Poznałem brata po bliźnie

Publikacja w serwisie: 15 July 2010
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , ,

“Później zadzwonił o 8.20. Myślałem, że już wylądował i dzwoni ze Smoleńska. Bardzo rzadko dzwonił z telefonu satelitarnego z samolotu. Powiedział mi, że z Mamą wszystko w porządku i poradził, bym się przespał. Pamiętam doskonale, że użył określenia: ‘bo się rozpadniesz’. (…) Tak wyglądała ta bardzo krótka rozmowa” – w ten sposób Jarosław Kaczyński mówi o swojej ostatniej rozmowie ze śp. prezydentem Lechem Kaczyńskim. Jarosław Kaczyński zadeklarował, że najważniejsze dla niego “osobiście i politycznie” jest uczynienie wszystkiego, aby wyjaśnić przyczyny katastrofy rządowego samolotu.

O okolicznościach przygotowywania wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu, pościgu, jaki drogami Białorusi i Rosji urządził za nim premier Donald Tusk, oraz o kondolencjach od premiera Rosji Władimira Putina Jarosław Kaczyński mówi w wywiadzie dla “Gazety Polskiej”.
Kaczyński podkreślił, że wyjazd środowisk katyńskich na uroczystości do Katynia nie był, jak to się próbuje teraz przedstawiać, wymysłem i zachcianką prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wyjazd na uroczystości organizowano co roku, i to wcale nie 7 kwietnia, gdy premier Donald Tusk poleciał, aby na cmentarzu katyńskim spotkać się z premierem Rosji Władimirem Putinem, lecz właśnie 10 kwietnia. Organizatorem corocznego wyjazdu był rząd. Kaczyński stwierdził, że nie zdziwił go atak rządu Tuska na prezydenta, podważanie jego prawa do udziału w uroczystościach i stwierdzenie, że do Katynia “nikt prezydenta nie zaprasza”. Refleksję prezesa Prawa i Sprawiedliwości budziło jednak co innego: “Niepokoiło, że tym razem wprost grają [ekipa Tuska - przyp. red.] z Rosjanami”.
Jarosław Kaczyński zaznaczył, że jednak jego brat ani przez chwilę nie wahał się, czy do Katynia jechać. Przyznał, że sam też miał być na pokładzie rządowego tupolewa. “Nie poleciałem z powodu stanu zdrowia Mamy. Było dla nas oczywiste, że przynajmniej jeden z nas musi przy niej być. Wcześniej nawet nocami razem czuwaliśmy w szpitalu. Z natury rzeczy to ja, a nie mój brat, musiałem zrezygnować z lotu do Smoleńska” – wyjaśniał Kaczyński.

Telefon od Sikorskiego

Ostatni raz widział brata w przeddzień tragicznego lotu, późnym wieczorem w piątek “w szpitalu u Mamy”. Do ostatniej rozmowy doszło natomiast wtedy, kiedy samolot z prezydentem był jeszcze w powietrzu. Lech Kaczyński zadzwonił do brata przez telefon satelitarny o godzinie 8.20. Krótką rozmowę wówczas zerwało.
O katastrofie dowiedział się od ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. “Powiedziałem mu: ‘To jest wynik waszej zbrodniczej polityki – nie kupiliście nowych samolotów’. Na tym rozmowa się skończyła” – relacjonował Kaczyński.
Kwadrans później Sikorski miał zadzwonić ponownie. Już wtedy szef MSZ “wiedział”, co było przyczyną katastrofy. Sikorski, który w czasach swojego ministrowania w MON bardzo lubił pozować do zdjęć z pilotami, od razu wskazał na winę pilota. “Kategorycznie stwierdził, że katastrofa była wynikiem błędu pilota. Pamiętam jego słowa: ‘to był błąd pilota’”. (…) Oznajmił mi to zdecydowanie i jednoznacznie. Teraz myślę, że zarówno Sikorski, jak i sam Tusk bali się, że publicznie powtórzę to, co powiedziałem Sikorskiemu podczas pierwszej rozmowy telefonicznej” – mówił Kaczyński.

To, co wyrabiał Tusk, nie mieści się w głowie

Do Smoleńska, by zidentyfikować ciało brata, Jarosław Kaczyński udał się z przyjaciółmi, choć był namawiany, aby polecieć z premierem Tuskiem. “Miałem wrażenie, że Donald Tusk zdecydował się polecieć do Smoleńska wtedy, gdy dowiedział się, że ja tam lecę. Być może się mylę, ale tak to zapamiętałem” – mówił. Wylądowali w Witebsku na Białorusi, jeszcze zanim dotarł tam samolot z premierem. Stamtąd już lądem wyruszyli do Smoleńska. Kaczyński stwierdził, że w pewnym momencie zorientował się, iż jazda jest spowalniana. “Dziś wiem, że nasze postoje i powolne tempo jazdy były wymuszone przez ścigającą nas delegację z premierem Tuskiem, który koniecznie chciał dotrzeć do Smoleńska przed nami. W pewnym momencie limuzyna z Donaldem Tuskiem minęła nas i dopiero wtedy pozwolono nam normalnie jechać. To była zresztą jakaś kompletna paranoja. Bo jeśli premier polskiego rządu ścigał się ze mną, kto pierwszy dojedzie do miejsca katastrofy, to widocznie szczególnie zależało mu, by się tam pokazać. Państwo wybaczą, ale nie jestem w stanie nawet zrozumieć takiej mentalności. Ja jechałem do ciał moich najbliższych – do Leszka, Marylki, Przyjaciół. To, co wyrabiał wówczas pan Tusk, po prostu nie mieści mi się w głowie” – mówi Jarosław Kaczyński.
Dopiero po dotarciu na miejsce katastrofy po raz pierwszy zaproponowano mu, aby zgodził się przyjąć kondolencje od premiera Tuska. “Odmówiłem” – tłumaczy. Nie chciał także wtedy przyjąć kondolencji od premiera Putina. “Dla mnie rola premiera Tuska i premiera Putina była w tym wypadku niejasna. W mojej ocenie, obaj nie potraktowali wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego z należytym szacunkiem i starannością” – powiedział Kaczyński.

Nie wiedziałem, że ręka jest oderwana

Mimo namów, by ciała brata nie oglądał, zdecydował się przeprowadzić identyfikację. Choć ciało było w bardzo złym stanie, to nie miał kłopotów z jego rozpoznaniem. “Pytali, po czym rozpoznaję. Odpowiedziałem, że choćby po bliźnie, którą Leszek miał na ramieniu. To była duża blizna po operacji po wypadku samochodowym. Sprawdzili to i chyba uwierzyli. Nie wiedziałem wtedy, że ręka jest oderwana” – relacjonuje Kaczyński.
Zapamiętał, iż wówczas pozostawały tam jeszcze dwa ciała – prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego i wicemarszałka Krzysztofa Putry.
Mimo nalegań Rosjanie nie zgodzili się, by wtedy Jarosław Kaczyński zabrał ciało prezydenta do Polski. W rozmowie z Pawłem Kowalem premier Putin miał stwierdzić, że “musi zorganizować pożegnanie” ciała prezydenta Polski.
Od Rosjan Kaczyński usłyszał o rzekomych “przyczynach” katastrofy. “Usłyszeliśmy, że samolot cztery razy podchodził do lądowania. Miało to wyglądać tak: podejmował próbę lądowania, nie udawała się, a załoga znowu zawracała i znowu starała się wylądować” – relacjonuje Kaczyński.
“Państwo polskie nie może przejść do porządku nad tą niespotykaną wprost tragedią” – stwierdził Jarosław Kaczyński. Zadeklarował, że uczyni wszystko, aby wyjaśnić przyczyny katastrofy samolotu rządowego i będzie zabiegał o wyciągnięcie konsekwencji “nie tylko prawnych wobec tych, którzy mogli przyczynić się do tego zdarzenia, ale także politycznych i moralnych”. Według Kaczyńskiego, ustalenie osób odpowiedzialnych politycznie za katastrofę smoleńską nie wymaga śledztwa, “ale to trzeba powiedzieć w odpowiednim momencie tak, by usłyszała o tym cała Polska i cały świat”.

Ciało prezydenta “w ruskiej trumnie na deszczu”

Trumna z ciałem prezydenta mokła na deszczu, w czasie gdy Tusk z Putinem wymieniali uściski w namiocie – taką relację na temat tego, co działo się w Smoleńsku w pierwszych godzinach po katastrofie, przedstawił wczoraj w TVN24 poseł Joachim Brudziński, który towarzyszył tego dnia Jarosławowi Kaczyńskiemu.
Parlamentarzysta zacytował rozmowę, którą prowadzili niewymienieni przez niego z nazwiska współpracownicy Donalda Tuska po przybyciu na miejsce. “Którym wejściem będzie wchodził Kaczor? (…) Tym? To my spie…”.
- Premier ścigał się z nami w drodze na miejsce tragedii, a potem, pod namiotem, osłonięty przed deszczem ściskał się z Putinem, a ciało prezydenta zostawił w ruskiej trumnie na deszczu – powiedział Brudziński. W jego przekonaniu, postawa Donalda Tuska skompromitowała go jako człowieka. – Żeby nie zażądać od Putina, żeby rozpostarł namiot nad ciałem Lecha Kaczyńskiego, żeby nie było kompanii reprezentacyjnej Wojska Polskiego – taki premier nie zasługuje na mój szacunek – skwitował wzburzony poseł.
Artur Kowalski

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100714&typ=po&id=po71.txt

Oceń artykuł:
(5.00)
głosów: 1
tagi: , , ,

Komentarze: »

Jeśli uważasz że któryś komentarz nie powinien się tutaj znaleźć zgłoś to na adres:

admin@smolensk-2010.pl
  • shidiskas :

    Boze, jakie to tragiczne. Nie respektowali SO Lecha Kaczynskiego jak zyl, ale zeby sie tak nad cialem pastwic… Mam nadzieje, ze nie ale kto wie, moze ktos sobie wzial kawalek ciala na pamiatke… Wiem, ze Ruscy przywozli sobie z Czeczenii ludzkie czaszki i robili z nich popielniczki a takze inne czesci ciala takie jak uszy… Zostawic cialo Prezydenta na pastwe takich ludzi to jest zbrodnia moralna!

    Thumb up 0 Thumb down 0

  • Agnieszka :

    Shidiskas, a o co ci wlasciwie chodzi? Szydziskas..?

    Thumb up 0 Thumb down 0

  • shidiskas :

    Odpowiadam Agnieszce: Shidiskas (nie Szydiskas) to nazwisko litwinskie.

    Moze bylam troche brutalna w moim poscie, ale chcialam powiedziec, ze dla ruskich OMONowcow i innych morderczych rosyjskich oddzialow to normalka przywozic sobie jako trofeum czesci ludziego ciala (np odnosnie Czeczenii polecam poczytac raporty Human Right Watch, Amnesty International, Doctors Without Borders, ksiazki Anny Politkowskiej). A jak Czeczency zostaja zabici w wiezieniach to rodziny musza wykupic sobie cialo zmarlego. Mam znajomych, ktorzy poddani zostali torturom przez rosyjskie sluzby specjalne. Jeden z nich “tanczyl” jak go pradem traktowali. Wiec te rosyjskie sluzby, ktore byly na miejscu katastrofy w Smolensku mogly posunac sie dalej niz “tylko” kradziez kart kredytowych, zegarkow i telefonu prezydenckiego.

    Thumb up 0 Thumb down 0

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters