Od kłamstwa do nienawiści

Publikacja w serwisie: 28 August 2010
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , , , , , , , , , , ,

Lech Antoni Kujawski


Społeczeństwo polskie atakowane jest brutalnym słowem agresywnych polityków, szczególnie w ostatnich kilku latach, a wymowa tych słownych ataków staje się coraz ostrzejsza. Dziś można już mówić o zimnej wojnie słownej, która stanęła na granicy wojny gorącej.

Najpierw zabija się słowem, potem przechodzi się do rękoczynów. Tak było w hitlerowskich Niemczech – w czasie nazistowskich wieców, i jest to cecha charakterystyczna całej ich propagandy. Tak było w PRL od samego początku tego sowieckiego dominium, gdy komunistyczna propaganda najpierw opluwała polskich patriotów, by następnie mordować ich w katowniach UB. Tak było zresztą do ostatnich dni PRL, gdy jeszcze w późnych latach 80. ginęli księża i działacze niepodległościowi, skrytobójczo mordowani. Po dziś dzień nie wyjaśniono tych zbrodni poprzedzonych brutalną nagonką medialną.
Zadziwiająca jest postawa połowy uczestniczących w wyborach Polaków, którzy akceptują taki styl uprawiania polityki i taki język “społecznego dyskursu”. Niektórzy ludzie jakby zostali zaczadzeni tą mową nienawiści, nie można z nimi nawiązać normalnej rozmowy, nie chcą słuchać żadnych argumentów. Sytuacja taka jest zaprzeczeniem jakiejkolwiek formy demokracji. Jest tej demokracji kompromitacją, jeżeli w ogóle mamy jeszcze do czynienia z demokracją. Co się stało z ludźmi? Podziały idą nieraz w poprzek rodzin, najczęściej nieprzekraczalną granicą porozumienia jest cenzus majątkowy. Ale w wielu przypadkach “zaczadzone” są także te osoby, które najwcześniej mogą na własnej skórze odczuć skutki takiego brutalnego rządzenia.

Jak u Andersena
W znanej baśni-przypowieści Hansa Christiana Andersena na dwór cesarski przybywają wędrowni tkacze, zachwalając swoje doskonałe umiejętności. Wzięli obfity zadatek na poczet powstających w ich warsztacie tkanin. Dostojni urzędnicy dworscy przychodzili sprawdzać postęp prac. Zachwycali się pięknem materiałów i powstających szat, choć warsztat tkacki był pusty… Oni jednak zdawali się tego nie widzieć. Bali się, że inni uznają ich za głupców… Dopiero gdy szaty były już “gotowe”, a władca paradował w nich przez stołeczne miasto, jeden z najmłodszych poddanych zawołał spontanicznie: “Król jest nagi”!

Diagnozy Rudniańskiego
Ta sytuacja powtarza się po dziś dzień. Ludzie dają sobie wmówić nie tylko głupstwa, ale nawet podłości. Jarosław Rudniański (1921-2008) poświęcił jeden z rozdziałów swej pracy “Homo cogitans” (1975) metodom manipulacji, czyli metodom ograniczania swobodnego myślenia stosowanym w środkach społecznego przekazu. Można dziś podziwiać, jak trafnie, wnikliwie i w sposób zwarty już na początku lat 70. opisał metody manipulacji medialnej, które dziś obserwujemy! Oczywiście, przykłady, jakimi się posługiwał, odnosiły się do języka propagandy Goebbelsa czy Mussoliniego albo “propagandy imperialistycznej”, bo wówczas jedynie w takim kamuflażu można było dokonać klasyfikacji chwytów propagandowego kłamstwa, wszechobecnego na co dzień w komunistycznych mediach. Omawiany fragment książki ukazał się być może przez niedopatrzenie ówczesnego cenzora lub zbagatelizowanie tekstu “schowanego” wśród rozważań o myśleniu twórczym i kryteriach wartości. Gdy czytamy ten tekst dzisiaj, uderza nas jego niezwykła aktualność i trafność diagnozy. Rudniański wyróżnił kilkanaście metod manipulacji stosowanej w mediach. Wszystkie one są dziś obecne, może tylko jeszcze udoskonalone i stosowane w gigantycznych wymiarach, czego zapewne przed laty autor nie przewidział.
Rudniański wprowadził pojęcie zatrucia informacyjnego środowiska społecznego człowieka. I wyjaśniał, iż “zatrucie informacyjne polega m.in. na tym, że wśród olbrzymiej ilości informacji niewiele jest informacji rzeczywiście dla człowieka istotnych i niewiele jest informacji prawdziwych. Mamy zatem do czynienia z deprawacją natury etycznej poprzez bardzo dużą ilość przekazów wzrokowych i słownych. Oddziałują one na człowieka w ten sposób, iż przestaje on swobodnie i samodzielnie myśleć, traci kontakt z rzeczywistością pozaznakową”. Ważne jest podkreślenie zachodzącej tu deprawacji natury etycznej za pośrednictwem stosowania owego procederu. Zatrucie informacyjne prowadzi do obezwładnienia umysłowego człowieka, u którego zanika wszelka inicjatywa poznawcza, “stabilizują się horyzonty myślowe, a to, co indywidualne, ulega zamrożeniu, staje się statyczne”, człowiek staje się bezwolny w rękach propagandzisty. Rudniański powołuje się na prace badaczy amerykańskich nad tym zjawiskiem z lat 60. odnoszące się do zjawisk propagandy politycznej i reklamy.

Wszechobecny PR
Dziś zamiast o propagandzie mówi się częściej o tzw. public relations, pojęciu przeniesionym z języka angielskiego, początkowo stosowanym przeważnie do prezentacji firm i ich produktów wobec szerokiej klienteli, ostatnio jednak częściej o PR lub PR-owcach – pracownikach działających na tym polu – mówi się w odniesieniu do polityki i partii politycznych.
Public relations stała się dziedziną profesjonalną, istnieje szereg firm zajmujących się tym obszarem w zależności od tego, co zachwalają – towar czy jakiegoś polityka. Osiągają niekiedy krociowe zyski. Wyższe uczelnie wprowadzają specjalne kierunki kształcenia PR-owców, istnieją stowarzyszenia firm i zawodowców z tej branży, a nawet Rada Etyki PR. Wszystko więc wydaje się być w jak najlepszym porządku. Tylko że zwykły śmiertelnik na ogół nie zdaje sobie sprawy z tego, że podlega ogromnej machinie manipulacji i że “wiadomości” i “informacje”, jakie do niego docierają, nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. Pół biedy, jeżeli dotyczy to nowego modelu kapelusza czy butów. Gorzej, gdy odnosi się to do całej organizacji życia publicznego i perspektyw społeczeństwa, do polityki.
Już w początkach XIX w. odkrył pewien ówczesny “pijarowiec”, że “nieważne, co o mnie mówią, ważne, żeby poprawnie pisali nazwisko”. Tak też i dziś czytelnik, słuchacz czy telewidz rozpoznaje tego polityka, o którym po prostu częściej się mówi i to niezależnie od tego, co o nim się mówi i co on mówi. Przyjmuje się bezrefleksyjnie to, co głosi, choć byłyby to kompletne bzdury lub krańcowa niegodziwość – tylko dlatego, że powiedział to wobec wielomilionowej widowni, głośno i z zastosowaniem jakichś ekstrawaganckich gagów. Sytuacja wypisz, wymaluj jak z bajki Andersena o nowych szatach cesarza!

PR lepszy niż propaganda
Przy tej okazji warto zwrócić uwagę, że już tu mamy do czynienia z zastosowaniem jednej z wyróżnionych przez Rudniańskiego metod manipulacji medialnej – metodzie zmiany nazwy. Nie mówi się już o propagandzie, które to słowo po latach zaczęło się ludziom źle kojarzyć i nie budzi zaufania. W to miejsce wstawia się termin obcojęzyczny “public relations”, choć wielu z nas nie zna przecież języka angielskiego. Wprowadza się spolszczenie PR-owcy, jeszcze mniej zrozumiałe. Zanim powszechnie będzie kojarzone z manipulacją, czyli zwykłym kłamstwem, trochę czasu upłynie, a do tej pory można sobie na wiele pozwolić… Zapewne pojęcie to i stosowana metoda ugruntowane są na relatywizmie poznawczym, który “filozoficznie” uzasadnia proceder kłamstwa. Tak bywa szczególnie na gruncie polityki.

Zawsze coś się przyklei…
Blisko tego jest metoda powtarzania sloganów wyróżniona przez Rudniańskiego. Slogan jest stylistycznym skrótem myślowym i zastępuje pełne i wnikliwe opisanie realnej rzeczywistości kilkoma słowami. Slogan musi być krótki, wpadający w ucho i niekoniecznie prawdziwy. Słuchacz tego sloganu nie będzie się zastanawiał nad prawdziwością sformułowania, “wykorzystuje się zatem lenistwo myślowe ludzi”.
Ostatnio tak dalece odbiega się od rzeczywistości, że zupełnie bez żadnego skrępowania jako sloganu używa się zwykłej obelgi w odniesieniu do przeciwnika politycznego. Operujący takim sloganem odwołuje się do najniższych instynktów człowieka. Celuje w tym między innymi poseł PO Janusz Palikot, także niektórzy niemieccy pismacy obrzucający śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego sloganami – obelgami. Takiego schamienia życia publicznego nie przewidział nawet wnikliwy profesor Rudniański. Nasza rzeczywistość przerosła jego diagnozy i opisy.

Ośmieszyć, wyszydzić…
Bez skrępowania stosuje się dziś metodę ośmieszania, ale wbrew temu, co sądził Rudniański, ośmiesza się nie tylko ludzi, także ich poglądy. Jest to niekiedy metoda równie skuteczna jak metoda sloganów. Obelgi i ośmieszanie na trwałe przylegają do potraktowanych tym sposobem ludzi. Wykluczają jakąkolwiek racjonalną refleksję i krytyczną ocenę rzeczywistości. Ośmieszający slogan i obelga zastępują myślenie. Nie pozostawiają miejsca na jakikolwiek dialog i wymianę argumentów. Nie chodzi tu bowiem o żadne argumenty.

Po prostu kłamstwo
Główna jednak zasada manipulacji medialnej polega na kłamstwie. Kłamstwie dozowanym w różnych proporcjach jako ćwierćprawdy i półprawdy, a w ostateczności jest to po prostu zwykłe, stuprocentowe kłamstwo. I okazuje się, że jest to metoda ostatnio najpowszechniejsza. “Metoda bezpośredniego kłamstwa, którą często posługiwała się propaganda nazistowska, wymagała dużej dozy bezczelności i pewności siebie” – pisał Jarosław Rudniański. Okazuje się, że nie tylko naziści to potrafią, także dziś ową bezczelnością i pewnością siebie osiągają swoje cele współcześni PR-owcy i ich medialne tuby, politycy hołdujący metodom bezpośredniego kłamstwa. Dziś stosuje się tę metodę, gdy oczywiste jest, że prawda dla dysponentów owych kłamstw jest bardzo niebezpieczna. Wypuszcza się takie postacie, które działają niby “na własny rachunek”, ale nie dezawuuje się tego, co mówią i czynią, trzyma się ich jako funkcyjnych w strukturach partii, traktując ich wobec szerokiej publiczności niby jak oryginałów czy maniaków, ale w pełni korzysta się z efektów ich działalności medialnej. Ustanawia się najwyższej rangi urzędnika po to, aby nie brać na siebie odpowiedzialności za jego gafy czy niegodziwości. A gdy nawet głównemu dysponentowi kłamstw przyjdzie stanąć przed kamerą i głosić oczywiste nieprawdy, to wówczas ucieka wzrokiem na bok, nie ma odwagi spojrzeć w oko kamery – jak premier, gdy mówił o tzw. profesjonalnej armii, której po prostu już w ogóle nie ma. Polska została rozbrojona pod pozorem uzawodowienia armii, likwiduje się nawet takie służby, jak kwatermistrzowskie zabezpieczenie wyżywienia wojska, wojskowe kuchnie, szpitale itd. Tusk mówi natomiast o tym jako o wielkim sukcesie PO i jego rządu. Kłamstwo oczywiste i niezwykle perfidne. To zresztą tylko jeden z przykładów likwidacji elementów polskiej państwowości, jest ich wiele, a wśród nich pojawiające się tendencje separatystyczne, zmierzające do rozczłonkowania państwa i bliskiej perspektywy jego likwidacji jako integralnego, samodzielnego podmiotu na arenie międzynarodowej.

“Nienormalna” polskość?
Trudno się zresztą dziwić człowiekowi, który już na początku lat 90. mówił, że polskość to nienormalność… I takiego człowieka wybiera się na premiera! To nie tylko syndrom “nowych szat cesarza” z bajki Andersena. To jest tragedia. Oto, jak daleko postąpiła degradacja poczucia tożsamości narodowej, patriotyzmu, a w końcu także rozumnego rozeznania rzeczywistości politycznej. A odnosi się to w dużej mierze do tzw. inteligencji, czyli ludzi podobno wykształconych. To skutek wojennej i powojennej hekatomby polskiej inteligencji rozstrzeliwanej w masowych egzekucjach przez obu sygnatariuszy paktu Ribbentrop – Mołotow. To także skutek antypolskiej propagandy komunistycznej po 1945 roku, z całą masową akcją mordowania i eliminowania z życia społecznego najwartościowszych Polaków, którzy bronili niepodległego bytu Narodu i jego narodowej świadomości. To skutek cenzurowania i wycinania całych obszarów polskiej kultury budującej poczucie tożsamości narodowej i patriotyzmu. To szydzenie z Polski i z polskości, bezkarne poniewieranie narodowych symboli, całkowita obojętność wobec tych faktów organów ścigania i sądzenia za obrazę chociażby polskiej flagi. Kim są owi ludzie, którzy winni bronić narodowych symboli i szacunku dla Polski, a tego nie czynią?

Wrestling
Zamiast do poczucia godności narodowej, patriotyzmu, niektórzy politycy odwołują się do najniższych ludzkich instynktów, do gustów publiczności widowisk typu wrestling, gdzie przeciwnika traktuje się z niezwykłą brutalnością. Wśród tej widowni poszukują i znajdują zwolenników. Dziś mamy do czynienia z polityką typu wrestling i politykami – gwiazdorami wrestlingowego ringu. Typowym przykładem takiego osobnika jest przywołany wcześniej Janusz Palikot – z fantomem penisa i butelką wódki w rękach jako już powszechnie rozpoznawalnymi symbolami jego formacji politycznej. Osobników tego rodzaju jest więcej, jak choćby poseł Stefan Niesiołowski, a ze światka filmowego Kazimierz Kutz (kiedyś po prostu Kuc…) i Andrzej Wajda – każdy z nich w swojej oryginalnej osobowości. Gdzieś na peryferiach polityki, ale jako postać w tej mierze także bardzo ważna, funkcjonuje Jerzy Owsiak, który pod przykrywką akcji humanitarnej każe młodym ludziom tarzać się w błocie, w sensie dosłownym, fizycznym, ale także moralnym. Jego działalność realizuje pewien postulat środowisk masońskich, by łączyć gesty charytatywne z drenażem postaw moralnych i światopoglądowych. To także oparte jest na wyrafinowanym kłamstwie medialnym.

“Lewica”
Z kłamstwami mamy do czynienia w propagandzie tzw. lewicy. Ostatnio mieliśmy okazję zauważyć w czasie kampanii wyborczej nie do końca przemyślane stwierdzenie jednego z kandydatów, z wyraźnym ukłonem w stronę owej “lewicy”, że dziś już nie mówi się “postkomuniści”, ale “lewica”, bo to są ludzie młodzi, którzy nie przeszli osobiście przez partyjną karierę.
Ale karierę tę zaliczyli w większości ich ojcowie. To oznaczało przejęcie ich bagażu ideowego i wszystkich okoliczności życiowego “ustawienia”. Dramatyczne wydarzenia przy krzyżu smoleńskim na Krakowskim Przedmieściu odsłoniły prawdziwe oblicze lewicy. Demagogia jako styl publicznego dyskursu – znany zarówno u komunistów, jak i u nazistów – przerodziła się w bezpośredni brutalny atak. Lewackie bojówki nawołujące: “mohery na stos!”, posługując się językowym stereotypem autorstwa Donalda Tuska, co wskazuje na ich ideowe pokrewieństwo, obaliły złudzenia na temat ucywilizowanej wersji “nowej lewicy”. To są te same, co za komuny, bandyckie metody, które doprowadziły do morderstwa bł. ks. Jerzego Popiełuszki i wielu innych księży, których morderców do tej pory nie wykryto. A nie rozpłynęli się oni w powietrzu, nadal gdzieś są i być może szkolą swoich następców.
Kłamstwa lewicy są, najogólniej mówiąc, dwa. Jedno to szeroko pozorowana troska o warunki życia, płace i dobra socjalne “ludzi pracy”, którzy mieliby na nich głosować. Doświadczenia dziesiątków lat komunizmu stosowanego w ZSRS i “demoludach”, milionowe ofiary represji komunistycznych na wszystkich właściwie kontynentach, gdzie tylko przechwycili władzę, są dobitnym dowodem na tragiczne skutki tego kłamstwa. Współcześnie “lewica”, po kompromitacji reżimów komunistycznych i ich wszelkich dobrodziejstw dla “szerokich mas ludzi pracy miast i wsi”, zwraca się o poparcie do środowisk obyczajowo wyalienowanych społecznie, gejowskich i lesbijskich, współpracując w tej mierze z ośrodkami mającymi na celu drastyczne ograniczenie populacji ludzkiej w skali globalnej. “Lewica” popiera więc bez zastrzeżeń szeroko dostępną aborcję, antykoncepcję i środowiska homoseksualne – jako metody ograniczenia liczby ludności. Środowiska gejowskie nie przysporzą dzieci rodzajowi ludzkiemu… Tworzy się znowu drogą kłamstwa propagandę ludzi podobno szczęśliwych, a w istocie w dużej mierze nieszczęśliwych, bo zredukowanych do ekscytacji genitaliami. Popierają ich i uczestniczą w paradach gejowskich działacze “lewicy”. Młody człowiek, którego zainteresowania i horyzonty zostały tak znacząco zredukowane, nie będzie się angażował w obronę Ojczyzny, pogardzi mundurem Wojska Polskiego, bo zupełnie jest mu obojętna wolność i polska tradycja wojenna i rycerska. Owa “lewica” ma dziś w swoim dorobku miliony zamordowanych przed narodzeniem dzieci. Najnowszymi “osiągnięciami” w tej mierze szczyci się hiszpański premier, socjalista José Luisa Zapatero, idol polityczny zarówno lidera SLD Grzegorza Napieralskiego, jak też – może bardziej skrycie eksponowany – lidera PO Donalda Tuska, który ostatnio popisał się groźbą użycia siły w celu usunięcia obrońców krzyża upamiętniającego tragedię smoleńską. Język fałszu i zakłamania, jakim posługuje się zarówno nowy prezydent, jak i rząd, uaktywnia agresję skrajnie lewackich środowisk wobec obrońców krzyża, jak i w ogóle wobec Kościoła katolickiego. Dzieje się to przy obojętności i cichej aprobacie władz.

“Europejczycy”
Formacja polityczna Platformy Obywatelskiej – zarówno rząd pod przewodem Donalda Tuska, jak i zaprzysiężony ostatnio prezydent Bronisław Komorowski – “zeuropeizowała się”, czego wyrazem było rugowanie krzyża w stolicy – i to nie tylko tego smoleńskiego, ale już parę tygodni wcześniej przydrożnych krzyży stawianych spontanicznie w miejscach, gdzie ktoś zginął w wypadku drogowym. Władze stolicy, pozostające we władaniu PO, czyniły to skrycie pod osłoną nocy, jakby kierując się resztkami wstydu. Natomiast Bronisław Komorowski, nie wstydząc się, wydał wojnę krzyżowi jeszcze przed objęciem urzędu prezydenckiego.
Wtóruje im lewica. A wszystko doskonale harmonizuje ze sprawą obrony krzyża we włoskiej szkole, o co walczą Włochy, jednak ich starań PO na forum europejskim wyraźnie nie poparła. Jest to także skutek wcześniejszych ataków na krzyże na żwirowisku opodal obozu w Oświęcimiu i czynionych tam ustępstw, tak jakbyśmy nie byli w Polsce, ale na jakimś czasowo administrowanym kawałku ziemi. Dziwią także pojawiające się opinie, że krzyż smoleński ma jakoby tworzyć legendę poległego prezydenta. Stawianie krzyży to dawny polski zwyczaj. Krzyże i kapliczki zaznaczały granice polskości, w szczególności na zachodnich rubieżach Polski, o czym pięknie w swoich esejach pisał przed laty historyk sztuki prof. Tadeusz Chrzanowski w zbiorze “Żywe i martwe granice”. Krzyż w polskiej tradycji i w polskiej kulturze nie jest czymś przypadkowym i okazjonalnym, jest ściśle zrośnięty z polskością. Jeśli ktoś twierdzi, że tego nie rozumie, lub udaje, że nie rozumie, to wkracza na pole medialnego kłamstwa.

Przemoc i arogancja
Ksiądz biskup Adam Lepa, medioznawca, autor wielu prac naukowych i popularyzatorskich na temat funkcjonowania świata mediów, w jednym ze swoich wykładów przypomina fragment wypowiedzi Jana Pawła II w ONZ w roku 1995: “Oderwana od prawdy o człowieku wolność wyradza się w życiu indywidualnym w samowolę, a w życiu politycznym w przemoc silniejszego i arogancję władzy”. Przemoc i arogancja władzy wobec społeczeństwa wyraża się ostatnio w zagarnianiu mediów publicznych dla jednej tylko grupy opcji politycznych, w zwalczaniu różnymi sposobami mediów niezależnych, w szczególności katolickich i patriotycznych. W zwalczaniu prawa szerokich środowisk społecznych do wyrażania religijnych i patriotycznych treści oraz emocji.
Troską ks. bp. Adama Lepy jest stan społeczeństwa polskiego, któremu tak łatwo daje się wmówić właściwie cokolwiek. Wskazuje on na pasywność w odbiorze treści medialnych, która stanowi swoisty “dorobek” okresu PRL, kiedy obowiązywał państwowy monopol informacyjny i publiczność niejako przywykła do ówczesnych technik manipulacji medialnej. Inną przyczyną tego stanu rzeczy może być zagarnięcie w dużym procencie rynku medialnego przez obcych wydawców prasy i nadawców audiowizualnych. Podobnie jak o pochopnym wyzbywaniu się polskiej gospodarki można mówić o wyprzedaży za bezcen polskich mediów.
Po roku 1989 staliśmy się łatwym łupem kolonialnej penetracji dla kogokolwiek, kto by chciał nas złupić. Na wysokości zadania nie stanął pierwszy prezydent odradzającej się Polski, który mógł wiele uczynić dla pełnego odzyskania przez Polskę niepodległości, ale nie dorósł do swej roli. I nie chodzi o to, jakie “kwity” podpisywał dla bezpieki, ale co uczynił, gdy otrzymał władzę. Może też zabrakło nam rozeznania we współczesnym świecie, co wynikało z wieloletniego oderwania od wolnego świata, skutkowało naiwnością i nieobyciem w zmaganiach z różnymi amatorami łatwych zysków naszym kosztem. Czas już ostateczny, aby z tych dramatycznych doświadczeń wyciągnąć naukę.

Autor jest dziennikarzem, dokumentalistą, autorem wielu filmów, m.in. dokumentu pt. “W lasach Piaśnicy” ukazującego zbrodnię niemiecką na Polakach w Lesie Piaśnickim opodal Wejherowa, do której doszło jesienią 1939 roku. Film ten zdobył nagrodę specjalną prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego na 24. Międzynarodowym Katolickim Festiwalu Filmów i Multimediów w Niepokalanowie w 2009 roku. Jest on także autorem m.in. 3-odcinkowego filmu przedstawiającego losy Polonii Wolnego Miasta Gdańska “Tryptyk Gdański”, filmu “Pieśnią moją jest Pan” poświęconego działalności oświatowej bł. s. Alicji Kotowskiej, kilku filmów przedstawiających sylwetki Sług Bożych z drugiego procesu beatyfikacyjnego polskich męczenników okresu II wojny światowej i innych. Jest członkiem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy, a także Stowarzyszenia Gdynian Wysiedlonych. W latach 1990-2005 redagował “Gdański Magazyn Katolicki ETOS” w TVP Gdańsk.

Jarosław Rudniański (1921-2008) – filozof, psycholog i prakseolog, uczeń prof. Tadeusza Kotarbińskiego. W czasie II wojny światowej trafił do sowieckiego gułagu, z Armią gen. Andersa brał udział w walkach o Monte Cassino, po powrocie do kraju zajął się pracą naukową. W książce “Homo cogitans” (1975) postawił tezę, że ludzi trudno nazwać istotami rozumnymi (sapiens), że są raczej istotami myślącymi (cogitans). W stwierdzeniu tym jest wiele realizmu i dobrotliwej ironii w ocenie stanu psychiki i przypisywanego nam rozumu.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100828&typ=my&id=my81.txt

28 sierpnia 2010

Oceń artykuł:
(5.00)
głosów: 2
tagi: , , , , , , , , , , , ,

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters