Hodowanie pisowców

Publikacja w serwisie: 19 September 2010
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: ,

W mieście nie za dużym, nie za małym, leżącym w pewnej odległości od Warszawy, ale nie tak znowu daleko, trafił się jeden z tych szaleńców bożych, bez których świat byłby zupełnie nieznośny. Coś mu padło na głowę, żeby organizować tam wielkie, coroczne, najlepiej kilkudniowe wydarzenie artystyczne, multidyscyplinarne i przyciągające z jednej strony gwiazdy, a z drugiej tłumy publiczności. Tak po prostu, żeby jakoś rozruszać senną okolicę. I jak to się czasem szaleńcom bożym zdarza, zdołał zarazić swym szaleństwem kilkadziesiąt osób, które włożyły w sprawę własne pieniądze, czas i pracę. I ściągnąć do miasta dziesiątki ludzi znanych z różnych dziedzin, które urzeczone oczywistym szaleństwem organizatorów przyjechały bez honorariów z wystawami, koncertami i spotkaniami autorskimi.

Jednym słowem − cholerny kłopot dla włodarzy miasta. Już sam fakt, że ktoś nieupoważniony urządza taką imprezę zupełnie poza władzami jest niebezpieczny. Jeszcze sobie ludzie pomyślą, że władze są niepotrzebne, że można bez nich – do czego by to doprowadziło! Więc w tym roku włodarze miasta poczuli się zmuszeni też zorganizować dla ludności imprezę. Przypadkiem dokładnie w tym samym czasie. Ściągnęli nawet gwiazdy ze starego filmu Wajdy, który co prawda o mieście nie wspominał, ale niektóre sceny były tam właśnie kręcone. Fakt, oficjalna impreza przy tej urządzonej przez wolontariuszy wypadła blado, ale za to pokazano ją w telewizji, no i wydano na nią kilkaset tysięcy podatniczych złociszów, ponoć nawet ponad pół miliona. Po to się wszak takie rzeczy robi, żeby puścić w obieg trochę publicznego grosza, dać komuś zarobić. A tu − zalęgli się dywersanci, którzy robią jakiś lewy, nielegalny festiwal, na prywatnym terenie, za prywatne pieniądze, i władza ani jej zaplecze nic z tego nie mają!

Uczciwie uprzedzałem sprawcę całego zamieszania, że tak się to dla niego skończy: został ogłoszony „pisowcem”. On i wszyscy, którzy mu pomagali. To chyba oczywiste – skoro ktoś bruździ władzy, a władzą są w miasteczku ci, którzy reprezentują prawdziwą elitę, to musi być „pisowcem”. I do rozmaitych mniejszych i większych kłód, jakie już wcześniej facetowi rzucano pod nogi, dołączona została szydercza kampania, wykpiwająca „pisowską” imprezę, którą – jak przekonują lokalne media i zawodowi wpisywacze na lokalnych internetowych forach − ci lepsi, mądrzejsi mieszkańcy miasta, ci co czytają i oglądają to, co należy i co z nich czyni miejscową elitę i inteligencję, po prostu omijają łukiem. Wszyscy przecież wiedzą, że prawdziwe gwiazdy to te od Wajdy, które sprowadził za uczciwy grosz zarząd miasta, a nie te, które przyjechały za darmo do jakichś oszołomów.

Polska w pigułce. To, co w krajach cywilizowanych budzi szacunek i wdzięczność, u nas jest tępione. Ale w tej historii jest dla mnie najzabawniejsze, że cała kupa ludzi została „pisowcami”. W tym zwłaszcza główny organizator, człowiek z gatunku „szalony artysta”, który zupełnie polityką się nie interesuje i pewnie miałby problem ze zdefiniowaniem swych ideowych afiliacji.

Witam w klubie.

Podczas, gdy prezes czyści z osobowości partię, obsługującą politycznie Polskę Tubylczą, szerokie zaplecze tejże Polski Tubylczej i jego jakość na szczęście rośnie. I będzie rosnąć, mogę z perspektywy swych świeżo ukończonych 46 lat o tym zapewnić, bo działanie tego mechanizmu obserwowałem już nieraz.

Przypadek opisany wyżej (celowo nie podaję nazwy miasta ani nazwisk, by wydobyć ze sprawy pierwiastek uniwersalny) jest jednym z wielu. Osławiona „lista pisowców” sporządzona w warszawskiej szkole dziennikarskiej nie jest jakąś aberracją, tylko praktyką powszechną; zwykle takie listy sporządzane są dyskretniej, ale mechanizm usuwania „pisowców” działa od dawna, a po elekcji kandydata wszystkich polskich sitw i ustanowieniu monopolu jedynie słusznej władzy wszedł na wysokie obroty. Znajoma aktorka została niedawno sczyszczona z dużej imprezy organizowanej przez TVP, bo w ostatniej ktoś na nią doniósł, że kilka lat temu występowała w „pisowskim” kabarecie. Co zabawne, nikt nawet nie próbował ściemniać i wymyślać pretekstów, powiedziano jej wyraźnie, że dla takich nie ma i nie będzie tu miejsca.

„Słodkich pierniczków dla wszystkich nie starczy”, jak uczył Okudżawa. Trzeba na przykład zatrudnić na uczelni córkę, załatwić pracę szwagra kobicie, zachałturzyć – zawsze ktoś stoi na drodze. I to przeważnie ktoś zdolniejszy, lepszy, a każdym razie zbyt dobry, żeby go ot tak szurnąć. Na szczęście ci zdolniejsi mają zwykle poczucie swej niezależności, a to czyni ich politycznie „niebłagonadiożnymi”.

Czy Jarosław Kaczyński albo któryś z jego przybocznych uznałby za sympatyczkę PiS Janinę Jankowską? Czy ona sama by się za taką uznała? Nie ma znaczenia. Większość „pisowców” wcale nie uważa się za pisowców, psioczą nawet na Kaczyńskiego i jego politykę. Nic im to nie pomoże. „Pisowca” poznaje się tak, jak Żyda czy homoseksualistę, po tym, że zaprzecza. Im bardziej zaprzecza, tym bardziej dobitny dowód, że jest.

Za czasów mojej młodości w taki sam sposób zostawało się elementem antysocjalistycznym, i niejeden człowiek, który na początku tylko chciał naiwnie zaprotestować przeciwko bałaganowi i marnotrawstwu w zakładzie czy sobiepaństwu jakiegoś kacyka, stawał się szybko działaczem podziemia. Dwie przeciwległe części ludzkiego ciała są jakoś tak dziwnie ze sobą połączone, że przeciętny człowiek dopiero jak w jedną oberwie, to drugą zaczyna ruszać. I odwrotnie, jak na jednej siedzi zbyt wygodnie, to na przeciwnym końcu procesy myślowe zamierają zupełnie. Nie chwaląc się, jako jeden z drobnych przykładów − już kilka razy w małych miejscowościach zdarzyło się, że dyrekcja szkoły zabraniała urządzenia spotkania ze mną. W efekcie na spotkanie urządzane w końcu gdzie indziej uczniowie walili tłumnie, ku zdumieniu miejscowych organizatorów. A czym się zdumiewać? Jak dyrekcja zabrania, to znaczy, że warto posłuchać. Gdyby przyjść kazała, to by było gorzej. Tak to właśnie działa na dłuższą metę.

Dlatego patrzę na sporządzanie „list pisowców” i na rugowanie „pisowców” z artystycznego i medialnego półświatka bez złości, z filozoficzną zadumą, a nawet z satysfakcją. Jako były „element antysocjalistyczny”, obecny „pisowiec”, i przyszły… nie wiem jeszcze, jak się będzie kogoś takiego nazywać po zeskichaniu się obecnej władzy i jej salonów, ale zamierzam i spodziewam się być nim nadal. Czego i sobie, i wszystkim państwu życzę.

http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/09/18/hodowanie-pisowcow/

Oceń artykuł:
(5.00)
głosów: 3
tagi: ,

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters