Generał Błasik nigdy nie pchał się do kokpitu

Publikacja w serwisie: 08 November 2010
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , , , , , , , ,

Zobacz także:

» "List z Polski" » Gen. Błasik nigdy nie latał na takich samolotach » Rosjanie nie mogą dyktować, co powinien robić generał Błasik » Klich sam wchodził do kokpitu » Co kryją oryginalne nagrania z kokpitu » Katastrofa Tu-154. Odczytano nowe słowa z kokpitu » Mikrofony z kokpitu Tupolewa mogły nagrać rozmowy VIP-ów » Komentarz Ewy Błasik do raportu MAK » RMF FM: Z dokumentów wynika, że gen. Błasik był w kokpicie » “Są dowody, że gen. Błasik był poza kokpitem” » Ewa Błasik – Raport MAK to Haniebna próba szkalowania pamięci mojego męża » Graś: Premier nigdy nie kłamie » Prokuratura wyklucza, by Tu-154M w chwili katastrofy w Smoleńsku pilotował gen. Andrzej Błasik » Smoleńsk: Hipoteza nr 4. / Nigdy nie uwierzę, że to zrobili Rosjanie. » Możemy nigdy nie poznać danych z czarnych skrzynek Tu-154M ? » [Kłamstwa MAK] Pijany generał » Dla MAK generał to trup numer cztery » Janusz nigdy nie jeździł do Rosji. Mówił, że gdyby pojechał, to już by nie wrócił – Zuzanna Kurtyka » Generał Anatol Czaban odchodzi z wojska » Generał Anatol Czaban odchodzi z wojska – pełny tekst oświadzczenia » Akcja “Wprost” i rosyjskich portali: szalony generał zniszczył polski samolot rządowy » Kolejna farsa – po kilku miesiącach generał jest już trzeźwy i jako jedyny prawidłowo odczytuje wysokość » Ekspert: gen. Błasik niekoniecznie pił alkohol » Gen. Błasik non é mai volato sugli aerei simili. » Ewa Błasik – “PROTESTUJĘ PRZECIW BIERNOŚCI RZĄDU TUSKA” » Adwokat Ewy Błasik: Rosjanie zrobili to, o co się do nich zwrócono » “Jeśli ktokolwiek sobie wyobraża, że Polacy o tym zapomną, że da się przez odkładanie w czasie zamazać sprawę, to myślę, że zarówno ja, jak i wszyscy, którzy byli tam, w Katyniu, i czekali na Pana Prezydenta, a potem dowiadywali się o tej tragedii, nigdy do tego nie dopuścimy.” Antoni Macierewicz » Generał KGB, BBN i Smoleńsk » Kim jest Generał Cieniuch ? » Generał Anodina melduje » Generał Czaban odchodzi z wojska » Rafał Rogalski: Jest nagranie rozmowy Błasik-Protasiuk, to nie jest nacisk na załogę » Generał Majewski o hańbie linczu na pilotach » GENERAŁ APELUJE O NIEWYCIĄGANIE POCHOPNYCH WNIOSKÓW » Generał NATO zaniepokojony śledztwem smoleńskim » Generał Sławomir Petelicki, pierwszy dowódca GROM, nie żyje. » Były generał KGB w BBN. Stanisław Koziej: temat Smoleńska sam wypłynie » Generał Sławomir Petelicki: Tusk kłamie. Oczekuję jego dymisji » “Dlaczego polski generał otrzymał medialny strzał w tył głowy?”, pytało dziś PiS » Generał amerykańskich Sił Powietrznych: pseudośledztwo to wyraz pogardy wobec suwerenności i niepodległości Polski » GENERAŁ NKWD UHONOROWANY W MOSKWIE – Mordował Polaków, zabił 50 tysięcy osób – dostał pomnik » Generał Marian Janicki, szef BOR, odmawia posłom spotkania z oficerami, którzy 10 kwietnia pracowali na lotnisku w Smoleńsku i w Katyniu » Są nagrania z monitoringu: Przed startem widzialność 3 tys. metrów » Nie ma dowodów na obecność w kokpicie » Czas na zegarku generała Błasika zatrzymał się na godz. 8:38 » Przy starcie z Okęcia nie było problemów z pogodą » Ponad 360 świadków przesłuchanych w śledztwie smoleńskim » Dlaczego nikt nie pyta o naciski na kontrolerów? » Ewidentne zacieranie śladów » emerytowany oficer CIA: TO NIE BYŁ WYPADEK

Edmund Klich nierozsądnie udziela tych wszystkich informacji, tzw. przecieków, dotyczących śledztwa. To, w mojej ocenie, być może już podważyło jego działania i pozycję jako akredytowanego przy MAK

Z pil. rez. płk. Wojciechem Krupą, byłym dowódcą 31. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Poznaniu Krzesinach, prowadzącym w Grupie Akrobacyjnej “Żelazny”, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

Od jak dawna znał Pan gen. Andrzeja Błasika?
- Poznaliśmy się wiele lat temu na poligonie lotniczym Nadarzyce, on kierował lotami swoich samolotów Su-22, ja swoich MIG-21. To był początek naszej sympatycznej znajomości. Można więc powiedzieć, że poznaliśmy się w boju. Tak się złożyło, że po latach przejmowałem po Andrzeju dwa poważne stanowiska: szefa szkolenia brygady oraz później dowódcy 31. Bazy w Krzesinach. Nasze wojskowe losy skrzyżowały się na parę dobrych lat. Współpraca między nami była zawsze świetna, zostaliśmy kolegami, potem przyjaciółmi. Można powiedzieć, że znaliśmy się jak łyse konie, bo z każdej strony – z tej wojskowej i prywatnej.

Dziś podnoszone są zarzuty, że gen. Błasik miał trudny charakter, był apodyktyczny. To trafna charakterystyka?

- Ależ skąd! Najbardziej bulwersuje mnie w tej całej nagonce na gen. Błasika, że szeregowi piloci mają czelność wypowiadać się negatywnie o Dowódcy Sił

Powietrznych RP. Wprawdzie śmialiśmy się od pewnego czasu, że nastało pokolenie snickersa i coca-coli, dla którego pewne wartości i honor oficerski nie istnieją, bo mają dla tego pokolenia wydźwięk pejoratywny. Nie można jednak przejść nad niektórymi sprawami obojętnie. Generał Błasik był bardzo otwarty na ludzi, rozmawiał z pilotami, żył ich problemami, a ci jak mu się dziś odwdzięczają. Opowiadają na jego temat totalne bzdury, które podchwytują żądne sensacji media, publikując tak krzywdzące gen. Błasika teksty, jak ostatni w tygodniku “Wprost”.

To właśnie autorzy tego tekstu sugerują, że generał wręcz znęcał się nad podwładnymi, często był z nimi w konflikcie etc.
- Wszystko to jest wyssane z palca. Piloci, którzy opowiadają nieprawdę na temat szkolenia surwiwalowego, jakie wprowadził gen. Błasik, zastanawiając się wraz ze swoimi żonami, co Dowódca Sił Powietrznych powinien, a czego nie, nie mają wstydu i honoru. Mówienie, że takie szkolenie jest niepotrzebne, jest nielogiczne. Uważam, że jak ktoś nałoży mundur, to poza pełnieniem swojej profesji w lotnictwie musi nauczyć się również miliona innych rzeczy. Musi potrafić strzelać, biegać, przetrwać w trudnym terenie, to wszystko wymagane jest w każdej armii. Śmieszne jest to, że dyskutuje się w ogóle o takich rzeczach. Dziwię się pilotom ze specpułku, którzy uważają, że takie szkolenia kondycyjne są im niepotrzebne, przecież Tu-154M też nieraz latał w rejon działań wojennych do Afganistanu czy Iraku.

A może gen. Błasik był zbyt pobłażliwy dla swoich podwładnych, traktował ich zbyt familiarnie, przez co nie czuli przed nim należytego respektu?
- Faktycznie, być może Andrzej był za blisko z tymi ludźmi, skoro dziś padają z ich strony oskarżenia pod jego adresem. Gdyby rzeczywiście trzymał ich bardzo krótko, z daleka od siebie, może czuliby większy respekt. Andrzej był nowoczesnym generałem, inaczej myślącym niż dawni generałowie w polskim wojsku ze starego systemu. Systemu, w którym żyło się im wygodnie, a od pilotów niewiele wymagano. Andrzej starał się podnosić poprzeczkę w wojsku, by piloci dawali z siebie więcej. Okazało się jednak, że jego wizja lotnictwa, ta bardziej koleżeńska, przyjacielska, a jednocześnie bardziej wymagająca, nagle po jego śmierci została odwrócona do góry nogami. Zamiast go za nią docenić, obwinia się i atakuje. Przecież argumenty tego typu, że był zły, bo więcej wymagał, są żenujące. Dowódca w wojsku jest od tego, żeby wymagać! By osiągnąć w szkoleniu wojska jak najlepsze wyniki, można stosować dwie metody: tzw. zamordyzm, który jest jeszcze gdzieniegdzie spotykany, także w Polsce, albo nowoczesne techniki szkolenia. Generał Błasik wybrał tę drugą metodę, której uczył się za granicą.

Pana zdaniem, był dobrym dowódcą?
- Bardzo dobrym. Generał Andrzej Błasik był człowiekiem odpowiedzialnym, nowoczesnym, rozsądnym, wymagającym. To jego najkrótsza charakterystyka. To on rozpoczął unowocześnianie programów szkolenia, spowodował także, że każdy generał z Dowództwa musiał odbyć pełny obóz kondycyjny, co się wcześniej nie zdarzało. Andrzej był bardzo pryncypialnym człowiekiem, umiał tłumić emocje, może dlatego aż tak wysoko zaszedł. Jestem zdziwiony tym, co się teraz o nim mówi. Te wszystkie podejrzenia dotyczące jego pobytu w kabinie Tu-154M, który rozbił się w Smoleńsku, tezy, że siadł za sterami tupolewa przy tak trudnej pogodzie, wyganiając przy tym drugiego pilota, to są totalne bzdury, w które nie wierzę. Generał Błasik nie zaszedłby tak wysoko, gdyby był tak nierozsądnym człowiekiem, jak stara się go dzisiaj przedstawiać. Nieodpowiedzialni ludzie są eliminowani z lotnictwa w trakcie szkolenia.

Generał Błasik nie posiadał uprawnień do latania tupolewem?
- Oczywiście. Te wszystkie opowieści, jak wyganiał pilotów z kabiny, bo chciał się przelecieć, trzeba dzielić przez pół. Należy wiedzieć, że od pewnego czasu generałowie, zresztą tak jak to było kiedyś, mieli nakaz wykonywania lotów. Ponieważ w lotnictwie bojowym było mało samolotów, większość z nich dostała nalot do wykonywania na samolotach transportowych, jak bryza czy Jak-40, ale nie na Tu-154. Dziś padają pod adresem gen. Błasika oskarżenia, że usiadł za sterami Jaka-40 na miejscu drugiego pilota. Krzyczy się, jak mógł to uczynić. A przecież wyjaśnienie jest bardzo proste – bo miał taki grafik szkolenia. Myślę, że nie robił nic, co łamałoby regulamin!

Większość mediów przedstawia to jednak inaczej, zwłaszcza TVN 24.
- Proszę pamiętać, że istnieje coś takiego jak frustracja. Wiele osób odchodzi z wojska jako frustraci. Oni nie doszukują się u swoich przełożonych pozytywnych cech, a jedynie szukają usprawiedliwienia dla samych siebie. Tacy ludzie chętnie są zapraszani przez różne stacje. Wyjątkowo ostatnio w TVN 24 gościł płk Tomasz Pietrzak, były dowódca 36. Pułku Lotnictwa Transportowego, którego usiłowała zapędzić w kozi róg pani Pochanke. Pułkownik szybko jednak udowodnił jej, że to ona nie zna się na rzeczy. Podczas rozmowy na temat szkolenia pilotów powołała się na opinię pewnego “pana pilota”. Pułkownik Pietrzak odparł: “Bardzo przepraszam, ale ten pan nie jest pilotem, tylko technikiem”. Ten przykład świadczy o tym, jak daleko niektóre media często odchodzą od zdrowego rozsądku. Jak to możliwe, że system szkolenia pilotów ocenia technik pokładowy czy – z całym szacunkiem – pani Pochanke? Niedługo dowiemy się, że lodziarz z Krakowskiego Przedmieścia będzie nas szkolił na F-16… W ten sposób m.in. tworzą się mity na temat tragedii smoleńskiej, które najbardziej ranią rodziny ofiar. Bardzo szkoda mi pani Ewy Błasik, bo od sześciu miesięcy jej mąż i tragedia smoleńska to niestety codziennie odgrzewany temat dnia w mediach, mimo że tyle ważnych rzeczy dzieje się w naszym kraju i na świecie…

A propos mitów. Nowym jest zapewne teza, jakoby gen. Błasik był skonfliktowany z załogą Tu-154M…
- Wyartykułujmy, co to jest konflikt, a co to są wymagania przełożonego. Trudno, żeby to był przełożony, który głaszcze po głowie każdego podwładnego i nic od niego nie wymaga. To jest gra słów. Jeżeli pokłócę się z najlepszym przyjacielem przy kartach, to jestem z nim skonfliktowany? Tu w ogóle nie ma mowy o konflikcie. Dla wszystkich byłoby wygodniej znaleźć tzw. kozła ofiarnego…

Sugeruje Pan, że tym kozłem ofiarnym ma być gen. Błasik?
- Zgadza się. Może o tym również świadczyć fakt, że nie zadaje się dziś pytań, co działo się na pokładzie. A może gen. Błasik dostał rozkaz od swoich przełożonych, czyli od najstarszego rangą generała bądź od prezydenta, któremu bezpośrednio podlegał, w stylu: “Są trudne warunki pogodowe, proszę iść zobaczyć, czy piloci dadzą sobie radę”. Co miał wtedy powiedzieć: “Panie generale, panie prezydencie, ja tam nie mogę wchodzić”? Dziś woli się mówić, że jeżeli tam był, to przeszkadzał. Proszę zdać sobie jednak sprawę z tego, że dowódca statku powietrznego, czyli kapitan siedzący na lewym fotelu w kabinie, ma pełnię władzy. On może wszystko, by osiągnąć swój cel, włącznie z użyciem siły fizycznej na pokładzie swojego samolotu. Gdyby kapitan Protasiuk stwierdził, że gen. Błasik mu przeszkadza, mógł śmiało – bez żadnych konsekwencji – mu to powiedzieć i wyprosić go z kokpitu. Powiedzmy jasno: nikt za taką wypowiedź nie zwolniłby go do cywila, bo brakowało pilotów latających tupolewem. Sugerowanie, że w takim przypadku doszłoby do zwolnienia pilota, jest wierutną bzdurą. Wypraszanie osób z kokpitu nieraz się zdarzało, chociażby w przypadku polityków. Pułkownik Pietrzak pozwalał czasami na długiej, sześciogodzinnej trasie, żeby ktoś siadł za sterami, ale by nic nie ruszał, lecz zobaczył, jak pracuje załoga. Takie rzeczy dzieją się też na liniach lotniczych, ale nie mają żadnego wpływu na bezpieczeństwo lotu. Jeszcze raz podkreślę: podczas lotu o wszystkim decyduje kapitan, nie żaden generał.

Generał Błasik wchodził do kokpitu podczas lotu?
- Zawsze podkreślał, że on się tam nie pcha, bo nie jest tam potrzebny. Do kokpitu wchodził, gdy go zapraszano. Wielokrotnie latał CASĄ. Jeżeli w czasie lotu kapitan zapraszał go do kabiny, to nie odmawiał. Sam byłem podczas lotu CASY w kabinie. I co, ktoś powie dziś, że się tam wciskałem? Nie, ja po prostu zostałem tam zaproszony na parę minut, żeby zobaczyć, jak pracuje załoga, to wszystko. Generał Błasik czynił podobnie. Tym bardziej nie wierzę w to, żeby przy podejściu do lądowania w Smoleńsku gen. Błasik siedział za sterami tupolewa, to się nie mieści po prostu w głowie ani w żadnym kanonie.

Obecność przełożonego w kabinie działa stresująco na pilotów?
- Obecność przełożonego nie wpływa na pilotów tak, że im ręce latają, bo to są stare wygi. Natomiast mogłaby wpłynąć na to, że jeszcze bardziej restrykcyjnie podeszliby do swoich czynności, by generał nie powiedział im: “Czemu zeszliście niżej niż normalnie?”, lub: “Czemu rozmawiacie niezgodnie z procedurami? Dlaczego nie zapinacie pasów, powinniście mieć je dopięte”, itd. Takie pretensje mógłby mieć do nich generał, bo był doświadczonym pilotem.

Generał Błasik mógł w jakiś sposób wpływać na decyzję kapitana, coś mu sugerować?
- Nie wierzę w takie bzdury, że mógłby ich zachęcać do schodzenia niżej tamtego tragicznego dnia, to byłoby niemożliwe, bo Andrzej tak się nie zachowywał. Nieraz lataliśmy samolotami transportowymi na różne odprawy, nawet z obecnie służącymi generałami. Czasem zdarzało się tak, że przy trudnej pogodzie załoga potrafiła przyjść do generała i mówić mu: “Panie generale, pogoda w miejscu lądowania jest taka a taka, proponujemy to i to”. Generał odpowiadał z zasady: niech kapitan decyduje, tak jak mówią przepisy i procedury, a nie: zróbcie to czy tamto. Tyle, bo taka jest zasada działania – i za to ceniłem i cenię przełożonych, z którymi służyłem. Ponadto, w razie jakiegokolwiek, nawet błahego zdarzenia generała również rozliczono by z tego, dlaczego to on podjął decyzję, którą może podjąć tylko kapitan statku powietrznego, a przecież tak po ludzku nikt nie chce mieć kłopotów. W czasie trwania lotu nie ma osoby, która może podważyć autorytet kapitana samolotu, jego decyzje są niezawisłe, jak decyzje sądu. Ja naprawdę w pełni wierzę w rozsądek Andrzeja, on nie zrobiłby nic, co zagroziłoby bezpieczeństwu lotu czy zakłóciło pracę załogi. Przypuszczenia, że gen. Błasik nakazał coś przeciwko regulaminowi, musi być wyssane z palca.

Załoga Tu-154M była w pełni wyszkolona do latania na tej maszynie? Wielu twierdzi dziś, że nie, bo nie było szkoleń na symulatorach.
- To, że nie było lotów na symulatorach, to tylko podniosło cenę szkolenia pilotów, ale absolutnie nie obniżyło jego jakości i rangi. Można postawić tezę, że wręcz odwrotnie. Ćwiczenia na symulatorach są tańsze, ale nie dają tak dobrego przygotowania jak prawdziwe loty. Nie twierdzę, że symulatory są niepotrzebne, ale nie jest też prawdą, że bez nich pilotów nie da się wyszkolić. Jakie symulatory były w latach 60.? A linie lotnicze przecież działały i woziły pasażerów. Ponadto wyjazdy na szkolenia na symulatorach nie były tak naprawdę szkoleniami, lecz jedynie treningami, na które piloci jeździli raz w roku i mieli wykupione tylko parę godzin. Nie mieli więc szans przećwiczyć wszystkich typów awarii – bo jest ich wiele, nawet około siedemdziesięciu – tylko te najtrudniejsze. Proszę pamiętać, jakie problemy mieliśmy z remontami i zakupem części z Rosji, podobnie mogło być i z możliwościami dostępu do symulatorów – to wszystko w związku z niełatwymi ówcześnie wzajemnymi stosunkami.

Które z aspektów związanych z katastrofą smoleńską niepokoją Pana najbardziej?
- Między innymi to, że pan Edmund Klich tak nierozsądnie udziela wszystkich informacji, przecieków dotyczących śledztwa. To, w mojej ocenie, być może już podważyło jego działania i pozycję jako akredytowanego przy MAK. Proszę zauważyć, ile wniosków już zostało przez niego sformułowanych i puszczonych mimochodem na różnych konferencjach prasowych. Mam do niego o to wielkie pretensje, bo rodzi to różne spekulacje dziennikarskie. On jest urzędnikiem państwowym i nie ma prawa czegoś takiego robić. Wszędzie na świecie takie poważne śledztwo zajmuje minimum około roku. Gdy fala uniesienia opadnie, komisja zdaje relacje z przyczyn katastrofy. A u nas nikt nie ponosi odpowiedzialności za złamanie tajemnicy państwowej czy służbowej. To świadczy o słabości państwa, ponieważ są procedury, które powinny być traktowane poważnie, a nie są. Myślę, że to jest największy problem tego śledztwa.

Co należałoby zmienić w lotnictwie wojskowym?
- Nie latałem na tak wielkich samolotach jak Tu-154M, zarówno w lotnictwie wojskowym, jak i cywilnym, ale wiem, że wojsko od dawna już postulowało, żeby piloci wojskowi mieli licencje cywilne. Te spowodowałyby, że piloci wojskowi lataliby według standardów cywilnych i w ten sposób byliby też kontrolowani. Jednak także z obawy, żeby piloci wojskowi nie uciekali do cywila, cały czas wojsko latało bez licencji cywilnych. W skrócie efekt był taki, że oni znali te procedury, ale dochodzili do nich inaczej niż piloci cywilni. To trzeba z pewnością uporządkować.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20101108&typ=po&id=po41.txt

8 listopada 2010

Oceń artykuł:
(5.00)
głosów: 3
tagi: , , , , , , , , ,

Komentarze: »

Jeśli uważasz że któryś komentarz nie powinien się tutaj znaleźć zgłoś to na adres:

admin@smolensk-2010.pl
  • Inka :

    Jak zwykle – ilu polaków tyle zdań. Jedni mówią, że Pan Błasik siadał za sterami TU, a inni twierdzą, że absolutnie nie. Specjalnie mieszają nam w głowach, aby móc na tej podstawie “dopasować” wyniki śledztwa.
    Rząd powinien dostać Nobla za zdolność mataczenia, siania propagandy i dezinformacji.

    Thumb up 0 Thumb down 0

  • sirpablo :

    “Jak to możliwe, że system szkolenia pilotów ocenia technik pokładowy czy – z całym szacunkiem – pani Pochanke?” – podoba mi się to zdanie, ponieważ jest kwintesencją całej dyskusji toczonej w mediach. Dziennikarze, czy polityce, którzy z lataniem mają tyle wspólnego co pasażer PKP z maszynistą oceniają pracę, zachowanie i tryb szkolenia pilotów. Mało tego, za dyskusje i komentarze zabierają się ludzie którzy nigdy w życiu nawet samolotem nie lecieli. Sam nie jestem specem od lotnictwa, jednak jakiś czas temu interesowałem się tym tematem (lotnictwem wojskowym) oraz szkoleniem pilotów, i wiem jedno – pilotem nie zostaje się z przypadku, jest ogromny odsiew kandydatów na przeróżnych testach i twierdzenie, że piloci TU-154 byli zestresowani obecnością generała (ów) czy prezydenta obraża ich. Ponadto do wożenia VIPów wybierani byli najlepsi z najlepszych wobec czego jakiekolwiek obwinianie pilotów jest ogromną krzywdą dla ich pamięci, dla ich rodzin, ale także dla tradycji i chwalebnej historii jaką posiada polskie lotnictwo wojskowe. A to właśnie minister obrony narodowej powinien najgłośniej krzyczeć w obronie pilotów, jednak, że ten siedzi cicho – dlaczego obecnej władzy w Polsce jest na rękę niszczenie dobrego imienia a także poziomu wyszkolenia samej armii?

    Wolna myśl – ilu z nas 10 kwietnia poczuło się tak jakby ktoś dał nam na ulicy w twarz a później pomagał opatrywać ranę ????

    Thumb up 0 Thumb down 0

  • Ludwik :

    Nie wierzę w winę pilotów a jeżeli faktycznie był w kabinie śp. gen. Błasik to aby pomóc młodszym kolegom, ponieważ mogli utracić sterowność samolotu, coś się tam musiało wydarzyć związanego z brakiem sterowności.Ja też bym na Jego miejscu tak zrobił. Ale media drążą w stronę niewidoczności/mgła/ i nacisków przełożonych pilotów. Po za tym jestem za wersją wylądowania samolotu możliwe że przy pomocy właśnie Tego pomawianego człowieka. A Lisa i jego metody znam, kawal z niego cynika.
    Pani Błasik niech Pani się trzyma, prawda wyjdzie na pewno na jaw, a wtedy ci co dziś chowają głowy w piasek pierwsi będą gloryfikować Pani śp.męża.

    Thumb up 0 Thumb down 0

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters