Tam wciąż są ludzkie szczątki

Publikacja w serwisie: 24 September 2010
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi:

W ziemi na miejscu katastrofy Tu-154M pod Smoleńskiem mogą znajdować się jeszcze szczątki ludzkie. Dowodem na to jest choćby fakt, że natrafili na nie uczestnicy pielgrzymki motocyklistów do Katynia. Teren katastrofy tupolewa będą przeszukiwać archeolodzy, którzy pod koniec września pojadą do Smoleńska.

Generał Krzysztof Parulski, naczelny prokurator wojskowy, stwierdził, że ma “głębokie przeświadczenie”, iż na miejscu katastrofy rządowego tupolewa nadal mogą znajdować się szczątki ofiar. – To nas boli, że wciąż tam są znajdowane szczątki ludzkie – mówił Parulski podczas wczorajszej konferencji prasowej. Odkrycia dokonali m.in. uczestnicy pielgrzymki motocyklowej do Katynia. To kolejny dowód na to, że Rosjanie nie przekopali dobrze miejsca katastrofy, jak zapewniali wcześniej. O dokładnym przeszukaniu terenu i “przesianiu ziemi” mówili też przedstawiciele naszego rządu.
Archeologom być może uda się odnaleźć szczątki ofiar katastrofy. Prokuratura i kancelaria premiera poinformowały, że 30 września ekipa polskich archeologów i prokuratorów uda się na miejsce katastrofy. Mają uzgodnić warunki, na jakich zostaną przeprowadzone badania terenu. Dokonają też wstępnych oględzin tego miejsca, aby dostosować metody badawcze. – Na początek pojadą trzy osoby wraz ze mną na wstępny rekonesans i na rozmowy. Wtedy okaże się, ilu ludzi jest w rzeczywistości potrzebnych, gdy obejrzymy na miejscu, jak to wygląda – podkreślił prof. Andrzejem Buko, dyrektor Instytutu Archeologii i Etnologii PAN w Warszawie. Prezes PiS Jarosław Kaczyński, pytany o ten wyjazd, stwierdził, że “na pewno zawsze jakaś możliwość jest dobra, ale to jest grubo za późno”.
Jednak dokładnie nie wiadomo, kiedy do Smoleńska trafi ekipa ekspertów, aby przeprowadzić właściwe oględziny. Generał Parulski zapewnia, że prokuratura chce, aby stało się to jeszcze przed zimą, ale przyznaje, że może być to niemożliwe. – Chcemy z tego terenu wydobyć wszystko – zapewnił prokurator. Dodał, że Rosjanie nie chcieli się początkowo zgodzić na takie badania. Sprawa przeszła aż przez pięć resortów rosyjskich.
Rosja nie spełniła też obietnicy zabezpieczenia wraku Tu-154M, ale teraz ma się z tego wywiązać. – Uzyskaliśmy zapewnienie strony rosyjskiej, że powinni zdążyć zabezpieczyć wrak prezydenckiego samolotu przed nadejściem śniegów, ale terminu nie udało się ustalić – poinformował prokurator Krzysztof Parulski. Międzypaństwowy Komitet Lotniczy miał zlecić firmie zewnętrznej zabezpieczenie wraku, ale jak mówił Parulski, “pomimo tych zapewnień widocznych zmian nie dostrzegliśmy”. Według najnowszych informacji nad samolotem ma być zbudowany hangar lub kopuła. Gubernator Smoleńska miał przeznaczyć na ten cel 7 mln rubli.
Polscy prokuratury nie chcieli wiążąco odpowiedzieć na pytanie, czy cięcie szczątków samolotu, który uległ katastrofie pod Smoleńskiem, było niszczeniem dowodów. Film pokazujący takie działania wyemitowała ostatnio TVP. Szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie płk Ireneusz Szeląg stwierdził, że wbrew pozorom odpowiedź “nie musi być jednoznaczna”, jednak takie działania można uznać za utrudnianie oceny danego dowodu rzeczowego. Szeląg powiedział, że nie wie, co kierowało osobami, które to zleciły, ponieważ powinno się w jak najmniejszym stopniu “ingerować w strukturę fizyczną dowodu rzeczowego”. Jego zdaniem, mogła za tym stać np. konieczność pocięcia wraku, aby łatwiej go było transportować.
- Zabezpieczenie wraku jest konieczne, to jest materiał dowodowy – powiedział Parulski proszony o komentarz do wypowiedzi rzecznika rządu Pawła Grasia, że wrak nie ma już takiego znaczenia, ponieważ przeprowadzono na nim czynności śledcze. – Nie wiemy, po jakie dowody będziemy musieli sięgnąć, i te dowody musimy trzymać, zabezpieczać – wskazał prokurator. – Ten dowód jest dla nas istotny – podkreślił.
Prokurator Szeląg zapewniał, że ustalenia rosyjskiej komisji ani prokuratury “w żaden sposób nie będą wiązały polskiej prokuratury, jakiekolwiek by one były”. Problemem jest to, że Rosjanie nie chcą przekazać nam dokumentów na temat lotniska w Smoleńsku. – Status lotniska Siewiernyj z punktu widzenia polskiej prokuratury jest niezwykle istotny, bez tej wiedzy ocena materiału dowodowego mogłaby być niepełna, ułomna – podkreślił. – Czekamy na te materiały – dodał.
Zenon Baranowski

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100924&typ=po&id=po02.txt

24 września 2010

Oceń artykuł:
(5.00)
głosów: 1
tagi:

Komentarze: »

Jeśli uważasz że któryś komentarz nie powinien się tutaj znaleźć zgłoś to na adres:

admin@smolensk-2010.pl
  • anna :

    A co na to Kopacz?

    Thumb up 0 Thumb down 0

  • Joseph Kozubek :

    Kopacz ogląda kamyczki, które przywiozła ze Smoleńska no może z Moskwy poświęcone przez samego Putina, zobacz na jej uszach co teraz jest w modzie?, zdziwko co?

    Thumb up 1 Thumb down 0

  • mik :

    Oto, jak inne kraje troszcza sie o rodakow, ktorzy zgineli na obcej ziemi”

    Izrael nie pozwolił tknąć Rumunom ciał swoich żołnierzy !

    5 sierpnia 2010,
    Świat
    Benjamin Netanjahu o pilotach, którzy zginęli w katastrofie śmigłowca: Byli szybsi od orłów. Potężniejsi od lwów
    Izrael nie pozwolił tknąć Rumunom ciał swoich żołnierzy

    Po katastrofie izraelskiego śmigłowca w rumuńskiej części Karpat, w której zginęło sześciu żołnierzy, ekipa z Izraela przejęła pełną kontrolę nad śledztwem. Tel Awiw wysłał na miejsce elitarną jednostkę ratowniczą, wyspecjalizowane zespoły badawcze, wspierane przez oddział 60 komandosów. Władze kraju zapowiedziały drobiazgowe wyjaśnienie przyczyn katastrofy, a wszystkich, którzy w niej zginęli, określiły mianem bohaterów.

    “Ekipy ratunkowe Sił Obronnych Izraela oraz grupa biegłych sądowych przybyły do Rumunii we wtorek i udały się na teren Karpat, aby zbadać szczątki sześciu członków izraelskich Sił Powietrznych, którzy zginęli dzień wcześniej w katastrofie śmigłowca Sikorsky CH-53 Sea Stallion” – napisał dziennik “Jerusalem Post”. Jak podkreśla gazeta, to właśnie te ekipy były w pełni odpowiedzialne za identyfikację ciał zabitych. Rumuńska armia użyczyła jedynie bazy wojskowej, w której izraelscy eksperci mogli przeprowadzać pełne badania. Choć – jak stwierdzono w oficjalnym oświadczeniu – “Rumunia i Izrael decydują się przeprowadzić wspólne śledztwo”, to w rzeczywistości główna rola przypadła śledczym z Tel Awiwu.
    Władze na każdym kroku podkreślały, że zrobią wszystko, co w ich mocy, by drobiazgowo zbadać przyczyny i przebieg katastrofy. “Ekipy badawcze przybyły na miejsce dwoma samolotami transportowymi Hercules C-130″ – czytamy dalej. Wśród nich była m.in. najbardziej elitarna jednostka ratownicza izraelskiej armii. Ponadto, jak poinformował dziennik, na teren wypadku helikopterami przetransportowano także 60 żołnierzy izraelskich sił powietrznych, aby pomogli w poszukiwaniu szczątków rozbitej maszyny. – Ekipy zrobią wszystko, aby dotrzeć w miejsce katastrofy z samego rana. Szczątki maszyny są rozsiane po szerokim terenie, w bardzo stromym wąwozie, wyjątkowo trudno dostępnym – powiedział Generał Nimrod Shefer. Przedstawiciele władz podkreślali, że bez zbadania czarnych skrzynek, nie będą spekulowali nt. przyczyn katastrofy. Choć media zgadywały, że mogło do niej dojść ze względu na kiepską pogodę, to nie formułowały jednak żadnej z góry przyjętej tezy i nie wykluczały żadnych przesłanek. – Obecnie rozważamy wszelkie możliwości mogące spowodować ten wypadek – dodawał Shefer.
    Kompletowaniem szczątków śmigłowca zajmują się wyłącznie ekipy z Izraela. Rumuńscy śledczy praktycznie ani na moment nie mieli dostępu do wraku. Jak poinformował “Jerusalem Post” zebrane szczątki niemal natychmiast przetransportowano do Tel Awiwu. Najstarszy izraelski dziennik “Haaretz” tuż po zakończeniu poszukiwań podkreślał, że sprowadzenie maszyny do ojczyzny jest sprawą priorytetową. “Żołnierze nosili kawałki metalu z rozbitego helikoptera, w tym części ważące po 40 do 50 kilogramów każda, które mają pomóc śledczym w rozwikłaniu przyczyn wypadku” – pisze “Haaretz”.
    Ani razu w izraelskich środkach masowego przekazu nie spotkamy się z próbami dyskredytowania pilotów. Jak zauważył “Haaretz”, przekaz medialny przypomina w swoim charakterze ten z 1997 r., kiedy ostatni raz doszło do rozbicia się izraelskiej maszyny. Z tym że – jak zaznacza gazeta – tym razem jest on wyjątkowo odpowiednio dopasowany do powagi wydarzenia, z jakim mierzy się obecnie cały kraj. Choć jedną z tez dotyczących przyczyn wypadku był – obok złej pogody – błąd pilota, to jednak media nie pozwoliły sobie nawet na próby określenia osoby siedzącej za sterami mianem “niedoświadczonej” czy “lekkomyślnej”, jak to miało miejsce w Polsce po katastrofie prezydenckiego Tu-154. Wielokrotnie wręcz podkreślano doświadczenie pilotów, sugerując, że to nie z ich winy doszło do tragedii. Premier kraju Benjamin Netanjahu, opisując pilotów, którzy zginęli w katastrofie, przywołał werset z II Księgi Samuela. – Byli szybsi od orłów. Potężniejsi od lwów – powiedział. Szef rządu zaznaczył, że jest to potężna katastrofa i wyjątkowo ciężki dzień dla Izraela. – Naród żydowski stracił swoich najlepszych synów, którzy byli na ważnej misji, którą armia Izraela pełniła za granicami kraju – dodał. Także Minister obrony Ehud Barak wyraził głęboki żal z powodu śmierci żołnierzy. Prezydent kraju Simon Peres nazwał ich z kolei “największym skarbem armii i narodu”.
    Łukasz Sianożęcki
    http://www.naszdziennik.pl

    Thumb up 0 Thumb down 0

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters