“JAK WALNĘŁO, TO SIĘ URWAŁO” – ROZBRAJAJĄCO SZCZERY EDMUND KLICH

Publikacja w serwisie: 12 January 2011
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , ,

Zobacz także:

» "List z Polski" » CO MÓWIŁ EDMUND KLICH » Edmund Klich 18 października leci do Moskwy » Kogo tak naprawdę reprezentuje Edmund Klich? » Edmund Klich narzeka na współpracę z Rosjanami ws. śledztwa » płk Edmund Klich wydał książkę o badaniu katastrof » Edmund Klich: Likwidacja 36. pułku to słuszna decyzja » Edmund Klich przekazał polskiej komisji uwagi do raportu MAK » EDMUND KLICH – Co miałem zrobić – wysłać GROM, żeby opanował MAK? » Edmund Klich będzie dalej wyjaśniał sprawę katastrofy smoleńskiej » Chi in veritá rappresenta Edmund Klich? » Edmund Klich: to może potrwać nawet rok » Edmund Klich – Rosjanie ukrywają bardzo ważne dane? “Taśma się zacięła” » Bielan: to Klich kazał lądować w Tbilisi; Klich: to kłamstwo » Klich pojedzie do Brukseli? » E. Klich : “Kłamstwa, bzdury, manipulacje” » Klich traci grunt pod nogami » Klich dostanie w Rosji egzemplarz raportu MAK » Klich: Do raportu MAK odniosę się do końca listopada » Klich: Jutro przekazanie projektu raportu MAK » E. Klich: Współpraca z Rosją dobra do czasu ujawnienia rozmów w kabinie » Petelicki and Szeremietiew on Klich » KLICH O NACISKACH NA KONTROLERÓW » Klich sam wchodził do kokpitu » Klich szuka immunitetu » Klich obwinia pilotów » „Początkowo Klich »rżnął głupa«” » Klich czeka na kolejną katastrofę » Minister Klich traci generałów » Płk Klich dostał dokumenty dotyczące kontrolerów » Polecenie lądowania w Tbilisi wydał Klich » Bogdan Klich: CHODZIŁO O SKOMPROMITOWANIE POLSKI » Smoleńsk: Za pięć dwunasta – E. Klich ma pytania. » Bogdan Klich mataczy w sprawie generała Błasika » Le 121 vittime del Ministro Della Difesa di Bogdan Klich » Szeremietiew: Minister Klich powinien podać się do dymisji » Odkryto ze Klich byl na liscie pasazerów samolotu: nie polecial. » KOLEJNY AWANS: BOGDAN KLICH WYSTARTUJE W WYBORACH Z LISTY PO » Klich: była koncepcja, żeby pokazać winę pilotów » Klich przed komisją obrony: Posłowie rozpatrują wniosek o jego odwołanie » Nawet politycy Platformy Obywatelskiej prywatnie przyznają, że Bogdan Klich to nieudolny minister » Ewidentne zacieranie śladów » emerytowany oficer CIA: TO NIE BYŁ WYPADEK

“No, proszę pani, jak walnęło o drzewo, to się urwało. Bo stoi drzewo o średnicy u podstawy 60 cm, które zostało ścięte przez skrzydło, pod tym drzewem bezpośrednio są kawałki, elementy skrzydła”.

Z płk. Edmundem Klichem, polskim akredytowanym przy MAK, rozmawiają Katarzyna Gójska-Hejke i Anita Gargas (“Gazeta Polska”).

[...]

Od kiedy możemy mówić, że jest Pan akredytowany przy MAK?
13 kwietnia o godz. 12 podchodzi do mnie Morozow i mówi: „słuchaj, Putin zaprasza cię na konferencję do Moskwy”. Mnie wyprostowało, co ten Putin ode mnie chce, skąd on wie, że ja tutaj jestem, o co tu chodzi? Dzwonię zaraz do ministra Grabarczyka. Pytam, czy ja mam w ogóle iść na tę konferencję? Dał mi do zrozumienia, że jednak mogę uczestniczyć, ja to zrozumiałem jako akceptację.

Ale jako kto miał Pan uczestniczyć?
Nie wiem, mam zaproszenie od Putina. Telekonferencję zaczyna Putin, następnie mówi Iwanow, wicepremier. I Anodina, która stwierdza, że zdecydowano, iż będziemy działać według załącznika 13.

Dla Pana było to zaskoczenie, że zapadło takie uzgodnienie?
Ja się spodziewałem, że jakaś decyzja musi zapaść. I w zasadzie nigdy nie było mowy o jakichś innych dokumentach, ciągle przewijał się tylko załącznik 13.

A od kogo się Pan dowiedział, że taka decyzja już zapadła?
Od Anodiny, przecież powiedziałem przed chwilą. Anodina stwierdziła to oficjalnie na tej konferencji. Głos zabrał ponownie Putin i mówi: „Gospodin Klich, co tam w Smoleńsku?”.
Dla mnie to pełne zaskoczenie! Na kartce przygotowałem sobie parę zdań, bo jestem trochę przewidujący, by nagle nie zapomnieć języka w gębie. I odpowiadam: „Panie Premierze, mam nadzieję, że przyjęcie w tej chwili rozwiązania jednoznacznego, jeśli chodzi o badanie katastrofy Tu-154 według załącznika 13, poprawi współpracę i przyspieszy proces badania”.
Wracam z telekonferencji i spotykam się z płk. Mirosławem Grochowskim. Mówię: „słuchaj Mirek, musimy wszystkich zebrać, sprawa jest już rozstrzygnięta, że procedujemy według załącznika 13”.
Ja przyjąłem to jako nieformalną akredytację. Chyba jeszcze dzwoniłem do ministra Grabarczyka, opowiedziałem, jak ta telekonferencja przebiegała. 15 kwietnia dostałem dwa dokumenty. Pierwszy – o akredytacji 25 Polaków, drugi – o powołaniu komisji, na której czele stoję ja. Poszliśmy z nimi do Morozowa. Ponieważ załącznik 13 nie przewiduje więcej akredytowanych niż jeden, strona rosyjska uważała, że pierwszy na liście, czyli ja, jest akredytowanym, a reszta to są jego doradcy. Oni tak to wyjaśnili i to pismo poszło do Polski. I od tej pory mnie traktowali jako akredytowanego, natomiast pozostałych jako doradców.

[...]

Czy ma Pan zastrzeżenia do pracy radiolatarni?
Pewne uwagi zgłosiła załoga Jaka-40.

Te „uwagi” to poważne zarzuty – że praca bliższej radiolatarni była zakłócona, wskazówka przełączonego na nią radiokompasu odchylała się raz w prawo, raz w lewo o 10 stopni.
Tupolew wyszedł bardzo precyzyjnie, on szedł dokładnie nad tą bliższą latarnią, odchylony od osi o zaledwie 20 m, i są na to dwa rodzaje dowodów. Pierwszy – ścięta pierwsza brzózka i dalej…

Ale brzózka nie jest oddalona od osi o 20 m, tylko znacznie więcej.
Proszę dosłuchać. Jest drugi dowód. Między skrzydłem a anteną bliższej radiolatarni przeskoczyła iskra, co zeznał jeden ze świadków. By taka iskra mogła przeskoczyć, odległość skrzydła od odciągu radiolatarni nie mogła być większa niż jeden, najwyżej 3 m – to mogliby określić fizycy. Należy do tego dodać połowę rozpiętości samolotu, tj. ok. 17 m. Wynika z tego, że kadłub samolotu nie mógł być odchylony od osi pasa więcej niż 20 m.

Ale jest też kwestia wysokości nad radiolatarnią. Samolot odbierał sygnał markera NDB. Jak twierdzi jeden z ekspertów, który wystąpił podczas wysłuchania w Brukseli, ten sygnał mylnie wskazywał większą wysokość niż w rzeczywistości.
Nie skomentuję tego, bo wskazania markera nie mają nic wspólnego ze wskazaniem wysokości. Problem leżał gdzie indziej – załoga tupolewa zbyt późno rozpoczęła zniżanie i w początkowej fazie była nad ścieżką, a później pod ścieżką.

To dlaczego kontroler powtarzał cały czas, że nasz samolot jest na kursie i na ścieżce, skoro tak nie było? Ostatecznie rozbił się 70 m na lewo od pasa. Dodatkowo piloci działali na podstawie kart podejścia, które – jak zeznali piloci z jaka – odstawały od faktycznego stanu.
Jeśli chodzi o komendy kierownika systemu lądowania, że samolot jest na kursie i ścieżce, wymaga to szczegółowego wyjaśnienia, z czego wynikał brak precyzji. Czy ze złych wskazań na wskaźnikach, czy też z błędnych odczytów przez kontrolera. Problem jest w tym, że wysokościomierze w takich systemach są nieprecyzyjne, a brak potwierdzeń wysokości przez załogę dodatkowo utrudniało kierownikowi systemu podejścia precyzyjne określenie wysokości lotu. Wyjaśnienia tego obszaru domagamy się od Rosjan. Jeśli chodzi o karty podejścia, nie chcę podawać szczegółów, bo od tego jest specjalista od przelotów, razem z pilotem latającym wcześniej na tupolewach, i to wszystko precyzyjnie wyjaśnili w komisji Millera. Ja chcę przypomnieć: akredytowany nie bada wypadku, akredytowany nie jest do badania. Akredytowany, zgodnie z załącznikiem 13, jest od współpracy.

Ale szuka przyczyn.
Nie, proszę pani, nie szuka przyczyn. Szuka przyczyn ten, co bada. Ja, akredytowany i jego doradcy, badaliśmy pewne obszary po to, żeby Rosjanom zadać pytania.

No właśnie. A zajmowaliście się kartami podejścia?

Nie będę mówił o szczegółach, bo tego nie badałem osobiście, zajmowali się tym inni specjaliści i nie będę się do tego odnosił. Nie chcę być posądzony, że powiedziałem coś nie tak.

Czy sprawa kart podejścia jest poruszona w raporcie MAK?
Jest poruszona. Ale ona, jak myślę, będzie szczegółowiej wyjaśniona w raporcie Millera. Musi być to wyjaśnione. To jest rzeczywiście problem, że te karty były nie w 100 proc. aktualne. Ale nie były aż na tyle, by mogły załogę zmylić, żeby doprowadzić do katastrofy, absolutnie jestem o tym przekonany.

Na przekonaniu nie można się opierać, tylko na faktach.
Więc właśnie nie podejmuję tego wątku. Zajmie się tym komisja Millera, tam są specjaliści przelotowcy. U mnie był ten specjalista, potem uznał, że jest niezbędny w Polsce, więc nawet nie miałem narzędzi, żeby to badać, bo przecież ja nie jestem alfą i omegą, bym badał wszystko. Badacz kieruje badaniem, a nie bada. Badacz musi umieć zadawać pytania, musi wiedzieć, jaki wątek drążyć, bo tutaj są jakieś obszary niezbadane.

Ale badacz powinien badać wszystkie hipotezy w sposób równoprawny.

Tak, tylko że ja jako akredytowany nie prowadziłem badania całego wypadku, tylko we współpracy z moimi doradcami, których w Moskwie było tylko kilku i tylko z niektórych dziedzin, badaliśmy jedynie pewne obszary. Akredytowany jest od współpracy i nadzorowania procesu badawczego, wnioskowania we wszystkich dowolnych sprawach, uczestniczenia w całym procesie badania, proponowania osób do wysłuchań, udziału w tych wysłuchaniach i domagania się od strony prowadzącej badanie udostępniania odpowiednich dokumentów. Wypadek w Polsce jest badany przez zespół 35 specjalistów, którzy mogą wykorzystywać jeszcze różnego rodzaju specjalistów.

No właśnie…
I akredytowany jest od zadawania pytań stronie rosyjskiej. I teraz o pewne obszary, gdzie mamy wątpliwości, zadajemy pytania.

A nie miał Pan wątpliwości co do kart podejścia?
Ależ oczywiście, ale to jest wyjaśnione, nie chcę w szczegółach odnosić się do tego. Mieliśmy wątpliwości, są ujęte w raporcie.

A miał Pan wątpliwości co do skrzydła?
Ale jakie wątpliwości do skrzydła można mieć? Żadnych wątpliwości. Jak coś się urwie, to jakie mogą być wątpliwości?

Trzeba zbadać skrzydło, by wiedzieć, dlaczego się urwało.
No, proszę pani, jak walnęło o drzewo, to się urwało. Bo stoi drzewo o średnicy u podstawy 60 cm, które zostało ścięte przez skrzydło, pod tym drzewem bezpośrednio są kawałki, elementy skrzydła. Sama oderwana część skrzydła poleciała ponad 50 m dalej, po prostu miała swoją energię i dlatego nie było jej pod drzewem. Ale pod drzewem znaleziono inne elementy, np. dźwigniki od urządzeń sterujących.

[...]
Całość wywiadu z Edmundem Klichem w najnowszym wydaniu “Gazety Polskiej”

http://niezalezna.pl/artykul/_jak_walnelo_to_sie_urwalo_rozbrajajaco_szczery_edmund_klich/43498/1

11 stycznia 2011

Oceń artykuł:
(5.00)
głosów: 1
tagi: , ,

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters