Akcja “Wprost” i rosyjskich portali: szalony generał zniszczył polski samolot rządowy

Publikacja w serwisie: 04 November 2010
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , , , ,

Zobacz także:

» "List z Polski" » Tak wyglądał rządowy samolot [ANIMACJA] » Nie tylko polski samolot miał problemy? » “Dlaczego polski generał otrzymał medialny strzał w tył głowy?”, pytało dziś PiS » Generał amerykańskich Sił Powietrznych: pseudośledztwo to wyraz pogardy wobec suwerenności i niepodległości Polski » Błąd dziennikarzy “Wprost” » Publikacje “Wprost” szkodziły » Małgorzata Wassermann: Raport MAK w kilku punktach mówi wprost nieprawdę » Rządowy Tupolew nie obrócił się na plecy » Kaczyński: akcja policji to fortel » Akcja ratunkowa 10 kwietnia w Smoleńsku według raportu MAK » Katastrofy nie powinien badać MAK ponieważ certyfikował remont samolotu, zakład remontowy, producenta, projektanta i sam samolot. » [Kłamstwa MAK] Pijany generał » Dla MAK generał to trup numer cztery » Generał Błasik nigdy nie pchał się do kokpitu » Rosjanie nie mogą dyktować, co powinien robić generał Błasik » Nowy samolot prezydencki? Bez pośpiechu » “Samolot nie mógł rozpaść się na kawałki” » Prezydencki samolot nie spadł o godzinie 8:56 » „Rozbił się samolot, rozbiły się nasze serca” » Kolejna farsa – po kilku miesiącach generał jest już trzeźwy i jako jedyny prawidłowo odczytuje wysokość » Smoleński blog Amielina: samolot nie miał szans » Samolot z ciałami 30 ofiar wylądował na Okęciu – kondukt przejedzie ulicami Warszawy » MILCZENIE ROSYJSKICH GENERAŁÓW. » RAPORT ROSYJSKICH PSYCHIATRÓW » Niespotykana prośba rosyjskich śledczych » 10 KWIETNIA I NADAKTYWNOŚĆ ROSYJSKICH SŁUŻB » Raport MAK nie wiąże Polski » Prokurator Rzepa: Monitorowaliśmy pracę rosyjskich śledczych » Zaskakująco podobne zeznania rosyjskich świadków katastrofy » Iwan Preobrażenski o liście otwartym rosyjskich dysydentów » Strzały na miejscu katastrofy? – nowe zeznania rosyjskich milicjantów » Prokuratura wciąż czeka na komplet rosyjskich dokumentów sekcyjnych » Trzecia czarna skrzynka w nocy dotrze do Polski » Sprzeczności w rosyjskich protokołach: Tupolew wypuszczał podwozie z oderwanym skrzydłem? » Chaos w rosyjskich dokumentach z sekcji zwłok ofiar katastrofy 10 kwietnia » Zastępca szefa sztabu rosyjskich WWS opisał ostatnie chwile prezydenckiego Tu-154M. » Generał KGB, BBN i Smoleńsk » Prokuratura nie potwierdza rosyjskich informacji o braku śladów ingerencji w zapis rejestratorów tupolewa » Bezczelność rosyjskich “śledczych” nie reagujących na polskie wnioski: Przekażcie nam swoje dokumenty procesowe » Generał Anodina melduje » Kim jest Generał Cieniuch ? » Generał Czaban odchodzi z wojska » Generał Anatol Czaban odchodzi z wojska » Generał NATO zaniepokojony śledztwem smoleńskim » GENERAŁ APELUJE O NIEWYCIĄGANIE POCHOPNYCH WNIOSKÓW » Generał Majewski o hańbie linczu na pilotach » Zerwane dystynkcje – Niektóre mundury wojskowych, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej, wróciły do Polski z oderwanymi dystynkcjami » Były generał KGB w BBN. Stanisław Koziej: temat Smoleńska sam wypłynie » Ewidentne zacieranie śladów » emerytowany oficer CIA: TO NIE BYŁ WYPADEK

Spreparowany przez tygodnik “Wprost” materiał na temat okoliczności katastrofy smoleńskiej bazujący na lekturze 57 tomów akt śledztwa, w których posiadanie weszli dziennikarze, wygląda na pisany pod z góry założoną tezę. Autorzy publikacji, wpisując się w obowiązujący trend, w sposób nieuprawniony lansują tezy o odpowiedzialności pilotów, prezydenta RP i dowódcy Sił Powietrznych za katastrofę, przy okazji tylko wspominając o roli strony rosyjskiej. Tak zaprezentowany obraz okoliczności zdarzeń z 10 kwietnia rozmija się jednak z tym, co naprawdę wiedzą prokuratorzy.

Autorzy publikacji “Zapis śmierci” w tygodniku “Wprost” zapewniali, że nie próbują zastępować ani sądu, ani prokuratury, a wyrywkowo prezentując zawartość 57 tomów akt smoleńskiego śledztwa, chcą, by to czytelnicy sami mogli ocenić, co stało się 10 kwietnia br. Tak wyrażone intencje zostały jednak poparte bardzo subiektywną oceną i wyborem prokuratorskich akt. W efekcie zaprezentowany materiał stanowi kolejną cegiełkę w serwowanym Polakom i opinii międzynarodowej od chwili katastrofy scenariuszu mówiącym o rzekomych naciskach na załogę Tu-154M, winie pilotów oraz gen. Andrzeja Błasika.
Z pewnością wielkim nadużyciem dziennikarzy jest próba obciążenia gen. Błasika za tragiczne zdarzenie. Wprawdzie nie przyznano wprost, że siedział on za sterami tupolewa, ale przywołane zeznania świadków mają uprawdopodobnić taką wersję. Tygodnik dowodzi też, że ta kwestia jest przez prokuraturę traktowana bardzo szczególnie. Rzeczywistość temu przeczy.
- Z pewnością nie można powiedzieć, że śledczy ze szczególną atencją przyglądają się działalności gen. Błasika i jego ewentualnemu pobytowi w kokpicie Tu-154M. Owszem, ten wątek się pojawia, ale w trakcie przesłuchań rodzin pilotów – ocenia nasz informator.
Jak zauważa, w materiałach, które znają śledczy, wbrew relacji “Wprost” nie roi się od opowieści o generałach, którzy siadali za sterami samolotów. Jest za to przemilczana informacja o tym, że za sterami, na miejscu drugiego pilota, siadał obecny dowódca Sił Powietrznych gen. Lech Majewski. Dlaczego ta informacja została przeoczona przez dziennikarzy?
Tego samego dnia, w którym pojawiły się rewelacje “Wprost”, wątek o szalonym generale, który zniszczył polski samolot rządowy (w domniemaniu chodzi o gen. Błasika), podały rosyjskie portale.
W publikacji “Wprost” dominują sugestie i domysły. “Ujawniane” są zeznania świadków o tym, że gen. Błasik siadał za sterami jaków – do czego miał uprawnienia – i na kanwie tego próbuje się wywieść, że mogło się to także zdarzyć na Tu-154M (choć “Wprost” przyznaje, że odpowiedzi na to pytanie wciąż nie ma). By jednak wywrzeć na czytelniku wrażenie, że gen. Błasik mógł przesadzić, przywoływane są zeznania rodzin pilotów, w których podkomendni mieli skarżyć się na swojego dowódcę, a to za wysokie wymagania, jakie stawiał, za ciężkie szkolenia survivalowe dla pilotów, czy też osobiste nadzorowanie zwolnień lekarskich pilotów.
Kolejnym odpowiedzialnym za katastrofę według “Wprost” staje się Lech Kaczyński, prezydent RP, którego największą wadą było to, że często się spóźniał. To dlatego – jak czytamy w tygodniku – załoga nie lubiła z nim latać. By wywrzeć większe wrażenie, autorzy odwołali się do zeznania wdowca po funkcjonariuszce BOR, w którym zawarta została ocena, jakoby w 90 procentach spóźnienie prezydenta RP było przyczyną tragedii (przez to piloci działali pod presją czasu), a w 10 proc. za wypadek odpowiadają Rosjanie. Autorzy zauważyli, że to “nie do końca sprawiedliwy zarzut”, ale mimo to zdecydowali się na jego publikację. Tymczasem przy organizacji lotu 30-minutowe przesunięcie godziny wylotu w formalnych dokumentach lotu nie jest jeszcze nawet uznawane za spóźnienie.

Wygodna selekcja
Dlaczego przywiązuje się tak dużą wagę do tych zeznań, a nie napisano, że w aktach są zeznania rodzin członków załogi, które wyraźnie życzą sobie, by zaprotokołować, iż są zbulwersowane działalnością Edmunda Klicha i próbami obarczania odpowiedzialnością za całość katastrofy wyłącznie pilotów i gen. Błasika? – Jeżeli dziennikarze nie mieli czasu, by dokładnie przejrzeć ten obszerny materiał, to nie powinni na ten temat pisać i deformować zawartości akt. A jeżeli widzieli te zeznania, to tym bardziej z ich działań wypływa wyłącznie chęć “skrojenia” tekstu pod z góry założoną tezę – zaznacza nasz rozmówca. Jak zauważa, prokuratorski materiał jest bardzo ciekawy i pozwala pytać o działalność strony rosyjskiej – sprawy w “raporcie” tygodnika niemal przemilczanej.
Prokuratura dysponuje m.in. zeznaniem jednego z żołnierzy specpułku, który zdementował dotychczas pojawiające się informacje na temat obecności tzw. liderów na pokładach polskich samolotów lądujących w Rosji. Jego zdaniem, w przypadku kwietniowego lotu to Rosjanie zrezygnowali z użyczenia nam lidera. Co więcej, do kwietnia br. było tak, że ich obecność na pokładzie była warunkiem wejścia w przestrzeń powietrzną Federacji Rosyjskiej. Jednak tego ważnego zeznania dziennikarze “Wprost” nie zauważyli. Dlaczego nie poszukali odpowiedzi na pytanie o powody takiej decyzji?
Przemilczano chociażby zeznanie urzędnika z Kancelarii Prezydenta RP, który od lat zajmował się organizacją wizyt na terenie Federacji Rosyjskiej. Tymczasem prokuratura ma jego relację, że Rosjanie zawsze stwarzali problemy, jeśli chodzi o lądowanie polskich samolotów w Smoleńsku… a tym razem problemów nie było. Ta kwestia także nie zaniepokoiła “Wprost”.
Tygodnik Tomasza Lisa powinien się dokładniej przyjrzeć materiałom z przesłuchania smoleńskiego kontrolera Pawła Plusnina. Pod protokołem musiał podpisać się prokurator Ireneusz Szeląg, szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Okazuje się, że w trakcie tej rozmowy nie padły pytania o wyposażenie lotniska, przygotowanie do wizyty, sprzęt, a samo przesłuchanie było bardzo standardowe. – Te pytania były “minimalnie dociekliwe”. Oczekiwałbym, że nasz prokurator, który przesłuchuje osobę, która była odpowiedzialna za ten lot, która widziała samolot na radarze, maksymalnie wykorzysta wiedzę świadka, mając świadomość, że może nie będzie drugiej takiej okazji – zaznacza nasz rozmówca. Oczywiście należało się spodziewać, że na pewne pytania Plusnin nie udzieliłby odpowiedzi, ale nie widać nawet śladu próby uzyskania kluczowych odpowiedzi.
Podobnych dziennikarskich uchybień jest więcej. To m.in. przemilczana kwestia rozbieżnych informacji przekazywanych przez funkcjonariuszy BOR dotyczących miejsca katastrofy i stanu ciała prezydenta RP. Pomija się kwestię dotyczącą nieodzyskanych dotąd terminali BalckBerry należących do gen. Franciszka Gągora i gen. Andrzeja Błasika.
Okazuje się, że mimo oficjalnych zapewnień, iż w samolocie nie było urządzeń wrażliwych, rzeczywistość jest inna. Prokuratorzy mają tego ślad chociażby w postaci zapytania kierowanego przez Ministerstwo Obrony Narodowej do prokuratury na temat stanu jej wiedzy o losie tych urządzeń.
To nie jedyne nieodzyskane urządzenia. Kilka dni po katastrofie prywatny telefon jednego z BOR-owców był uruchamiany. Aparat nie wrócił do Polski, podobnie stało się z wieloma pamiątkami, kosztownościami, laptopami należącymi do pasażerów Tu-154M. To rodzi pytania o to, co działo się tuż po wypadku na miejscu katastrofy.
“Wprost” napisało też o telefonie śp. posła PSL Andrzeja Deptuły, który nagrał się na skrzynce pocztowej telefonu swojej żony w momencie katastrofy. W ocenie posła Antoniego Macierewicza (PiS), szefa parlamentarnego zespołu ds. katastrofy smoleńskiej, ujawniona informacja o telefonie posła Deptuły kwestionuje dotychczas przekazywany przebieg wydarzeń. – Wydaje się, że ten zapis telefoniczny pokazuje nam wydarzenia, które się działy w powietrzu, a więc tu mamy opis katastrofy. Te dźwięki mówią o rozpadającym się samolocie w powietrzu, a nie na ziemi – zaznaczył Macierewicz. Jak zapewnił, w miniony piątek u marszałka Sejmu został złożony wniosek zespołu o pilną informację premiera Donalda Tuska na temat dotychczasowych działań podejmowanych przez organy państwa w celu wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej.

Z niecierpliwością czekamy, aż “Wprost” opublikuje historię korespondencji pomiędzy prokuraturą a Żandarmerią Wojskową, która nie miała pojęcia, w jaki sposób bezpiecznie przewieźć do laboratorium zabezpieczone próbki materiału genetycznego i kiedy poczyniono starania, by ustalić listę instytucji, które byłyby zdolne do wykonania tego zadania…

Marcin Austyn

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20101103&typ=po&id=po02.txt

Oceń artykuł:
(4.50)
głosów: 8
tagi: , , , , ,

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters