Prokuratura uznała, że wystarczy to, co robią Rosjanie

Publikacja w serwisie: 01 August 2010
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , , , , , , ,

Zobacz także:

» "List z Polski" » Prokuratura nie wie, co zleciła Rosjanom » Nie lubię jak mnie media i udający ekspertów chłopcy z WSI robią w balona. » Prokuratura powinna wnioskować o przesłuchanie Putina » Prokuratura wyklucza, by Tu-154M w chwili katastrofy w Smoleńsku pilotował gen. Andrzej Błasik » Rosjanie mogą podważyć każdy dokument » Rosjanie zmuszają rodziny Ofiar do składania zeznań? » Rosjanie czekali na takie słowa Klicha – “Polska bierze na siebie większą część winy za śmierć Kaczyńskiego” » Prokuratura Polska czy Kolonialna? » Rosjanie wpisali ofiarom: “Podróż prywatna” » Rosjanie nie życzyli sobie otwierania trumien » Polska prokuratura bezradna wobec dyktatu Rosjan » ROSJANIE ODESŁALI UBRANIE ŻAŁOBNE ŚP. PRZEMYSŁAWA GOSIEWSKIEGO » Rosjanie nie przekazali stronie polskiej oryginału filmu » Polska prokuratura pyta Rosjan, kto pracował przy oświetleniu lotniska » Cimoszewicz: prokuratura zachowuje się jakby chodziło o włamanie do garażu na Grochowie » Prokuratura wojskowa dysponuje już analizą kart podejścia lotniska Smoleńsk Siewiernyj » Film, nakręcony przed startem prezydenckiego samolotu i na jego pokładzie. » Prokuratura nie ufa adwokatom ?! » Prokuratura zbyt bierna » Prokuratura przesłuchuje rodziny » Prokuratura dopasuje się do wersji MAK? » Prokuratura przesłucha Kaczyńskiego » ROSJANIE NAPLULI NAM W TWARZ » Rosjanie wybielili kontrolerów » Co Rosjanie znaleźliby w Lockerbie? » Rosjanie nie chcieli świadków » Prokuratura wojskowa ukrywa dowody » Prokuratura nie sprawdziła, czy doszło do wybuchu? » Prokuratura powoła zespół biegłych » Prokuratura: Nie rezygnujemy z przesłuchań kontrolerów » Prokuratura ustala plan z Kremlem » Prokuratura: brak dowodów na naciski » Prokuratura zamiata sprawę pod dywan » Prokuratura zajęła się Janickim. Wreszcie! » Prokuratura: 4 wersje przyczyn katastrofy » Prokuratura wojskowa: Nie wykluczyliśmy zamachu » Prokuratura: Tu-154M był prawidłowo wyważony » PROKURATURA ZAKNEBLUJE DZIENNIKARZY WS. SMOLEŃSKA? » Rosjanie z zarzutami za katastrofę smoleńską? » Rosjanie zacierają ślady po eksplozji? » Minister obrony: Rosjanie nie wywiązują się » ROSJANIE PRZEKAZALI NAM “WSZYSTKIE” MATERIAŁY » Rosjanie łamią wszelkie zasady » ROSJANIE ZWOLNILI POLSKICH DZIENNIKARZY » Rosjanie włączali laptopy ofiar » ROSJANIE NIE ODDADZĄ WRAKU TUPOLEWA? » Jak Rosjanie pozbawili mjr. Protasiuka licencji » Rosjanie zabezpieczyli dokumenty… pleśnią » Rosjanie chcą przetopić tupolewa! » Rosjanie nie powinni dać zgody na lądowanie » Ewidentne zacieranie śladów » emerytowany oficer CIA: TO NIE BYŁ WYPADEK

W instytucjach związanych z wojskiem jest tak, że może się walić i palić, ale wszyscy o godz. 15.30 kończą pracę.
I podczas spotkania z rodzinami dokładnie o godz. 15.30 prokurator Krzysztof Parulski zaproponował, by resztę pytań złożyć na piśmie i na tym zakończyć, bo wszyscy są już zmęczeni

Z mecenasem Bartoszem Kownackim, pełnomocnikiem rodziny Bożeny Mamontowicz-Łojek, Grażyny Gęsickiej, Sławomira Skrzypka i Tomasza Merty, rozmawia Marta Ziarnik

Czy spotkanie rodzin i ich pełnomocników z zespołem prokuratorów poszerzyło ich wiedzę na temat stanu smoleńskiego śledztwa?
- Na pewno takie spotkanie w jakimś zakresie rozładowuje atmosferę. Można wyartykułować pewne pytania i żądać wyjaśnień. Jednak po każdym takim spotkaniu pojawiają się kolejne pytania i wątpliwości, które urastają do rangi poważnych problemów. Mam więc nadzieję, że takich spotkań będzie więcej, co zresztą deklarowała prokuratura. Co ważne, mam nadzieję, że nie powtórzy się już sytuacja, w której prokuratura tuż po rozmowach organizuje konferencję prasową i przekazuje mediom te same informacje. W takim przypadku organizowanie spotkań przy drzwiach zamkniętych nie ma sensu.

Jak przebiegało środowe spotkanie rodzin ofiar z prokuratorami?
- Jedynym pozytywnym elementem tego spotkania jest to, że w ogóle się ono odbyło. To w pewnym sensie wyjście prokuratury poza kanony, a to zdarza się rzadko. Z tego się cieszę, ponieważ pozwala to wyjaśnić niektóre sprawy, rozwiać pewne wątpliwości. Niestety to, co prokuratura przekazała nam za zamkniętymi drzwiami, później zostało ujawnione na konferencji prasowej. Byłem przekonany, że rodziny ofiar i ich pełnomocnicy otrzymują informacje mogące mieć znaczenie dla toczącego się postępowania, i dlatego nie mogą w spotkaniu uczestniczyć osoby postronne, w tym media. Za przykład niech posłuży tutaj choćby ujawniony nam dość szczegółowo plan śledztwa, czy też informacja o filmie nagranym na pokładzie samolotu. Jak się teraz okazuje, tak naprawdę nie było konieczności uczestniczenia w spotkaniu, bo większość informacji uzyskanych od prokuratury można było usłyszeć na konferencji prasowej. W mojej ocenie, takie zachowanie prokuratury jest co najmniej niepoważne.
Ponadto nie na wszystkie pytania udzielono odpowiedzi. Także na te, które ja zadałem. Mało tego, odniosłem wrażenie, że odpowiedzialność za pewne kwestie próbowano zrzucić na pełnomocników rodzin ofiar. Usiłowano dowodzić, że to my jesteśmy czemuś winni.

Czego dotyczyły te zarzuty?
- Tego, że nie wszystko jest wyjaśnione i że mówimy nieprawdę. Bardzo często zarzucano nam, że pewne nasze pytania nie powinny być kierowane do prokuratury, gdyż są to “pytania polityczne”. Owszem, czasami może i były w pewien sposób polityczne, ale przynajmniej na część z nich prokuratorzy powinni udzielić nam odpowiedzi, a tego nie zrobili.

Jakiego typu pytania prokuratorzy uznali za “polityczne”?
- Chociażby kwestię współpracy polsko-rosyjskiej. Prokuratorzy przyznali, że nie jest ona najlepsza. Wskazali natomiast, że oni opierają się na obowiązujących przepisach i nic więcej w tym względzie nie są w stanie zrobić. Gdy chodzi o dalszą część pytania dotyczącą tego, czy i jak można uregulować dalszą współpracę, prokuratorzy uznali, że jest to już kwestia “polityczna”.

Co z dostępem rodzin do akt?
- Podczas spotkania dowiedziałem się bardzo ciekawej rzeczy. Na wstępie prokuratorzy zadeklarowali, że gwarantują nam pełny dostęp do akt. Tymczasem dzień przed spotkaniem byłem w prokuraturze i zapoznawałem się z dokumentacją. Dano mi wówczas 41 tomów, informując, że są to wszystkie akta śledztwa. Wczoraj zaś powiedziano nam, że w śledztwie zgromadzono już 46 tomów. Nie udzielono mi satysfakcjonującej odpowiedzi na pytanie, dlaczego dzień wcześniej nie udostępniono mi ostatnich 5 tomów. Co więcej, dlaczego zapewniono mnie wówczas, że te 41 tomów to jest cały materiał? Zrozumiałbym, gdyby poinformowano mnie, że w tym dniu prokuratura nie jest w stanie udostępnić mi całości akt, gdyż np. są one kserowane. Ale nic takiego mi nie powiedziano. Tak więc nasuwa się pytanie, dlaczego te pięć tomów nie zostało mi udostępnionych.
Dlaczego też nie mogłem zobaczyć materiałów, które są świetnie znane, a które dotyczą choćby wniosku skierowanego do Stanów Zjednoczonych? Pytania rodzin dotyczyły też tego, dlaczego coś zostało pokazane w mediach – chodzi mi szczególnie o stenogramy – jeszcze przed tym, zanim rodziny dowiedziały się, że taki materiał istnieje. Uważam za niedopuszczalną sytuację, w której o istotnych ustaleniach śledztwa rodziny dowiadują się ostatnie, za pośrednictwem mediów.

Co o samych stenogramach mówili prokuratorzy?
- Dowiedziałem się, że prokuratura w ogóle nic nie wie na temat zapisów czarnych skrzynek, które znajdują się w Instytucie Ekspertyz Sądowych w Krakowie. Nie wiem, skąd w takim razie prokurator Andrzej Seremet wie, że zapisy te wniosą tak dużo do śledztwa. Czyli albo prokuratura nie podaje nam całej prawdy, albo coś jest nie tak z jej funkcjonowaniem. No bo dlaczego prokurator, który prowadzi śledztwo, rzekomo nic jeszcze na ten temat nie wie, a inny prokurator, który powinien się o takich rzeczach dowiadywać od niego, już takie informacje posiada?

Otrzymali Państwo zapewnienie, że rodziny będą miały swobodny dostęp do akt?
- Tak. Zagwarantowano nam, że ten dostęp będzie szerszy i że będzie możliwość robienia fotokopii. Pojawia się pewna wątpliwość co do akt niejawnych. Osobiście uzyskałem zapewnienie, że będę miał dostęp do tych dokumentów. Natomiast – jak rozumiem, jest to część bardzo interesującego materiału, i prokurator w wypowiedzi publicznej podkreślił, że rozważy, czy ze względu na bezpieczeństwo państwa jest w stanie udostępnić w całości materiał niejawny na tym etapie postępowania. To brzmi groźnie, ponieważ część dokumentacji – ze względów osobistych – jest dla rodzin szalenie ważna. Choćby zdjęcia. Mamy jednak zapewnienie, że dostęp do nich będzie, i z tego bardzo się cieszę. Ale poza tym jest jeszcze materiał procesowy, który może mieć kapitalne znaczenie dla śledztwa. Nieoficjalnie powiedziano mi, że dostęp do tego materiału będzie, natomiast z oficjalnej wypowiedzi wywnioskowałem, że tego dostępu może jednak nie być, przynajmniej na pewno nie w całości. To prokuratura ma zdecydować, co udostępni. Nie rozumiem, co to są za materiały, które ze względu na interes państwa nie mogłyby być dostępne pełnomocnikom. To może rodzić tylko niepotrzebne wątpliwości.

Czas przeznaczony przez prokuraturę dla rodzin był wystarczający?
- Nie. Spotkanie zostało przewidziane na półtorej godziny, a to przecież zdecydowanie za mało na poruszenie chociażby części problemów. Dopiero po naszych kategorycznych żądaniach udało się to spotkanie wydłużyć. Prokuratura zamierzała nas przez ten czas zwyczajnie zagadać – w większości trzeciorzędnymi kwestiami, i na tym zakończyć spotkanie, bez pozostawienia czasu na pytania. Do etapu zadawania pytań udało się przejść jedynie dzięki panu Jarosławowi Kaczyńskiemu. Dopiero jego wniosek o przejście wreszcie do tego, co rodziny interesuje najbardziej, pozwolił na konkretną dyskusję z prokuratorami. Z tego, co się zorientowałem, oni byli przygotowani na jeszcze dwa długie, niepotrzebnie przegadane wystąpienia, po których wszyscy byliby tak zmęczeni, że nie mieliby już siły o nic pytać. Odniosłem wrażenie, że to wszystko zostało sprytnie zaplanowane. Ponadto kilka rodzin, które reprezentuję, dowiedziało się o spotkaniu bardzo późno, a niektóre w ogóle nie otrzymały ani informacji, ani zaproszenia. Dopiero ja poinformowałem je o spotkaniu i zapewniłem, że zostaną na nie wpuszczone.

Prokurator płk Ireneusz Szeląg na konferencji prasowej stwierdził, że billingi rozmów telefonicznych wykonywanych na pokładzie Tu-154M nie mają znaczenia dowodowego?
- Z tego, co zrozumiałem, prokuratura zdecyduje się jednak zawnioskować o billingi rozmów telefonicznych. Przynajmniej z telefonów, które były włączone w chwili katastrofy. Muszę nieskromnie przyznać, że jest to częściowo mój sukces. Ponieważ uważam, że gospodarzami śledztwa są prokuratorzy, na tym etapie postępowania nie zgłaszałem wniosku dowodowego o billingi rozmów, ale sugerowałem to rozwiązanie prokuratorom. Jak się teraz okazuje, uwzględnili oni – przynajmniej częściowo – moje sugestie. Sam jednak uważam, że lepiej byłoby zażądać wszystkich telefonicznych billingów.
Co do oceny tego materiału dowodowego to będzie ona możliwa dopiero po jego uzyskaniu. Jakkolwiek nie spodziewam się żadnych rewelacyjnych informacji, np. że w chwili katastrofy lub krótko po niej były wykonywane połączenia telefoniczne, to ze względu na czystość procesową, wyjaśnienie wszystkich ewentualności, ten dowód powinien być przeprowadzony.

Jakie nowe informacje usłyszał Pan na tym spotkaniu?
- Prawdę mówiąc, nie usłyszeliśmy w zasadzie nic, co nie byłoby znane opinii publicznej. Wyjaśniono pewne drobne wątpliwości organizacyjne. Tutaj wielki ukłon w stronę “Naszego Dziennika” i Zespołu Parlamentarnego ds. Wyjaśnienia Katastrofy Smoleńskiej, ponieważ dzięki Państwu ta atmosfera i podejście do rodzin zmieniły się bardzo na korzyść. Kiedy na przełomie maja i czerwca pierwszy raz przyszedłem do prokuratury, to atmosfera nie była przyjemna. Jednak kiedy dwa dni temu byłem tam po raz kolejny, to widać było niesamowitą różnicę w stosunku do rodzin i ich pełnomocników. Poprawiły się także same warunki pracy. Mam nadzieję, że ta pozytywna atmosfera się utrzyma.

Na czym polega ta poprawa?
- Chodzi tu o rzeczy bardzo ulotne i bardzo konkretne. Z tych konkretnych to chociażby osobne miejsca do pracy. Wreszcie jest to normalny pokój z biurkami przystosowanymi do pracy dla rodzin i pełnomocników. To dla nas bardzo ważne, że mamy gdzie usiąść i popracować w skupieniu. Możemy wreszcie w spokoju i ciszy coś przeczytać. Ale do tego dochodzi także zmiana czysto ludzkich relacji. Kiedyś odczuwało się pewną niechęć ze strony personelu prokuratury. Teraz te relacje są na wiele lepszym poziomie. A to jest ważne szczególnie dla rodzin, bo proszę pamiętać, że one są w sytuacji ogromnego stresu w związku z tragedią, którą ciągle przeżywają. I tego, czego ja osobiście żądać nie mogę, właśnie rodziny mają święte prawo żądać. Czyli chociażby tego minimum zrozumienia i szacunku dla ich sytuacji. I to się powoli zmienia. Wydaje mi się, że wpłynął na to wspólny nacisk publiczny w tym zakresie, który wywarł taką presję na prokuraturze, że udało się nam to uzyskać.

Czy podobny postęp zauważył Pan we współpracy z prokuratorami podczas spotkania?
- Na początku muszę powiedzieć, że to spotkanie było w pewnym sensie zabawne. Pracowałem przez pewien czas w instytucjach związanych z wojskiem, więc orientuję się, jak wygląda tam hierarchia i system wartości. Pokrótce wygląda on tak, że o 15.30 wszyscy kończą pracę – bez względu na to, co się dzieje. Czyli nieważne, że się wali czy pali. I podczas tego spotkania dokładnie o godz. 15.30 prokurator Krzysztof Parulski złożył propozycję, by resztę pytań złożyć na piśmie i na tym zakończyć spotkanie, bo wszyscy są już zmęczeni. Na szczęście nie dopuściliśmy do tego i była możliwość zadania wielu merytorycznych pytań dotyczących zwykłych, codziennych problemów. I tutaj częściowo udało nam się uzyskać na nie odpowiedź. Zapewniono mnie ponadto, że jeżeli zaistnieje taka sytuacja, iż materiały dotyczące stenogramów, które zostały ujawnione m.in. przez “Gazetę Wyborczą”, okażą się prawdziwe, to prokuratura podejmie czynności z urzędu w celu wszczęcia śledztwa o ujawnienie tajemnicy śledztwa w tym zakresie.

Jak prokuratura tłumaczyła fakt, że czynności dotyczące ujawnienia tajemnicy śledztwa nie zostały jeszcze podjęte?
- Prokuratura podkreśliła, że dotychczas nie podjęła tych czynności, ponieważ jeszcze nie ma dostępu do stenogramów. Odnoszę jednak wrażenie, że dostęp ten ma. I tutaj pojawia się pytanie, dlaczego do tej pory nie wszczęto śledztwa w tym zakresie, a przynajmniej nie podjęto czynności sprawdzających, póki jest jeszcze wąski zakres przecieku i w miarę łatwo można ustalić, od kogo wyszły informacje i kto z kim się kontaktował. Pełnomocnicy nie mieli styczności z tym materiałem. Dostęp mieli jedynie pracownicy krakowskiego instytutu i – jak można domniemywać – kilka osób z kierownictwa prokuratury. Jeżeli rzeczywiście jest prawdą, że takie sformułowania miały miejsce, to już dawno powinno zostać wszczęte śledztwo w tym zakresie – póki krąg osób jest jeszcze wąski i w miarę łatwo jest to ustalić.

Czy wyjaśnienia prokuratorów były dla rodzin klarowne?
- Nie uzyskiwałem odpowiedzi konkretnych i jasnych. A wydaje mi się, że pytania formułowałem w sposób przejrzysty i zrozumiały. W pierwszej kolejności chodziło mi o to, żeby rodziny miały możliwość zapoznania się z dokumentami, jeszcze zanim dotrą do nich media. Bo jak widzimy, na razie dzieje się odwrotnie. Takiego zapewnienia nie otrzymałem. Podobnie było w przypadku prośby o zwrot rzeczy należących do zmarłych. Na moje konkretne pytanie, czy istnieje realna możliwość odzyskania tych przedmiotów przez rodziny, otrzymałem bardzo długi i skomplikowany wywód prawny, po czym na koniec prokurator wreszcie powiedział, że on nic na ten temat nie wie i że umywa od tego ręce, bo to jest decyzja inspektora sanitarnego. Dla mnie zaś istotne jest jednoznaczne stanowisko prokuratury, która powie: “tak, postaramy się zwrócić te rzeczy”, albo: “prokuratura nie widzi takiej możliwości”. Takie unikanie odpowiedzi jest przecież drażliwe, bolesne i trudne dla bliskich.

Ale rodziny miały już podobno możliwość odzyskania tych rzeczy?
- Na początku, czyli bezpośrednio po katastrofie i po przewiezieniu ubrań do Polski, faktycznie była taka możliwość. Były one wtedy posegregowane w worki i przypisane do każdej z ofiar. Jednak – moim zdaniem – przez późniejsze błędy, niewłaściwe przechowywanie, a następnie wymieszanie tych rzeczy ich odzyskanie stało się bardzo utrudnione, czy wręcz niemożliwe.

Wiadomo, w jakich dokładnie czynnościach uczestniczyli polscy prokuratorzy w Rosji i jak przebiegały same czynności biegłych?
- Padały co do tego z naszej strony bardzo konkretne pytania i na niektóre z nich faktycznie uzyskaliśmy odpowiedzi. Okazało się jednak, że polscy prokuratorzy i lekarze biegli, w przeważającej części czynności procesowych tak naprawdę nie uczestniczyli…

Dlaczego?
- To jest brak profesjonalizmu. Nam, pełnomocnikom rodzin, w każdym niemal pytaniu zarzucano, że o czymś nie wiemy i że coś źle interpretujemy. Natomiast prokuratorzy referujący nam pierwsze dni po tragedii i podejmowane czynności – m.in. oględziny i sekcję zwłok oraz oględziny miejsca zdarzenia i przesłuchania – twierdzili, że prokurator zawsze był tam obecny. Kiedy jednak przyszło do konkretnych pytań, to okazywało się, że jest inaczej. Na konkretnie zadane pytanie, czy i który z prokuratorów uczestniczył w danej czynności, czy jest ujęty w stosownym protokole i podpisał się pod nim, prokuratura musiała przyznać, że jej przedstawiciele nie uczestniczyli w większości z nich, choć taka możliwość ze strony rosyjskiej istniała. Prokuratura przyznała, że była możliwość wspólnej pracy prokuratorów polskich i rosyjskich, ale chociażby ze względu na małą liczbę naszych prokuratorów na miejscu nie brali oni udziału w tak zasadniczych czynnościach, jak np. oględziny miejsca zdarzenia.

Przecież prokuratorzy mają obowiązek uczestniczyć w takich czynnościach, przeprowadzać własne obserwacje, robić zdjęcia itp. Jak tłumaczyli swoje zaniedbania?
- Prokuratorzy stwierdzili, że wystarczy to, co robią Rosjanie. Tymczasem to były czynności fundamentalne dla ustalenia całego przebiegu zdarzenia, co zresztą przyznała sama prokuratura. Nieuczestniczenie w takich czynnościach wydaje się błędem. Moim zdaniem, warto by było, aby przynajmniej teraz polscy prokuratorzy pojechali na miejsce zdarzenia, by dokonać oględzin. Może niewiele mogłyby one teraz wnieść, ale jednak samo zobaczenie miejsca zdarzenia i przyjrzenie się, jak ono w rzeczywistości wygląda, jest istotne chociażby dlatego, by dobrze zrozumieć materiał dowodowy.

Prokurator Szeląg mówił, że prokuratorzy nie mieli prawa wykonywać pewnych czynności z racji tego, że jest to teren Federacji Rosyjskiej. Czy Rosjanie faktycznie mogli zakazać robienia zdjęć i filmów?
- Nie rozumiem jego stwierdzenia. Jak poinformowali nas prokuratorzy, w pierwszych dniach po katastrofie Rosjanie umożliwiali wspólną pracę prokuratorów polskich i rosyjskich. Dlatego też wydaje mi się, że możliwe było sporządzenie odpowiedniej dokumentacji. Nie rozumiem, dlaczego ktoś miałby zakazywać fotografowania czy podejmowania innych czynności. Z tego, co wiem, to polscy urzędnicy robili takie zdjęcia zarówno na miejscu zdarzenia, jak i przy oględzinach zwłok.

Dlaczego w protokole sekcji zwłok nie ma podanej dokładnej godziny zgonu prezydenta Lecha Kaczyńskiego?
- Tłumaczone jest to tym, że do chwili obecnej prokuratura nie zna dokładnej godziny katastrofy, dlatego też przyjmowana była ta najbardziej prawdopodobna. Jednoznaczne ustalenie godziny będzie możliwe dopiero po przedstawieniu raportu MAK. Niepokojące są natomiast informacje, że w różnych protokołach – choćby w dokumentach stwierdzających zgon – podawane są różne godziny. Uważam, że powinna być przyjęta jedna, choćby orientacyjna godzina katastrofy oraz zgonu wszystkich pasażerów. Dla prawnika ustalenie czasu zgonu ma istotne znaczenie – choćby w tak przyziemnej sprawie, jak ustalenie ewentualnego porządku dziedziczenia. Choć zastrzegam, że nie wiem, czy w tym konkretnym zdarzeniu w ogóle taki problem się pojawi.

Czy to prawda, że pierwszy wniosek o pomoc prawną skierowano do Rosji już 2 godziny po katastrofie? Co było w nim zawarte? Czy poproszono o możliwość filmowania miejsca katastrofy? Czy zwracano się o próbki ziemi z miejsca katastrofy itp?
- Z tego, co wiem, taki wniosek pojawił się bardzo szybko i z natury rzeczy – czyli z faktu sporządzenia go kilka godzin po katastrofie – musiał on być bardzo ogólny. Co do jego szczegółów nie mogę się wypowiadać ze względu na tajemnicę śledztwa.

Jak Pan ocenia szybkość działania naszych prokuratorów? Dwóch z nich przyleciało na miejsce katastrofy po blisko 10 godzinach. Czy w sytuacji kryzysowej prokuratura nie powinna działać na innych warunkach i o wiele sprawniej?
- Tu pojawiają się dwa zagadnienia. Pierwsze to ogólne przygotowanie państwa na sytuacje kryzysowe i funkcjonowanie odpowiednich procedur. Mam wrażenie, że nie zawsze działały one poprawnie, a większość czynności podejmowano niejako w naturalnym odruchu i na wyczucie, zgodnie z potrzebą chwili. Wydaje mi się, że warto będzie w przyszłości przejrzeć te procedury i ocenić, czy są one wystarczające. Czy w przypadku takich sytuacji każdy urząd wie, co ma robić.
Druga kwestia to czynności podejmowane przez prokuratorów zarówno w Rosji, jak i na miejscu, w Polsce. Co do działań podjętych w naszym kraju to muszę przyznać, że prokuratura zachowała się bez zarzutu, czynności były podejmowane błyskawicznie. Warto przypomnieć, że śledztwo zostało wszczęte już 10 kwietnia. W kilka godzin po katastrofie rozpoczęto przesłuchiwanie świadków i zabezpieczanie materiału dowodowego. Natomiast co do czynności podejmowanych na terenie Federacji Rosyjskiej, to niestety, w mojej ocenie, zaangażowanie polskiej prokuratury nie było wystarczające. Można było lepiej wykorzystać postawę strony rosyjskiej prezentowaną w pierwszych godzinach po katastrofie, m.in. angażując w sprawę większą liczbę prokuratorów i wspólnie uczestnicząc we wszystkich czynnościach śledztwa.

Są już terminy kolejnych spotkań rodzin z prokuraturą?
- Nie powiedziano jeszcze, kiedy możliwe będzie kolejne tego typu spotkanie. Mówi się, że może za trzy miesiące. Także sformułowania w tym względzie były bardzo ogólne. Tymczasem żeby to informowanie o śledztwie miało jakikolwiek sens, takie rozmowy powinny być prowadzone co miesiąc. Wtedy bowiem bylibyśmy w stanie na bieżąco wyjaśniać pojawiające się problemy. Przy rzadszych spotkaniach, np. co trzy miesiące, tych kwestii nie da się wyjaśnić i znów mogą powstać zarzuty wobec prokuratury.

A jeśli organizacjia spotkań nie będzie możliwa?
- To te informacje powinny być przekazywane rodzinom choćby w formie pewnego, nazwijmy to, biuletynu. Taki wniosek również się pojawił.

Jaka jest więc perspektywa na najbliższe dni? Jakie teraz podejmie Pan jako pełnomocnik działania i jakich kroków ze strony prokuratury Pan oczekuje?
- Podstawą jest wreszcie możliwość zrobienia fotokopii akt – i to nam obiecano. Ponadto zapewniono mnie, że jako jeden z pierwszych będę miał dostęp do informacji niejawnych. Czyli zapowiedziano, że będzie ta możliwość i że jest to kwestia dni, mam nadzieję że do końca tygodnia. Po tym spotkaniu na to przede wszystkim liczę.

Dwójka adwokatów wysunęła wczoraj w “Gazecie Wyborczej” oskarżenia pod adresem pełnomocników, zwłaszcza mec. Rafała Rogalskiego, jakoby wykraczali poza zakres swoich uprawnień i uprawiali politykę.
- Nigdy nie słyszałem wypowiedzi mec. Rogalskiego, w których ujawniałby tajemnice śledztwa. Nie słyszałem też wcześniej tego typu zarzutów wobec żadnego z pełnomocników rodzin. Natomiast co do samej oceny podejmowanych przez mec. Rogalskiego działań, podkreślam, że każdy z nas ma prawo oceniać przebieg i tok śledztwa. I to właśnie mec. Rogalski robi. Może troszeczkę ostrzej niż ja, ale ma do tego prawo. Rozumiem, że w tym wyraża opinię swoich mocodawców, i tak naprawdę to właśnie oni są jedynymi osobami, które mają prawo oceniać jego działania i opiniować to, czy są zadowoleni ze współpracy z nim. To oni powinni wypowiadać się, czy informacje, które mu przekazują, ma prawo przekazywać i czy robi to w sposób prawidłowy. Dlatego, moim zdaniem, autorzy tego felietonu powinni skontaktować się najpierw z osobami, które reprezentuje mecenas.
Z informacji, które posiadam, wynika, że mec. Rogalski zawsze kontaktuje się ze swoimi mocodawcami, z którymi ustala kierunek taktyki i wypowiedzi. To jest też nasz obowiązek, żeby działać na korzyść naszych klientów i artykułować to, czego oni czasami nie są w stanie powiedzieć.

Dziękuję za rozmowę.

  • W środę dowiedziałem się, że prokuratura w ogóle nic nie wie na temat zapisów czarnych skrzynek, które znajdują się w Instytucie Ekspertyz Sądowych w Krakowie. Nie wiem, skąd w takim razie prokurator Andrzej Seremet dzień wcześniej twierdził, że zapisy te wniosą tak dużo do śledztwa.
  • Byłem przekonany, że rodziny ofiar i ich pełnomocnicy otrzymują informacje mogące mieć znaczenie dla toczącego się postępowania i dlatego nie mogą w spotkaniu uczestniczyć osoby postronne, w tym media. Tymczasem większość informacji uzyskanych od prokuratury można było usłyszeć później na konferencji prasowej.
  • Kilka rodzin dowiedziało się o spotkaniu bardzo późno, a niektóre w ogóle nie otrzymały ani informacji, ani zaproszenia.
  • Na konkretne pytanie, czy istnieje realna możliwość uzyskania przez rodziny rzeczy najbliższych, otrzymałem bardzo długi i skomplikowany wywód prawny, po czym prokurator oświadczył, że nic na ten temat nie wie.
  • Polscy prokuratorzy i lekarze biegli w przeważającej części rosyjskich czynności procesowych tak naprawdę nie uczestniczyli…
  • Prokuratorzy, którzy referowali nam pierwsze dni po tragedii i podejmowane czynności – oględziny i sekcję zwłok oraz oględziny miejsca zdarzenia i przesłuchania – twierdzili, że zawsze prokurator był tam obecny. Kiedy jednak przyszło do konkretów, to okazywało się, że jest inaczej. Na pytanie, czy i który z prokuratorów uczestniczył w danej czynności, czy jest ujęty w stosownym protokole i podpisał się pod nim, prokuratura musiała przyznać, że jej przedstawiciele nie uczestniczyli w większości z nich.
  • Prokuratura przyznała, że istniała możliwość wspólnej pracy prokuratorów polskich i rosyjskich, ale chociażby ze względu na małą liczbę naszych prokuratorów na miejscu nie brali oni udziału w tak zasadniczych czynnościach, jak np. oględziny miejsca zdarzenia.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100731&typ=po&id=po41.txt

31 lipca 2010

Oceń artykuł:

tagi: , , , , , , , ,

Komentarze: »

Jeśli uważasz że któryś komentarz nie powinien się tutaj znaleźć zgłoś to na adres:

admin@smolensk-2010.pl
  • greg65 :

    Po co oni chodza na te spotkania z tymi “KULFONAMI w mundurach.
    Te spotkania sa tylko dla TUSKOWEGO pijaru(PR).Polska falszywa prokuratura moze tutaj sobie “pogwizdac” Putin z Tuskiem juz napewno nie przyznaja sie do zamachu-chyba ze nastapi jakis cud i cos z tych “powodzi” wyplynie!!

    Thumb up 0 Thumb down 0

  • Balbi :

    WIDAĆ U NAS JAK W ROSJI… NIE NALEŻY ZATEM OSKARŻAĆ PROKURATURĘ TYLKO RZĄD KTÓRY MA PIECZĘ NAD NIĄ. CZYLI TUSKA I CAŁĄ TĄ ZGRAJĘ… SZKODA NERWÓW, TO SPOTKANIE NIC NIE WYJAŚNIŁO I SZCZERZE MÓWIĄC PODEJRZEWAŁAM, ŻE TAK BĘDZIE.

    KIEDY TEN ZDRAJCA OJCZYZNY TUSK PODA SIĘ W KOŃCU DO DYMISJI? OKOŁO 50% SPOŁECZEŃSTWA UWAŻA GO ZA ZDRAJCĘ STANU, ale ja myślę, że jest nas dużo więcej!

    NIENORMALNE JEST to prokuratura jest zależna od rządu. I choć półtusk upiera się, że za jego rządów wszelkie organy państwa zostały odpolitycznione to jak widać w powyższym wywiadzie tak nie jest… O czym miałam świadomość już dawno temu.

    WNIOSEK JEST JEDEN: JEŚLI RZĄD NIE CHCE PRAWDY BĄDŹ JĄ CHCE SPRAWNIE UKRYĆ TO TEGO SAMEGO BĘDZIE CHCIAŁA PROKURATURA. NIC DODAĆ NIC UJĄĆ.

    DLATEGO WAŻNE JEST ZRZESZANIE SIĘ I POKAZYWANIE ŚWIATU, ŻE MY JESZCZE NA GŁOWĘ NIE UPADLIŚMY I CHCEMY PRAWDY BEZ WZGLĘDU JAK GORZKA BY BYŁA.
    NIE BOJĘ SIĘ TEGO.

    JA CHCĘ ŻYĆ W NORMALNYM, SUWERENNYM WSPANIAŁYM PAŃSTWIE! DLACZEGO TAK NIE JEST? TAK BARDZO BOLI TA CHOL..RNA ŚWIADOMOŚĆ UZALEŻNIENIA OD ROSJI I UZALEŻNIENIA OD WŁADZY BEZWZGLĘDNEJ…

    BOLI TEŻ TO JAK POTRAKTOWALI NASZEGO PREZYDENTA LECHA KACZYŃSKIEGO… :-( PRZED ŚMIERCIĄ I PO NIEJ…

    Thumb up 0 Thumb down 0

  • Alicja :

    O czym tu mówić, jakie śledztwo?, jeżeli do zbadania rozmów telefonicznych przeprowadzanych z tupolewa, namawia prokuraturę 3,5 miesiąca po katastrofie mecenas reprezentujący interesy paru rodzin?. Te czynności powinny być przeprowadzone parę godzin po tragedii!, już sam ten fakt świadczy o całkowitej niechęci poznania prawdy, tu nikomu na niczym nie zależy!, a już na pewno nie na poznaniu prawdy.

    Thumb up 0 Thumb down 0

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters