Kogo pochowali?

Publikacja w serwisie: 16 December 2010
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , , , , , , , ,


Robi się z nas wariatów, rozhisteryzowanych, niezrównoważonych. Nas to coraz bardziej zastanawia. To świadczy o tym, że polski rząd może mieć coś do ukrycia – mówi Beata Gosiewska.


Rodziny części ofiar katastrofy smoleńskiej mają coraz więcej wątpliwości, dotyczących identyfikacji zwłok ich bliskich oraz rzetelności strony rosyjskiej w tej kwestii. Coraz więcej z nich zastanawia się nad złożeniem wniosku o ekshumację ciał ofiar smoleńskiej masakry. Chcą w ten sposób sprawdzić, czy rzeczywiście pochowały swoich bliskich. Pewności takiej nie ma m.in. Beata Gosiewska, żona śp. Przemysława Gosiewskiego. Jak dowiaduje się portal Fronda.pl, nieprawidłowości dotyczące byłego wicepremiera zaczęły się już w Moskwie. Skandalicznego nadużycia miała się dopuścić wtedy minister zdrowia, Ewa Kopacz. W swoim wystąpieniu w mediach powiedziała, że zidentyfikowała ciało Przemysława Gosiewskiego. Mówiła o tym jeszcze przed obejrzeniem zwłok przez rodzinę przybyłą do Rosji. Co więcej, okazało się, że minister Kopacz popełniła pomyłkę. – To ciało, o którym Kopacz mówiła, to było inne ciało. Rodzina opisała dokładnie znaki szczególne męża i wskazała inne zwłoki. Wtedy pojawiła się minister Kopacz z całą świtą i zrobiła awanturę, mówiąc, że mój mąż został już zidentyfikowany. Ostatecznie stanęło na tym, że to rodzina miała rację – mówi portalowi Fronda.pl Beata Gosiewska. Jak zaznacza, rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej „dowiadywały się o wszystkim z mediów, ponieważ minister Kopacz biegła i ogłaszała wszystko publicznie”. – Jeśli minister wiedziała o tej identyfikacji, powinna najpierw powiadomić o tym rodzinę, a nie media – dodaje Gosiewska.

tablica pamiątkowa dla Przemysława Gosiewskiego

O nieprawidłowościach podczas identyfikacji zwłok Przemysława Gosiewskiego mówiła na posiedzeniu sejmowego zespołu badającego katastrofę smoleńską Magdalena Merta, żona śp. Tomasza Merty. Jak informuje Beata Gosiewska, po tym wystąpieniu do Magdaleny Merty dzwoniła minister Kopacz i przedstawiała inną wersję wydarzeń. – Argumentowała, że ona nie identyfikowała ciała mojego męża, ponieważ nigdzie się nie podpisała – mówi Beata Gosiewska. Zaznacza jednak, że Kopacz mówiła o tym publicznie w mediach. Informację o telefonie minister Kopacz potwierdza Magdalena Merta. – Pani minister zadzwoniła i poprosiła o sprostowanie przekazanej przeze mnie informacji, mówiąc, że opisana sytuacja nie miała miejsca. Powiedziałam, że przy najbliższej okazji przekażę jej wersję – mówi Merta. Zaznacza, że okazja taka nadarzyła się kilka dni później. – Podczas wystąpienia powiedziałam, że pani minister Kopacz zaprzecza doniesieniom o nieprawidłowościach podczas identyfikacji zwłok Przemysława Gosiewskiego. Dodałam, że jeśli powiedziałam nieprawdę, to wyrażam skruchę – tłumaczy Magdalena Merta.

Będzie zgoda na ekshumacje?

Jednak ewentualne nieprawidłowości podczas identyfikacji zwłok Przemysława Gosiewskiego to tylko początek wątpliwości rodziny śp. wicepremiera. – Gdyby nie było wątpliwości, nie składałabym wniosku o ekshumację. Wątpliwości są, ponieważ nie ma wiarygodnej dokumentacji, choćby z sekcji zwłok. W akcie zgonu nie ma również wpisanej przyczyny śmierci. W świetle innych doniesień o nieprawidłowościach, część rodzin nie ma pewności, czy rzeczywiście pochowała swoich bliskich – mówi portalowi Fronda.pl Beata Gosiewska.

Wątpliwości takie ma m.in. córka Zbigniewa Wassermanna, Małgorzata. – Wniosek o ekshumację ciała ojca złożyłam w październiku. Nie wiem jednak, jakie są szansę na jego realizację – mówi portalowi Fronda.pl. Podobny wniosek dwukrotnie składała już Beata Gosiewska. Pierwszy trafił do prokuratury w lipcu, drugi – w październiku. – Oba wnioski dotąd nie zostały rozpatrzone. Prokuratura nie ma żadnych terminów, w jakich musi je rozpatrzyć. Śledczy mogą go trzymać w nieskończoność. Kodeks karny nie nakłada na nich terminów – mówi Beata Gosiewska. Zdaniem mecenasa Stefana Hambury, reprezentującego część rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, prokuratura powinna się przychylić do wniosków tych rodzin, które chcą ekshumacji. – Myślę, że jeśli rodziny mają w tej sprawie jakieś wątpliwości, to prokuratura powinna się przychylić do ich wniosków. Kwestia ekshumacji powinna być decyzją rodziny i prokuratura powinna takie decyzje szanować – mówi portalowi Fronda.pl adwokat. Jednak, jak mówi żona śp. Przemysława Gosiewskiego, w kwestii ekshumacji dochodzą do niej niekorzystne wiadomości. – Dochodzą do mnie nieoficjalne informacje, że wniosek mój zostanie odrzucony. Ekshumacja to decyzja prokuratury – mówi Gosiewska portalowi Fronda.pl. Jej zdaniem prokuratura powinna w tej sprawie dokonać ekshumacji z urzędu, albo wydać zgodę na otwarcie trumien po ich przylocie do Polski. Jednak nie doszło ani do jednego, ani do drugiego.

Nic nie wiadomo

Wątpliwości dotyczące identyfikacji zwłok i pochówku ofiar katastrofy smoleńskiej pogłębia ogromny chaos śledztwa w sprawie okoliczności tragedii. – Jest ogromny bałagan w dokumentacji. Jedna z rodzin spytała Ewę Kopacz, w jakim stanie były zwłoki ich bliskich. A pani minister odparła, że nie powie, ponieważ obiecała sobie, że nic nie powie na temat tego, co widziała w Moskwie. I tak zachowuje się minister polskiego rządu, który pojechał do Rosji jako urzędnik. Rodziny, które nie były w Moskwie, nie były informowane o tym, w jakim stanie były ciała ich bliskich. W wielu przypadkach nie ma żadnej dokumentacji fotograficznej – mówi Gosiewska. Podczas ostatniego spotkania premiera z rodzinami ofiar padło natomiast pytanie o dokumentację przysłaną Polsce z Moskwy. – Jedna z rodzin pytała premiera, dlaczego ciało ich ojca było oznakowane innym numerem, a inny występuje w oznakowaniu dokumentacji medycznej. Premier wzruszył ramionami, zrobił wielkie oczy. Był ogromnie zdziwiony. Rodzi się jednak pytanie, co do czego można dopasować. Tak samo jest m.in. z próbkami DNA – mówi Beata Gosiewska.

Stefan Hambura wskazuje z kolei na słabość prowadzonego postępowania. – Śledztwo i dochodzenie w tej sprawie powinno być prowadzone wedle zachodnich standardów. Takie śledztwo prowadzono w sprawie katastrofy nad Lockerbie. Bierzmy przykład z takich śledztw, nie zgadzajmy się na to, by cięto wrak, by wybijane były szyby. Nie tędy droga – mówi mecenas. – Porównanie tego śledztwa ze sprawami z czasów PRL pokazuje bolesne podobieństwo procesów z komunistycznej Polski, które miały nic nie wyjaśnić i dezinformować opinię publiczną. Mamy do czynienia z podobnymi mechanizmami. To śledztwo jest prowadzone tak, jak PRL-owskie śledztwa, które miały ukryć prawdę – mówi Magdalena Merta. Dodaje, że ma „nadzieję, iż ktoś kiedyś przyjrzy się temu śledztwu, jak obecnie bada się sprawę Krzysztofa Olewnika”. – Sądzę, że w tej sprawie łatwo jest sformułować zarzuty. Nasi mecenasi mają słuszność, mówiąc o żenującym poziomie śledztwa – mówi Merta portalowi Fronda.pl.

Skandal goni skandal

Zdaniem Beaty Gosiewskiej, w całej sprawie widoczne jest skandaliczne zachowanie rządu. – Rząd nie ma żadnej polityki informacyjnej. Nie chce informować rodzin i społeczeństwa. Na pierwszym spotkaniu szef rządu był przemiły i zagadywał nie na temat, by mówić kilka godzin i nic nie powiedzieć. Na ostatnim spotkaniu natomiast był złośliwy, podenerwowany, ożywiony. Wyszydzał i wyśmiewał każde pytanie – mówi Gosiewska. Informuje, że spytała premiera, czy zgłosi się dobrowolnie do prokuratury, skoro deklaruje, że jest gotowy złożyć zeznania. – Usłyszeliśmy wtedy, że niektóre rodziny widziałyby premiera na ławie oskarżonych. To miała być odpowiedź na moje pytanie. Dowiedziałam się również, że premier i ministrowie nie zamierzają uciekać do kraju, w którym polskie prawo nie obowiązuje. Oczekiwałam odpowiedzi: tak lub nie. Przecież upływ czasu powoduje, że ludzie zapominają. A my zamiast spotykać się z szefem rządu, wolelibyśmy przeczytać zeznania jego i jego ministrów – mówi żona śp. Przemysława Gosiewskiego. Zdaniem Beaty Gosiewskiej, zachowanie Donalda Tuska świadczy o tym, że on nie chce pomóc w tej sprawie. – Chce nas wyszydzić, wykpić, obrazić, żebyśmy sobie poszli i się odczepili. Robi się z nas wariatów, rozhisteryzowanych, niezrównoważonych. Nas to coraz bardziej zastanawia. To świadczy o tym, że polski rząd może mieć coś do ukrycia. Te osiem miesięcy pokazuje, że nie był to zwykły wypadek lotniczy – zaznacza.

Jak mówi żona Przemysława Gosiewskiego spotkania rodzin z rządem są upokarzające. – Spotykamy się na nich z kpiną i obrażaniem. W tym kraju prawo mają tylko ci, którzy mają takie samo zdanie jak rząd. Inni to oszołomy i frustraci. Nie ma żadnej woli wyjaśnienia czegokolwiek. Jest ukrywanie i mataczenie – mówi Gosiewska.

Magdalena Merta uważa, że w sprawie przyszłości dot. śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej możliwe są dwa scenariusze. – Optymistyczna wersja to sytuacja podobna do tej ws. zbrodni katyńskiej. Na długo przed 1989 rokiem wiedzieliśmy, co się stało w Katyniu. Jednak oficjalna wersja była inna. Myślę, że optymistycznym wariantem jest sytuacja, że wszyscy będą wiedzieli, iż wyniki oficjalnego śledztwa to nieprawda, ale to one będą oficjalną wersją wydarzeń – mówi portalowi Fronda.pl Merta. – Pesymistyczna jest taka, że my skończymy jak rodzina Olewników – z obsesją szukania, dociekania prawdy, bezsilnością, odbijając się od muru niechęci, tajności, z poczuciem, że póki życia starczy nie przestaniemy tego robić, ale też ze świadomością, że naprzeciwko nas są siły, które będą się starały nie dopuścić nas do wiedzy o prawdzie. Tak dzieje się obecnie z Olewnikami – mówi Magdalena Merta.

Stanisław Żaryn, czwartek, 16 grudnia 2010

http://www.fronda.pl/news/czytaj/kogo_pochowali

Oceń artykuł:
(5.00)
głosów: 9
tagi: , , , , , , , , ,

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters