Zaskoczyła mnie służalczość Rosjan

Publikacja w serwisie: 06 December 2010
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce

W moskiewskim instytucie patomorfologii nie było wyznaczonego miejsca dla osób, które przeglądały zdjęcia ciał swoich bliskich w celu ich identyfikacji. Dochodziło do sytuacji, że w jednym pomieszczeniu my jedliśmy obiad, a koło nas na stole przeglądano fotografie, które powinna widzieć tylko rodzina

Z Sebastianem Putrą, białostockim radnym z PiS, synem śp. marszałka Krzysztofa Putry, który zginął w katastrofie rządowego samolotu pod Smoleńskiem, rozmawia Adam Białous

Co skłoniło Pana do startu w wyborach samorządowych?
- To wynikło głównie z jakiejś mojej wewnętrznej potrzeby kontynuowania dzieła ojca. Przy podejmowaniu tej trudnej decyzji znaczenie miały również prośby kierowane pod moim adresem przez najbliższych współpracowników politycznych ojca. Oni we mnie wierzą, bo może po części przypominam im ich niezastąpionego “szefa”. Oprócz tego, prawdę mówiąc, już dużo wcześniej myślałem o tym, aby zaangażować się w działalność publiczną. Na początek w radzie miasta chciałbym zająć się sprawami związanymi ze sportem, bo w tej dziedzinie mam pewne doświadczenie i wiem, co trzeba naprawić. Ta wiedza wynika z faktu, iż grałem w drużynach koszykarskich w Białymstoku i poznałem zarówno zawodników, jak i działaczy różnych dyscyplin sportowych. Poznałem więc temat od kuchni. Niestety, moja kariera sportowa nie trwała długo – z powodu kontuzji musiałem wycofać się z zaangażowanego uprawiania koszykówki. Chcę jednak zaznaczyć, że jako radny nie zamierzam poprzestać na zajmowaniu się problemami związanymi ze sportem, w przyszłości chcę również interweniować w innych sprawach. Najpierw muszę jednak zdobyć doświadczenie.

Dostał Pan bardzo dobry wynik.
- Szczerze mówiąc, aż tak dobrego wyniku się nie spodziewałem. W okręgu, w którym startowałem, spośród wszystkich kandydujących otrzymałem najwięcej głosów wyborców – nawet pomimo że byłem ostatni na liście. Jednak na pewno nie odbieram tego jako swoją zasługę. Raczej odczytuję ten dobry wynik jako pewne podziękowanie wyborców za dobro, jakie otrzymali od mojego ojca. Oczywiście, ze wszystkich sił będę się teraz starał udowodnić, że jestem godzien poparcia, jakiego oni mi udzielili. To jest wielka odpowiedzialność. Szczególnie mocno uświadomiłem to sobie podczas pierwszej sesji rady miasta, kiedy to my, nowo wybrani radni, składaliśmy przysięgę. Kiedy mówiłem: “Ślubuję” i “Tak mi dopomóż Bóg”, czułem wielką wagę tych słów i mam świadomość, że muszę zrobić wszystko, aby nie zawieść tych, którzy mi zaufali.

Jakie cechy Pana ojca jako polityka chciałby Pan uczynić swoimi?
- Przede wszystkim chciałbym posiadać, tak jak ojciec, wewnętrzny spokój i zdolność panowania nad emocjami podczas dyskusji politycznej, co jest rzeczą niezwykle trudną, cechującą bardzo nielicznych polityków w Polsce. Chciałbym mieć również jego doświadczenie – to jednak wymaga czasu i cierpliwości. Pragnę tu powiedzieć, że czuję duchową obecność ojca, czuję, że on kieruje moimi pierwszymi krokami, które stawiam w polityce. Wierzę, że dalej będzie mnie uczył.

Jest Pan zadowolony ze sposobu prowadzenia oraz z wyników śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej?
- Absolutnie nie jestem. Ani śledztwo prowadzone przez Rosjan, ani przez polską prokuraturę moim zdaniem nie zasługuje na to, aby je dobrze oceniać. Powiem nawet, że bardziej za tę ociężałość, z jaką posuwa się to śledztwo, obwiniam stronę polską, bo to ona najpierw oddała ster tego postępowania Rosjanom, a teraz, według mnie, nie nadaje śledztwu odpowiedniego tempa. A czasami nawet, mam wrażenie, jakby je celowo spowalniała. Zauważam tu opieszałość, uciekanie od odpowiedzi, które zadają rodziny ofiar. Najpierw mówi się jedno, potem zupełnie co innego. Nie wygląda to dobrze. Zaczynam tracić nadzieję, że ta sprawa w ogóle zostanie wyjaśniona. Zwłaszcza iż nie jest żadną tajemnicą, że większość osób, które zginęły, m.in. mój ojciec, była dla obecnie rządzących zawsze “problemowa” i dlatego pewnie starania mające na celu rozwianie wszelkich wątpliwości związanych z tą katastrofą są bardzo mizerne. A jednak przedstawicielom polskiej władzy powinno bardziej zależeć na tym, aby wszystko, co dotyczy katastrofy, w której zginęła prawdziwa elita Narodu, choćby ze względu na opinię społeczną, jak najszybciej wyjaśnić.

Jakie opinie dotyczące sprawy katastrofy smoleńskiej, które można usłyszeć za pośrednictwem mediów, uważa Pan za niewłaściwe?
- Za najbardziej szkodliwe uważam wyrokowanie, zaraz po katastrofie i do dziś, iż zawinili piloci. Szczególnie perfidne jest obwinianie, bez żadnych na to dowodów, gen. Błasika czy dowódcy maszyny mjr. Arkadiusza Protasiuka. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że takie bezpodstawne oskarżenia są dla rodzin tych osób prawdziwą torturą. W myślach próbowałem postawić się na ich miejscu, wyobrażałem sobie, że tak szkalują mojego ojca, i już sama ta myśl była dla mnie nieznośnym cierpieniem. Dlatego współczuję rodzinom niesłusznie oskarżanych.

Biorą Państwo udział w działaniach prowadzonych przez Stowarzyszenie Katyń 2010?
- Moja siostra Katarzyna mieszka w Warszawie i to ona reprezentuje naszą rodzinę w kontaktach ze stowarzyszeniem. Mama nie ma możliwości czynnego udziału w jego działaniach, gdyż mieszka w Białymstoku i zajmuje się moim młodszym rodzeństwem. Ja również pracuję w Białymstoku, teraz mam jeszcze obowiązki radnego miejskiego. Siostra jednak o wszystkim na bieżąco nas informuje.

Tuż po katastrofie był Pan z bratem w Moskwie w celu identyfikacji zwłok ojca. Jak Pan ocenia sposób pomocy udzielonej przez Rosjan?
- Nie mam większych zastrzeżeń. Przyjęto nas dobrze. Zapewniono hotel i wyżywienie, dzięki czemu nie musieliśmy się już tym zajmować, a skupiliśmy się na tym, po co tam przyjechaliśmy. To, co było moim zdaniem źle przez Rosjan zorganizowanie, to samo identyfikowanie zwłok w instytucie patomorfologii. Tam był po prostu bałagan. Dla przykładu nie było wyznaczonego miejsca dla osób, które przeglądały zdjęcia ciał swoich bliskich w celu ich identyfikacji. Dlatego też dochodziło do takich przykrych sytuacji, jak ta, że w jednym pomieszczeniu my jedliśmy obiad, a koło nas na stole przeglądano te zdjęcia, które powinna widzieć tylko rodzina. To, co nas jeszcze w Moskwie zaskoczyło, to niezwykła uprzejmość obsługujących nas Rosjan, a wręcz przymilanie się do nas i do innych rodzin. Myślę, że pielęgniarki czy niżsi urzędnicy byli w tym szczerzy. Czasami jednak miałem wrażenie, iż wyżsi rangą urzędnicy czy funkcjonariusze robią to jakby z nakazu. Chwilami to przymilanie się było wręcz przesadne. Jak o tym mówię, to od razu kojarzę tę postawę z gestem Putina, który obściskiwał Donalda Tuska, wyraźnie tym gestem zaskoczonego. My czuliśmy się podobnie.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20101206&typ=po&id=po24.txt

6 grudnia 2010

Oceń artykuł:
(4.40)
głosów: 10

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters