Smoleńsk, Krakowskie Przedmieście, Łódź

Publikacja w serwisie: 22 October 2010
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , , ,

Zobacz także:

» "List z Polski" » [KOMUNIKAT] Pogrzeb zamordowanego Śp. Marka Rosiaka, czwartek, 28.10.10r.,godz. 12.00, Łódź » Smoleńsk w Kongresie USA » Generał KGB, BBN i Smoleńsk » Smoleńsk to morderstwo z premedytacją? » Smoleńsk – nowe fakty » Smoleńsk – zaniedbania i przyczyny » Smoleńsk. La teoria di un complotto » Smoleńsk. Przyczynek do tragedii. » Smoleńsk: Dziewiętnaście minut po 8.41 » Smoleńsk w wersji niedociekliwej » Questions regarding Smolensk air crash » Hiszpania w nagrodę za Smoleńsk » Smoleńsk – tło długofalowej strategii (1) » Facebook vs. Smolensk-2010.pl » Turowski – Jakimiszyn – Smoleńsk » GAZPROM – wybory – Smoleńsk » SMOLEŃSK 10.04.2010 – PAMIĘTAMY! » Smoleńsk w cieniu skorumpowanego MAK » Co ma Smoleńsk do wyborów prezydenckich? » Smoleńsk: niewygodne fakty » Smoleńsk: Pasażerowie Tu-154 powinni przeżyć » “Smoleńsk fiction” polskich prokuratorów » Sejm nie może nie pytać o Smoleńsk » Smoleńsk. Historia amatorskiego wideo » Smoleńsk: wawelska tablica gotowa » SMOLEŃSK: ZNIKAJĄCE ZDJĘCIA SATELITARNE » Smoleńsk: ekspertyzy “obiektów biologicznych” » Smoleńsk nie miał danych o przylocie Tu-154? » SMOLEŃSK 10/4/10 – PRÓBA PODSUMOWANIA NA DZIEŃ 26.06.2010 » Jest paragraf na “Smoleńsk. Zapis śmierci” » Smoleńsk – to mógł być zamach – argumenty w pigułce » SMOLEŃSK: NOWY ŚWIADEK, NOWE FAKTY » Katastrofa. Smoleńsk. Teorie spiskowe, część II » Smoleńsk: wersje alternatywne i teorie spiskowe » Tęsknimy! Ku pamięci Załogi TU-154 – Smolensk 10.04.2010 » Smoleńsk: Za pięć dwunasta – E. Klich ma pytania. » Smoleńsk – hipoteza zamachu – argumenty w pigułce V2 » Smoleńsk: Hipoteza nr 4. / Nigdy nie uwierzę, że to zrobili Rosjanie. » SMOLEŃSK: ROSJANIE NISZCZYLI ZAWARTOŚĆ APARATÓW OFIAR » [ENGLISH] Smolensk 2010 – PLANE CRASH RESUME » Smoleńsk: tajne rozmowy ludzi Putina i Tuska » Arabski: Atakują mnie za Smoleńsk, bo tylko ja żyję » APEL ANDRZEJA MELAKA KATASTROFA SMOLEŃSK 2010 » Di nuovo le manipolazioni intorno alla catastrofe di Smoleńsk. » Amatorski film z miejsca katastrofy – Smoleńsk 10.04.2010. » An amateur video from Smoleńsk – an analysis and audio transcription » Jarosław Kaczyński – Smoleńsk to tysiąc afer Rywina » Smoleńsk- Kto był organizatorem wyjazdu oraz dokonania B. Klicha i M. Janickiego. » Smoleńsk – Antoni Macierewicz kontra Donald Tusk i Grzegorz Schetyna » Co działo się nad lotniskiem Smoleńsk Siewiernyj w ostatniej fazie lotu prezydenckiego Tu-154M? » Ewidentne zacieranie śladów » emerytowany oficer CIA: TO NIE BYŁ WYPADEK

Polityczny mord w Łodzi postawił w nowym świetle dyskusję nad funkcjonowaniem zasad etycznych w mediach, zaognioną w związku z niesprawiedliwym atakiem na “Nasz Dziennik” ze strony Rady Etyki Mediów

To w mediach pracują inżynierowie dusz, dzięki którym ludzie nabierają przekonania, że trzeba tak załatwiać sprawy, jak w Łodzi. Zaraz po tym strasznym wydarzeniu, które uzmysłowiło każdemu myślącemu człowiekowi, w jakim stanie są nasze społeczeństwo i demokracja, pojawiły się łatwe do przewidzenia reakcje dyżurnych komentatorów. Niektórzy z nich, jak redaktor Janusz Rolicki i wielu podobnych, zwłaszcza wypowiadających się w TVN, TOK FM i “Gazecie Wyborczej”, obarczyli winą… ofiarę, czyli PiS i Jarosława Kaczyńskiego, inni formułowali apele o łagodzenie nastrojów u wszystkich, zwłaszcza zaś u atakowanych pisowców, odmawiając im prawa do nazwania po imieniu inspiratorów mordu. Ach, i rozmaici eksperci od psychologii i terroryzmu pouczają Naród w TVP Info, że to “życie się ogólnie brutalizuje”, więc powinniśmy sami się bardziej pilnować.

Nawoływanie do uspokojenia emocji “przez wszystkich” po tym, jak doszło do zabójstwa w biurze poselskim PiS, nie jest obojętne etycznie. W sytuacji, gdy nie ma równości między ofiarą i zbrodniarzem, stanowi wsparcie dla mordercy. Jest korzystne dla tych, którzy pierwsi rozpoczną (rozpoczęli) kampanię nienawiści. Co sobie naplują, nawyzywają, nakłamią, nakopią, nazabijają, to ich zysk. Potem wzywają do “uspokojenia” rozumianego jako uciszenie pytań o przyczyny, o winę, i zakładającego, że druga strona jest zdolna sięgnąć po podobne haniebne środki. A po drugiej stronie przecież nie ma żadnych podobnych zachowań. Jest tylko wołanie o prawdę.
Od dwudziestu lat z rosnącym rozgoryczeniem obserwuję szamotanie się środowiska dziennikarskiego. Próby wprowadzenia zasad etycznych są ze wszech miar godne pochwały. Jednak ciągle (liczni) prawi i uczciwi, działający zgodnie z sumieniem dziennikarze napotykają ogromne problemy w uzdrowieniu środowiska jako całości. Ważnym czynnikiem jest na pewno fakt, że w środowisku tym nie przeprowadzono lustracji. Fatalne są stosunki własnościowe i pracownicze, zarobki większości szeregowych pracowników i współpracowników nie pozwalają na godne życie. Znamy niepewność jutra w tym zawodzie. Niestety, podobnie jak w środowisku politycznym groźna jest selekcja negatywna. Na patologie znane z okresu PRL nałożyły się nowe problemy i pokusy. Jakie są głębsze przyczyny tego stanu rzeczy? Nam jako społeczeństwu doskwiera niewielka świadomość etyczna Polaków. Dlatego od początku zabrakło silnej, zdecydowanej presji społecznej wspierającej prawdę w mediach, etyczne zachowania właścicieli środków przekazu i dobrych dziennikarzy. Pokutuje też postawa obojętności, braku reakcji na przejawy złego funkcjonowania mediów. Bezradne i bezbronne społeczeństwo podatne jest na manipulację.

Atak na niezależne dziennikarstwo
W oświadczeniu z 16 października br. REM potępiła zarówno “Gazetę Polską”, jak i “Nasz Dziennik” za rzekome opublikowanie informacji o telefonie do żony, jaki miał wykonać tuż po tragedii oficer Biura Ochrony Rządu. W rzeczywistości w “Naszym Dzienniku” żadna tego typu publikacja się nie ukazała. W rezultacie z członkostwa w REM rezygnację złożyli przedstawiciele Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy – Teresa Bochwic i Tomasz Bieszczad. W swoim oświadczeniu ujawnili oni kulisy prac Rady, zarzucając jej brak obiektywizmu i “merytorycznej symetrii”. REM krytykowała bowiem media głównego nurtu, medialnych gigantów, zwykle za mniej ważne uchybienia. Przedmiotem ostrej krytyki stawały się natomiast media opozycyjne i niszowe. Mimo wniosków obojga rezygnujących członków, formułowanych po 10 kwietnia, Rada nie zajęła się rolą środków przekazu w kształtowaniu atmosfery niechęci, nienawiści wokół osoby prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz kierować wobec niego oszczerstw. Krytyczna refleksja nad zniekształcaniem przekazu prasy, radia i telewizji o jego prezydenturze, zdaniem Teresy Bochwic i Tomasza Bieszczada, mogłaby przyczynić się do poprawy ogólnego klimatu medialnego w Polsce. Tak się jednak nie stało. W zamian otrzymaliśmy pochwałę ze strony większości członków REM za relacje we wszystkich mediach o katastrofie smoleńskiej “Stwierdziliśmy, że dziennikarze i komentatorzy zachowali się godnie, informując Polaków o przebiegu zdarzeń, mimo różnic ideowych i politycznych. W swej naiwności apelowaliśmy o wytrwanie w poczuciu odpowiedzialności za dobro wspólne. I nieeksponowanie politycznych swarów, szerzenia sensacyjnych pogłosek, pochopnych podejrzeń i oskarżeń” – napisała REM w swoim sprawozdaniu w czerwcu br. W kolejnym oświadczeniu potępiła ona Jana Pospieszalskiego za relacje z Krakowskiego Przedmieścia i film “Solidarni 2010″. Pierwsze oświadczenie pojawiło się już po włączeniu się TVN 24 w ekscesy przed siedzibą Kurii Metropolitarnej w Krakowie i opublikowaniu przez “Gazetę Wyborczą” listu Andrzeja Wajdy przeciwko pochowaniu Lecha Kaczyńskiego na Wawelu.
Pośpiech i gorliwość REM w pouczeniu zarówno “Gazety Polskiej”, jak i “Naszego Dziennika”, w jaki sposób nie wolno podejmować prób wyjaśnienia tragedii smoleńskiej, muszą zostać odebrane jako wyznaczenie norm poprawności politycznej w opisywaniu katastrofy z 10 kwietnia. Bardzo niedobrze się stało, że zamiast tego zabrakło apelu do mediów głównego nurtu o włączenie się w rzetelne wypełnianie obowiązków informacyjnych i nadzorowanie śledztwa smoleńskiego w imieniu obywateli. Wiele prac zespołu Antoniego Macierewicza i niezliczonych drążących temat internautów w normalnym demokratycznym państwie byłoby wykonywanych przez niezależne koncerny medialne, prywatne i publiczne. Posiadają one przecież ogromne możliwości docierania do prawdy i mobilizowania społeczeństwa w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania o przyczyny tragedii.
Paradoksem godnym zastanowienia jest to, że Rada Etyki Mediów zwróciła się przeciwko “Naszemu Dziennikowi”, który siłą rzeczy jest najbardziej naturalnym rzecznikiem propagowania zasad etyki w środowisku dziennikarskim. To na łamach tej gazety wielokrotnie znajdowały miejsce publikacje dotyczące wymiaru moralnego w środkach społecznego przekazu, to tutaj szczególne zainteresowanie budzą sprawy odpowiedzialnego dochodzenia do prawdy. Wielokrotnie też mogliśmy się przekonać, że środowiska Radia Maryja, Telewizji Trwam i “Naszego Dziennika” są gotowe poruszać tematy nieobecne w mediach głównego nurtu, dlatego stanowią ostoję niezależnego dziennikarstwa.

Moralna erozja Rady Etyki Mediów
W historii Rady Etyki Mediów skupia się jak w soczewce jeden z zasadniczych problemów naszego życia społecznego po roku 1989. Dotyczy on zdolności środowisk opiniotwórczych, korporacji inteligenckich do samonaprawy i samooczyszczenia. W tym samym nurcie rozpatrywać należałoby problem środowiska sędziowskiego, korporacji prawniczych, ocenę gremiów akademickich. Feliks Koneczny napisał ponad siedemdziesiąt lat temu, że “ogólny postęp (lub upadek) moralności pozostaje w stosunku prostym do stanu etyk zawodowych w danym społeczeństwie”.
Pozostaje zadać pytanie o przyszłość refleksji etycznej nad mediami. Wygląda na to, że w naszym kraju postępuje erozja tych wątłych instytucji, które miałyby dbać o poprawę moralną społeczeństwa ponad podziałami, gdyż stanowiłyby forum dla ludzi zatroskanych pracą nad wspólnymi zasadami etycznymi. Kwestionowana jest rola Kościoła jako nauczyciela moralności. Słabe są organizacje społeczne, a szczególnie doskwiera brak dobrej reprezentacji widzów i słuchaczy mediów, gotowych walczyć o dobry poziom i prawdę na wzór wielotysięcznych organizacji tego typu w krajach zachodnich.
Rada Etyki Mediów powstała w 1996 roku dzięki inicjatywie ks. Wiesława Niewęgłowskiego, duszpasterza środowisk twórczych, jako emanacja Konferencji Polskich Mediów, w celu podjęcia próby naprawy moralnej polskiego środowiska dziennikarzy i ustalenia zasad etycznego postępowania. Przystąpiły do niej wówczas stowarzyszenia dziennikarskie, TVP, Polskie Radio, Polsat, zrzeszenia wydawców prasy i prywatnej radiofonii. Zamierzeniem było wsparcie dobrych zasad działania mediów. Co ciekawe, do formuły powołania Rady Etyki nie przyłączyły się ani TVN, ani “Gazeta Wyborcza”. Ta ostatnia piórem zastępcy naczelnego, Piotra Stasińskiego, po jednej z negatywnych ocen wydanych wobec “GW”, w zeszłym roku zaatakowała REM, odmawiając jej prawa krytykowania tych mediów, które nie brały udziału w jej powoływaniu. W przytoczonym na stronach internetowych Rady fragmencie listu redaktor “Gazety” kwestionuje, “czy istnieje jakakolwiek formuła, która pozwalałby REM wypowiadać się na temat działalności osób trzecich. REM w jej obecnej formule reprezentuje, jak się wydaje, tylko samą siebie i nikogo więcej”. Kilka lat wcześniej, w roku 2001, za prezesury Roberta Kwiatkowskiego, miał miejsce epizod rezygnacji z członkostwa w gremium powołującym Radę przedstawicieli Telewizji Polskiej. Stało się to m.in. po krytyce ze strony tego ciała działań TVP wobec relacji o sprawie FOZZ i emisji “Dramatu w trzech aktach” – zmanipulowanego ataku na braci Kaczyńskich. Tak więc fakt istnienia i działania Rady nie był nigdy oczywisty i często spotykał się z atakami ze strony liberalno-lewicowych środowisk medialnych.
W roku 2006 na łamach “Tygodnika Powszechnego” przetoczyła się poważna krytyka działalności Rady, na którą odpowiedziała ówczesna i obecna jej przewodnicząca Magdalena Bajer. Jej argumentacja zasługuje na przypomnienie, ponieważ jest dowodem na to, jak ważne w funkcjonowaniu ciał o charakterze samokontrolnym, swoistego “drugiego sumienia” dla kolegów po fachu są otoczenie, atmosfera i kultura etyczna panująca wokół. W przeciwnym razie nawet najszczytniejsze hasła przeradzają się we własną karykaturę. Przewodnicząca REM przed czterema laty pisała o dojmującej ignorancji środowiska dziennikarskiego w zakresie zasad odróżniania dobra od zła. Skarżyła się, że partnerem Rady nie są dziennikarze, a raczej odbiorcy, bardziej wyczuleni na złe funkcjonowanie mediów i zainteresowani ich poprawą. Przypomniała o odziedziczonym po PRL moralnym spustoszeniu i nadejściu po roku 1989 nowych pokus “kształtującego się rynku medialnego z wszystkimi tego procesu atrybutami: konkurencją (redakcji i dziennikarzy, mediów publicznych i prywatnych), relacjami do trendów cywilizacyjnych, takich jak egoizm, hedonizm, promowanie młodości i doczesności, mówiąc w największym uproszczeniu. Relatywizm moralny, mający w poprzedniej epoce źródła ideologiczne, znajdował oparcie (ciągle znajduje) w wielu kierunkach współczesnej filozofii, nazywanych zbiorczo (na użytek moich tu stwierdzeń to wystarczy) New Age”. Przewodnicząca nazwała wtedy działalność Rady głosem wołającego na puszczy i przypominała, że zasadnicze jest dobre ukształtowania sumienia dziennikarza, a nie nawet najlepszy “bryk” w postaci kodeksu czy spisu zasad etycznych. Karta Etyczna Mediów, na straży której ma stać Rada Etyki, wskazuje, że zapisanie w niej ważnych nakazów prawdy, szacunku, tolerancji zostało podyktowane dobrem odbiorcy.

Po równo, czyli układ bierze wszystko
W kontekście tych szczytnych założeń, które legły u podstaw REM, rodzi się pytanie: w czym tkwi zasadniczy problem? Moim zdaniem, są dwa węzłowe punkty. Jeden – skądinąd słuszny nakaz bezstronności i umożliwienia wypowiedzenia się “każdemu”, po równo. Do takiego postawienia sprawy potrzebny jest wszakże warunek początkowy: że wszyscy akceptują tę zasadę i że własność oraz dostęp do wypowiadania się w mediach jest rozłożony w społeczeństwie sprawiedliwie. Nienormalność polskiej sytuacji polega na tym, że ponad jedna trzecia aktywnego politycznie społeczeństwa nie ma swojej należnej reprezentacji w mediach. Widać to na trzech płaszczyznach. Pierwsza z nich dotyczy własności stacji telewizyjnych, radiowych, głównych portali internetowych i prasy. Druga – klasy moralnej i intelektualnej dziennikarzy, i w związku z tym także zapraszanych komentatorów i ekspertów. Trzecia – prezentacji w mediach drukowanych i elektronicznych treści bliskich liberalnym redaktorom i ekspertom. Ta potrójna nierówność powinna być w pierwszej kolejności przedmiotem sprawiedliwej rekompensaty w dostępie do mediów. Co więcej – wyrównania wstecz tej niesprawiedliwości, z jaką mieliśmy do czynienia przez ostatnie dwadzieścia lat. Widzowie mają prawo, a społeczeństwo jako całość – obowiązek, domagać się czasu antenowego dla pomijanych przez główne media poglądów.
Podstawową zasadą istnienia mediów nie jest wszakże bezstronność i dawanie wszystkim poglądom głosu “po równo”. Podstawową zasadą jest głoszenie prawdy. To także ważny element, o którym boleśnie przypomniała nam tragedia smoleńska. Warto w tym kontekście przywołać nauczanie Kościoła, który w instrukcji duszpasterskiej o środkach społecznego przekazu “Communio et progressio” stwierdza, że “media są powołane, by służyć ludzkiej godności. Media mają pomagać ludziom dobrze żyć i uczestniczyć w życiu Narodu. Czynią to, gdy uświadamiają ludziom ich godność, skłaniają do wnikania w myśli i uczucia innych, kultywowania postawy wzajemnej odpowiedzialności i kształtowania w sobie osobistej wolności, szacunku dla wolności innych i zdolności do dialogu”.
Pamiętam straszną chwilę w połowie lat dziewięćdziesiątych, kiedy do swego sztandarowego i oglądanego przez miliony widzów programu w TVP czołowy “solidarnościowy” dziennikarz Wiesław Walendziak zaprosił Jerzego Urbana. Nakaz dawania głosu każdemu był – odkąd pamiętam – realizowany nadzwyczaj jednostronnie. Druga strona, reprezentująca nurt postkomunistyczny lub grubokreskowy, nie miała żadnych skrupułów, by odmawiać prawa do wypowiedzi w mediach swoim prawicowym przeciwnikom. Tymczasem “pisowskie” władze mediów prześcigały się w udowadnianiu pluralizmu, zapraszając na wizję Tomasza Lisa, Jacka Żakowskiego lub Jana Ordyńskiego. Teraz druga strona nie ma oporów w zdejmowaniu z anteny programu Bronisława Wildsteina czy “Misji specjalnej”. Jeśli prowadzący audycję ma to nieszczęście być zakwalifikowanym do grona dziennikarzy prawicowych, musi udowadniać, że potrafi być bezstronny, atakując swego prawicowego gościa, lub częściej zapraszać przedstawicieli SLD lub PO, dając im czas na wyłożenie swych racji. Inaczej zostanie napiętnowany jako nieobiektywny. Wręcz odwrotnie traktowani są dziennikarze lewicowi, liberalni i prorządowi, nazywani dla niepoznaki niezależnymi. Tym wolno zapraszać tylko swoich, a w razie zaproszenia kogoś z prawicowej opozycji bez pardonu atakować swojego rozmówcę, powtarzając zarzuty jego przeciwników politycznych.
Tak więc zasadnicza niesymetria, nierównowaga i niesprawiedliwość dotyczą tego, że dążenie do wyjaśnienia prawdy i sprzeciw wobec kampanii nienawiści i kłamstwa nazywane są jątrzeniem, swarami, pochopnym oskarżaniem, i są potępiane jako “nieetyczne”. Tymczasem pobłażliwie traktuje się wszelkie wyzwiska i nawoływania do przemocy wobec PiS, Kaczyńskiego, które tak boleśnie odbieramy: “bydło”, “faszyści”, “dorzynanie watahy”, “strzelanie do kaczek” “dinozaury, które wyginą”. Brakowało społecznej reakcji na wszelkie odmawianie tym “moherom”, wykluczonym z demokratycznej społeczności, prawa do obecności i głoszenia własnych poglądów w mediach publicznych i prywatnych, całkowicie opanowanych przez zwolenników Tuska i Platformy Obywatelskiej.

Bezprawie na Krakowskim Przedmieściu
Kolejną odsłonę tego gorszącego sprzeniewierzania się prawdzie mieliśmy w relacjach z Krakowskiego Przedmieścia po zapowiedzi Bronisława Komorowskiego usunięcia krzyża upamiętniającego ofiary katastrofy. W tym przypadku również nie było nawet minimum sprawiedliwego traktowania obu stron. Zabrakło refleksji nad tym, że nie może być równowagi pomiędzy szarpaniem starszych ludzi, szydzeniem z krzyża, wołaniem: “chcemy Barabasza”, a modlitwą za dusze tragicznie zmarłych ofiar katastrofy. Agresorzy czuli się bezkarnie. Więcej, odczuwali aprobatę dużej części mediów głównego nurtu, elit intelektualnych i artystycznych oraz dużej części środowisk politycznych SLD i PO.
Na własnym przykładzie doświadczyłam tego, jakie ta sytuacja powoduje skutki. Kiedy miesiąc temu, czytałam “Nasz Dziennik” w jednym z ogródków kawiarnianych nieopodal Pałacu Prezydenckiego, zostałam napadnięta przez niezrównoważonego psychicznie mężczyznę, który na widok trzymanej przeze mnie gazety zaczął wydawać zwierzęce okrzyki, trząść się i wygrażać mi trzymanym grubym kijem. Dobrze, że ogródek oddzielony był od chodnika barierką, a jeden z przechodniów wsparł mnie, odstraszając napastnika. To tylko drobny przykład, jak złe emocje wyzwala przyzwolenie na agresję.
Gdzie szukać dróg wyjścia? Nie widzę innego programu działania, jak formowanie licznych grup pracujących nad odnową mediów i zajmujących się etyczną edukacją medialną. Potrzebny jest swoisty nowy początek mediów. Odbiorcy będą stawali się coraz bardziej podmiotem, współgospodarzem i współwłaścicielem treści oferowanych w środkach przekazu. Łatwiej też będzie o zorganizowany przepływ odbiorców do tych mediów, które nie sprzeniewierzają się zasadom. Jednak nie można naiwnie sądzić, że w wyniku tego natychmiast upadną redakcje opanowane przez kłamców, oszczerców, nadawcy nierzetelni żerujący na niskich instynktach. Bez właściwej pracy środowisk społecznych wokół mediów – tych setek tysięcy wykształconych, obowiązkowych, bezinteresownych, posiadających dobrze ukształtowane sumienie Polaków będących odbiorcami-współpartnerami – nie nastąpi samoczynne uzdrowienie środowisk medialnych, dziennikarskich i formowanych przez nie “rad etyki”. Ani stowarzyszenia dziennikarzy, ani same instytucje takie jak korporacje medialne nie mogą działać w próżni społecznej. Domaganie się prawdy w życiu publicznym wymaga wysiłku i nieustannego czuwania.
Kadencja obecnej, zdekompletowanej Rady Etyki Mediów upływa w listopadzie. Jak potoczą się losy tej instytucji? Czy będzie ona jeszcze zdolna do jednoczenia środowisk mediów tak bardzo dziś spolaryzowanych ideowo? Czy też zamknie się w gronie poprawnych politycznie, akceptowanych przez władze, a będzie odpychać niepoprawnych, którzy zadają niewygodne dla establishmentu pytania?
Barbara Bubula

Autorka w latach 2007-2010 była członkiem KRRiT, desygnowanym przez śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Oceń artykuł:

tagi: , , , ,

Komentarze: »

Jeśli uważasz że któryś komentarz nie powinien się tutaj znaleźć zgłoś to na adres:

admin@smolensk-2010.pl
  • mik :

    KRZYŻ NA KRAKOWSKIM PRZEDMIEŚCIU

    Dziś o 20:00 na Krakowskim Przedmieściu zostanie odsłonięty Krzyż Pamięci
    wyrzeźbiony przez ludowego artystę.

    Twórca krzyża, mającego upamiętniać katastrofę smoleńską i wydarzenia na Krakowskim Przedmieściu, pochodzi z okolic Solca nad Wisłą.

    Krzyż został ufundowany przez członków Inicjatywy Społecznej Obrońców Krzyża (ISOK) i osoby prywatne.

    (wg, Niezależna.pl)
    http://niezalezna.pl/artykul/krzyz_na_krakowskim_przedmiesciu/40540/1

    Thumb up 0 Thumb down 0

  • DZIECKO POLSKIE :

    Dziekuje “” Mik “” i pozdrawiam mile .DZIECKO POLSKIE.

    Thumb up 0 Thumb down 0

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters