Ślady zostały już zatarte

Publikacja w serwisie: 08 October 2010
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , , , , , , , ,

W powołanej do wyjaśnienia przyczyn i przebiegu katastrofy smoleńskiej komisji ministra Jerzego Millera nie wszyscy znają metodykę badania wypadków lotniczych. W jej szeregach zasiada np. specjalista od budowy dróg i mostów

Z dr. inż. Antonim Milkiewiczem, byłym głównym inżynierem Wojsk Lotniczych, pilotem oraz specjalistą z zakresu badań wypadków
lotniczych, badającym m.in. katastrofę samolotu pasażerskiego Ił-62 w Lesie Kabackim, rozmawia Marcin Austyn

Kiedy i w jakich okolicznościach dowiedział się Pan o katastrofie Tu-154M?
- Informacja ta dotarła do mnie z mediów w dniu tragedii. Tego samego dnia dowiedziałem się też, że jest dla mnie zaproszenie ze strony Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych do wzięcia udziału jako ekspert w pracach na miejscu katastrofy. Do Smoleńska dotarłem 11 kwietnia w godzinach popołudniowych. Pracowały tam służby rosyjskie, które kończyły etap przeglądania i szukania różnych elementów samolotu na miejscu wypadku.

Jako ekspert pracował Pan w Smoleńsku i Moskwie w pierwszych dniach po wypadku. Czy działania podejmowane wówczas przez Rosjan były prawidłowe?
- Przede wszystkim doszło do pewnego nieporozumienia polegającego na tym, że z obu stron badanie wypadku rozpoczęły komisje wojskowe, po czym dowiedziałem się, że badanie przejmuje komisja cywilna. Jak można było się zorientować z informacji przekazywanych przez media, ze strony rosyjskiej prym wiodła ich generalna prokuratura, która wdrożyła śledztwo. To jest odwrócenie kota ogonem. Prokuratorskie śledztwo można prowadzić po określeniu przyczyn wypadku lub na zaawansowanym etapie procesu badania katastrofy lotniczej, gdyż celem śledztwa jest wykrycie winnych, a nie przyczyn wypadku. Prokurator sam nie jest w stanie określić przyczyn katastrofy. Owszem, może to zrobić, ale w sposób pośredni, poprzez przesłuchiwanie biegłych w tym zakresie. Jest to jednak proces niezwykle długotrwały. Zatem wszystkie czynności powinna wykonywać właściwa komisja badania wypadków lotniczych i ona powinna tylko wyselekcjonowane informacje przekazywać społeczeństwu. Ta komisja jest bardzo silnie pod tym względem umocowana w międzynarodowych przepisach, w tzw. aneksie 13 konwencji chicagowskiej.

Chce Pan powiedzieć, że w Smoleńsku komisja i prokuratura przeszkadzały sobie w pracach?
- Nie chciałbym tak tego określić, ale wydaje mi się, że to zamieszanie, jakie powstało, opóźniało prace. Trzeba tu wiedzieć, że badanie katastrof lotniczych na terenie Federacji Rosyjskiej jest bardzo specyficzne. Tam nie można być uległym, bo tacy ludzie nie cieszą się szacunkiem. Co innego gdy człowiek jest twardy, zdecydowany. W Rosji, jeśli się ma argumenty, nie można prosić, trzeba żądać.

Skąd wynikło to pomieszanie kompetencji? Zabrakło tej twardości?
- To efekt tego, że mamy już trzecią komisję badającą ten wypadek. Jak już wspomniałem, najpierw sprawę podjęły komisje wojskowe i to odpowiadało sytuacji, jaka zaistniała: wojskowe lotnisko, wojskowy samolot, wojskowa załoga… Jednak po dniu Rosjanie zmienili komisję na cywilną, nastała inna sytuacja, wszedł opacznie interpretowany aneks 13 i Rosjanie wprowadzili swoją prokuraturę. Do tej sytuacji nasza prokuratura musiała się dostosować. Nie miała innego wyjścia. Ponadto z naszej strony powstała trzecia komisja pod przewodnictwem ministra Jerzego Millera.

W efekcie słyszymy o zaniedbaniach, o tym, że teren nie został właściwie przeszukany.
- To, że znajdowane są różne rzeczy na miejscu katastrofy, jak np. nity, drobne odłamki konstrukcji samolotu, nie jest sprawą nadzwyczajną przy tego rodzaju wypadkach.

Znajdowano jednak większe elementy, także urządzenia z kokpitu…
- Metodyka badania wypadków lotniczych, bez względu na stawiane hipotezy przyczyn, nakazuje skrupulatnie zbadać wrak samolotu. To trzeba wykonać. To jest tylko jedna z czynności komisji. Wstępne badania wykonuje się na miejscu wypadku, bez ruszania części samolotu. Na miejscu katastrofy podkomisja techniczna powinna wykonać badania, udokumentować wszystko na zdjęciach i filmach, oznaczyć wzajemne położenie części, wykonać bardzo dokładny szkic miejsca wypadku itd. Dopiero wówczas przewodniczący podkomisji technicznej wyraża zgodę na zabranie szczątków. Decyzję tę musi zaakceptować przewodniczący komisji, który zarządza uwolnienie miejsca wypadku ze szczątków.

Czy ta kolejność została zachowana w Smoleńsku?
- Nie. W tym przypadku tak się nie działo. Na drugi czy trzeci dzień po wypadku przyjechały maszyny i wszystko zostało zabrane. To było nieprawidłowe działanie.

Potem wrak został “poskładany” i leży od pół roku pod gołym niebem. Czas mógł już zatrzeć niektóre ślady?
- W tej chwili sprawa zabezpieczenia wraku jest jakby kwestią już tylko symboliczną. Po tym, co do tej pory przeszedł ten wrak, niewiele pozostało do zbadania. Widzieliśmy w telewizji, jak postronni ludzie, mając dostęp do szczątków, łomem rozbijają maszynę. Wiele rzeczy zostało zniszczonych podczas przenoszenia. Dlatego dziś wrak ma coraz mniejsze znaczenie dla ekspertów. Oczywiście trzeba go zbadać, ale jeśli już, to na miejscu, w którym obecnie się znajduje. Nie należy teraz przewozić go do Polski, bo przy okazji zostanie on całkowicie zniszczony. Tego nie wolno zrobić. Eksperci podkomisji technicznej powinni pojechać do Smoleńska i tam wykonać badania. Z pewnością są one potrzebne, jednak stan techniczny samolotu podczas lotu można określić na podstawie zapisów dokonanych przez pokładowe rejestratory parametrów lotu i pracy urządzeń samolotu.

Pan ma swoją ocenę tego, co się wydarzyło w Smoleńsku w czasie tragicznego lotu?
- Pozwólmy, by wykazała się tu nasza komisja. Wprawdzie mam co do niej pewne zastrzeżenia, bo – jak wspomniałem – ta powołana przez ministra MSWiA jest już trzecią komisją badającą ten wypadek, a ponadto pracują w niej osoby, które nie powinny się w niej znaleźć. Tam powinni być ludzie, którzy w sposób idealny znają swoją dziedzinę (z zakresu lotnictwa), którzy ponadto doskonale znają metodykę badania wypadków lotniczych. Tych uwarunkowań jest więcej. Tymczasem w komisji znajdziemy np. specjalistę od budowy dróg i mostów. Nie rozumiem tego. Jeśli komisja uważałaby, że taki specjalista byłby potrzebny, to on mógł być powołany w roli eksperta. Wówczas wyrażałby swoją opinię na piśmie, a komisja zajmowałaby w tej kwestii własne stanowisko. Jednak wówczas ów ekspert nie miałby wpływu na protokół końcowy.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20101008&typ=po&id=po03.txt

8 października 2010

Oceń artykuł:
(5.00)
głosów: 2
tagi: , , , , , , , , ,

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters