Precyzyjne Naprowadzanie – Płk Latkowskiego przez Monikę Olejnik

Publikacja w serwisie: 01 January 2011
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: ,

Zobacz także:

» "List z Polski" » Olejnik ekspertem lotnictwa » Tu-204 runął przez GPS? » Odpowiedzi przez kalkę » RZĄD KŁAMAŁ PRZEZ 9 MIESIĘCY » Gdzie był Tupolew przez 30 minut? » PROKURATURA ZAJMIE SIĘ NISZCZENIEM TU-154 PRZEZ ROSJAN » Zdjęcie opublikowane przez serwis k2k news to .. » Naruszenia etyki dziennikarskiej przez TVN24 » Rekonstrukcja lotu wykonana przez MAK [film] » Umorzone śledztwo ws. odsłuchania nagrań z Tu-154 przez Kwiatkowskiego » Pożegnanie z koncepcją zmylenia pilotów przez “jar” » “Misja specjalna” i Wildstein znikają z TVP. Przez oglądalność » Przez rok i dwa miesiące rząd Tuska ukrywał zapis skrzynki ATM » Czy przejęcie władzy przez Bronisława Komorowskiego było nielegalne? » Andrzej Melak “Przemówienie premiera to obrona przez atak” » Jutro Jarosław Kaczyński zostanie przesłuchany przez prokuraturę w sprawie telefonu śp. Lecha Kaczyńskiego » Będą zawiadomienia o podejrzeniu niedopełnienia obowiązków przez premiera Donalda Tuska oraz ministrów » Stenogramy opublikowane przez MAK są co najmniej w kilku miejscach, moim zdaniem, sfałszowane, pocięte, niewiarygodne » Wizualizacja zaprezentowana 25 listopada w Sejmie podczas wideokonferencji zorganizowanej przez Zespół Parlamentarny Antoniego Macierewicza » Anonsowane z wielkim szumem przez polską prokuraturę protokoły sekcji zwłok zostały jednak w Moskwie » Mecenas Rafał Rogalski zarzuca stronie rosyjskiej utrudnianie śledztwa przez zacieranie śladów przestępstwa. » Rzeczywistość demaskuje błędy popełnione przez ekipę Donalda Tuska w pierwszych dniach po katastrofie smoleńskiej. » Prokuratura wojskowa zleci audyt dokumentacji medycznej ofiar katastrofy smoleńskiej przekazanej przez stronę rosyjską » W Smoleńsku Tusk z Putinem nawet nie podeszli do ciała prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Przez 5 godzin zwłoki leżały w błocie » Jeśli w Smoleńsku miał miejsce zamach, to aktualną władzę w Polsce sprawują ludzie rosyjskich służb albo osoby przez te służby szantażowane » Jak rosyjskie media komentują informację, że w wieży znajdował się oficer FSB, który mógł mieć wpływ na pracę kontrolerów lotu i który “rozpłynął się w powietrzu”, nie będzie przez nikogo przesłuchany? » “Jeśli ktokolwiek sobie wyobraża, że Polacy o tym zapomną, że da się przez odkładanie w czasie zamazać sprawę, to myślę, że zarówno ja, jak i wszyscy, którzy byli tam, w Katyniu, i czekali na Pana Prezydenta, a potem dowiadywali się o tej tragedii, nigdy do tego nie dopuścimy.” Antoni Macierewicz » Ewidentne zacieranie śladów » emerytowany oficer CIA: TO NIE BYŁ WYPADEK

Monika Olejnik: Czyli winny generał Błasik?

Monika Olejnik: Tylko on ( Błasik ) , tak?

Monika Olejnik: Czy piloci, bo w tej książce takie są sugestie, że piloci nie przepadali za tym żeby latać z prezydentem Lechem Kaczyńskim

Monika Olejnik: Nie, ale chodzi mi o to, że piloci lecą, w trudnych warunkach i rozmawiają o generale Błasiku.

Monika Olejnik: No, ale przecież najważniejszą osobą na pokładzie samolotu jest kapitan, kapitan a nie generał, czyli kapitan decyduje.

Monika Olejnik: Bo tak, on tylko znał rosyjski, on się tylko komunikował z wieżą kontrolną, wszystko było na jego barkach i jeszcze na plecach miał gen. Błasika

Monika Olejnik: I to jest odpowiedź na pytanie dlaczego przez te ostatnie sekundy milczał kapitan Protasiuk.

Monika Olejnik: No dobrze, on musiał mieć straszny stres kapitan Protasiuk.

Monika Olejnik: Bo kolega krzyczał?

Monika Olejnik: Ale on chciał spróbować?

Monika Olejnik: Czyli popełnili błąd?

Monika Olejnik: „Posadka dopelnitielna”.

Monika Olejnik: No tak, ale kontroler Plusin nie chciał żeby samolot lądował, tylko pułkownik Krasnokutski tak zadecydował.

Monika Olejnik: Kapitan Protasiuk zdecydował się na lądowanie, dlaczego, jak pan sądzi?

Monika Olejnik: Generał Błasik też wiedział jeszcze przed startem samolotu, że pogoda jest niedobra.

Monika Olejnik: A dlaczego leciał na autopilocie, powinien był?

Monika Olejnik: W Gruzji?

Monika Olejnik: No tak, poseł Karski złożył doniesienie.

Monika Olejnik: A drugim pilotem wtedy w Gruzji był właśnie kapitan Protasiuk.

Monika Olejnik: Protasiuk, kapitan Protasiuk.

Cała Rozmowa:

Monika Olejnik: A gościem Radia ZET jest pułkownik Robert Latkowski witam panie pułkowniku, Monika Olejnik.

Robert Latkowski: Dzień dobry.

Monika Olejnik: Pilot, 37 lat latał pan samolotami, panie pułkowniku, Marcin Dubieniecki, zięć Lecha Kaczyńskiego, mąż Marty Kaczyńskiej nie wyklucza tego, że złoży zawiadomienie w sprawie zamachu na prezydenta Lecha Kaczyńskiego, co pan na to?

Robert Latkowski: Jak każdy obywatel ma prawo. Ja natomiast, tak jak w swych dotychczasowych wypowiedziach powiedziałem i potwierdziło się to w wypowiedzi innych osób badających tą katastrofę, jak na przykład pułkownika Klicha, tam żadnego zamachu nie było i trudno będzie tą teorię udowodnić.

Monika Olejnik: Eksperci „Gazety Polskiej” piszą tak, że „10 kwietnia pod smoleński odbiór GPS był zakłócony, co doprowadziło do błędu pozycji samolotu w pozycji horyzontalnej, jest oczywiste najprostszej takiej agresji jest mikoń polegający na nagraniu sygnału satelity i nadaniu go z niewielkim opóźnieniem”.

Robert Latkowski: Ja nic takiego nie znam i w swojej karierze się z takim czymś nie spotkałem.

Monika Olejnik: To zacznijmy od początku, piloci wiedzieli, jaka jest prognoza pogody, piloci mieli karty.

Robert Latkowski: Piloci mieli schemat podejścia na lotnisku w Smoleńsku i mieli komunikat pogodowy, który obejmował zarówno warunki meteorologiczne na lotnisku w Smoleńsku, jak i na lotniskach zapasowych.

Monika Olejnik: A wiedzieli, że pogoda jest niedobra?

Robert Latkowski: Oczywiście wiedzieli, że pogoda jest niedobra, zresztą w pierwszych słowach transkrypcji, która jest z rozmów prowadzonych w kokpicie to wynika, kiedy rozmawiają między sobą i mówią, że pogoda jest tam makabra, no i nic nie widać. A już w końcowej części mówią, że coś tam, jakieś ziemia przebije, może nie będzie tragedii, to znaczy, oni potwierdzają, że są w pełni świadomi, że znają warunki atmosferyczne jakie są na lotnisku w Smoleńsku, a dodatkowo jeszcze w powietrzu kilkakrotnie dostawali te warunki.

Monika Olejnik: Generał Błasik też wiedział jeszcze przed startem samolotu, że pogoda jest niedobra.

Robert Latkowski: Musiał wiedzieć, musiał, on dowodzi całym lotnictwem, znaczy dowodził całym lotnictwem i ma swoją służbę też meteorologiczną, wojskową, natomiast na pewno był zapoznany z prognozą pogody i nie wykluczam, że znając te warunki pogodowe, jakie są na lotnisku w Smoleńsku, przejął – można tak powiedzieć – dowodzenie tym samolotem i on składał meldunek prezydentowi o gotowości do lotu. Może chciał w ten sposób, no liczył na to, że może w momencie podejścia do lotniska już nie będzie takich tragicznych, znaczy takich złych warunków, które by uniemożliwiały lądowanie tego samolotu, może nie chciał peszyć pasażera wcześniej.

Monika Olejnik: A kto zadecydował, że samolot będzie startował skoro była zła pogoda?

Robert Latkowski: Tylko mógł zadecydować o tym dowódca sił powietrznych.

Monika Olejnik: Tylko on, tak?

Robert Latkowski: Tylko on.

Monika Olejnik: A proszę powiedzieć, czy to jest normalne, że piloci JAK, piloci JAK usłyszeli, że nie powinni, piloci JAK, którzy wcześniej wylądowali, którzy wieźli dziennikarzy usłyszeli, że nie powinni lądować, mimo wszystko wylądowali?

Robert Latkowski: No trudno mi za nich w tej chwili odpowiadać, no popełnili błąd, nie mając zgody, że wylądowali. No, a kolejny błąd popełnił kontroler, który ich za to nie zrugał, tylko…

Monika Olejnik: No mołodiec, pogratulował im.

Robert Latkowski: Tak.

Monika Olejnik: Tak, pogratulował im, myślał może, że tak nasi piloci potrafią.

Robert Latkowski: No, ale JAK 40, a TU-154 to jest bardzo duża różnica, JAK 40 waży 16 ton, a Tupolew do lądowania waży 80 ton i prędkości nieporównywalne podejścia, ten podchodzi na prędkości, JAK 40 podchodzi na prędkości podejścia tam 220 kilometrów, a ten podchodzi 270, 280 w zależności od, a tu w tym wypadku musiał mieć dużą prędkość, bo był no można powiedzieć komplet pasażerów.

Monika Olejnik: Czyli według pana, pana śledztwa, pana i współautorów książki „Ostatni lot”, jakie były przyczyny katastrofy.

Robert Latkowski: Tak jak powiedziałem, dla mnie to były takie trzy grupy, pierwsza najważniejsza to były błędy w decyzji startu i lądowania tego samolotu. Druga decyzja to błędy pilotażowe, konkretnie w technice pilotowania, ale ona już była następstwem tej pierwszej i trzecia to błędy kontrolerów lotniska Smoleńsk i tu również ona wynikała z pierwszej. To były kolejne następstwa.

Monika Olejnik: Kontrolerzy powinni zakazać lądowania?

Robert Latkowski: Oczywiście, na lotnisku wojskowym, wojskowy samolot i mało tego wiedzieli kto jest pasażerem i oni musieli mieć pełną świadomość, że nie można w takich warunkach nie tylko zwykłego samolotu przyjmować, ale jeszcze z głową państwa na pokładzie, to się w głowie nie mieści, że do czegoś takiego oni też doprowadzili.

Monika Olejnik: Ale dlaczego pozwolili na lądowanie IŁ, który przed TU-154 próbował lądować.

Robert Latkowski: Ale my nie znamy warunków, jakie w danym momencie, znaczy warunków – konkretnie chodziło o widzialność i podstawę chmur, jaka dana w tym momencie była, jak podchodził ten IŁ76. Po pierwsze to był ich samolot i oni mogli w stosunku do niego podejmować swoje decyzje, z tego co już teraz nam się udało…

Monika Olejnik: W tym samolocie były samochody.

Robert Latkowski: Prawdopodobnie tak, tak, to były wszystko, ich grupa, która miała zabezpieczać

Monika Olejnik: Lotnisko.

Robert Latkowski: Nie, nie, całą wizytę naszego prezydenta.

Monika Olejnik: Całą uroczystość, przepraszam, całą uroczystość.

Robert Latkowski: Całej delegacji miała zabezpieczać. No z tego to prawdopodobnie też ten kontroler główny, który dawał zgodę na podejście i lądowanie tego rosyjskiego samolotu, on też nie robił to z własnej i nieprzymuszonej woli, tylko też pod naciskiem, też pod naciskiem, bo on też tego samolotu nie chciał, on sobie zdawał sprawę, kontroler to jest osoba z odpowiednimi uprawnieniami, to są byli piloci, którzy zakończyli na swojej drodze życiowej karierę lotniczą i przeszli odpowiednie szkolenia i oni muszą być, jak to mówią, przygotowani do przyjmowania i kierowania ruchem na danym lotnisku.

Monika Olejnik: No tak, ale kontroler Plusin nie chciał żeby samolot lądował, tylko pułkownik Krasnokutski tak zadecydował.

Robert Latkowski: Tak, z tego wynika, że trzecią osobą, która tam była pułkownik Krasnokutski, który kiedyś dowodził tutaj tym pułkiem, a tu reprezentował dowódcę bazy, z której ci kontrolerzy byli lotniczej, z Tweru, konsultował się z Moskwą i tam, na tej linii Moskwa – Smoleńsk, zapadały takie decyzje, oni sami prawdopodobnie też się gotowali, nie wiedzieli co zrobić, bo rozważali wariant – jeśli nie przyjmą to będzie skandal polityczny, jeśli przyjdą mogą być różne skutki, ale lepiej było żeby był skandal polityczny, niż ta tragedia.

Monika Olejnik: Kapitan Protasiuk zdecydował się na lądowanie, dlaczego, jak pan sądzi?

Robert Latkowski: Kapitan Protasiuk, według mojej oceny, to on chciał podejść tylko żeby usatysfakcjonować dowódcę sił powietrznych, żeby usatysfakcjonować pasażerów i odejść na lotnisko zapasowe, natomiast nie znamy całego zapisu, bo tam są anonim, anonim, niektóre nieodczytane, prawdopodobnie może już się do tego czasu coś udało odczytać, no został po prostu, ktoś podjął decyzję żeby jednak próbował lądować, no i nie odmówił, nie miał na tyle siły żeby odmówić i… próbował.

Monika Olejnik: Kto podjął taką decyzję?

Robert Latkowski: No, tylko jedna osoba mogła podjąć taką decyzję, która była w kabinie obecna, przełożony jego, dowódca sił powietrznych.

Monika Olejnik: Ale czy to są pana hipotezy, czy…

Robert Latkowski: To są hipotezy, ale nawet gdyby on ustnie nie wyrażał i nie nakazywał mu, a był w kabinie i obserwował i znał, a słyszał, jakie są warunki na lotnisku w Smoleńsku to dawał na to przyzwolenie nie reagując, a powinien wkroczyć, bo taka sytuacja zagrażała bezpieczeństwu.

Monika Olejnik: No, ale przecież najważniejszą osobą na pokładzie samolotu jest kapitan, kapitan a nie generał, czyli kapitan decyduje.

Robert Latkowski: Tak, ale to jest tak w lotnictwie cywilnym, w lotnictwie wojskowym mamy przełożonych i jeśli jest dowódca sił powietrznych, to on jest największym zwierzchnikiem i przełożonym wszystkich lotników i załóg samolotów, to był samolot jego i załogi były jego i on jest gwarantem bezpieczeństwa, on odpowiada za bezpieczeństwo, nawet gdyby był w Warszawie w tym czasie, to on też odpowiada za bezpieczeństwo, bo on szkoli te, odpowiada za odpowiedni poziom wyszkolenia tych załóg.

Monika Olejnik: No dobrze, a kapitan mógł nie zrozumieć tego, co mówią kontrolerzy, albo czy został wprowadzony w błąd przez kontrolerów.

Robert Latkowski: Znaczy jednoznacznie wynika, że załoga, no kolega twierdził wczoraj, że oni nie znali rosyjskiego, ja uważam, że…

Monika Olejnik: Nie, kapitan Protasiuk znał rosyjski.

Robert Latkowski: Znał, ale nie, to znajomość języka rosyjskiego, a znajomość procedur w języku rosyjskim to są dwie różne rzeczy. Tak samo język angielski i procedury w języku angielskim się różnią zdecydowanie, bo to są tam skróty, tak samo i w języku rosyjskim ta korespondencja.

Monika Olejnik: Tak, ale według tych danych, które zostały podane, czy został wprowadzony w błąd według pana pułkownika, te dane, które były podawane z wieży kontrolnej?

Robert Latkowski: Te dane rozpoczęło się podawanie jeszcze nad Białorusią i jeśli pilot dostaje, że jest warunki, że jest mgła na lotnisku nie ma prawa podchodzić w ogóle do tego lotniska, nie ma prawa wykonywać lądowania, to jest zapisane w regulaminie wykonywania lotów, lotnictwa sił zbrojnych, że mgła należy do jednych z czynników niebezpiecznych, w których się nie wykonuje lądowania.

Monika Olejnik: Powiedział pułkownik Robert Latkowski, a teraz przechodzimy na www.radiozet.pl. Monika Olejnik.

Robert Latkowski: Dziękuję.

Monika Olejnik: Tak, jeszcze przez chwilkę w Internecie, no właśnie, czy on nie zrozumiał tej komendy lądowanie warunkowe.

Robert Latkowski: Ale musi pani zrozumieć…

Monika Olejnik: „Posadka dopelnitielna”.

Robert Latkowski: Ale on był zawieszony, kapitan Protasiuk się w pewnym momencie, jego, on stan psychiczny, nie zazdroszczę mu tego stanu psychicznego, bo miałem różne trudne sytuacje to wiem, jak człowiek reaguje, są takie sytuacje, że pilot nawet jeśli jest w takim stresie, my to nazywam zawieszeniu, to on mógł nawet kolegów swoich nie słyszeć.

Monika Olejnik: Bo kolega krzyczał?

Robert Latkowski: Kolega krzyczał i on nie słyszał tej komendy, że odchodzimy. Natomiast tutaj drugi pilot, no nie wykazał się swoimi kwalifikacjami, bo obowiązkiem drugiego pilota, jeśli pierwszy nie odpowiada, przejmuje sterowanie samolotem, to jest obowiązek drugiego, po to jest drugi pilot. Drugi pilot ma gwarantować bezpieczeństwo na wypadek, gdyby i kapitan samolotu, czyli jak to się mówi pierwszy pilot zasłabł, zachorował, no różne rzeczy się mogą zdarzyć, a tutaj nastąpiło tak zwane psychiczne zawieszenie jego i tutaj powinien wkroczyć i zdecydowanie przejąć stery i odejść normalnie, odejść na drugie okrążenie i w ogóle nie podchodzić, odejść na zapasowe lotnisko i wtedy by się to wszystko unormowało.

Monika Olejnik: I to jest…

Robert Latkowski: To jest w przepisach, unormowane.

Monika Olejnik: I to jest odpowiedź na pytanie dlaczego przez te ostatnie sekundy milczał kapitan Protasiuk.

Robert Latkowski: Tak, wszyscy się dziwią dlaczego milczał, no tak jakby, tak jak my to nazywamy w lotnictwie, no był po prostu psychicznie zawieszony, no.

Monika Olejnik: A miał pan takie przypadki?

Robert Latkowski: Miałem, kiedyś wybrałem się na loty szkoleniowe, gdzie miałem przyjmować egzaminy lotników w Katowicach i leciałem w kabinie pasażerskiej, a załoga podchodziła w Katowicach w nocy do lądowania, była burza, ale z drugiej strony lotniska. I w pewnym momencie technik podkładowy wpadł żebym przyszedł do kabiny, bo dowódca załogi nie reaguje, idzie do ziemi. No i po raz pierwszy się wystraszyłem, bo ja krzyczałem do niego ciągnij, a on między dalszą a bliższą się zniżał, prosto szedł do ziemi, widzialność była, pas doskonale było widać, tylko się błyskało za końcem pasa i widocznie ta sytuacja spowodowała, że też się zawiesił.

Monika Olejnik: A proszę powiedzieć, a te radiolatarnie, które podobno były nieczynne, albo jakieś żarówki się nie świeciły, mogły mieć wpływ?

Robert Latkowski: W ogóle, jeszcze raz mówię tu żadne środki nie miały wpływu na tą katastrofę ze względu na to, że ten samolot nie miał prawa w tych warunkach podchodzić do lądowania. To nie były warunki, chociażby tam nie wiem jakie najnowocześniejsze oświetlenie było, ten samolot nie wyląduje.

Monika Olejnik: Ale on chciał spróbować?

Robert Latkowski: On chciał, według mnie to on chciał podjeść załóżmy do tej wysokości decyzji sto metrów i odejść, tylko ta sytuacja…

Monika Olejnik: Tylko zahaczył o…

Robert Latkowski: Nie, nie, tylko ta sytuacja spowodowana została tym, że od pewnej wysokości, kiedy się włączył, od 750 metrów radiowysokościomierz oni nie kontrolowali tej wysokości, jaka była na radiowysokościomierzu z wysokością barometryczną, a to jest obowiązek.

Monika Olejnik: Czyli popełnili błąd?

Robert Latkowski: Wtedy można korzystać z radiowysokościomierza i jeśli wskazania są zgodnie z wysokościomierzem barometrycznym, bo wysokościomierz barometryczny wskazuje wysokość, tak, wysokość od progu, jaka powinna być na progu pasa, jaka jest, mierzy od progu pasa i dlatego się ciśnienie ustawia jakie panuje nie na środku lotniska, czy gdzieś tam z boku, tylko na progu pasa. Jeśli pilot ma przed sobą, są trzy przyrządy – prędkościomierz, wysokościomierz barometryczny i wariometr, który pokazuje prędkość pionowego zniżania lub wznoszenia i to są trzy podstawowe, pilotażowe do startu i do lądowania. I tutaj pilot nie może się tylko sugerować radiowysokościomierzem. Radiowyskościomierza ja w swojej karierze używałem od wysokości decyzji, jeśli było na przykład 60 metrów i na radiowyskościomierzu był sygnał dźwiękowy i wtedy nawigator zaczął podawać 50, 40, 50, a ja już widziałem pas, bo musiałem widzieć.

Monika Olejnik: Ale dobrze, to ja wiem, ale dlaczego się sygnał ostrzegawczy nie włączył, że on…

Robert Latkowski: Było, sygnały ostrzegawcze były, przecież cały czas „ehaed”, „pull up”, tam sygnały i tego nie mogę zrozumieć, że mając w tej chwili tak supernowoczesne przyrządy doprowadzono ten samolot do ziemi, ale to jest klasyczny, to się nazywa „CFIT”, z angielskiego skrót taki, że w pełni sprawny samolot jest nieświadomie sprowadzany do ziemi, w pełni sprawny, ten samolot też był w pełni sprawny i został sprowadzony nieświadomie do ziemi i nastąpiło zderzenie z ziemią. I takie wypadki były i to stanowiło około 60 proc. takich katastrof i to się wszystko zdarzało w rejonie lotniska, blisko pasa. Natomiast po zastosowaniu teraz tych systemów ostrzegawczych, precyzyjnych już takich, które ostrzegają. I tutaj w tej chwili praktycznie już wyeliminowano, już przed tą katastrofą tego typu katastrof nie było, bo to jest tak wspaniałe urządzenie, bo ono nie podaje pionową wysokość, tylko prędkość niebezpiecznego zbliżania się do przeszkody, a taką przeszkodą była ziemia.

Monika Olejnik: No dobrze, on musiał mieć straszny stres kapitan Protasiuk.

Robert Latkowski: Jeszcze raz powtarzam, był…

Monika Olejnik: Bo tak, on tylko znał rosyjski, on się tylko komunikował z wieżą kontrolną, wszystko było na jego barkach i jeszcze na plecach miał gen. Błasika.

Robert Latkowski: Ale sam kapitan sobie nie poradzi, po to jest czteroosobowa, ale tutaj były trzy osoby, myśmy na przykład mogli latać w trzy osoby, a myśmy latali w cztery osoby ze względu na to, że ten nawigator był dodatkowym takim bezpiecznikiem, że piloci zajmowali się bezpośrednio procedurą startu czy lądowania, a nawigator czytał check-listę, był po prostu, informował o wysokości według radiowysokościomierza, był po prostą tą osobą pomocną.

Monika Olejnik: A dlaczego oni nie odpowiadali na komendy wieży kontrolnej?

Robert Latkowski: Też mi trudno to wytłumaczyć, według mnie to po prostu tak jakby nie wykonywali nigdy podejścia, może to było pierwsze podejście według dwóch prowadzących, bo ja sobie nie wyobrażam i RSL, bo lądując na lotniskach wojskowych od początków kariery to mnie to uczono, nie tylko mnie, wszystkich lotników, że podchodząc według RSL jeśli kierownik tak zwanego ślepego lądowania naprowadzał samolot obowiązkowo się kwitowało wysokości, jeśli dwa razy nie pokwitowałem mu, znaczy on dwukrotnie powtórzył to on odganiał ten samolot, bo nie wiedział, co ten pilot kombinuje, on nie miał prawa dalej z nim…

Monika Olejnik: A dlaczego leciał na autopilocie, powinien był?

Robert Latkowski: To znaczy mógł sobie tego autopilota, tak jak kolega mówił, do wysokości tej decyzji, tych 120 metrów wykorzystywać, ale nie powinien w tym wypadku używać automatu ciągu, dlatego że autopilot był sterowany ręcznie, bo sam autopilot jest w automacie, jeśli tam jest podłączony system precyzyjnego podejścia to on sobie już sam tam współpracuje z ILS i nie ma problemu, natomiast jeśli się ręcznie to robi to trzeba odpowiednio profilować opadanie, czy zmniejszać, czy zwiększać. A jeśli zwiększymy opadanie, załóżmy tylko o metr, czy o dwa, automat ciągu tego nie rozumie o on zdejmuje obroty do minimalnego gazu, jak się zwiększy to znowu dodaje, dopycha i pracuje, jak wycieraczki ten automat ciągu i tego się nie stosuje.

Monika Olejnik: Panie pułkowniku dlaczego samolot nie wybuchł.

Robert Latkowski: Samolot nie wybuchł według mnie dlatego, że pierwszy się z ziemią, znaczy uderzyła część ogonowa, statecznik pionowy i ta część ogonowa odpadła z silnikami. I ponieważ tam ogień jest w silnikach, bo jest płomień, pali się tam ta nafta, więc tutaj według mnie to było przyczyną, ja tak sugeruję, że samolot nie wybuchł, po prostu odpadły silniki wcześniej.

Monika Olejnik: A co pan myśli słysząc, że rodziny domagają się, część rodzin sekcji, ekshumacji.

Robert Latkowski: Mnie to przeraża, przeraża dlatego, że byłem świadkiem katastrofy ostatniej w Kabatach, IŁ-62 i widziałem, jak wyglądają ciała, jeśli tak to można nazwać po tej katastrofie. No, jeśli ktoś sobie wyobraża, że tam jest człowiek taki, jak go znał, jak go widział, jak chodził to jest w dużym błędzie.

Monika Olejnik: Czy piloci, bo w tej książce takie są sugestie, że piloci nie przepadali za tym żeby latać z prezydentem Lechem Kaczyńskim.

Robert Latkowski: To znaczy, myśmy też w czasie rozmów z pilotami, zresztą koledzy moi żebym ja nie był tylko jednym, który tam przekazuje te informacje, prowadzili rozmowy, no z tego ja podejrzewam, że po tym zdarzeniu, które miało miejsce…

Monika Olejnik: W Gruzji?

Robert Latkowski: po tej Gruzji, no załoga nie jest w komfortowej sytuacji, jeśli ktoś na nią krzyczy, i wymusza, i żąda, ja nie byłem na pokładzie, więc nie wiem, jak tam dokładnie było, ale z tego, co się tak zdążyłem już dowiedzieć to nieciekawie było. Poza tym, przecież wiemy, że do prokuratury było doniesienie…

Monika Olejnik: No tak, poseł Karski złożył doniesienie.

Robert Latkowski: Tak, złożył na pilota, wiem że ten pilot no nie miał spokojnego, początkowo życia.

Monika Olejnik: A drugim pilotem wtedy w Gruzji był właśnie kapitan Protasiuk.

Robert Latkowski: Był właśnie kapitan Protasiuk.

Monika Olejnik: Protasiuk, kapitan Protasiuk.

Robert Latkowski: Tak i on słyszał to wszystko, no. No więc to wszystko to ma wpływ. Ja w swojej karierze miałem to szczęście, że żaden z prezydentów, żaden z premierów nie ingerował w to, co ja robię w kabinie, mieli w pełni do mnie zaufanie i dlatego latali bezpiecznie.

Monika Olejnik: A jeszcze jest taka ciekawa rozmowa między pilotami, o tym, że „za wielką wodę ma na czterogwiazdkowego generała polecieć. Tak, tak, zapier… bo musi się jeszcze nalatać 40 godzin. – Nie, jak nie może, to wiesz, wtedy zapier… do Poznania”.

Robert Latkowski: No, jest, są takie przepisy nieciekawe.

Monika Olejnik: Nie, ale chodzi mi o to, że piloci lecą, w trudnych warunkach i rozmawiają o generale Błasiku.

Robert Latkowski: Tak, no tak, tak, ale to było zaraz po starcie.

Monika Olejnik: To zaraz po starcie.

Robert Latkowski: No prawdopodobnie z tego, co myśmy się dowiedzieli to jemu się kończyła kadencja w tym roku i marzył mu się etat, czy zastępcy chyba dowódcy w NATO tam, z tego, co nam się tak udało ustalić.

Monika Olejnik: Czyli winny generał Błasik?

Robert Latkowski: Ja co do winy, pani redaktor, nie chcę przesądzać, jest prokuratura. Ja tylko wiem, że działanie i tutaj też nie było racjonalne działanie dowódcy sił powietrznych, według mnie, gdyby to były normalne warunki on by takich decyzji nie podejmował, coś było na rzeczy, że też naruszał po prostu regulamin lotów.

Monika Olejnik: No właśnie, ciekawe co?

Robert Latkowski: Może jakieś względy osobiste, jakieś no zawodowe, jego.

Monika Olejnik: A może takie myślenie, że jak to jest samolot prezydencki to on spaść nie może, prawda?

Robert Latkowski: No też może, też nie mogę wykluczyć tego. Wszyscy wierzyliśmy, że, wszyscy wierzyli, że to się powinno udać, a w tych warunkach się nie miało prawa udać.

Monika Olejnik: Dziękuję bardzo, pułkownik Robert Latkowski był gościem Radia ZET.

Robert Latkowski: Dziękuję.

Radio Zet / Czwartek, 30 Grudnia 2010, 07:16

Komentarze Pod Rozmową na Forum

Wszyscy dziennikarze korzystają z ulgi podatkowej w postaci tzw. 50% kosztów uzyskania przychodu dzięki której płacą podatki tylko od połowy swoich zarobków. Logiczne jest więc że nie będą oni krytykować rządzących którzy mogą im ten gorszący przywilej odebrać. Nie zlikwidował więc tego przywileju ani rząd PIS, nie zrobi tego i rząd PO. Politykom poprostu portki się trzęsą ze strachu przed dziennikarzami. Rząd woli więc szukać pieniędzy w kieszeniach najuboższych którzy już od Nowego Roku płacić będą cenę za bezmyślne obniżenie podatków i składki rentowi dzięki którym miliardy złotych zostały w kieszeniach……wąskiej grupy najwięcej zarabiających bo ponad 90% podatników którym podatek obniżono o 1% po 1 stycznia (podwyżka VAT o 1%) z wcześniejszego obnizenia podatków nie tylko nic nie zostanie ale jeszcze dołożą do tych eksperymentów. Natomiast zamrożenie płac w budżetówce to faktyczne obniżenie realne plac o wskaźnik inflacji. Trzeba o tym mówić i pisać to może w końcu dotrze to do swiadomości rządzących historyków.

TUSK ZAWIĄZAŁ UKŁAD Z WIĘKSZOŚCIĄ MEDIÓW, JA NIE TKNĘ WASZYCH PODATKÓW A WY DOBRZE O MNIE PISZCIE. JAK WIDAĆ I SŁYCHAĆ TO DZIAŁA CAŁY CZAS OD TRZECH LAT. CISZA W MEDIACH ŻE TVN DOSTAŁ ZEZWOLENIA OD RZĄDU I KRRiT ŻE WALTER PRZEJMUJE TELEWIZJE PULS. CISZA TEZ O TYM ŻE W TVN W DZIALE PR ZATRUDNIONA JEST PANI WAJDA.

http://janosik.salon24.pl/264145,precyzyjne-naprowadzanie-plk-latkowskiego-przez-monike-olejnik

http://www.radiozet.pl/Programy/Gosc-Radia-ZET/plk-Robert-Latkowski

01 stycznia 2011

Oceń artykuł:
(4.00)
głosów: 5
tagi: ,

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters