SMOLEŃSK: ZNIKAJĄCE ZDJĘCIA SATELITARNE

Publikacja w serwisie: 13 August 2010
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Zobacz także:

» "List z Polski" » Rząd Tuska ukrywa zdjęcia satelitarne? » Tajne zdjęcia satelitarne okolic Smoleńska » Znikające SMS-y ze Smoleńska » Satelitarne zdjęcie katastrofy Tu-154 » Satelitarne zdjęcie z miejsca katastrofy » Były trzy telefony satelitarne. Nie mamy żadnego » Zdjęcia z katastrofy » Smoleńsk w cieniu skorumpowanego MAK » Smoleńsk: niewygodne fakty » Zdjęcia z miejsca katastrofy Tu-154 » Dramatyczne zdjęcia – ostatnie chwile prezydenckiego Tu-154 » Smoleńsk – Antoni Macierewicz kontra Donald Tusk i Grzegorz Schetyna » Prokuratura dostała “nowe” zdjęcia z lotniska w Smoleńsku » Wrak tupolewa odgrodzony płotem i blachą – zobacz zdjęcia » Katastrofa 10 kwietnia: Dramatyczne zdjęcia, analiza ostatnich chwil prezydenckiego Tu-154 » SMOLEŃSK 10 kwietnia 2010 – podsumowanie na dzień 9.07.2010 » UJAWNIJCIE, JAK UMIERALI! » Gdzie są ranni ze Smoleńska? » Generał KGB, BBN i Smoleńsk » Smoleńsk w Kongresie USA » Smoleńsk: Dziewiętnaście minut po 8.41 » SMOLEŃSK 10.04.2010 – PAMIĘTAMY! » Sejm nie może nie pytać o Smoleńsk » Smoleńsk – to mógł być zamach – argumenty w pigułce » Smoleńsk – hipoteza zamachu – argumenty w pigułce V2 » SMOLEŃSK 10/4/10 – PRÓBA PODSUMOWANIA NA DZIEŃ 26.06.2010 » Smoleńsk: tajne rozmowy ludzi Putina i Tuska » Smoleńsk- Kto był organizatorem wyjazdu oraz dokonania B. Klicha i M. Janickiego. » Prokuratura wojskowa dysponuje już analizą kart podejścia lotniska Smoleńsk Siewiernyj » W jakim stanie i miejscu znajdował się kokpit Tu-154 po katastrofie 10 kwietnia ub.r. na lotnisku Smoleńsk Siewiernyj? » Śledztwo we mgle » Macierewicz: Co Ewa Kopacz naprawdę widziała? » NOCNE POROZUMIENIE PROKURATORÓW » STRACH TUSKA » Tupolew wypuszczał podwozie z oderwanym skrzydłem? » W raporcie MAK kapitulanctwo Tuska wyjdzie na jaw » Smoleńsk – tło długofalowej strategii (1) » Questions regarding Smolensk air crash » Smoleńsk to morderstwo z premedytacją? » Hiszpania w nagrodę za Smoleńsk » Smoleńsk. La teoria di un complotto » Smoleńsk – nowe fakty » Smoleńsk w wersji niedociekliwej » Turowski – Jakimiszyn – Smoleńsk » Smoleńsk – zaniedbania i przyczyny » Facebook vs. Smolensk-2010.pl » GAZPROM – wybory – Smoleńsk » Co ma Smoleńsk do wyborów prezydenckich? » Smoleńsk. Przyczynek do tragedii. » Smoleńsk. Historia amatorskiego wideo » Ewidentne zacieranie śladów » emerytowany oficer CIA: TO NIE BYŁ WYPADEK

Jak dowiedziała się „Gazeta Polska”, Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie wciąż nie ma amerykańskich zdjęć satelitarnych z 10 kwietnia, które mogą stanowić kluczowy dowód w śledztwie smoleńskim. Tymczasem – według zapewnień rządu – fotografie te znajdują się w Polsce od prawie 4 miesięcy.

Czy jeden z najważniejszych dowodów w śledztwie, mogący potwierdzić lub wykluczyć wersję zdarzeń przedstawioną przez rosyjski Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK), nie trafił – wbrew temu, co mówił polski rząd – do naszego kraju? A może polskie władze miały powód, by nie przekazać go Wojskowej Prokuraturze Okręgowej w Warszawie?

Ciężar odpowiedzialności za uczynienie farsy z najważniejszego śledztwa w powojennej historii Polski spada przede wszystkim na rząd Donalda Tuska, który bez żadnych oporów zgodził się na całkowite przekazanie śledztwa Rosjanom.

Tak czy inaczej – polscy śledczy nie dysponują tymi fotografiami. Podobnie jak podstawowymi informacjami, potrzebnymi do ustalenia, kiedy i w jaki sposób rozbił się samolot z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie.

Tajemnica zdjęć z satelity

29 kwietnia sekretarz rządowego Kolegium ds. Służb Specjalnych Jacek Cichocki powiedział w Sejmie, że Polska otrzymała ze Stanów Zjednoczonych zdjęcia satelitarne przedstawiające miejsce katastrofy.

Kilka dni później minister powtórzył tę informację w rozmowie z dziennikarzem RMF FM. Stwierdził wyraźnie, że fotografie te „zostały przekazane stronie polskiej, są w dyspozycji”.

5 sierpnia – chcąc dowiedzieć się, jak ten materiał dowodowy został wykorzystany w śledztwie – zapytaliśmy Naczelną Prokuraturę Wojskową (NPW), czy polscy prokuratorzy dysponują tymi zdjęciami i czy zawierają one jakieś ważne informacje lub przesłanki, np. na temat warunków atmosferycznych, stanu lotniska czy przyczyn i czasu rozbicia się polskiego Tu-154.

Odpowiedź, jaką otrzymaliśmy od płk. Zbigniewa Rzepy (rzecznika prasowego NPW), była zaskakująca:

„Uprzejmie informuję, iż polska prokuratura oczekuje na realizację swojego wniosku o pomoc prawną skierowanego do Prokuratora Generalnego Stanów Zjednoczonych, po otrzymaniu którego, mam nadzieję, będzie możliwe udzielenie Panu stosownych informacji”.

Oznacza to, że zdjęć satelitarnych, o których mówił Jacek Cichocki, wcale nie ma jeszcze w Polsce. Gdyby było inaczej, śledczy, którzy nie dysponują tym kluczowym dowodem i chcą go pilnie pozyskać i wiedzą z oświadczenia Jacka Cichockiego, że polski rząd jest w ich posiadaniu, zwróciliby się do rządu, a nie do amerykańskiego prokuratora generalnego.

To kolejny gigantyczny skandal – po kłamstwie rządu dotyczącym rzekomej obecności polskich prokuratorów i patomorfologów podczas sekcji zwłok ofiar katastrofy – związany z najważniejszym śledztwem w historii III RP.

– Sprawa zdjęć satelitarnych jest bulwersująca. Nie pierwszy raz oświadczenia władz polskich dotyczące katastrofy są sprzeczne. Oświadczenie w sprawie zdjęć złożone w sejmie 29 kwietnia przez Jacka Cichockiego, że Polska już je otrzymała, padło niepełną godzinę po tym, jak premier Tusk, odpowiadając na pytania posłów, powiedział, że rząd o zdjęcia dopiero wystąpi do USA. Jak widać, ta niejasność trwa do dnia dzisiejszego. Albo prokuratura nie wie, że te zdjęcia są, tylko nie zostały przekazane do dyspozycji śledczych, albo pan Cichocki mówił nieprawdę – komentuje Antoni Macierewicz, przewodniczący zespołu parlamentarnego ds. katastrofy smoleńskiej.

Dziennikarze „GP” dowiedzieli się także, że Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie nie posiada podstawowych informacji na temat czasu i sposobu rozbicia się polskiego Tu-154 pod Smoleńskiem.
Z odpowiedzi, jakie otrzymaliśmy od płk. Zbigniewa Rzepy, wynika m.in., że polscy śledczy nie wiedzą, kto i kiedy przerwał linię energetyczną w pobliżu lotniska Smoleńsk-Siewiernyj. Przypomnijmy, że według przedstawicieli smoleńskiego zakładu energetycznego linia została uszkodzona o godz. 8.39 – a więc w chwili, gdy według oficjalnych stenogramów przygotowanych przez Rosjan polski samolot znajdował się 400 m nad ziemią. Wyjaśnienie tej oczywistej sprzeczności, a także ustalenie innych ewentualnych przyczyn zerwania linii pomogłoby poznać faktyczny czas zniszczenia maszyny i zrekonstruować ostatni etap lotu.
Polscy prokuratorzy nie wiedzą także, na jakich danych opierał się gubernator obwodu smoleńskiego Siergiej Antufjew, twierdząc w rozmowie z Polskim Radiem, że Tu-154 rozbił się o godz. 8.38, a więc trzy minuty wcześniej, niż wynika to ze stenogramów przygotowanych przez MAK. Choć wiele przemawia za tym, że to Antufjew, a nie MAK miał rację (na godz. 8.38 jako czas katastrofy wskazuje np. zegarek gen. Błasika, który uległ zniszczeniu właśnie w tej minucie) – śledczy nie sprawdzili źródeł informacji Antufjewa.
Warszawska prokuratura nie wie również nic na temat Nikołaja Łosiewa – emerytowanego pilota wojskowego, który 20 minut po katastrofie widział jakoby w kokpicie pięć ciał. Cztery z nich (załoga) były przypięte pasami, piąte – czego miał się domyślić czytelnik (rewelacje te opisała „Gazeta Wyborcza”) – należało do osoby wywierającej na pilotów naciski. Problem w tym, że kabiny pilotów nie można było dostrzec na żadnym ze zdjęć z miejsca katastrofy, a zwłoki załogi samolotu zidentyfikowano jako jedne z ostatnich.
Płk Zbigniew Rzepa poinformował też „GP”, że polscy śledczy nie przesłuchali jeszcze pilotów Iła-76, który próbował lądować w Smoleńsku tuż przed samolotem z prezydentem RP. Co więcej, do Polski nie trafił nawet zapis rozmów kontrolerów lotu z wieży lotniska Siewiernyj.
Prokuratura nie zna także zapisu drugiej czarnej skrzynki, rejestrującej parametry lotu, która zawiera kluczowe informacje dla śledztwa.
Polski rząd sparaliżował prokuraturę
Stan trwającego już cztery miesiące śledztwa jest przerażający. Zginął prezydent i elita narodu, a niezawisła polska prokuratura praktycznie nic nie wie. To władze rosyjskie przejęły czarne skrzynki i sporządziły stenogramy, to Rosjanie przeprowadzali sekcje zwłok ofiar i zaplombowali trumny, to w Rosji znajdują się najważniejsze dowody i świadkowie niezbędni do ustalenia, kto i w jaki sposób kontaktował się z załogą Tu-154 oraz jakie osoby, pojazdy i samoloty znajdowały się w pobliżu smoleńskiego lotniska 10 kwietnia. Strona rosyjska mogła – jeśli dokonałaby zamachu – zrobić dosłownie wszystko: zatrzeć ślady materialne ewentualnej zbrodni; ukryć, podmienić lub po prostu nie przesłuchać kłopotliwych świadków; sfałszować sekcje zwłok i sfabrykować materiały, które z taką atencją analizują dziś polskie media i prokuratura (jak np. stenogramy kopii nagrań z rejestratorów lotu).
Kogo winić za ten stan rzeczy? Na pewno w mniejszym stopniu polską prokuraturę, która od początku śledztwa miała związane ręce i ograniczone do minimum możliwości działania. Prokuratorzy w Warszawie nie tylko nie mogą prowadzić dochodzenia na terenie Federacji Rosyjskiej, ale i nie otrzymują z Moskwy najważniejszych materiałów i dowodów w sprawie.

Ciężar odpowiedzialności za uczynienie farsy z najważniejszego śledztwa w powojennej historii Polski spada przede wszystkim na rząd Donalda Tuska, który bez żadnych oporów zgodził się na całkowite przekazanie śledztwa Rosjanom. Gdy dwa tygodnie temu w Rumunii rozbił się izraelski helikopter (z kilkoma żołnierzami, a nie prezydentem, najważniejszymi dowódcami i parlamentarzystami), premier Izraela natychmiast wysłał tam dwa samoloty z ekipą ratowniczą, specjalistami od katastrof i 60 komandosami. Oddział ten potrzebował kilkunastu godzin, by zabezpieczyć zarówno ciała ofiar, jak i sprzęt wojskowy; nie pozwolił przy tym Rumunom zabrać nawet kawałka rozbitej maszyny, której szczątki w ciągu kilku dni przewieziono do Tel Awiwu.
To prokuratura, a nie rząd, starała się, by śledztwo nie było prowadzone zgodnie z konwencją chicagowską, która umożliwiła przejęcie go przez Rosję na własnych warunkach. Świadczą o tym słowa Edmunda Klicha, relacjonującego podczas obrad podkomisji sejmowej swój konflikt z Naczelnym Prokuratorem Wojskowym, pułkownikiem Krzysztofem Parulskim: „I wchodzę do tego pomieszczenia, jest pan minister Parulski i od razu no, powiedziałbym dosyć ostro, powiedział mi, że ja w ogóle nie potrafię działać, ja utrudniam pracę prokuraturze, a w ogóle ja ustawiłem… przyjąłem jako załącznik 13 (konwencji chicagowskiej – red.) do procedowania i działam na szkodę Polski. To były bardzo mocne słowa”.
Grzechy prokuratury
Jednak prokuratura też nie jest bez winy. To prokuratura nie wyraziła zgody na kopiowanie akt rodzinom ofiar katastrofy w Smoleńsku, a wiele z kart udostępnianych tomów zostało utajnionych. To prokuratura odmawia odpowiedzi na pytania dotyczące znanego z internetu filmu, nakręconego tuż po katastrofie, na którym słychać wystrzały z broni, mimo iż śledczy potwierdzili, że jest autentyczny (internauci spekulowali, że dobijano rannych).
Rosjanie wymuszali na rodzinach ofiar, by wyrazili zgodę na spalenie odzieży ofiar, m.in. Zbigniewa Wassermanna, Przemysława Gosiewskiego, Stefana Melaka. Niszczyli dowody w śledztwie, bez sprzeciwu polskiej prokuratury. To rzecznik prokuratury wojskowej powiedział, że nie można było przeprowadzić sekcji ciał, które przywieziono do Polski, bo „nadal znajdowały się one pod rosyjską jurysdykcją”. Prokuratura stwierdziła też, że zgodnie z przepisami, ekshumacji można dokonywać tylko między październikiem a kwietniem. Miało to związek z wnioskiem dowodowym, złożonym 13 lipca 2010 r. przez mecenasa Rafała Rogalskiego w imieniu Beaty Gosiewskiej o przeprowadzenie ekshumacji zwłok Przemysława Gosiewskiego. Rogalski napisał: „Zwłoka strony rosyjskiej w przekazaniu materiału medycznego, przy postępującym szybkim rozkładzie zwłok, może spowodować utratę wnioskowanego dowodu”.

Oddalenie czasu ekshumacji aż do października, jak chce prokuratura, może pozbawić śledczych możliwości przeprowadzenia wszelkich niezbędnych badań. Czy w przypadku katastrofy o tak wielkim wymiarze nie można odstąpić od tych obostrzeń? Prokuratura odrzuciła też wnioski dowodowe mec. Stefana Hambury, pełnomocnika rodzin ofiar, o przesłuchanie w charakterze świadków premiera Tuska i prezydenta Komorowskiego. Chodziło m.in. o wyjaśnienie, czy polskie władze zrobiły wszystko, by polska prokuratura prowadziła śledztwo wspólnie z rosyjską.
Leszek Misiak, Grzegorz Wierzchołowski

http://niezalezna.pl/article/show/id/37582

10 sierpnia 2010

nadesłane przez: hanysOPP

Oceń artykuł:
(4.64)
głosów: 14
tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters