Widziałem ludzi we wraku, których nikt nie wydobywał

Publikacja w serwisie: 11 October 2010
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , , , , , , , ,

Zobacz także:

» "List z Polski" » Nikt nie chce wziąć odpowiedzialności » Nikt nie chce wziąć odpowiedzialności » Nie widziałem, by ktoś strzelał do ofiar katastrofy » Dokumenty, których nie dostaliśmy od Rosjan » Nikt nie widział zagrożenia » TYSIĄCE LUDZI NA KRAKOWSKIM PRZEDMIEŚCIU » Konfliktowanie ludzi jest komuś na rękę » Smoleńsk: tajne rozmowy ludzi Putina i Tuska » Dlaczego zostawiliście śledztwo w rękach ludzi rodem z KGB? » “List z Polski” – Holendrzy usłyszeli pytania, których nie jest w stanie wyartykułować większość polskich dziennikarzy » Nie pomogą tłumaczenia, że chodzi ci o to, iż Putin zamordował na Kaukazie ćwierć miliona ludzi. » Pomnik, ale bez wraku » Będą rozmowy o sprowadzeniu wraku » ROSJANIE NIE ODDADZĄ WRAKU TUPOLEWA? » Dezinformacje na temat odzyskania wraku Tu-154M » KRÓTKI TEKST O zabijaniu. (częśc 2) » KRÓTKI TEKST O zabijaniu. (częśc 1) » Kwiatkowski chce “mapy drogowej” ws. przekazania wraku Tu-154 » [WRZUTKA] Rosjanin zginął podczas podnoszenia wraku Tu-154 » Zespół Macierewicza przygotuje komputerową rekonstrukcję wraku Tu-154 » Prokuratura zajmie się sprawą niszczenia wraku Tu-154M » Po pół roku pod gołym niebem rozpoczęto osłanianie wraku Tu-154M » 100 tysięcy złotych za płot i brezent chroniący resztki wraku Tupolewa » Seremet: Spotkanie w Komitecie “owocne”. Nie potrafię podać daty sprowadzenia wraku samolotu. » Nikt ich nie ratował » NIKT NIE PRZEŻYŁ » Nie podpisali? Nikt się nie zorientuje » Nikt nie zapytał o certyfikaty » Czy nadal nikt nie dostrzega problemu?! » Czy nadal nikt nie dostrzega problemu?! » Nikt nie ukryje przyczyn katastrofy smoleńskiej » Dlaczego nikt nie pyta o naciski na kontrolerów? » Katastrofa samolotu prezydenta. Nikt nie przeżył » Prokuratura: nikt nie obrażał „Bronka” i „Donalda” » Nikt nie zgłosił się do przetargu na Jaki-40 i części do Tu-154M » Skąd wiadomo, czego dotyczyła rozmowa, skoro nikt jej nie słyszał? » Przemysław Marzec: Nikt nas o niczym nie poinformował, “czekamy na lepsze czasy” » Nikt nie wie CZY i KIEDY “Prawie 200 osób pojedzie do Smoleńska po wrak tupolewa” » Smoleńsk: Katastrofa samolotu Tu 154. Prezydent Lech Kaczyński był na pokładzie. Nikt nie przeżył » Wstrząsająca “relacja” strażaka z katastrofy Tu-154M – od razu było jasne, że nikt nie przeżył. » Teorie spiskowe to bzdura. Na filmie nikt nie dobija rannych, a postacie to w rzeczywistości gałęzie drzew. (wideo) » W Siłach Powietrznych do CASY jest nadal wyłącznie angielska instrukcja. I nikt z tego nie robi problemu » BOR czekało na Siewiernym » 10 kwietnia: średni stopień zagrożenia » LISTA PASAŻERÓW TU-154M » Deklaracja Miedwiediewa w świetle prawa międzynarodowego jest wiążąca » Tusk z Komorowskim będą się tłumaczyć » “Wyborcza” wyważa otwarte drzwi » 10 KWIETNIA I NADAKTYWNOŚĆ ROSYJSKICH SŁUŻB » Terlikowski: „Mgła”, czyli o tym jak honor przegrywa z PR-em » Ewidentne zacieranie śladów » emerytowany oficer CIA: TO NIE BYŁ WYPADEK

Części samolotu nie były rozrzucone po większej przestrzeni, były raczej skupione w jednym miejscu. Myślałem wtedy, że samolot spadał pionowo, z dużej wysokości. Jedynym przejawem akcji ratunkowej, jaką widziałem na Siewiernym, było dogaszanie pożarów

Z Jackiem Sasinem, wiceszefem Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, rozmawia Anna Ambroziak

Decyzja o rozdzieleniu wizyt premiera i Prezydenta w Katyniu była konsultowana z Kancelarią Prezydenta?
- Nie była. Dopiero od momentu, kiedy ujawniono w mediach notatkę świadczącą o tym, że to rozdzielenie odbyło się na życzenie strony rosyjskiej, rzecznik rządu Paweł Graś sugerował, jakoby była to wspólna decyzja Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i Kancelarii Prezydenta. To nieprawda. Po pierwsze, nie było oficjalnych kontaktów między kancelariami w tej sprawie. Od 27 stycznia, kiedy z Kancelarii Prezydenta zostało wysłane pismo z informacją, że Prezydent zamierza jechać do Katynia, przez miesiąc rozmowa odbywała się poprzez media. Po drugie, miał miejsce medialny nacisk, by Prezydent Lech Kaczyński zrezygnował z tego wyjazdu. W tym duchu występowało wtedy wielu polityków Platformy Obywatelskiej. Kiedy rząd zdecydował się cofnąć swój sprzeciw, aby w uroczystościach uczestniczył Prezydent Kaczyński, w końcu lutego Kancelaria Prezydenta otrzymała pismo od wiceszefa Ministerstwa Spraw Zagranicznych Andrzeja Kremera. Proszono w nim o ostateczne potwierdzenie, że Prezydent chce uczestniczyć w uroczystościach w Katyniu i przewodniczyć polskiej delegacji, co też nastąpiło tego samego dnia. Wtedy jeszcze byliśmy przekonani, że będzie to wspólna wizyta Prezydenta i premiera.

W jakich okolicznościach nastąpiła zmiana?
- Z rozmowy, jaką minister Mariusz Handzlik z Kancelarii Prezydenta odbył z wiceministrem spraw zagranicznych Andrzejem Kremerem, wynikało, że brany jest również pod uwagę wariant, żeby były to oddzielne wizyty. Ale nigdy Kancelaria Prezydenta nie była konsultowana ani pytana o zgodę w tej sprawie i nigdy nie wyraziła pozytywnej opinii ani zgody na takie rozwiązanie. Pan Prezydent Kaczyński uważał, że wspólna wizyta polskich przywódców w Katyniu zamanifestuje wobec Rosjan determinację polskiego społeczeństwa i jego władz w dążeniu do pełnego wyświetlenia prawdy o zbrodni katyńskiej i ułożenia polsko-rosyjskich stosunków w oparciu o prawdę i równouprawnienie oraz poszanowanie oczekiwań obu stron. O tym, że zapadła decyzja przeprowadzenia oddzielnych wizyt Prezydenta i premiera, Pan Prezydent dowiedział się z mediów. Było to na początku marca.

Kancelaria podejmowała próby rozmów z rządem na ten temat?
- Podkreślam – od momentu zgłoszenia przez Lecha Kaczyńskiego chęci wzięcia udziału w uroczystościach w Katyniu nie było oficjalnych rozmów z Kancelarią Prezydenta w tej sprawie. Byliśmy przekonani, że będzie jedna wizyta. Dziś wygląda na to, że to Rosjanie chcieli dwóch odrębnych wizyt. Pytanie tylko, czy rząd RP powinien się na taką formułę uroczystości zgadzać. Bo polska racja stanu nakazywała, by przy okazji tych uroczystości zaprezentować jedność polskich władz. Na tym Rosjanom nie zależało. Można zrozumieć takie stanowisko strony rosyjskiej, która prezentowała w ten sposób swój interes polityczny, natomiast nie można zrozumieć postępowania rządu premiera Donalda Tuska, który taki punkt widzenia bez szemrania przyjął. Zresztą nie wydaje mi się, by strona rosyjska była w stanie narzucić polskiemu rządowi taką formułę uroczystości, gdyby ze strony premiera Tuska i ministra spraw zagranicznych była stawiana otwarcie sprawa wspólnego udziału w uroczystościach katyńskich.

W jakich okolicznościach dowiedział się Pan o katastrofie?
- Byłem na cmentarzu w Katyniu. Poinformował mnie o tym jeden z pracowników polskiego protokołu dyplomatycznego. Wtedy nie zdawaliśmy sobie sprawy z powagi tego wypadku.

Która była wtedy godzina?
- Było to zaledwie kilka minut po wypadku. Około godziny 9.40 czasu polskiego byłem już na miejscu katastrofy.

Jak ono wyglądało?
- Widok był przerażający. Wrak samolotu był bardzo zniszczony, do tego stopnia, że właściwie nie dało się rozpoznać poszczególnych jego fragmentów. Rozpoznałem tylną część samolotu, fragmenty kadłuba, dlatego że wskazywał na to rząd okien. Nie byłem w stanie dostrzec kokpitu. Moją uwagę zwróciło to, że części samolotu nie były rozrzucone po większej przestrzeni, były one raczej skupione w jednym miejscu. Myślałem wtedy, że samolot spadał pionowo, z dużej wysokości. Tłumaczyłem sobie wówczas, że musiało dojść do poważnej awarii samolotu – czy to awarii silników, czy też blokady sterów. Nie przypuszczałem, że ten upadek nastąpił z tak niewielkiej wysokości, o czym już teraz wiemy.

Rosjanie w jakiś sposób utrudniali bądź ograniczali poruszanie się po miejscu katastrofy?
- Nie. Byłem tym nawet zaskoczony. Przybyłem tam razem z ekipą funkcjonariuszy BOR oraz kolegą z Kancelarii Prezydenta. Bez żadnego trudu doszliśmy na miejsce katastrofy. Najwidoczniej służby rosyjskie zostały o naszym przybyciu powiadomione wcześniej.

Co się tam działo? Widział Pan karetki, lekarzy?
- Przybyłem na miejsce godzinę po katastrofie. Uderzyło mnie, że akcja ratunkowa nie była już wtedy prowadzona. Widziałem karetki, które znajdowały się w pewnej odległości od wraku samolotu, przy karetkach stał personel medyczny. Zrozumiałem wtedy, że część medyczna akcji ratunkowej już się zakończyła. Na miejscu katastrofy była jeszcze ekipa strażacka, która dogaszała drobne ogniska pożarów. Nie było żadnych innych służb, które umożliwiłyby służbom medycznym dostęp do ciał. Do części z nich dostęp był łatwy: leżały one obok samolotu. Ale inne były we wraku. Nie wiem, czy podjęto próbę dotarcia do nich. Nie przesądzam, że nie było żadnej akcji ratunkowej. Być może zakończyła się ona przed moim przybyciem na miejsce katastrofy. Ale czy była skuteczna? I czy mogła być taka bez zastosowania odpowiedniego sprzętu, który umożliwiłby odgięcie blach itp.?

Jak długo pozostał Pan na miejscu katastrofy?
- Około godziny. I jedynym przejawem akcji ratunkowej, jaki widziałem, było dogaszanie pożarów.

W ciągu tych dwóch godzin nie podjęto próby, by dostać się do wnętrza wraku? Z góry przesądzono, że nikt nie przeżył?
- Ja takich działań nie zaobserwowałem. Być może były one podejmowane, zanim udało mi się dotrzeć na miejsce katastrofy, ale nie mogły być podejmowane skutecznie wobec tych ofiar, które znajdowały się wewnątrz wraku.

Czy na Siewiernym spotkał Pan funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu?
- Jeśli gen. Marian Janicki, szef BOR, twierdzi, że byli tam funkcjonariusze BOR, to mogli oni tam działać w sposób tajny. Nie możemy wykluczyć, że to miało miejsce. Ale o tym nie wiedzieli ani pracownicy Kancelarii Prezydenta, ani oficerowie BOR, którzy byli obecni na cmentarzu w Katyniu, a z którymi rozmawiałem. Oni twierdzili, że żadnej ekipy BOR na lotnisku nie było. Po katastrofie nie byli w stanie uzyskać żadnej informacji od kogokolwiek z lotniska o tym, co się wydarzyło. Pytałem dowodzącego grupą BOR, kto miał chronić Prezydenta na lotnisku. Otrzymałem informację, że ta ekipa, która miała przylecieć z Panem Prezydentem.

Były jakiekolwiek przesłanki wskazujące na to, że wizyta delegacji prezydenckiej może zakończyć się tragicznie, np. systematyczne próby dezawuowania osoby Prezydenta?
- Zgadzam się z Jarosławem Kaczyńskim w tej kwestii. Należy wskazać na wytworzenie przez premiera Tuska i innych polityków Platformy Obywatelskiej atmosfery, która dezawuowała autorytet głowy państwa. Stworzono swoisty “przemysł nienawiści” wobec Prezydenta, w którym obok polityków PO znaczący udział miała znaczna część publicystów i mediów. Takie działania trwały właściwie od początku, tj. od wyboru Lecha Kaczyńskiego na urząd Prezydenta RP. Warto choćby przypomnieć komentarz Bronisława Komorowskiego tuż po wyborach prezydenckich w 2005 roku, kiedy ocenił dokonany przez obywateli wybór Lecha Kaczyńskiego jako tragedię dla Polski. Potem było już tylko gorzej, że przypomnę choćby odmawianie Prezydentowi prawa do odbywania podróży zagranicznych czy słynne już stwierdzenie premiera Tuska przy okazji szczytu Unii Europejskiej: “Mnie Pan Prezydent nie jest do niczego potrzebny”. Wytworzenie takiej atmosfery mogło mieć istotny wpływ na to, że instytucje państwa nie przykładały należytej wagi do zapewnienia osobie Pana Prezydenta niezbędnego poziomu bezpieczeństwa.

Wracamy do sprawy obecności BOR na lotnisku…
- Tak, ale nie chodzi tylko o to. Należałoby też wyjaśnić kwestię, czy lotnisko w Smoleńsku zostało właściwie przygotowane, czy polskie służby – mam na myśli nie tylko BOR, ale też kontrwywiad wojskowy – w należyty sposób zabezpieczały tę wizytę. Mam co do tego poważne wątpliwości.

W kancelarii tajnej prokuratury wojskowej znajdują się dokumenty świadczące o tym, że wizycie Prezydenta nadano średni stopień zagrożenia bezpieczeństwa, a wizycie premiera poziom niski. Czy Prezydent o tym wiedział, wzmocniono jego ochronę?
- Nic mi na ten temat nie wiadomo. Uczestniczyłem w przygotowaniach do tej wizyty, ale osobiście nie zaobserwowałem działań nadzwyczajnych ze strony służb, które miały zabezpieczać wizytę.

Ma Pan na myśli Biuro Ochrony Rządu?
- Tak, bo działania BOR były widoczne. Istotą tajnych służb jest tajność, więc wszystkich ich działań mogłem po prostu nie widzieć. Natomiast nie zauważyłem, by BOR podjęło jakieś nadzwyczajne kroki w celu zabezpieczenia tej wizyty. Dlatego tak ważną kwestią jest wyjaśnienie obecności funkcjonariuszy BOR na lotnisku Siewiernyj. Jak już mówiłem, osobiście nie byłem w stanie stwierdzić tej obecności.
Generał Janicki powinien wyjaśnić, pod jaką postacią ci funkcjonariusze tam byli. Bo nikt ich nie widział, a inni funkcjonariusze BOR o tym nie wiedzieli. Oczywiście nie wykluczam, że ci funkcjonariusze mogli pełnić jakąś tajną służbę. Ale w tej sytuacji należy to wyjaśnić. Wersja gen. Janickiego powtarzana jak mantra brzmi po prostu mało wiarygodnie.

Ilu oficerów BOR widział Pan w Katyniu? Były tam także inne polskie służby?
- Nawet jeśli były inne służby, to działały one w sposób zakamuflowany, więc ich obecności nie mogę stwierdzić. Natomiast co do BOR – współpracowałem z tymi ludźmi już wcześniej, także z tymi, którzy zginęli w katastrofie. I mogę powiedzieć, że zawsze prezentowali najwyższy profesjonalizm i poświęcenie w realizacji swoich zadań. Dotyczy to także tych funkcjonariuszy, którzy przebywali na cmentarzu katyńskim 10 kwietnia. Na wiadomość o katastrofie udali się oni jak najszybciej na miejsce tragedii. Zgodnie z tym, co pamiętam, na lotnisko pojechało ośmiu funkcjonariuszy BOR.

Jaki był zakres ich działań na Siewiernym?
- Prawdę mówiąc, nie pamiętam. Wszyscy byliśmy w stanie ogromnego szoku i wzburzenia. Nie zarejestrowałem tego, co robili funkcjonariusze BOR. Myślę, że podjęli jakieś działania, być może razem ze służbami rosyjskimi. Ale nie mogę tego stwierdzić na pewno.

Był Pan świadkiem sytuacji, że oficerowie BOR chcieli przystąpić do jakiejś czynności, a Rosjanie im to uniemożliwiali?
- Nie.

Dotarły do Pana informacje o niewłaściwym traktowaniu ciał ofiar? Na jednym z internetowych filmów widać rosyjskich funkcjonariuszy dotykających ciała ofiar patykami…
- Tego nie widziałem. Chciałbym jeszcze raz podkreślić, że kiedy dotarłem na miejsce katastrofy, nie zaobserwowałem żadnej akcji ratunkowej czy też akcji zmierzającej do tego, by ciała ofiar przenieść w jakieś inne miejsce. Odniosłem wrażenie, że Rosjanie, którzy tam byli, oczekują na przybycie służb polskich, które zajmą się badaniem miejsca wypadku.

Jakie informacje docierały do Pana z Warszawy?
- Jeszcze na cmentarzu katyńskim, już po powrocie z miejsca katastrofy, w trakcie Mszy Świętej rozmawiałem z ministrem Andrzejem Dudą. On poinformował mnie, że rozmawiał z szefem Kancelarii Sejmu, który wyraził życzenie, aby minister Duda przygotował dokumenty stwierdzające wygaśnięcie mandatu Prezydenta RP w związku z jego zgonem i tym samym aby zostało umożliwione przejęcie tej funkcji przez marszałka Komorowskiego. Pan minister Duda poinformował mnie, że odmówił wykonania tej czynności, mówiąc, że on żadnej wiarygodnej informacji o zgonie Pana Prezydenta nie posiada. Duda zapytał, na jakiej podstawie można stwierdzić zgon Pana Prezydenta. W odpowiedzi usłyszał, że mówią o tym media. Duda odpowiedział, że nie jest to dla niego żadna miarodajna informacja, by podejmować kroki przewidziane w Konstytucji. Po pół godzinie miał miejsce kolejny telefon z Kancelarii Sejmu. Padła wtedy kolejna informacja – że zgon prezydenta Lecha Kaczyńskiego został potwierdzony przez prezydenta Dmitrija Miedwiediewa w jego rozmowie telefonicznej z premierem Donaldem Tuskiem. To wszystko miało miejsce w godzinach południowych w dniu katastrofy. Moja rozmowa z ministrem Dudą odbyła się około godz. 12.00 czasu polskiego. A on relacjonował mi wydarzenia, które już się odbyły. Stąd mówię o godzinach południowych.

Dlaczego, Pana zdaniem, marszałek Bronisław Komorowski tak się spieszył?
- Nie widzę teraz ani nie widziałem wówczas żadnej racjonalnej przesłanki do tak pospiesznego działania. Stabilność państwa nie była zagrożona ani zewnętrznie, ani wewnętrznie. Nie był jeszcze stwierdzony zgon Prezydenta, rozpoznanie ciała zostało dokonane w godzinach wieczornych, a po tym dopiero można stwierdzić z całą pewnością zgon. Nie można na podstawie przypuszczeń podejmować działań przewidzianych w Konstytucji. Jedyna motywacja, jaka mi się nasuwa, to chęć jak najszybszego przejęcia władzy, jak najszybszego opanowania wszystkich ośrodków decyzyjnych. To wszystko układa się w całość, wziąwszy pod uwagę wydarzenia, które miały miejsce później.

Jakie to były wydarzenia?
- Mam na myśli mianowanie najwyższych urzędników administracji prezydenckiej praktycznie natychmiast, czyli mianowanie przez marszałka Komorowskiego szefa kancelarii pana Jacka Michałowskiego czy szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego gen. Stanisława Kozieja. Ale mam też na myśli pospieszne obsadzanie stanowiska szefa NBP. To pokazuje, że to, o czym rozmawiałem z ministrem Dudą, był to tylko wstęp do skoku na państwo. By jak najszybciej wykorzystać tę katastrofę i jak najszybciej opanować wszystkie ośrodki władzy.

Przejęcie władzy poszło sprawnie, ale po pół roku nie zbliżyliśmy się do ustalenia przyczyn i przebiegu katastrofy smoleńskiej…
- Chciałbym od razu zaznaczyć, że nie mam pełnych informacji o działaniu prokuratury. To, jak to śledztwo przebiega, to nie jest kwestia tego, że polscy prokuratorzy nie chcą go prowadzić. Miałem okazję zeznawać w prokuraturze wojskowej i spotkałem tam ludzi, którzy mają szczerą wolę wyjaśnienia tej sprawy. Inną kwestią jest to, czy prokuratorzy mają szanse coś wyjaśnić. Jeśli polska prokuratura nie jest w stanie uzyskać dowodów czy informacji ze strony rosyjskiej, to porusza się po omacku. Może wprawdzie przesłuchać polskich świadków, ale to nie jest wystarczające, wziąwszy pod uwagę to, że wciąż nie mamy zapisów z wieży kontrolnej czy informacji o stanie wyposażenia technicznego lotniska. Bez pełnej informacji ze strony rosyjskiej dojście do pełnych ustaleń jest faktycznie niemożliwe. Jeśli mówimy o niezadowalającym postępie tego śledztwa, to jako winnego należy wskazać rząd i pana premiera Tuska, który zgodził się na taką, a nie inną formułę śledztwa. Pospieszne przekazanie śledztwa stronie rosyjskiej uczyniło bowiem z polskiej prokuratury petenta i uniemożliwia obecnie dalsze postępy śledztwa.

Zanim jednak ruszyło śledztwo, rozpoczęła się kampania przypisywania winy załodze Tu-154M.
- Winę pilotów orzeczono niemal natychmiast po katastrofie. Bez jakiejkolwiek analizy przebiegu wydarzeń i żadnych dowodów. Jeszcze w momencie, kiedy nie były dostępne żadne materiały, bliższe informacje, większość mediów i tzw. ekspertów orzekła, że zawinili tylko i wyłącznie piloci, którzy nie powinni byli podejmować decyzji o lądowaniu. Przecież ci piloci nie byli samobójcami! Rodzi się natomiast pytanie, jak oni byli naprowadzani na lotnisko. Z informacji, jakie padały z wieży, wynika, że byli cały czas na odpowiednim kursie i na odpowiedniej wysokości. Tymczasem okazało się co innego. Oczernianie pilotów czy próba obciążenia Pana Prezydenta bez żadnych przesłanek odpowiedzialnością za podjęcie decyzji o lądowaniu to ewidentna próba zrzucenia winy na tych, którzy zginęli i teraz nie mogą się bronić.

Strona polska ma trudności z wyegzekwowaniem dostępu do podstawowych dowodów.
- To, co się stało z zabezpieczeniem terenu katastrofy i samego wraku, to niewyobrażalny skandal. Jak można mówić o zabezpieczeniu dowodów w sprawie, jeśli widzimy na amatorskich filmach, jak okoliczni mieszkańcy wynosili fragmenty samolotu z miejsca wypadku, podczas gdy nawet bardzo drobna część może ujawnić istotne dla śledztwa okoliczności? Od samego początku nie podjęto żadnych działań, by zabezpieczyć wrak samolotu. Także w tej sprawie działanie rządu polskiego było dalece niewystarczające.

Polscy prokuratorzy świadomie zrezygnowali z udziału w sekcjach zwłok ofiar, a w sekcji Prezydenta Lecha Kaczyńskiego nie uczestniczył żaden polski lekarz. Teraz prokuratura na każdej konferencji prasowej podnosi, że Rosjanie nie przekazali nam dotąd protokołów z tych czynności.
- Pytanie tylko, czy prokuratorzy po tym, jak zapadła decyzja rządu o przekazaniu śledztwa w ręce Rosjan, mieli w ogóle możliwości prawne, by tam jechać i brać udział w tym czynnościach. Nie znam możliwości prokuratorów. Ale jeśli zapadła decyzja polityczna, że śledztwo prowadzi strona rosyjska, to w tym momencie pola działania dla prokuratorów nie było. Pozostaje jednak jeszcze inna kwestia: czy kierownictwo prokuratury zrobiło wszystko w tej sprawie. I tu mogę mieć pewne wątpliwości, chociażby przez to, że prokurator generalny przez pierwsze tygodnie po katastrofie milczał, nie udzielał żadnych informacji na temat śledztwa, w tym także na temat sekcji. Sprawiało to takie wrażenie, że być może to śledztwo w ogóle nie ruszyło. Ale tu mówię o swoich odczuciach.

Sekcja zwłok Prezydenta RP odbyła się w obskurnym baraku na obrzeżach Smoleńska.
- Nie dopytywałem w tej sprawie pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Byłoby to z mojej strony niezręczne. Mogę powiedzieć tylko tyle, że w rozmowie ze mną pan prezes nie podnosił tematu sekcji. To sfera bardzo delikatna i uznałem, że nie wypada mi o to dopytywać.

Najbliżsi Prezydenta otrzymali na czas informację, że mogą wnioskować o obecność polskiego lekarza, prawnika podczas sekcji zwłok?
- Także na ten temat nic mi nie wiadomo.

Rodziny ofiar zbierają podpisy pod apelem, by zwołać komisję międzynarodową, która pomoże ustalić, co faktycznie się zdarzyło. Jak Pan ocenia tę inicjatywę?
- Jeśli polska prokuratura nie jest w stanie przedstawić wystarczających materiałów dowodowych, a jednocześnie strona rosyjska została uczyniona sędzią we własnej sprawie i odmawia przekazania dalszych materiałów dowodowych, to jedyną nadzieją jest zwołanie takiej komisji. Z tego nie powinniśmy rezygnować.

Komisja ta mogłaby mieć jednak pewne problemy w ewentualnym dochodzeniu. Nie mamy przecież oryginałów czarnych skrzynek, wraku…
- Rosja posiada wszystkie trzy oryginały czarnych skrzynek, a jak wiadomo, kopie nie są dowodem w ewentualnym dochodzeniu komisji międzynarodowej. Powinniśmy więc bezwzględnie domagać się ich zwrotu od Rosjan. W śledztwie trzeba opierać się na oryginałach. Kopie nie są materiałami dowodowymi.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20101011&typ=po&id=po41.txt

11 października 2010

Oceń artykuł:
(4.69)
głosów: 13
tagi: , , , , , , , , ,

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters