Rozmowa sponsorowana

Publikacja w serwisie: 27 July 2010
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , ,

25 marzec 2008, Stary Wiarus zadowolony emigrant w Sydney

Samolot polskiego prezydenta stoi, bo rosyjski system łączności satelitarnej zakłóca mu elektronikę nawigacyjną? Śmiechu kupa. Urządzenia łączności satelitarnej ma od wielu lat na pokładzie, jako seryjne wyposażenie, każdy współczesny duży samolot pasażerski. Jakoś nikomu poza Polakami te urządzenia nie zakłócają wyposażenia nawigacyjnego.

Jest również głęboko fascynujące, że nikt w Polsce nie widzi sprzeczności między tym, że państwo NATO bez oporów daje prezydencki samolot do serwisu rosyjskiej firmie, a tym, że to samo państwo jednocześnie oczekuje poważnego traktowania przez sojuszników i dopuszczenia do tajemnic sojuszu.

Wszystko jedno, do cholery, czy ten samolot serwisuje rosyjska firma prywatna czy półpaństwowa. W jednym i drugim wypadku taka firma, jako własność lub przedmiot zarządzania przez lojalnych i patriotycznych obywateli Federacji Rosyjskiej, bez dyskusji założy do samolotu, co im tylko Служба специальной связи и информации przyniesie. Potem będą po prostu siedzieć cicho. Na ewentualne pytanie wprost; ‘szto eto takoje?‘, odpowiedzą z dumą: – ‘najnowocześniejsza  łączność satelitarna.’ To będzie zresztą całkowicie zgodne z prawdą, bo i nowoczesna, i satelitarna.

Natomiast siedzieć cicho bedą, powiedzmy, na temat z kim jeszcze ta łączność łączy oprócz tych, z którymi prezydent lub premier chcą rozmawiać. Albo, że sygnał idzie wyłącznie lub po części przez satelity serii “Mołnia”.  Albo, że trzech klawiszy na podmoskiewskiej klawiaturze wystarczy, żeby każde zero i jedynka wysyłane z pokładu polskiego Air Force One zapisywały się na podmoskiewskim twardym dysku, żeby je potem można było w spokoju i bez pośpiechu rozkodować.  Albo czterech klawiszy, żeby te zera i jedynki szły z samolotu na podmoskiewski dysk od razu otwartym tekstem, choćby szyfrantowi na pokładzie Tu-154M wydawało się inaczej.

Terminal spec-łączności satelitarnej dla VIPów różni się od komercjalnego, przez jaki załoga B747-400 na podejściu do Bangkoku rozmawia z siedzibą firmy w Londynie albo Nowym Jorku, w zasadzie tylko dodatkowym blokiem kodera-dekodera i lepszą obudową, zabezpieczoną przed ulotami. Ani jedno, ani drugie nie ma nic wspólnego z interakcją z inną elektroniką pokładową. A zatem, jeśli świeżo założona w Rosji samaja krasiwaja aparatura zakłóca nawigację, to być może robactwo jest w software, i nie da się go wymontować śrubokrętem, żeby obejrzeć?

Może sygnał idzie w antenę nie tylko wtedy, kiedy powinien? Albo z inną charakterystyką sygnału, niż powinien? Może aparatura może się łączyć bez wiedzy operatora z nieprzewidzianymi w instrukcji obsługi satelitami, przypadkowo rosyjskimi? Albo jest zintegrowana, na przykład, z siecią pluskiew na pokładzie, o których właściciele samolotu nie wiedzą, i służy do ich zdalnego włączania i wyłączania oraz downloads zawartości pamięci systemu podsłuchowego?  Bo, wicie, rozumicie, integrację robiono w pośpiechu, w poniedziałek rano, no i technik Sierioża, skacowany po weekendzie, przez pomyłkę poprowadził jakiś kabel nie tam, którędy powinien iść, albo wziął zwykły kabel zamiast ekranowanego…

A może by tak mały praktyczny eksperyment? Wynająć na rok na potrzeby prezydenta i premiera Boeinga 737 BBJ, czyli Boeing Business Jet, od prywatnej szwajcarskiej firmy czarterowej obsługującej wyłącznie VIPów (jest takich skolko ugodno). Dry lease, czyli sam samolot, bez załogi i obsługi naziemnej. Niech kosztuje ile chce. Pod warunkiem, że podczas negocjacji nie będzie się mówiło, kto będzie nim latał, samolot wybierze się losowo z kilku posiadanych przez firmę, i natychmiast zabierze do Warszawy, żeby nie bylo czasu go dopluskwić.  Potem tylko usiąść i patrzeć pilnie, co się będzie działo, jak na paru miroljubiwych czyli kochających pokój ekranach pod Moskwą pokaże się napis ‘NO SIGNAL’.

A na razie, na krótszą metę, sposób na obniżenie wysokich kosztów eksploatacyjnych prezydenckiego samolotu, na które słusznie psioczą podatnicy. Na kadłubie wymalować emblemat według poniższego wzoru. W mediach nic nie mowić. Rachunki za reklamę wysyłać sponsorowi pocztą co miesiąc, adresując zwięźle: Спецсвязь России, г. Москва. Dojdą niezawodnie.

http://wtemaciemaci.salon24.pl/17039,rozmowa-sponsorowana

25 marzec 2008

nadesłane przez: anna

Oceń artykuł:
(5.00)
głosów: 1
tagi: , , ,

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters