Płk Latkowski: Dowódca Tu-154 zawiesił się psychicznie, nie słyszał uwag kolegów

Publikacja w serwisie: 15 January 2011
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: ,

Dowódca Tu-154 ‘zawiesił się psychicznie’, realizował podejście do lądowania, ale nie słyszał uwag kolegów z załogi, to lądowanie nie miało prawa się udać“- mówi w Kontrwywiadzie RMF FM płk Robert Latkowski, wieloletni dowódca 36. Pułku. “W 36. pułku powstała luka pokoleniowa, młodzi szkolili młodych. Ta załoga była zbyt młoda, by realizować to zadanie” – twierdzi.

Konrad Piasecki: Warto bić się z Rosjanami o to, że i oni ponoszą winę za katastrofę smoleńską?

Robert Latkowski: Warto, dlatego, że my ponosimy winę za tę katastrofę, za to, co się stało, ale oni nam w tym też pomogli.

Konrad Piasecki: Ta walka nie jest skazana na niepowodzenie?

Robert Latkowski: Nie, jesteśmy w stanie im to udowodnić, ponieważ przyjmowali ten samolot, współpracowali z załogą na ostatnim etapie tego lotu, to znaczy na najważniejszym etapie tego lotu – w czasie lądowania.

Konrad Piasecki: Gdyby pan miał rozłożyć winy, ile byłoby jej po stronie polskiej, a ile po stronie rosyjskiej.

Robert Latkowski: Ja się nad tym już zastanawiałem panie redaktorze. Najpierw myślałem, że tak 50 na 50. Teraz po tych wszystkich danych MAK-u coraz bardziej jestem przekonany teraz, że nie zmniejszyłbym tej odpowiedzialności. Zarówno po naszej stronie 50, jak i po stronie rosyjskiej 50.

Konrad Piasecki: Gdybyśmy mieli wymienić te podstawowe błędy Rosjan, podstawowe błędy wieży podczas tych feralnych minut i sekund 10 kwietnia – jakie by to były punkty?

Robert Latkowski: Ja uważam, że Rosjanie popełnili zasadniczy błąd. Współpracując z załogą na ostatnim etapie podejścia do lądowania, to znaczy na etapie lądowania. Etap lądowania to jest jeden z najtrudniejszych elementów tego lotu. Dwa podmioty muszą ze sobą współpracować: załoga samolotu i kontrolerzy na lotnisku. Gdyby Rosjanie nie współpracowali z załogą, tylko powiedzieliby krótko: nie przyjmujemy tego samolotu, nie byłoby katastrofy, nie byłoby odpowiedzialności. Ponieważ nie zdecydowano się z wieży oficjalnie – ja nie mówię, jakie były nieoficjalne rozmowy z Moskwą – ale nie zdecydowano się zaprzestać procedury podejścia do lądowania, a współpracowano z tym samolotem do – można powiedzieć – zderzenia z ziemią.

Konrad Piasecki: I jak pan lądując w Rosji, a wielokrotnie pan w Rosji lądował, zrozumiałby to kluczowe sformułowanie “posadka dopołnitielno”?

Robert Latkowski: “Posadka dopołnitielno” to jest sformułowanie nie tyle w języku rosyjskim, ale sformułowanie proceduralne, bo jest tzw. frazeologia lotnicza, która dotyczy prowadzenia korespondencji z lotniskiem – zarówno z języku rosyjskim jak i angielskim.

Konrad Piasecki: W takim razie w tej lotniczej frazeologii pilotów, co to oznacza?

Robert Latkowski: To znaczy, że załoga nie ma zgody jeszcze na lądowanie, natomiast nie przerywa jej to dalszego podejścia do lądowania. Dodatkowo dostanie albo zgodę, albo odmowę na wykonanie tego lotu.

Konrad Piasecki: W raporcie MAK-u napisano twardo, że powyższe sformułowanie oznacza, że na lądowanie nie zezwolono. Nie zezwolono rzeczywiście?

Robert Latkowski: To nie oznaczało zgody na lądowanie.

Konrad Piasecki: Ale też nie zakazywało lądowania? Wieża powinna coś jeszcze potem powiedzieć?

Robert Latkowski: Tam nie ma w całej nagranej transkrypcji słowa, że zabraniają podchodzić.

Konrad Piasecki: Jest jeszcze jakaś tajemnica, jakaś zagadka katastrofy smoleńskiej, której pan nie potrafi rozwikłać?

Robert Latkowski: Ja uważam, że już wszystko zostało praktycznie powiedziane – zarówno z jednej jak i z drugiej strony. Jesteśmy na tyle winni, że złamaliśmy podstawowe zasady. Była błędna decyzja podjęta o starcie tego samolotu, błędna decyzja o lądowanie tego samolotu. Złamaliśmy także regulamin wykonywania lotów, bo w mgle się nie ląduje, ale niestety Rosjanie wyrazili zgodę i współpracowali z nami. Chcieli uczestniczyć – nie wiem w czym, bo to lądowanie nie miało prawa się udać.

Konrad Piasecki: Z raportu MAK-u można wyciągać kolejne szczegóły dotyczące tego fatalnego lądowania, czy fatalnej próby lądowania. Tam jest napisane, że próbę wznoszenia rozpoczęto 30 metrów nad ziemią. Dlaczego tak nisko?

Robert Latkowski: Z tej transkrypcji doszliśmy do wniosków, że to 30 metrów, to było nad dnem tego wąwozu.

Konrad Piasecki: 30 metrów nad ziemią, dlaczego tak nisko? Dlaczego pilot, który słyszy, że jesteśmy coraz niżej 80, 70 metrów i na wysokości 70 metrów, kiedy pada komenda “odchodzimy” nic się nie dzieje?

Robert Latkowski: Panie redaktorze, ale wracamy do tego, że załoga nie widziała, że znajduje się nad wąwozem. Załoga nie wiedziała – wykonywała podejście do lądowania według radiowysokościomierza.

Konrad Piasecki : Ale też załoga nie zareagowała na okrzyk odchodzimy. Dlaczego nie zareagowała?

Robert Latkowski: Komenda “odchodzimy” powinna przerwać stan niepewności dowódcy załogi, który nie reagował na pewne sprawy. I w tym momencie drugi pilot powinien obowiązkowo przejąć stery – obowiązkowo. Dowódca załogi najwyraźniej zawiesił się psychicznie. Ten stan jest bardzo poważny, bo pilot realizuje to podejście, ale nie słyszy uwag swoich kolegów w kabinie.

Konrad Piasecki : Gdyby nie brzoza, byłaby szansa, żeby ten samolot się uratował?

Robert Latkowski: Według mnie nie. Ten samolot nie miał szans.

Konrad Piasecki: Rosjanie piszą, że nastąpiło tzw. przeciągnięcie.

Robert Latkowski: Właśnie. Przeciągnięcie to polega na tym, że samolot, aby wykonywał lot i utrzymywał się w powietrzu, musi mieć siłę nośną. A tę siłę nośną zapewnia mu ustawienie skrzydła pod pewnym kątem, tzw. kątem natarcia, pod którym opływają strugi powietrza. Jeśli gwałtownie pociągnie się wolant, a w tym wypadku była gwałtowna reakcja, następuje przeciągnięcie tego samolotu, wejście na kąty krytyczne i zerwanie strug.

Konrad Piasecki: Czyli ten samolot nie miał szans?

Robert Latkowski: Nie miał szans.

Konrad Piasecki: Ta załoga w tym składzie, z tym doświadczeniem, powinna 10 kwietnia pilotować samolot prezydencki?

Robert Latkowski: Uważam, że nie. To była zbyt młoda załoga, żeby wykonywała tak odpowiedzialne zadanie.

Konrad Piasecki : Dlaczego załogę tak dobrano?

Robert Latkowski: Na to pytanie nie odpowiem. Nie byłem przy doborze tej załogi, nie znam procedur jakie w pułku wtedy obowiązywały.

Konrad Piasecki : A czy w pułku są jeszcze lub byli rok temu piloci, którzy byli bardziej doświadczeni, którzy powinni pilotować w tym momencie ten samolot?

Robert Latkowski: Piloci są, tylko ja nie wiem, czy akurat na Tu-154 są tacy piloci. Kiedy ja odchodziłem, a ze mną doświadczona grupa pilotów, która była szkolona w Rosji, powstała tzw. luka pokoleniowa. Zerwana została metodyka szkolenia, odeszli doświadczeni instruktorzy. Zaczęto szkolić młodych i szkolili ich również młodzi ludzie. Wszyscy wskazują na to, że luka pokoleniowa doświadczenia lotniczego została zerwana.

14 STYCZNIA 2011

RMF FM

http://www.rmf24.pl/opinie/wywiady/kontrwywiad/news-plk-latkowski-dowodca-tu-154-zawiesil-sie-psychicznie,nId,318088

Oceń artykuł:
(3.25)
głosów: 8
tagi: ,

Komentarze: »

Jeśli uważasz że któryś komentarz nie powinien się tutaj znaleźć zgłoś to na adres:

admin@smolensk-2010.pl
  • WiT :

    Nie ma to jak się odwoływać do ciągle zmieniającego się stenogramu i tworzenie z niego podstawy swojego myślenia o katastrofie.

    Thumb up 3 Thumb down 1

  • andrew001 :

    “Dowodca TU154M zawiesil sie psychicznie …” no to moze autora tej ideii oraz wypowiedzi nalezaloby fizycznie??? Za udzial w linczu na osobie nie tylko Mjr. Protasiuka ale takze zhanbienie calej Polski.

    Masz swoje zdanie? Thumb up 5 Thumb down 4

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters