Są nagrania z monitoringu: Przed startem widzialność 3 tys. metrów

Publikacja w serwisie: 01 January 2011
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , , , , ,

Zobacz także:

» "List z Polski" » Nagrania z lotniskowego monitoringu zbadają eksperci od czytania z ruchu warg » Tupolew spłonął jeszcze przed startem » Film, nakręcony przed startem prezydenckiego samolotu i na jego pokładzie. » Kilometr przed pasem, byli 50 metrów za nisko? » Komisja: Tu-154M zahaczył o drzewo 1050 metrów przed pasem startowym » „Doprowadzamy do 100 metrów, 100 metrów i koniec rozmowy!” » Co kryją oryginalne nagrania z kokpitu » Stenogram nagrania ze spotkania Edmunda Klicha z ministrem Bogdanem Klichem, 22 kwietnia 2010 r. » Jest świadek awantury przed Smoleńskiem » Nowe ’sensacje’ TVN: Kłótnia oficerów przed wylotem do Smoleńska » NIE POZNAMY PEŁNEGO NAGRANIA! » Trzeba skopiować nagrania z czarnych skrzynek » Dostaliśmy zgodę na 50 metrów. Tu-154 i Ił też » Minister odsłuchał nagrania, bo dostał taką propozycję » Zanik zasilania 60 metrów nad ziemią ?! » Linia energetyczna na wysokości 400 metrów ?! » Nagrania z wieży kontroli ruchu w Smoleńsku mogą pochodzić od służb specjalnych » Polską komisję bardzo interesuje to, co działo się z tupolewem na wysokości poniżej 100 metrów » Komisja Millera kombinuje, jak zdobyć oryginalne nagrania z wieży w Smoleńsku “metodą chałupniczą” jak nazwał to Jerzy Miller » Były dowódca Tu-154 o naciskach przed Tbilisi » Trzy zamachy przed Smoleńskiem » Koniec przesłuchań przed wakacjami? » Ekshumacje jeszcze przed jesienią » Graś przed komisją etyki » CZYSTKA przed pałacem Prezydenckim » Lipiński: Tusk chciał być przed Kaczyńskim » Treść tablicy przed Pałacem Prezydenckim » Kukła Putina spłonęła przed ambasadą » Czas na zegarku generała Błasika zatrzymał się na godz. 8:38 » Generał Błasik nigdy nie pchał się do kokpitu » Miller: Nie mam pewności, czy była kłótnia Protasiuka z Błasikiem » Zespół Macierewicza: Przed katastrofą w Tu-154M był wyciek » Pomnik świateł przed Pałacem pogodzi Polaków? » TUSK MOŻE TRAFIĆ PRZED TRYBUNAŁ STANU » Tupolew zderzył się z ptakiem – 30 godzin przed lotem. » Bronili ciała prezydenta przed Rosjanami? “Nieprawda” » Piloci odcięli dopływ paliwa tuż przed katastrofą » Porównują stan lotniska przed wizytami prezydenta i premiera » Tusk przed prokuraturą ws. Smoleńska? Drugi wniosek mec. Hambury » Wstępny raport przed 10 października. Bez zapisów rozmów z wieży? » Wiktor Bater wiedział o katastrofie pod Smoleńskiem przed katastrofą » “Błędy w identyfikacji ofiar zweryfikowane jeszcze przed pogrzebami” » Złamał konstytucję – powinien stanąć przed Trybunałem Stanu » Co zerwało linię energetyczną na półtorej minuty przed naszym samolotem? » Pracy wystarczyłoby na kilka lat, a teren trzeba zabezpieczyć przed deszczem » Czy wąwóz przed lotniskiem w Smoleńsku zmylił pilotów prezydenckiego samolotu? » Sędzia we własnej sprawie nie dopełnił obowiązków przed i w trakcie katastrofy smoleńskiej? » Klich przed komisją obrony: Posłowie rozpatrują wniosek o jego odwołanie » Jak zabezpieczyć Polskę przed utratą kontroli nad wydobyciem i wykorzystaniem gazu łupkowego? » Wnioski do prokuratury w sprawie zachowania BOR i Straży Miejskiej przed Pałacem Prezydenckim » Ewidentne zacieranie śladów » emerytowany oficer CIA: TO NIE BYŁ WYPADEK

Przed startem z Okęcia załoga rządowego tupolewa dysponowała ogólnodostępną prognozą pogody opisującą warunki atmosferyczne panujące na Siewiernym. Z prognozy wynikało jednoznacznie, że nie było żadnych przesłanek do tego, by nie podejmować lotu, bo warunki do lądowania były w momencie startu maszyny dobre. Pułkownik Edmund Klich, polski akredytowany przy MAK publicznie sugerował, jakoby już przed startem wiadomo było, że w Smoleńsku nie ma warunków do lądowania. Trudno orzec, gdzie pułkownik Klich pozyskał tę informację, bo tego typu spekulacjom przeczą osoby, które bezpośrednio zabezpieczały lot.
“10 kwietnia rano na wojskowym lotnisku w Warszawie szykująca się do startu załoga tupolewa nie dostała prognozy pogody od stacji meteo. Nie dostała, bo stacja nie otrzymała jej od Rosjan. Dlatego dowódca załogi kapitan Protasiuk odmówił wylotu. Tłumaczył, że nie wiedząc, jakie będą warunki atmosferyczne, nie może zdecydować się na taki lot. W takiej sytuacji maszyna nie miała prawa startować. Ten lot w ogóle nie powinien się odbyć” – powiedział jednemu z brukowych pism płk Edmund Klich. Tuż przed odlotem na płycie lotniska miała panować nerwowa atmosfera, padać ostre słowa, a lot do Smoleńska miał wymusić na mjr. Arkadiuszu Protasiuku gen. Andrzej Błasik, który zamiast dowódcy statku sam składał prezydentowi meldunek o gotowości maszyny do startu. Z informacji, do których dotarł “Nasz Dziennik”, jednoznacznie wynika, że słowa Klicha to kłamliwe insynuacje. Załoga Tu-154M nie miała przed wylotem szczegółowej, typowo wojskowej meteorologicznej prognozy pogody na Siewiernym, przysłanej z Rosji, bo nie udostępnili jej Rosjanie. Piloci dysponowali jednak dostępną w systemie ogólnym prognozą meteorologiczną, gdzie nie było mowy o żadnej mgle, bo warunki w Smoleńsku były dobre. Już w trakcie lotu, o godz. 8.20, ze Smoleńska przyszła informacja, że mogą wystąpić mgły.

Co mówi procedura
Jak tłumaczy w rozmowie z “Naszym Dziennikiem” były pilot specpułku, procedura z dostępem do prognozy meteo jest następująca: biuro meteorologiczne na danym lotnisku (w tym przypadku Siewiernyj) wystawia komunikat meteorologiczny na dany lot. Okęcie albo Centrum Hydrometeorologiczne Sił Powietrznych wystawia prognozę, taki komunikat meteorologiczny na dany lot. Tak było w przypadku 10 kwietnia. Z informacji, do których dotarł “Nasz Dziennik”, wynika, że oficer pełniący z 9 na 10 kwietnia br. służbę dyżurnego operacyjnego w Centrum Hydrometeorologii Sił Powietrznych nie zgłaszał w swoich meldunkach jakiegoś szczególnego pogorszenia się pogody w Smoleńsku. Z jego relacji wynika, że nic nie wskazywało na brak możliwości realizacji przelotu samolotu Tu-154M z prezydentem RP na pokładzie na trasie Warszawa – Smoleńsk.

Czego załoga nie dostała ze Smoleńska
Prognoza przekazana 10 kwietnia o godz. 6.20 do Dyżurnej Służby Operacyjnej COP mówiła, iż widzialność w Smoleńsku wynosi 1000-3000 m przy silnym zamgleniu, chmury stratus h-120-180 m, co umożliwiało podjęcie decyzji o wylocie z Okęcia. Trzeba tu podkreślić, że dyżurny opierał swoją wiedzę na ograniczonych informacjach przysyłanych mu co trzy godziny z lotniska w Smoleńsku. Były to tylko depesze “SYNOP”, brak zaś było depesz “METAR” i “TAF”. Wiadomo bowiem, o czym milczy Edmund Klich, że od około roku polskie wojskowe służby meteorologiczne mają poważne trudności w pozyskiwaniu danych meteo z lotnisk wojskowych Federacji Rosyjskiej. W tym m.in. właśnie z lotniska Smoleńsk Siewiernyj. Pomimo starań strony polskiej do tej pory nie wypracowano ze stroną rosyjską systemowego rozwiązania gwarantującego niezawodność ich pozyskiwania. – Sprawa z przekazywaniem z Rosji danych meteorologicznych od lat jest nieuporządkowana. Rosjanie w dalszym ciągu nie przekazują danych meteorologicznych do systemu, dlatego tak to wygląda. Załoga Tu-154M nie mogła dysponować dokładną prognozą pogody ze Smoleńska, bo tam nie ma lotniskowej stacji meteorologicznej. Dopiero 10 km od Smoleńska jest cywilna stacja meteorologiczna. Każdy pilot poleciałby jednak do Smoleńska, by na miejscu ocenić warunki i w razie ich braku polecieć na lotnisko zapasowe lub wrócić bezpiecznie do kraju, na co pozwalał zapas paliwa – mówi były pilot specpułku. Dziwi więc kategoryczne, niepodparte dowodami twierdzenie płk. Edmunda Klicha, że rządowy tupolew lecący na uroczystości do Katynia nie miał prawa opuścić Okęcia. – Edmund Klich opowiada bzdury, bo jeżeli na końcowym lotnisku nie ma pogody, a jest pogoda na lotniskach zapasowych, przynajmniej jednym, to lot wykonuje się zgodnie z przepisami. Opowiadanie, że na lotnisku końcowym nie było pogody, więc lot nie powinien się odbyć, jest naginaniem wiedzy do swoich potrzeb. Jeżeli są lotniska zapasowe, loty się odbywa. Załoga zawsze ma wybór, wrócić na swoje lotnisko albo wylądować na zapasowym. Gdyby było tak, jak mówi płk Klich, w rzeczywistości żaden lot by się nie odbył, a przynajmniej te długodystansowe – zaznacza nasz drugi rozmówca, również pilot 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, który przeszedł do rezerwy.

Nikt się nie obrażał na lotnisku
“Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, gdy pilot odmówił lotu, na płycie lotniska zaczęły się gorączkowe rozmowy z załogą. Do lotu przekonywał Protasiuka m.in. szef sił powietrznych generał Andrzej Błasik (58 l.), który był na lotnisku jako członek prezydenckiej delegacji do Katynia” – można było przeczytać w jednym z brukowców. Wszystko to nieprawda, jak nieprawdziwy jest wiek generała Błasika podany przez tę gazetę. 11 października tego roku generał skończyłby bowiem 48, a nie 58 lat. – Jeżeli Protasiuk odmówił lotu, to powinien odmówić od początku do końca. Nie ma czegoś takiego, że pilota ktoś zmusza do lotu, bo jak? Wepchnie go po schodach na górę i położy mu ręce na stery? Jeżeli mówi, że nie leci, to nie leci, albo jak leci, to leci. Nie może mówić, że nie leci, lecąc! To załoga podjęła decyzję, że leci – mówi były pilot specpułku, który dobrze znał majora Protasiuka. Nie było też żadnej dyskusji i ostrej wymiany zdań, jak również złożenia meldunku prezydentowi o gotowości do startu przez samego gen. Błasika. Relacje osób, które bezpośrednio zabezpieczały lot do Smoleńska i były przed odlotem Tu-154M na płycie Okęcia, są diametralnie różne od historyjki Edmunda Klicha, Stefana Gruszczyka, Roberta Latkowskiego czy Piotra Łukaszewicza, którzy wynurzali się w TVN 24 na temat tego, co działo się przed startem.

Był monitoring: meldował Protasiuk w asyście Błasika
- Nieprawdą jest, że na płycie lotniska panowała przed wylotem do Smoleńska jakakolwiek nerwowa atmosfera. Był pełny spokój, wszyscy cieszyli się, że mogą razem lecieć do Katynia, by uczcić 70. rocznicę mordu na polskich oficerach. Nie było żadnych nerwowych rozmów, wszyscy byli w bardzo dobrych humorach. Przed wylotem siedzieli, pili kawę, czekając na prezydenta. Długo zresztą nie czekali, wszystko odbyło się normalnie, tak jak powinno być – relacjonuje “Naszemu Dziennikowi” osoba, która była na płycie Okęcia. Nieprawdą jest również, jakoby gen. Andrzej Błasik kogokolwiek brał na dywanik, że wywierał jakąś presję na pilotów. – Nikt nie był świadkiem czegoś takiego, nie wiem, skąd takie informacje ma Edmund Klich. Zamiast zająć się tym, co do niego należy, produkuje plotki. Jak można cały czas szarpać te osoby, które już nie żyją? – pyta oburzona wdowa po dowódcy Sił Powietrznych Ewa Błasik. – Wiem od ludzi, którzy obsługiwali ten wylot, że odbywał się on w pełnej zgodzie. Mąż chciał w jakiś sposób nadać szczególny charakter tej wizycie polskiej delegacji, podkreślając wagę tego lotu do Katynia. Powiedział więc, że chciałby asystować kpt. Protasiukowi przy składaniu meldunku panu prezydentowi. To był jego pierwszy lot z prezydentem, wcześniej z nim nie latał. Nieprawdą jest, że mąż sam składał mu meldunek, bo byli razem z kpt. Protasiukiem, by było bardziej uroczyście. Zresztą są przecież nagrania z monitoringu, na których można to zobaczyć – dodaje pani Błasik. Dementuje również spekulacje, jakoby gen. Błasik był w jakimś konflikcie z mjr. Protasiukiem. Przypomina, że się lubili, a jej mąż osobiście odznaczał dowódcę tupolewa, który rozbił się na Siewiernym, na początku tego roku za lot z misją humanitarną na Haiti. – Wszelkie insynuacje o jakiejś niezgodzie między nimi są nieprawdziwe. Tak mówią chorzy ludzie, którzy chcą wypłynąć na tym nieszczęściu. Zresztą rozmawiałam z panią Magdaleną Protasiuk, żoną kpt. Protasiuka, która powiedziała mi, że jej mąż nigdy złego słowa nie powiedział na temat mojego męża. I to się dla mnie liczy, a nie jakieś kłamliwe spekulacje żądnych sensacji ludzi, które można między bajki włożyć – podkreśla Ewa Błasik.

Wściekły Klich rzuca słuchawką
Lot bez jakiejkolwiek prognozy pogody i naciski, by złamać regulamin wojskowy, to przestępstwo. Pułkownik Edmund Klich, posiadając taką wiedzę, powinien zgłosić to prokuraturze. “Nasz Dziennik” zwrócił się do polskiego akredytowanego z zapytaniem, czy wiedzą na temat przestępstwa podzielił się z prokuraturą i jakimi dysponuje dowodami na poparcie swoich tez.
Pułkownik jednak nie chciał z nami rozmawiać i po krótkiej chwili rzucił słuchawką. – Proszę pana, dzwoniła już pani od was, wyście napisali wczoraj taki tekst, że nie rozmawiam z wami w ogóle, nie będę tu prostował nic, bo żeście takie wnioski wyciągali z niektórych faktów – wyrzucił ze złością Klich, zanim zdążyliśmy zadać pierwsze pytanie. W taką wściekłość wpadł po lekturze tekstu “Bankructwo teorii Edmunda Klicha” we wtorkowym “Naszym Dzienniku”, w którym obnażyliśmy prawdę o jego roli w modulowaniu tonu narracji o katastrofie smoleńskiej.
“Nasz Dziennik” zapytał też Naczelną Prokuraturę Wojskową, czy płk Edmund Klich będzie przesłuchany w charakterze świadka i czy zostanie postawiony mu zarzut zatajenia wiedzy o przestępstwie złamania regulaminu wojskowego.
Zanim jednak prokuratura zdążyła odpowiedzieć, dr płk Edmund Klich odwołał to, co wcześniej powiedział “Faktowi”. – Ja nie mówię, że to jest nieprawda. Ja tego nie powiedziałem. Nie mam materiałów na ten temat. Powiedziałem jedynie, że samolot nie powinien startować z lotniska Okęcie, bo na lotnisku w Smoleńsku nie było już wtedy odpowiednich warunków atmosferycznych – oświadczył Klich w rozmowie z PAP.
- W tej sytuacji sam pan chyba rozumie, dlaczego Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie nie komentuje tej wypowiedzi. A co do pytania o zarzuty wskazanemu przez pana oficerowi, to – jak już wielokrotnie wypowiadaliśmy się w tym zakresie – o postawieniu jakiejkolwiek osobie jakichkolwiek zarzutów opinia publiczna dowie się ewentualnie po wykonaniu tej czynności procesowej – powiedział “Naszemu Dziennikowi” płk Zbigniew Rzepa, rzecznik prasowy Naczelnej Prokuratury Wojskowej.
- Edmund Klich cały czas gra w tym samym zespole, który próbuje przepchnąć tezę o tym, jakoby odpowiedzialność za katastrofę smoleńską ponosili przede wszystkim: gen. Andrzej Błasik, załoga tupolewa i Siły Powietrzne RP, a pośrednio Kancelaria Prezydenta Lecha Kaczyńskiego – mówi wprost jeden z byłych pilotów specpułku, dobrze znający dr. Klicha.

Piotr Czartoryski-Sziler

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20101231&typ=po&id=po04.txt

31 grudnia 2010

Oceń artykuł:
(4.96)
głosów: 25
tagi: , , , , , ,

Komentarze: »

Jeśli uważasz że któryś komentarz nie powinien się tutaj znaleźć zgłoś to na adres:

admin@smolensk-2010.pl
  • anna :

    Dramatem tego państwa jest to, że taka miernota i ćwierćinteligentka, o niejasnej przeszłości, jak Monika Olejnik uchodzi za jedną z najbardziej wpływowych osób w Polsce.

    Komentarz lubiany przez innych czytelników: Oceń go. Thumb up 78 Thumb down 7

  • Lora :

    i za jedna z najbardziej inteligentnych i błyskotliwych. No cóz, należy do grona inteligentnych inaczej.
    A kiedys faktycznie wydawala mi sie błyskotliwa. Jej gwiazda jednak jest juz martwa. Przepraszam za wyrażenie, ale kiedy słucham Moniki Olejnik to czuje smród trupa, trupa minionej epoki, odchodzącej powoli czeredy tępych dziennikarzy i głupich polityków.

    Jakby powiedział Mickiewicz “Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy”

    Komentarz lubiany przez innych czytelników: Oceń go. Thumb up 46 Thumb down 7

  • Ghost :

    Olejnik heh przecież każdy wie co to za pionek w grze i po której stronie szachownicy się znajduje

    Komentarz lubiany przez innych czytelników: Oceń go. Thumb up 48 Thumb down 6

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters