BOR czekało na Siewiernym

Publikacja w serwisie: 08 October 2010
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , , , , , , , ,

“Nasz Dziennik” ustalił: 10 kwietnia na przylot delegacji z prezydentem Lechem Kaczyńskim czekali na lotnisku Siewiernyj oficerowie Biura Ochrony Rządu. Ekipa BOR do Smoleńska przybyła jeszcze przed wizytą premiera Donalda Tuska, a więc przed 7 kwietnia.

Czy powtarzane wciąż zapewnienia szefa Biura Ochrony Rządu gen. Mariana Janickiego, że oficerowie BOR byli obecni na lotnisku w dniu tragedii, mają swoje faktyczne uzasadnienie? Wątpliwości w tej sprawie pojawiły się wtedy, gdy Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie potwierdziła, iż zgodnie z uzyskanym przez śledczych materiałem dowodowym BOR na lotnisku nie było. Takie zeznania widzieli także m.in. pełnomocnicy rodzin ofiar katastrofy z 10 kwietnia, którzy mają dostęp do akt prokuratorskich.
Na ostatnim posiedzeniu parlamentarnego zespołu ds. wyjaśnienia katastrofy pod Smoleńskiem kwestię tę poruszył także były wiceszef Kancelarii Prezydenta Jacek Sasin. Jak relacjonował, o tym, że BOR nie było na lotnisku, powiedział mu jeden z funkcjonariuszy Biura, oczekujący na rozpoczęcie uroczystości w Katyniu. Jednak według mjr. Dariusza Aleksandrowicza, rzecznika BOR, funkcjonariusz, z którym rozmawiał minister Sasin, był odpowiedzialny tylko i wyłącznie za nadzór nad mediami, w związku z tym mógł o obecności BOR na lotnisku nie wiedzieć. – Funkcjonariusz ten nie był osobą głównodowodzącą i nie musiał znać wszystkich członów zabezpieczenia. Nie zawsze jest tak, że wszyscy muszą zawsze wszystko wiedzieć – tłumaczy mjr Aleksandrowicz.
Rzecznik BOR ponownie potwierdził, że funkcjonariusze BOR byli obecni na płycie lotniska w Smoleńsku przed przylotem prezydenckiego samolotu. Nie potrafił powiedzieć, kiedy dokładnie przybyli oni do Smoleńska. Na pewno jednak jeszcze przed wizytą premiera Donalda Tuska, czyli przed 7 kwietnia. Aleksandrowicz przyznał, że obie wizyty zabezpieczała ta sama grupa oficerów BOR.
- Po wizycie pana premiera cały skład grupy przygotowawczej został na miejscu. Oni nie wyjeżdżali – w tym samym składzie realizowali zadania ochrony wobec następnej wizyty pana prezydenta – zapewnia rzecznik BOR.
W przekonaniu Bogdana Święczkowskiego, byłego szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, sytuacja jest o tyle zaskakująca, że tylko stała łączność między funkcjonariuszami BOR gwarantuje bezpieczeństwo osoby chronionej. – Nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej – mówi Święczkowski. Jego zdaniem, istotne jest, kto miał zabezpieczać kolumnę transportową. – Nawet jeśli transport zapewniała strona rosyjska, to kierowcy pojazdów powinni być polscy. W tym wypadku powinni to być oficerowie BOR – zauważa.
Jaka była faktyczna obsługa kolumny? Informacji tej nie udzielił nam rzecznik BOR. – Te szczegóły będziemy wyjaśniać w prokuraturze – stwierdza krótko mjr Aleksandrowicz. Z informacji, jakie przekazał “Naszemu Dziennikowi” minister Jacek Sasin, wynika, że na płycie lotniska powinny były znajdować się dwa samochody osobowe – jeden z nich miał być przeznaczony dla pary prezydenckiej, drugi – dla prezydenta RP na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego. Pozostałych pasażerów miały przewieźć dwa autobusy. Jak relacjonuje Jacek Sasin, pojazdy te odjechały z płyty lotniska po otrzymaniu informacji o katastrofie. Minister nie wie jednak, czy kierowcami obu osobowych pojazdów byli oficerowie BOR.
Jak twierdzi jeden z pracowników Kancelarii Prezydenta, który chce zachować anonimowość, na lotnisku Siewiernyj już po katastrofie obecni byli jedynie ci funkcjonariusze Biura, którzy przybyli na miejsce katastrofy razem z ministrem Sasinem. – Znam funkcjonariuszy BOR od lat. Współpracowałem z nimi od dłuższego czasu. Ci, którzy byli z Polski, nie byli kierowcami – mówi urzędnik w rozmowie z “Naszym Dziennikiem”. – Żadnego z funkcjonariuszy BOR oczekującego na lotnisku nie widziałem – dodaje pracownik Kancelarii. Jego zdaniem, funkcjonariusze BOR na płycie lotniska mogli być jednak ewentualnie obecni, jeśli przybyli z ambasadorem polskim z Moskwy.
Funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu obecni w Katyniu mogli nie wiedzieć o swoich kolegach czekających na prezydenta na lotnisku – twierdzi Biuro Ochrony Rządu.
Major Aleksandrowicz zapewnia, że wątpliwości dotyczące obecności BOR w Smoleńsku rozwieją przesłuchania w prokuraturze wojskowej. – Czekamy na to, aż prokuratura poprosi o stosowne wyjaśnienia tych rozbieżności i naszego stanowiska, w którym podtrzymujemy, że BOR było obecne w Smoleńsku – mówi rzecznik Biura Ochrony Rządu. Jak informuje Naczelna Prokuratura Wojskowa, Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie w toku śledztwa przesłuchała wszystkich funkcjonariuszy BOR, których zadania służbowe w dniu 10 kwietnia 2010 roku związane były z zabezpieczeniem wizyty prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku i Katyniu. Prokuratura nie informuje, czy w jej aktach znajdują się zeznania innych służb poza BOR. – Z uwagi na charakter i dobro prowadzonego przez WPO w Warszawie śledztwa udzielenie odpowiedzi na to pytanie jest w tej chwili niemożliwe – stwierdza krótko NPW.
Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20101008&typ=po&id=po22.txt

8 października 2010

Oceń artykuł:
(5.00)
głosów: 2
tagi: , , , , , , , , ,

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters