na występowanie silnych zakłóceń, w tym pochodzących prawdopodobnie od podmuchów powietrza, małym stosunkiem sygnału do szumu, podejrzeniem modyfikacji formatu nagrania, nie była możliwa jakakolwiek pomiarowa analiza odgłosów przypominających wystrzał. Kwestia ta będzie przedmiotem dalszych czynności procesowych.

Widać, że niewiele wiemy na temat takiej analizy. Jednakże już na podstawie takiego opisu można zadać jedno zasadnicze pytanie: Co tam robią głosy w języku polskim??? Przy założeniu, że nie było dobijania rannych, co to byli za ludzie mówiący po polsku. Wiemy, że po pewnym czasie dodarł tam Wiśniewski. Przyszedł on po przyjeździe ekip ratowniczych. Jednakże ta cała akcja rozgrywała się przed tym czasem (dopiero pod koniec filmu amatorskiego słychać syreny samochodów). Prokuratura przesłuchała wielu świadków, ale do tej pory nie potrafi się ustosunkować do tych strzałów. Więc co to były za polskie głosy i dlaczego nic na ich temat nie wiemy? Słyszeliśmy relację pielęgniarek uczestniczących w akcji, słyszeliśmy sprawozdanie Gregorego Poltavchenko który również pojawił się tam w pierwszych minutach, a co z tymi osobami, które są ukazane na tym filmie, z tymi, którzy mówią po polsku? Od strony formalnej niewiele możemy więcej zrobić, ani więcej pytać, bo oficjalny raport niewiele nam wyjaśnia.

Jednakże ja bym na tym nie poprzestawał. Wielu internautów zniecierpliwionych i rozczarowanych postępem śledztwa postanowiło wziąć sprawy we własne ręce i wyręczyć prokuraturę w tym dochodzeniu. Powstało kilka opracowań. Myślę, że warto się z nimi zapoznać:

opracowanie

http://smolensk-2010.pl/2010-04-22-zamach-w-smolensku-nowe-spojrzenie-stabilizacja-obrazu.html#czytaj

opracowanie dźwięku (najlepiej wszystkie wersje tego filmu przesłuchać ze słuchawkami)

Powstało bardzo wiele wersji fonoskopii. Przyjrzyjmy się jednej z nich:

00:12 uspokój się
00:17 patrz mu w oczy
00:21 uspokój się
00:21 ku..wa
00:21 tam
00:22 zjob
00:23 o boże
00:25 już po
00:27 zostaniesz tu i zginiesz?
00:28 ta pani tu jeszcze żyje
00:28 wielki Jezu
00:29 idziesz
00:30 ubija ciebie
00:31 graj?
00:31 uwijajcie sia
00:32 święty Józefie, jak tak można
00:43 nikagda uchoda
00:47 dawaj tuda paskuda
00:50 nie ubijajtie nas
00:51 boże mój boże
00:53 ku..wa, co jest
00:53 żyje (wg mnie akcent zdecydowanie bardziej wskazuje na “co jest?”)
00:53 strielaj
00:55 kurde
01:12 wsie nazada poniał
01:19 a gdzie uchodzisz kola
01:21 nie ch..ja siebia

Oczywiście większość tych wypowiedzi ze względu na duże zakłócenia, obróbka na nieprofesjonalnym oprogramowaniu, nie jest dokładna, ale ja osobiście jestem głęboko przekonany, że większość z nich jest poprawna.

Czy możliwa jest manipulacja dźwiękiem i obrazem? Teoretycznie tak, ale należy podkreślić, że wręcz nieprawdopodobna. Zabierając się za taką manipulację, należałoby uwzględnić właściwości akustyczne terenu, w tym echo/pogłos, dostosować głośność wypowiedzi do sytuacji, emocji, dramaturgii, do zagłuszającej syreny (w takich sytuacjach mówi się głośniej), uwzględnić charakterystykę przenoszenia mikrofonu w telefonie, zniekształcenia i inne jego właściwości akustyczne. Dodatkowo rosyjski autor tego filmu musiałby zaopatrzyć się w kilka polskich głosów, których treść nie jest sprzeczna z kontekstem sytuacyjnym. Musiałby je przygotować, zrozumieć, wyselekcjonować i wmontować.

Z manipulacją obrazem sprawa wygląda na jeszcze bardziej skomplikowaną. Domontowując obraz należy rozebrać film na poszczególne klatki i wstawiać tam postacie dostosowując ich wysokość do elementów otoczenia, kolorystykę do ogólnej kolorystyki tego filmu (nasycenie, balans bieli), rozmycie tych postaci do ogólnego rozmycia każdej klatki, kąt nachylenia do zmian kątów nagrywającego aparatu telefonicznego. Należałoby te postacie zaszumić zgodnie z szumem obecnym na tych zdjęciach. Często trzeba wziąć również pod uwagę perspektywę, cienie, oświetlenie terenu itp.

O filmie amatorskim zrobiło się głośno 5 dni po katastrofie, więc należy przyjąć, że pojawił się w sieci znacznie wcześniej. Czy możliwe jest tak perfekcyjne sfabrykowanie tego materiału w ciągu kilku dni i to przez człowieka, którego o profesjonalizm nie można podejrzewać? Do tej chwili nie pojawiły się żadne opracowania podważające autentyczność tego materiału, podczas gdy Rosjanie przez trzy miesiące przetrzymując nasze czarne skrzynki nie potrafili rzetelnie zmontować samego dźwięku i stenogramu! I co ciekawe, nad nimi pracowali profesjonaliści!

Na wersji deshaked można zobaczyć kilku ludzi, którzy kręcili się tam. Jednakże dla mnie osobiście najważniejsza jest taka jedna osoba, którą kamerzysta zauważa, podchodzi do niej, centruje komórkę na nią, po czym kiedy zauważa zamieszanie, to odwraca się i zaczyna uciekać. Ta biała postać jak dla mnie jest wyraźnie żywą i ruszającą się ofiarą tragedii. Niestety dla niektórych jest tylko fragmentem samolotu. Jedni widzą i są na 100% pewni, że to ofiara i jest żywa, inni w to nie wierzą. Tu jest problem. Dla mnie i takich jak ja jest nie do pojęcia, jak można tego nie widzieć, inni są przekonani, że to o niczym nie świadczy. Oficjalne źródła na ten temat milczą, my nie jesteśmy wstanie przymusić nikogo do tego, aby to dostrzegł, więc ta kwestia pozostaje do własnego rozeznania. Wiec najlepiej zobaczyć to samemu.

Pozwolę sobie jeszcze opisać zachowanie kamerzysty, które obrazuje atmosferę grozy, jaka tam panowała.

Wypowiada się ona dwa razy i dwa razy mówi to samo przekleństwo “nie ch..ja siebia”. Na samym początku zaciekawiony podbiega do przodu aby sfilmować te pierwsze chwile. W pewnym momencie zauważa białą postać. Zbliża się do niej i centruje na nią kadr. Następnie (43 sekunda) słyszy krzyk (na podstawie powyższej fonoskopii) “nikagda uchoda”. Obraca się (a z nim jego telefon) i w tym momencie zaczyna się wycofywać. Słyszy “co jest” i wtedy zaczyna uciekać (nie wiadomo dokładnie dlaczego wtedy – może coś zobaczył). Pada pierwszy strzał – kamerzysta zaczyna biec (słychać to po jego krokach). Wtedy wypowiada pierwsze przekleństwo. Chowa się za drzewo i stamtąd filmuje dalej. W tle słychać głęboki oddech – może to ze zmęczenia, może ze strachu – nie wiadomo.. Przechodzi ostrożnie pomiędzy drzewami. Słyszy kolejne strzały, wychodzi na drogę z której przyszedł (najwyraźniej, aby się nią ewakuować). Słyszy od dziadka pytanie, gdzie się wybiera. Po raz drugi wypowiada z wrażenia to przekleństwo i wyłącza telefon.

Szczerze powiedziawszy przyglądając się jego zachowaniu odnoszę wrażenie, że nie czuł się zbyt bezpiecznie. W pierwszej chwili podbiegł do samolotu, aby jak najszybciej uchwycić te pierwsze momenty. Drugi raz jak zaczął biec, to po to, aby się schować za drzewa. Gdybym ja w tym momencie czuł się bezpiecznie, to podbiegłbym w jakieś ciekawsze miejsce i nagrywał ciekawsze ujęcia, niż te przez dziurę w drzewie. Widać wyraźnie, jak podszedł do tej białej postaci, umieścił ją w centrum kadru i nagrywał. Dziwne by to było, gdyby to była zwykła część od samolotu. Takim rzeczom nie poświęca się aż tyle uwagi. Dopiero przestał być taki śmiały, jak usłyszał pierwszy krzyk. Wyraźnie wtedy się obrócił i zaczął wycofywać. Usłyszał strzał – wtedy przeklął i zaczął biec, aby skryć się za drzewem, co z kolei tak naprawdę nie było najlepszym miejscem do nagrywania filmu. Myślę, że jego zachowanie wyraźnie potwierdza autentyczność tego nagrania i nastrój grozy, który wówczas panował.

Niektóre media doniosły, że znalazł się autor tego amatorskiego filmu (po ok. 2 mies). No i tu jest problem wiary. Ja zdecydowanie w to nie wierzę, historia uczy, że Rosjanie są doskonali w dezinformacji. Jednakże należałoby zadać kilka pytań w związku z tym rzekomym autorem. Dlaczego on nie dostarczył oryginału tego filmu. Jak widzieliśmy w oficjalnym raporcie polskiej prokuratury, głównym problemem tego nagrania było to, że był on wielokrotnie poddawany kompresji. Dlaczego nikt go o to nie poprosił? Drugie pytanie, to dotyczy weryfikacji autentyczności. Dlaczego nikomu nie przyszło do głowy, aby powtórnie nagrać słowa tego człowieka na jego telefonie “ni h..ja siebia”. W ten sposób można by było ocenić, czy jest on faktycznym autorem tego nagrania. Oczywiście to, czy w ten przekaz uwierzymy, czy nie, zależy tylko od nas, jednakże osoba, która twierdzi, że widziała mniej, niż widać i słyszała mniej, niż słychać na tym filmie, nie uwiarygadnia swojego zeznania.

http://www.onet.tv/autor-filmu-nikt-nikogo-nie-zabijal,7107127,1,klip.html#

Podsumowując kwestię filmu można powiedzieć, że pokazuje on spójną historię, która trzyma się kupy, a która niestety w moim mniemaniu potwierdza fakt dokonania zamachu. Wszystkie elementy współgrają ze sobą, potwierdzają się wzajemnie, a chęć stworzenia mistyfikacji wiązała by się z wręcz nieprawdopodobną sztuką, szczegółowością, drobiazgowością, gigantycznym nakładem pracy, koniecznością wykorzystania bardzo zaawansowanego oprogramowania i wysokiej klasy specjalistów. Sceptycy, którzy nie podzielają takich wniosków muszą koncentrować się na obalaniu z osobna każdego szczegółu tego filmu. Muszą wymyślić, skąd wzięły się te strzały, będą musieli przekonać, dlaczego w tak krótkim czasie było ich cztery i były tak do siebie podobne, muszą się głowić nad pochodzeniem tych polskich głosów, muszą pokazać nam, że treści niektórych zdań (takich jak w tej przykładowej fonoskopii) nie muszą być zgodne z naszą intuicją, nie wspominając o tej białej postaci i innych osób widocznych “pod mikroskopem”, zachowania kamerzysty itp. Za każdym razem muszą doszukiwać się wyjątków i wykazywać, że “przecież tak mogło być”. Ale tak naprawdę siła argumentu leży w spójności faktów, a nie na wykazywaniu wyjątków od reguły na każdym kroku.

6. Sekcja zwłok

Na ten temat można by pisać długo, poczynając od tego, w jaki sposób były potraktowane rodziny ofiar, że były zmuszane do podpisania zgody na spalenie ubrań, które rzekomo stwarzały zagrożenie epidemiologiczne, oraz zabroniono otwierać trumny. Dziwne jest to, że kokpit pilotów, w którym zauważono 5 ciał, zachował się w najlepszym stanie, a piloci wrócili z Rosji jako ostatni. Najwyraźniej były największe problemy z identyfikacją ciał.

Międzynarodowe standardy opisują sposób przeprowadzania sekcji zwłok. Opisane one są w amerykańskich przepisach Medical Aspects of Army Aircraft Accident Investigation (Army Regulation 40-21, Headquarters Department of the Army Washington, DC 23 November 1976, Unclassified).

Zgodnie z art. 3 ust.7 tej instrukcji, w ciągu 96 godzin po zakończeniu ostatniej sekcji zwłok, wszystkie protokoły sekcji, preparaty mikroskopowe, próbki tkanek zakonserwowane w bloczkach parafinowych i innymi sposobami, zbiór fotografii ofiar przed i po przewiezieniu z miejsca wypadku oraz zdjęcia rentgenowskie mają zostać przekazane do dyspozycji wojskowego instytutu medycyny sądowej. Zgodnie z załącznikiem

A, punkt 4, część E do instrukcji nr 40-21, każdy protokół sekcji każdej z osobna ofiary wypadku musi oprócz standardowego opisu medycznego zawierać następującą informację:

1. Szacunkowy czas przeżycia od momentu uderzenia o ziemię.
2. Datę i godzinę śmierci.
3. Ślady ognia na zwłokach powstałe przed i po uderzeniu samolotu o ziemię, oraz obecność na zwłokach błota, ziemi lub śladów paliwa.
4. Szacunkowy czas wystawienia zwłok na działanie ognia.
5. Położenie zwłok lub fragmentów zwłok na miejscu wypadku względem szczątków samolotu.
6. Obrażenia (osobno i szczegółowo opisane mają być obrażenia głowy, twarzy, szyi, krtani, barków, piersi, korpusu, miednicy, ramion, nóg, dłoni i stóp).
7. Przyczyny doznanych poparzeń (pożar, kontakt z paliwem, płynem hydraulicznym, innymi substancjami).
8. Przyczyny obrażeń mechanicznych (uderzenie o części samolotu – szczegółowy opis, lub o inne przedmioty – szczegółowy opis).
9. Kolejność doznanych obrażeń (opisać kolejno obrażenia odniesione przed wypadkiem, obrażenia spowodowane podczas pierwszego zderzenia z ziemią, podczas ew. kolejnych zderzeń z ziemią lub innymi obiektami, podczas ew. dalszego toku wypadku).

Jednakże w protokole przekazanym przez Rosjan mamy jedynie: “przyczyna śmierci: mnogie obrażenia”. Dlaczego nie wykonano takiej sekcji zwłok, tylko spalono ubrania, wsadzono te ciała do trumien, zaplombowano z zaleceniem, aby ich już nigdy nie otwierać? Czy jest to normalne postępowanie w przypadku, gdy nie ma się nic do ukrycia?

Rosjanie po stokroć bardziej lubią odwoływać się do przepisów konwencji chicagowskiej, które mówią, że śledztwo w wypadkach cywilnych jest prowadzone przez państwo, na terenie którego doszło do wypadku, a całkowicie zignorowali te powyższe wytyczne. Niestety całkowicie pominięto wspólną umowę z 1993 roku o wzajemnej współpracy w sprawie ruchu samolotów wojskowych i badania katastrof lotniczych. Tak się składa, że tupolew był samolotem wojskowym i bardziej ta umowa z 1993r miała zastosowanie, niż konwencja chicagowska… Poza tym, to ta konwencja nie zabraniała nam zwrócić się z prośbą o powołaniu międzynarodowej komisji śledczej, czy chociażby o wspólnym prowadzeniu śledztwa. Dlaczego rząd ani razu nie zwrócił się z taką prośbą do strony rosyjskiej, mimo wielu nacisków, oczekiwaniom opinii publicznej, rodzin ofiar i zdrowego rozsądku? Coraz głośniej zaczynało się robić o nierzetelności w śledztwie, coraz więcej podejrzeń o dokonanie zamachu, a Rosjanie do tej pory nic sobie z tego nie zrobili, jakby im w ogóle nie zależało na prawdziwej przyjaźni polsko-rosyjskiej i uświadomieniu opinii międzynarodowej, że oni na prawdę nie mieli z tym nic do czynienia. Tusk mimo iż był wielokrotnie zaskarżany do prokuratury przez rodziny ofiar, nie zrobił nic, aby jednak to zmienić i w końcu wystąpić z taką prośbą do strony rosyjskiej.

Kontrolerzy lotu

Na uwagę również zasługuje motyw związany z kontrolerami lotu, którzy wówczas kierowali ruchem samolotów. Do dziś nie udało się przesłuchać ich przez polską prokuraturę. Jeden zaraz po tym zdarzeniu odszedł na emeryturę, drugi zniknął po tym, jak zjawił się po niego mundurowy, a trzeci okazał się agentem FSB.

http://gazetapolska.pl/artykuly/kategoria/57/3133
Na ten temat można by pisać jeszcze długo, przedstawiać całą listę dezinformacji, całą listę pytań, które zostały postawione władzom i prokuraturze, a które nie doczekały się odpowiedzi ( http://smolensk-2010.pl/2010-05-14-54-pytania-nadal-aktualne-aktualizacja-13-05-2010.html ), cytować “ekspertów” z Gazety Wyborczej, których nazwiska figurują w raporcie o weryfikacji WSI, zaniedbania polskich służb specjalnych, brak dyskrecji odnośnie listy pasażerów, naciskach na prezydenta, aby jednak nie jechał pociągiem, tylko leciał samolotem itp. Zbiór wszystkich najważniejszych artykułów jakie pojawiają się w prasie i internecie dostępny jest na stronie www.smolensk-2010.pl

Na zakończenie należy zwrócić uwagę, że co prawda w każdej katastrofie zdarzają się jakieś wątki, które bulwersują, dziwią, zaskakują, stawiają znaki zapytania. W każdym takim wypadku są jakieś błędy, zaniedbania, w każdej katastrofie jest coś dziwnego, coś co nie daje spokoju. Niestety w przypadku katastrofy smoleńskiej mamy zupełnie inną sytuację, odwróconą o całe 180 stopni, ponieważ za każdym razem zadaję sobie pytanie, czy jest tutaj coś normalnego, coś typowego, coś, o czym można powiedzieć, że jest oczywiste i nie budzi wątpliwości. Jak do tej pory nie przyszło mi nic do głowy. Im więcej pojawia się nowych wątków, tym więcej rodzi się pytań bez odpowiedzi, a próba wyjaśniania niektórych zagadek przez Gazetę Wyborczą kończy się za każdym razem ich totalną kompromitacją wynikającą z zupełnego braku kompetencji. Dlatego nie potrafię nadziwić się ludziom, którzy kwestię zamachu rozpatrują w kategoriach typowej spiskowej teorii dziejów. Mi się wydaje, że jest dokładnie odwrotnie, bo to nie nasza teoria jest spiskowa, tylko ta niespiskowa jest naiwna.

http://grzesiek-z.salon24.pl/204155,smolensk-to-mogl-byc-zamach-argumenty-w-pigulce  (2010-07-05)

nadesłane przez: Mik

Oceń artykuł:
(3.83)
głosów: 29
tagi: , , , , , , , , , , ,

Komentarze: »

Jeśli uważasz że któryś komentarz nie powinien się tutaj znaleźć zgłoś to na adres:

admin@smolensk-2010.pl
  • Art136 :

    Czołem!
    To mój pierwszy i może jedyny wpis na forum..
    Weźcie go sobie głęboko do serca, ponieważ poniższe kilka słów, jest głosem i dziedzictwem kilku już pokoleń walczących w imię trzech najważniejszych wartości..
    Mam nadzieję, że SPRAWA naszej przyszłości pozostanie w tych samych rękach, jeśli idzie o WIARĘ i siłę..
    Jeszcze nie wszystko stracone.
    Zawsze i wszędzie tam, gdzie POLSKA RACJA STANU, była tożsama z jej dążeniami i POLITYKĄ ZAGRANICZNĄ; zawsze ,kiedy rosła w siłę biorąc pod swoje ramiona MAŁE KRAJE EUROPY by być ich reprezentantem i głosem, zawsze wtedy musiała dźwigać największy CIĘŻAR I MASĘ SWOICH WROGÓW noszących często POLSKIE nazwiska.
    To początek WOJNY MOI KOCHANI.. nierównej i okupionej naszą krwią, która dawno już przesiąkła ZIEMIĘ.
    Znów KTOŚ nam wybaczy, kiedy będzie trzeba bronić NASZEJ SPRAWY.
    SPRAWY w imię BOGA HONORU I OJCZYZNY.
    ..Idziecie w dobrym kierunku i dobrym tropem, choć dla mnie w tej chwili gra toczy się dalej i konsekwencje smoleńskiej tragedii są o wiele poważniejsze niż obraz kreowany przez medialne wyciszenie.
    Teraz wielką sztuką będzie wyciągnąć ASY z tzw. rękawa podczas, gdy gra się jeszcze toczy. Problem jednak w tym, że ASY te,są w tej chwili nie w naszych rękawach.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Czołem!

    Komentarz lubiany przez innych czytelników: Oceń go. Thumb up 7 Thumb down 1

  • joanna :

    Bardzo dziwne rzeczy przeżywam ostatnio w moim życiu.Od 10 kwietnia tak naprawdę zaczęłam się interesować polityką i tym co naprawdę dzieje się w moim kraju. Wydaje mi się, że każdy myślący człowiek już dawno nie wierzy w wypadek ale niestety myliłam się Polska jest podzielona.Od dnia tej tragedii nie mogę spokojnie spać i każdego dnia myślę o tych ludziach, którzy tam zginęli, myślę także o ich rodzinach i chciałabym coś zrobić aby przyczynić się do udowodnienia prawdy.Moja rodzina jest też podzielona.Od czasu wygłaszania moich poglądów na temat katastrofy osoby mi bliskie bardzo są oburzone moją postawą i nie potrafią zrozumieć dlaczego się tak miotam,są pełne agresji bo przecież teza o wypadku jest dla nich bardzo wygodna bo chcą dalej żyć własnym życiem i nie chcą w życiu uczynić nic innego jak tylko dla czubka własnego nosa.Ja jestem nastawiona na straty,już od dawna jest dla mnie najważniejsza prawda i dla niej jestem gotowa utracić nawet najbliższych i stacić nieraz moją twarz.Miejmy oczy otwarte.Zaniepokojona jestem tymi tajemniczymi zgonami ludzi dla mnie bardzo odważnych.Musimy cos z tym zrobić.

    Komentarz lubiany przez innych czytelników: Oceń go. Thumb up 8 Thumb down 2

  • Magdalenka :

    Art136 : zgadzam się w 100 % z Twoją wypowiedzią..tez myslę ze katastrofa smoleńska to dopiero początek…

    Joanno,mam podobnie…

    Thumb up 2 Thumb down 1

  • Inka :

    Joanno nie tylko Ty nie potrafisz pogodzić się z tą tragedią i z tym co się dzieje. Nie ma dnia abym o tym nie myślała, dlatego chyba dobrze by było trzymać się razem. Pozdrawiam :)

    Thumb up 2 Thumb down 1

  • Andrzejek2010 :

    Wersja fonoskopii nadesłana przez Mik jest jedną z wielu wersji.
    Żadna wersja jak do tej pory nie ukazuje pewnych słów i dialogów.
    Niedawno umieściłem w You Tube moją wersję w której napisy dialogów zostały zsynchronizowane ze ścieżką dźwiękową filmu.
    Na uwagę zasługuje szczególnie dialog wypowiadany przez mężczyznę:

    “niech pani spróbuje wyjść” Ów dialog jest słyszalny bardzo wyraźnie.

    Zapraszam do porównania tej wersji analizy i zwrócenia uwagi na elementy różnic pomiędzy tą a innymi wersjami.

    http://www.youtube.com/watch?v=JyJzDylonOg

    Andrzejek2010

    Thumb up 1 Thumb down 0

  • Magdalenka :

    moim zdaniem nie ma dowodów ze zamachu nie było…
    lubić,nie lubic nie jest argumentem,ale przesłanką już tak…szczególnie ze tutaj chodzi o władzę i kasę….
    -zakłócenie sysytemu GPS jest mozliwe,czyli niewykluczone.
    Filmik…moim zdaniem jest na nim wiele istotnego akurat…chocby zawiesia,po co tam były???no bo jeżeli w akcie pomocy to jakoś rosjanie zapomnieli o tym wspomnieć….
    Producent TAWS…mozna go posądzić o stronniczość????załóżmy ze tak…ale fakt ze wykluczono przyziemnianie samolotów,w tych których ten system zamontowano jest bardzo istotny…
    Wygląd samolotu….to jednak jest argument ,gdyż w podobnych katastrofach jednak te samoloty tak nie wygladały…więc??….

    Lot przygotowywała kancelaria premiera,jak wiadomo..więc chyba oni powinni się z tego wytłumaczyć.
    Co do szkolenia pilotów….czy byli czy nie(szkoleni akurat na wypadek mgły) ,nie wiem ..nie będe zgrywac znawcy,ale myślę ze laików by nikt za sterami takiego samolotu nie posadził…z resztą juz tamn wcześniej lądowali,znali teren i lotnisko.
    Pilot nie poddał się zadnej presji wg.mnie a powoływanie się w kólko na Gruzję jest już nudne…tym bardziej ze sledztwo umorzono czyli pilot postąpił słusznie..nawet jesli taka sytuacja miała miejsce.

    Thumb up 0 Thumb down 0

  • Konchi :

    Zgodzę się że katastrofa jest ciągle dużą zagadką, a wyjaśnianie śmierci głowy dużego państwa w “zwykłym” trybie jak każdą inną katastrofę budzi zdziwienie.
    Jednak co do argumentów z powyższego tekstu, to część wydaje mi się nieco naciągana. Może po kolei:
    Motyw: Oczywiście bezdyskusyjny, Putin by Kaczyńskiego odstrzelił osobiście gdyby mógł. No ale nie jest żaden dowód winy, jak zauważa autor.
    Czarne skrzynki: Nie znam parametrów skrzynek, wypowiedzi pilotów jaka etc. więc się nie wypowiadam. Natomiast pisanie że po komendzie odchodzimy pilot zaczął siadać bo wysokość spadała, i sugerowanie zblokowania przez kogoś sterów jest szukaniem sensacji. Wysokość spadała, bo samolot leciał niemal poziomo WZGLĘDEM POZIOMU MORZA (powoli tracąc wysokość) natomiast ziemia szła “pod górkę”. Nic dziwnego że wysokość spadała w dramatycznym tempie.
    Uszkodzenia: Mnie to akurat najmniej dziwi, przy założeniu że prawdziwa jest informacja że tupolew przed uderzeniem w ziemię obrócił się “na plecy”. Tu 154 może i jest czołgiem, ale tylko jeśli uderza w ziemię podwoziem – wtedy, ślizgając się, taki lasek ścina niczym kombajn. Ale nie trzeba być ekspertem żeby wiedzieć że każdy samolot od góry ma tylko cieniutką blachę – tak cienką jak tylko pozwalają względy wytrzymałości, zeby zaoszczędzić na masie. Samolot sam się “sprasował”, bo w dole konstrukcji sa z kolei wszystkie najcięższe elementy – silniki, osprzęt bagaże etc. Krótko mówiąc, dostał w najsłabszy punkt.
    Autopilot i TAWS: Autopilot leci tak jak mu każą, nie jestem pilotem ale z tego co wiem nie utrzymuje stałej wysokości nad gruntem tylko leci po zadanej ścieżce. Jeśli na ścieżce będzie góra to w nią przywali. Natomiast TAWS działał – “TERRAIN AHEAD” to chyba TAWS? Czemu go zignorowano – też się zastanawiam, czytałem wypowiedź jakiegoś pilota że ten TAWS przy lądowaniu często się włącza i piloci sa do niego trochę przywyczajeni – dla mnie dziwne. Ja na takie dictum bym się przestraszył i leciał w góre:) Gdyby cos nie tak było ze sterami, niewątpliwie pilot krzyczałby o tym do drugiego. To jedna z bardziej zastanawiających rzeczy: dobry pilot wiozący głowę państwa tak zaryzykował?
    Poza tym autor pomija sprawę która moim zdaniem jest ważna: że na pokładzie był drugi wysokościomierz, ciśnieniowy, którego komputer nie mógł oszukać. nawigator (chyba) powinien go obserwować i dac znać pilotowi że jego wskazania nie zgadzają się ze wskazaniami GPS. Jak to pogodzić z tym całym meaconingiem?
    Filmik: Przerażający. Nie wiem czy prawdziwy – w sensie odszyfrowanych słów których na filmie nie da się rozpoznać, na tych wersjach które ja widziałem ciał nie było,ludzi z pistoletami także. I jak to często bywa z ważnymi i sensacyjnymi nagraniami, jest niewyraźny co nie pogłębia zaufania.
    Nie chce mi się komentowac reszty, żeby wprowadzić troche równowagi do komentarzy powiem jeszcze tylko tyle: jeśli to był zamach, to zamachowcy naprawdę liczyli na ogromne szczęście. Pilot w ogóle mógł nie robić podejścia, mgła mogła nieco sie rozwiać i widziałby że jest za nisko. KOMPLETNA AMATORSZCZYZNA. A Prezydenta innego kraju załatwia się nie licząc na żadne przypadki – wszystko musi być w szczegółach zaplanowane.
    Dobrze że są takie stronki jak ta – ważne zeby dojść prawdy a na razie jej nie znamy. Ale po drodze nie dajmy się zwariowac i nie straszmy innych apokalipsą. Nie póki nie ma żadnych niezbitych dowodów.

    Masz swoje zdanie? Thumb up 4 Thumb down 4

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters