Perfidia czy tępota prokuratorów

Publikacja w serwisie: 04 November 2010
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , , ,

Jak komentować bzdurne pytania do ”amerykańskich kolegów” o możliwości wytworzenia sztucznej mgły.

Czy Pożar można ugasić mgłą

Opublikowano 23 stycznia 2010 godz. 17:03 w:

http://www.nanonewsnet.ru/blog/empirv/pozhar-mozhno-potushit-rukotvornym-tumanom

Stworzona przez rosyjskich uczonych sztuczna mgła pozwoli ugasić płonące mieszkanie, nie wchodząc do niego i nie zalewając wodą mieszkań pod nią, a także zlikwidować pożary leśne lub obłoki trujących chemikaliów.

W najbliższym czasie najnowszy samochód straży pożarnej powinien być dostarczony do Lipecka i w związku z tym wydarzeniem o sekretach nowej techniki ppożarowej z autorami tego innowacyjnego rozpracowania – profesorem katedry techniki pożarowej Państwowej Akademii Służby Przeciwpożarowej MCzS RF pułkownikiem służby wewnętrznej Władymirem Rojenko i zastępcą naczelnika oddziału organizacji badań naukowych i naukowej informacji pułkownikiem służby wewnętrznej Wiktorem Prianicznikowem rozmawia Artiom Tokariew.

Czy możecie panowie powiedzieć, dlaczego wasz system ppożarowy jest efektywniejszy od tych, które są obecnie w użyciu?

W.R. Współczesna technika pożarnicza, taka co w najlepszym wypadku bezpośrednio dla gaszenia ognia wykorzystuje do 10% wody, a pozostałe 90% jest tracone i niewykorzystane. Zaś przy gaszeniu „temperaturowo – aktywowaną wodą (Tak nazywa się sztuczna mgła) stosunek ten wygląda odwrotnie 90% wody jest wykorzystany efektywnie i woda nie ścieka, a wisi obłokiem mgły w przeciągu ok. 40 minut. Tak więc nasza metoda pozwala zużywać 10 razy mniej wody w razie gaszenia na wolnym powietrzu i 50 do 100 razy mniej wody przy gaszeniu w zamkniętych pomieszczeniach

A pytanie bardziej konkretne: Przypuśćmy pali się mieszkanie. Jak wasz system będzie pracował????

W.R.:Jeśli pali się mieszkanie (pomieszczenie zamknięte przyp. Aut.) strażacy nie muszą otwierać pomieszczenia, wystarczy wybić mały otworek wstawić weń specjalną końcówkę – dyszę o średnicy wylotu ok. 5mm. To wystarczy dla wytworzenia mgły. Ważne jest przy tym i to, że w tej mgle może swobodnie i bezpiecznie pracować człowiek. Ogień można zgasić też wpompowując do pomieszczenia azot, ale co się stanie wtedy z człowiekiem znajdującym się w takiej atmosferze…..????

Ogólnie rzecz biorąc my nazywamy naszą maszynę wielofunkcyjną. Można na przykład postawić szczelną kurtynę mgły na drodze trujących środków (wrogich samolotów dyg. Autora) amoniaku,lub chloru. W wypadku pożaru lasu można na jego drodze wytworzyć sztuczne obłoki – one mocno namoczą las i ściółkę, to znacznie utrudni rozprzestrzenieniu się ognia, przy pożarze wierzchnich lub niskich partii lasu………. Maszyna jest oficjalnie przyjęta dla zaopatrzenia pododdziałów MCzS. Teraz na „uzbrojeniu” u strażaków są dwie takie maszyny. Jedna w podmoskiewskim Reutowo w oddziale specjalnym, ale niekiedy używają jej do działań w terenie, a druga zostanie wysłana do Lipecka…”

Można by to dalej tłumaczyć , dla zainteresowanych polecam cały tekst: Mnie natomiast chodziło o perfidię i tępotę prokuratorów wojskowych, którzy bzdurne pytania wysyłają do” amerykańskich kolegów” z głupimi pytaniami o możliwości wytworzenia sztucznej mgły.

Wystarczyłoby zajrzeć do internetu i troszkę podszkolić język rosyjski, który w najbliższej przyszłości będzie im jak i nam za przyczyną działalności elyt PO litycznych i PO papranego rezydenta bardzo potrzebny, a na deser dwa zdjęcia tego urządzenia. Jeżeli ktoś z was drodzy blogowicze znajdzie na filmach lub zdjęciach takowy pojazd, to smoleńska mgła nie będzie już taka gęsta:

http://polka.salon24.pl/218994,czy-pozar-mozna-ugasic-mgla

________________________________________________________

PS. Anita Gargas miala bezposredni dostep do swiadkow w Smolensku – filmy dokumentujace pilowanie, niszczenie i wybijanie szyb tupolewa przez Rosjan ukazane w jej Misji Specjalnej zburzyly tkana przez miesiace siec dezinformacji i propagandy polskojezycznych “mediow”.
Nalezy sie jej dziennikarski odpowiednik Nobla – dziekuje Pani za Pani niezastapiona “Misje Specjalna” w imieniu przyjaciol i wszystkich, ktorzy dostrzegaja zhanbienie wiekszosci POlskojezycznych (a nie-polskich) mediow.

nadesłane przez: Mik

Oceń artykuł:
(5.00)
głosów: 9
tagi: , , , ,

Komentarze: »

Jeśli uważasz że któryś komentarz nie powinien się tutaj znaleźć zgłoś to na adres:

admin@smolensk-2010.pl
  • andrew001 :

    To co w Polsce sie teraz dzieje jest realizowaniem ideii totalnej kontroli spoleczenstwa i to w stylu podrecznikowym, punkt po punkcie! Wszystko w mysl zasady (tlumacze z angielskiego):

    “Dajcie mi kontrole nad jednostka monetarna kraju, a mnie nie bedzie obchodzilo kto ustanawia jego (kraju) prawa” – Mayer Amschel Rothschild (1743-1812)

    Zwroccie uwage na postepowanie “rzadu” w Polsce, przeciez to jakby zywcem wyjete z instrukcji masonskich czy tez grupy bildenberg. Cytat Rothschilda jest podstawowa zasada masonska w kontroli spoleczenstwa w sferze ekonomii(czytalem kilka wczesniejszych dokumentow amerykanskich agencji na ten wlasnie temat). Moze kilka cytatow:

    *) MEDIA: odwrocic uwage spoleczenstwa od realiow, od istotnych spraw dotyczacych narodu i zatrzymac uwage tegoz spoleczenstwa na sprawach malej wagi lub nie majacych zadnego znaczenia. Nieustanne pranie mozgu (gwalt umyslowy), agresja, sklocanie spoleczenstwa.
    *)ROZRYWKA: nieustanna demoralizacja norm i zwyczajow, szerzenie rozwiazlosci seksualnej, agresji.
    *)PRACA: trzymanie klasy pracujacej w ciaglym zajeciu, praca, praca, praca, tak azeby juz nie mieli ani ochoty ani czasu na myslenie
    *) SZKOLA: sabotaz szkolnictwa, nauczania historii i matematyki
    *) RELIGIA: nieustanne oslabianie pozycji kosciola, prowadzace do jego zniszczenia, pelna demoralizacja i rozbicie spoleczenstwa

    Wyksztalcone, silne (zjednoczone), w pelni swiadome swej przynaleznosci narodowej i historii masy spoleczne, sa zagrozeniem dla rzadzacych elit. Jezeli spoleczenstwo nie ma wplywu na kontrole spraw ekonomii panstwa, ludzie staja sie niewolnikami – tania sila robocza.

    Zwroccie uwage jak to pasuje do zachowania sie obecnego “rzadu” i rzekomego “prezydenta”. Jest przeciez widoczne ze dzialaja na podstawie otrzymywanych instrukcji, sa po prostu zarzadcami folwarku z ramienia … ? Dlatego zamach stanu, morderstwa, PIS i J. Kaczynski bedacy obiektem polowania na czarownice, szerzenie nienawisci w spoleczenstwie. Wszystko to jest czescia planu zamachu stanu i przewrotu ustrojowego, w koncowym efekcie zniszczenia totalnego Polski jako Panstwa i zniewolenie Narodu!!!!

    APELUJE DO WSZYSTKICH LUDZI DOBREJ WOLI, LUDZIE OBUDZCIE SIE! KRAJ JEST ATAKOWANY NA ABSOLUTNIE WSZYSTKICH FRONTACH, EKONOMII, HISTORII, POLITYKI, RELIGII!!! NASZA WOLNOSC, NIEZALEZNOSC I DEMOKRACJA JEST NISZCZONA, ZADEPTYWANA!!! REKAMI OBECNEGO “RZADU” I “PREZYDENTA”, SA ONI AGENTURA OBCEGO SYSTEMU/SYSTEMOW UKIERUNKOWANEGO NA ZNISZCZENIE PANSTWA POLSKIEGO I NARODU!!! NIE DAJMY SIE ROZBIC I ZNIEWOLIC!!! DZIALAC TRZEBA JUZ TERAZ!!! TRZEBA WYBRAC RZAD KTORY BEDZIE POLSKI, KTOREMU POLSKA BEDZIE LEZEC NA SERCU!!! JESZCZE POLSKA NIE ZGINELA, POKI MY ZYJEMY!!!

    Thumb up 2 Thumb down 1

  • andrew001 :

    Artykul z Naszego Dziennika:

    Oficerowie BOR: W centrum pogorzeliska na Siewiernym stała wielka metalowa skrzynia przypominająca wyglądem szafę pancerną. Pilnowali jej rosyjscy żołnierze
    Gdy opadła mgła

    Na piechotę, brnąc w błocie, doszliśmy do miejsca katastrofy. Zobaczyliśmy szczątki samolotu, wokół unosił się intensywny zapach paliwa lotniczego. Widzieliśmy fragment podwozia leżący do góry kołami, dwa silniki i element statecznika. Teren był ogrodzony czerwonymi taśmami. Wszystkie elementy samolotu i szczątki ciał były wbite w grunt na głębokość 20-30 centymetrów. Tak zapamiętali pierwsze minuty po katastrofie Tu-154M oficerowie BOR.

    Piątego kwietnia do Moskwy wyjechało trzech funkcjonariuszy BOR: “w celu realizacji zadań BOR, związanych z zabezpieczeniem wizyty Prezesa Rady Ministrów, a następnie prezydenta RP w Smoleńsku i Katyniu, odpowiednio w dniach 7 i 10 kwietnia 2010 r.”. Byli to: mjr Cezary K., dowódca zespołu, Andrzej R. i płk Krzysztof D. Stanowili oni pierwszy człon tzw. grupy przygotowawczo-realizacyjnej. Z relacji oficerów BOR, jakimi dysponuje Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie, wynika, że 6 kwietnia uczestniczyli oni w przygotowaniach do przyjazdu do Smoleńska premiera Donalda Tuska. W spotkaniu, jakie miało miejsce w jednym ze smoleńskich hoteli i które miało na celu ustalenie scenariusza pobytu polskiego premiera, uczestniczyli przedstawiciele kancelarii premiera, Dowództwa Garnizonu Warszawa, który reprezentował płk Andrzej Śmietana, a także ambasador Jerzy Bahr i przedstawiciel polskiego MSZ. Następnie oficerowie BOR spotkali się z przedstawicielami Federalnej Służby Ochrony. Uzgadniano kwestie związane ze składem kolumny, podziałem odpowiedzialności za zabezpieczenie kolejnych punktów wizyty. R. zaznacza, że bezpośrednia odpowiedzialność za bezpieczeństwo osób ochranianych spoczywa na służbach państwa przyjmującego.
    8 kwietnia do Smoleńska samochodem służbowym dojechali kolejni trzej funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu, tj.: mjr Krzysztof P., starszy funkcjonariusz Jarosław S. i funkcjonariusz – starszy kierowca Kazimierz Sz. Grupa wspólnie dokonała rekonesansu wszystkich miejsc związanych z wizytą polskiego prezydenta. 9 kwietnia przeprowadzili rekonesans Memoriału w Katyniu, hotelu Nowyj, w którym zaplanowano obiad z delegatami Rodzin Katyńskich, oraz budynku filharmonii, gdzie miało nastąpić spotkanie prezydenta z Polakami z Rosji i Białorusi. W rekonesansie uczestniczyli, oprócz BOR, także funkcjonariusze Federalnej Służby Ochrony, gubernatora obwodu smoleńskiego, ambasady RP i polskiego MSZ. Według Andrzeja R., prawdopodobnie byli tam też funkcjonariusze Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Nie był on jednak tego pewien, bo Rosjanie byli w ubraniach cywilnych. Jak relacjonuje Cezary K., ostatnich ustaleń 9 kwietnia dokonali też ambasador RP oraz minister Jacek Sasin jako przedstawiciel Kancelarii Prezydenta RP. Według Andrzeja R., nie postulowali o wprowadzenie zmian w planie wizyty. W dniu katastrofy, tj. 10 kwietnia, cała grupa oficerów BOR między godz. 9.00 a 9. 30 czasu moskiewskiego pojechała do Katynia. Tu grupa podzieliła między siebie konkretne zadania, weszła też w kontakt ze służbami rosyjskimi i polskimi żołnierzami, którzy byli już na miejscu. O katastrofie dowiedzieli się od funkcjonariusza rosyjskiego, który – według naszego informatora – w zeznaniach K. figuruje jako “Jurij”. Z relacji wszystkich funkcjonariuszy BOR wynika, że niemal natychmiast udali się samochodem na miejsce wypadku. Pilotowała ich rosyjska milicja. W trakcie jazdy Cezary K. próbował dodzwonić się do znajdującego się na pokładzie tupolewa ppłk. Jarosława Florczaka. Telefony nawiązały połączenie, natomiast nikt nie odbierał – zrelacjonował R. Potwierdza to Cezary K. Relacje oficerów, którzy przybyli na Siewiernyj (Cezary K., Andrzej R., Jarosław S., Kazimierz Sz.) są zgodne co do tego, że na lotnisku panowała gęsta mgła. Nie można było dostrzec tupolewa, widoczny był natomiast Jak-40.
    Oficerowie BOR, wraz z dwoma przedstawicielami Kancelarii Prezydenta: ministrem Jackiem Sasinem oraz Marcinem Wierzchowskim, dotarli na miejsce katastrofy, przechodząc przez mur znajdujący się na końcu pasa startowego. Przedzierali się przez błoto. Z relacji wszystkich funkcjonariuszy BOR wynika jednoznacznie, że po ich przybyciu na miejscu katastrofy trwało jeszcze dogaszanie szczątków samolotu, nie było śladów dużego pożaru. Czuć było natomiast intensywny zapach paliwa lotniczego. Jarosław S. potwierdza nawet, że kiedy funkcjonariusze BOR wraz z przedstawicielami Kancelarii Prezydenta przybyli na miejsce katastrofy, akcja ratownicza została już zakończona. Częściowo teren był już zabezpieczony prawdopodobnie przez żołnierzy rosyjskich – twierdzi R. Relacjonuje też, że chciał podejść do wyglądającej na szafę pancerną skrzyni, ale było to niemożliwe ze względu na to, iż pilnowali jej rosyjscy żołnierze. Dopytywani przez Polaków Rosjanie tłumaczyli później, że to złom, który był już na tym miejscu wcześniej. Funkcjonariusze BOR opisali wygląd wraku. Podkreślili, że podwozie było odwrócone do góry, tak samo segment środkowy samolotu, odwrócony do góry był też fragment ogona maszyny. Widać było też jeden z silników i poszycia bocznego kadłuba. Szczątki były pokryte błotem. Z relacji świadków wynika, że utworzone na miejscu przez Rosjan stanowisko dowodzenia akcją ratowniczą stanowił stół z tabliczką z napisem “sztab”. Na stole leżał laptop. Pojawiło się też oświetlenie i megafon. Była też grupa ludzi w białych fartuchach i żołnierze zabezpieczający miejsce katastrofy. Obok stały karetki i wozy straży pożarnej. Jak informował mjr Krzysztof P. odpowiedzialny za zabezpieczenie pirotechniczno-radiologiczne, na miejscu było mnóstwo ratowników medycznych chodzących w rejonie katastrofy. Przy fragmencie statecznika stał ambasador Bahr. Na miejscu pojawili się też funkcjonariusze OMON. Stwierdził też, że od momentu, kiedy przyjechał na miejsce katastrofy, nie słyszał żadnych dźwięków brzmiących jak wystrzał.

    Ciał nie wynoszono
    Borowcy nie widzieli, aby wynoszono z rumowiska ciała bądź rzeczy z samolotu. R. zaznacza też, że słyszał, iż była mowa o trzech karetkach, które wyjechały z lotniska. Oficerowie BOR przyznają, że po przybyciu na miejsce katastrofy robili zdjęcia i filmy aparatami fotograficznymi. Na miejscu w Biurze Ochrony Rządu na BSK zgrano te zapisy na nośnik, który po nadaniu klauzuli tajności załączono do meldunku dla szefa BOR – twierdzi K. Razem z przedstawicielami ambasady polskiej ustalali listę pasażerów Tu-154M, asystowali przy wydobyciu ciał i zabezpieczaniu dokumentów i broni oficerów BOR, którzy byli na pokładzie samolotu. Ich relacje dotyczące wyglądu ciał ofiar są zbieżne: ciała były opuchnięte (według oficerów BOR – w wyniku wewnętrznych urazów), umazane krwią i błotem, zmasakrowane tak, że trudno je było zidentyfikować. Miejsce zdarzenia podzielono na 13 sektorów, w każdym z nich pracowała jedna grupa śledcza. Ciała układano na folii rozścielonej w miejscach odpowiadających sektorom, na które podzielono wrak. Ciała z wraku zaczęto wynosić około godziny 15.00, pomoc funkcjonariuszy BOR polegała na odczytywaniu nazwisk z odnalezionych przy zwłokach dokumentów.
    Z relacji Kazimierza Sz., kierowcy samochodu ewakuacyjnego, przesłuchanego 21 maja 2010 roku, wynika, że około godziny 14.00 trzech funkcjonariuszy BOR (Cezary K., Andrzej R. oraz Krzysztof P.) i trzech pracowników ambasady weszło na wrakowisko, by pomóc przy wyszukiwaniu ciał i ich identyfikacji. Chodziło o możliwość odczytania polskojęzycznych dokumentów. Około godziny 15.00 Sz. został oddelegowany do Witebska w celu zabezpieczenia przylotu i przejazdu premiera Donalda Tuska.
    Ciała fotografowano, pobierano odciski palców. Jak wynika z tego, co mówił Andrzej R., około godziny 19.30 poproszono oficerów BOR, by zidentyfikowali ciało prezydenta. Z relacji innego oficera BOR Jarosława S., przesłuchanego 24 maja br., wynika, że informację o prawdopodobnym odnalezieniu ciała prezydenta BOR otrzymało już koło południa. R. przyznaje, że identyfikacja ciała prezydenta była utrudniona. Oficerowie nie byli pewni “na sto procent”, rysy lewej, zachowanej części twarzy, kształt nosa, układ i kolor włosów wskazywały, że było to ciało prezydenta. Rosjanom powiedzieli, że prawdopodobnie jest to ciało prezydenta, ale nie potwierdzili tego. Tłumaczyli, że chcieli w ten sposób zachować kontrolę nad tym, co się z tym ciałem dzieje, żeby nie zabrali go jako zidentyfikowane – opowiadał R. Ciało prezydenta – jak twierdził – zobaczył wtedy, gdy już leżało na noszach. Było pozbawione ubrania i miało widoczne obrażenia. Dopiero na prośbę R. przykryto je prześcieradłem. Według Cezarego K., uszkodzenia ciała były duże, rozpoznał je po zachowanej części bocznej czaszki i twarzy. Zwłoki prezydenta były stosunkowo czyste. Oficerowie rozpoznali kolor włosów i fryzurę. Ciało było w całości, urwana była ręka. Cezary K. nie pamiętał która, ale na wysokości łokcia, oraz jedna stopa.
    Według relacji S., ciało Lecha Kaczyńskiego zostało złożone na folii na pobliskiej polance. Nie było też żadnego zatargu z Rosjanami na temat tego, by nie ruszać ciała prezydenta do momentu przybycia Jarosława Kaczyńskiego. Jak relacjonuje K., prezes PiS potwierdził dokonaną przez oficerów BOR identyfikację ciała prezydenta, wskazał też bliznę na jednej z rąk, ślad po złamaniu obojczyka jako cechę charakterystyczną. Z relacji K. wynika ponadto, że w toku identyfikacji Jarosław Kaczyński nie zgodził się na proponowane przez prokuratorów badanie DNA, bo był pewien, że prawidłowo rozpoznał ciało prezydenta.

    Legitymacja przy pasku
    Funkcjonariusze BOR rozpoznali też ciała swoich kolegów, którzy znajdowali się na pokładzie tupolewa: Artura Francuza, Dariusza Michałowskiego, Pawła Krajewskiego, Piotra Noska (miał legitymację przy pasku).
    W sumie w pierwszej godzinie po katastrofie BOR zidentyfikowało ciała: Krzysztofa Putry, prezydenta RP na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego, Katarzyny Doraczyńskiej, Mariusza Kazany i Janusza Kochanowskiego (miał przy sobie dokumenty). Na uwagę zasługuje to, że jak podaje Andrzej R., otrzymał on za pośrednictwem polskiego konsula polecenie szefa MON Bogdana Klicha, aby przekazać stronie rosyjskiej prośbę o nierozpoczynanie badań czarnych skrzynek bez udziału strony polskiej. Prośbę przekazał jednej z osób ze strony rosyjskiej. Był to przełożony osób pracujących przy identyfikacji zwłok. R. widział skrzynki i nawet je sfotografował. W jego ocenie, nie były uszkodzone. Zdjęcia dwóch rejestratorów zostały przekazane szefom: MON i resortu sprawiedliwości.
    Z informacji ppłk. Bartosza Stroińskiego z 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego wynika, że lotnisko w Smoleńsku było wyposażone w dwie radiolatarnie. W jakiej odległości od pasa? Nie wiadomo. Za zebranie dokumentacji lotniska była odpowiedzialna Sekcja Planowania 36. SPLT. Lot 7 kwietnia, którego ppłk Stroiński był dowódcą, przebiegał bez zastrzeżeń. Samolot był sprawny technicznie, nie wystąpiły żadne awarie. Nie było też jakichkolwiek problemów językowych w komunikacji z wieżą w Siewiernyj. Podczas lotu 7 kwietnia komunikację z wieżą prowadził mjr Arkadiusz Protasiuk. Tego dnia widoczność była dobra, samolot nie lądował na autopilocie. Stroiński ocenił też stan pasa lotniska: był bardzo nierówny, tzn. były pęknięcia płyt, samolot drżał przy lądowaniu i startowaniu. Było słabe oświetlenie pasa, a oświetlenia dróg kołowania w zasadzie nie było. 7 kwietnia były dwa APM montowane na samochodach. Nie wiadomo nic o dodatkowych urządzeniach wspomagających lądowanie. Major Protasiuk już 7 kwietnia wiedział, że 10 kwietnia ponownie poleci do Smoleńska (7 kwietnia Protasiuk był 2. pilotem). Kapitan Artur Ziętek, nawigator, dowiedział się o locie około 8 kwietnia, ppor. Andrzej Michalak – 8 kwietnia, a ppłk Robert Grzywna – jeszcze przed lotem Tuska. Stroiński przyznał, że loty z 7 i 10 kwietnia nie były jedynymi z VIP-ami na lotnisko, które wyposażone było w dwie radiolatarnie. Po 18 kwietnia na prośbę KBWLP ppłk Stroiński poleciał do Moskwy, gdzie był obecny przy identyfikacji głosów członków załogi Tu-154M. Wysłuchał wtedy nagrania z rejestratora głosów z kabiny. Nagrania słuchał w obecności przedstawiciela KBWLP i MAK. Zobowiązał się do nieujawniania jego treści, nawet przed polską prokuraturą. Rozpoznał głosy wszystkich członków załogi.
    Anna Ambroziak

    Na co ta skrzynia? EMP, czy tez pozbierane nosniki pamieci, laptopy, telefony etc. ? Bo zlomem to po prostu nie bylo na pewno.

    Thumb up 0 Thumb down 0

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters