Na drugi krąg odchodzić zaczął, potem przepadł…

Publikacja w serwisie: 21 January 2011
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , ,

STENOGRAM z wieży lotniska Siewiernyj (za MAK)

www.mak.ru/russian/investigations/2010/files/tu154m_101/open_micr.pdf
Obecność pułkownika Krasnokutzkiego na wieży od początku budziła duże kontrowersje. Kiedy dziś patrzę na “stenogramy”, które opublikował MAK w odpowiedzi na konferencję komisji ministra Millera na której zaprezetowano nagrania z wieży – dochodzę do wniosku, że MAK po prostu “puszcza farbę” nie zamierzając dłużej kryć prawdziwych przyczyn dla których polski samolot znalazł się w smoleńskim błocie. MAK puszcza farbę “publikując wszystko”, bo wie, że Polacy mają nagrania z wieży i odczytali je, a zatem dalsze zatajanie tych nagrań jest bezcelowe i szkodliwe dla wizerunku MAK (i ich dotychczasowych dokonań). Ponadto specjaliści z MAK wiedzą doskonale, że domek z kart w postaci teorii “nacisków i presji” oraz teorii “nie powinni lądować w takiej mgle” wali się z hukiem, MAK wie również po ostatnich komunikatach władz Federacji Rosyjskiej, że nie da się dłużej kryć tego co zdarzyło się pod Siewiernym 10 kwietnia 2010r. Skoro “stanowisko FR nie jest tożsame ze stanowiskiem MAK i do czasu zakończenia postępowania prokuratorskiego nie będzie komentowane przez władze” – to MAK “publikuje wszystko” i umywa ręce…
Wygląda na to, że pułkownik Krasnokutzkij przychodząc na wieżę miał wykonać pewne zadanie, które zresztą wykonał znakomicie. W dodatku na koniec odegrał piękną scenkę rodzajową rzucając obficie mięsem (siedmiokrotnie w czasie niespełna minuty), przekrzykując się z kierownikiem lotu na “bladzie” już po upadku samolotu i generując w ten sposób potężną panikę i chaos wśród wszystkich obecnych na wieży, co w bardzo skuteczny sposób zabija w każdym zdrowy rozsądek i zdolność do samodzielnej oceny bieżących wydarzeń. Jednak mimo tej “podkręcanej” atmosfery pod koniec stenogramu o 08:42:56 pada BARDZO WAŻNE ZDANIE!!! Zdanie to wypowiada osoba nieokreślona (anonim), a jest ono próbą syntetycznego streszczenia przebiegu zdarzeń. Ale po kolei – przeanalizujmy najpierw kilka wypowiedzi pułkownika Krasnokutzkiego:

płk. Krasnokutzkij:

8:26:17: “Paweł, doprowadzasz do 100 metrów. Bez dyskusji!”
img573.imageshack.us/img573/1063/bezdyskusji.png

8:32 34: “To decyzja międzynarodowego numer jeden, on tam sam…”
img98.imageshack.us/img98/2669/decyzjamidzynarodowego.png

8.33:52: “Towarzyszu generale, podchodzi do trawersu. Wszystko włączone, wszystko gotowe”
img811.imageshack.us/img811/2725/towarzyszugenerale.png

8.37:42: “Przede wszystkim przygotuj go na drugi krąg. A… na drugi krąg. A dalej… Sam podjął decyzję, niech sam dalej…”
img577.imageshack.us/img577/5174/niechsobieradzi.png

Jak widać pułkownik Krasnokutzki nalega tonem nie znoszącym sprzeciwu by samolot został sprowadzony przez kontrolera na wysokość decyzyjną 100 metrów, czyli tak blisko ziemi jak to tylko możliwe. Widzimy również, że w akcji biorą udział wysoko postawione osobistości; a to “międzynarodowy numer jeden”, a to tajemniczy “towarzysz generał”… Po rozmowach z nimi Krasnokutzki raportuje generałowi, że wszystko już jest włączone i gotowe na “powitanie” polskiego samolotu… O jakie tajemnicze instalacje chodziło Krasnokutzkiemu? Z czwartej wypowiedzi wnioskujemy, że po zejściu Tutki na wysokość decyzji 100 metrów nikt nie przewiduje aby lot miał trwać dalej. Czy zakładano, że samolot wyląduje? Nieee… Wiadomo doskonale, że warunków do lądowania nie ma, nie ma również żadnych samochodów, ani komitetu powitalnego na lotnisku. Czy zatem zakładano, że samolot odleci na zapasowe lotnisko? Również nie, ponieważ nie ma żadnej decyzji ani informacji dla załogi o zapasowym lotnisku. Zatem jaki scenariusz był przewidziany dla naszego statku powietrznego – czyżby taki, jaki się własnie chwilę później zrealizował?
Czy Krasnokutzkij miał świadomość tego co za chwilę się stanie? Tej tezie wydaje się przeczyć następująca sekwencja ze stenogramu:

10:33:12: Krasnokutzkij: “Słuchaj, a ten meteo to co, niepoczytalny czy co?”
10:33:14: PN: “On podaje teraz 800 metrów.”
10:33:21: Krasnokutzkij: “Taa, jakie 800…???”
10:33:28: Krasnokutzkij: “Teraz on podaje 800 metrów, a tu 200-300 metrów widoczności jest, 200 metrów maksimum!”

img52.imageshack.us/img52/4417/niepoczytalnymeteo.png

Czy zatem Krasnokutzki był “naprowadzany” przez swoich zwierzchników (“międzynarodowy numer jeden” i “towarzysz generał”), czy też może zręcznie grał swoją rolę? Rolą tą jak widać było sprowadzenie samolotu na minimalny pułap, potwierdza to sfałszowany komunikat o widoczności – przecież gdyby polska załoga dostała z wieży komunikat, że “widać maksymalnie 200 metrów” to istniało “ryzyko”, że nie spróbuje nawet jednego podejścia… Lecz skoro usłyszeli od “niepoczytalnego meteo”, że “widać 800 m” – to chcieli sprawdzić osobiście warunki jakie są na podejściu i wykonali zejście do wysokości decyzyjnej 100 m (do czego mieli pełne prawo), a gdy okazało się, że “nic nie widać” – padła komenda “odchodzimy” i samolot natychmiast wyrównał lot odchodząc na drugi krąg! Potwierdzają to odczyty wysokości 100m, które pojawiają się kilkukrotnie w tym momencie. I nie są to odczyty z radiowysokościomierza jak chcieliby niektórzy “śmierdzący agenturą ustawiacze opinii publicznej pod tezę o winie pilotów”, lecz są to normalne odczyty z wysokościomierza ciśnieniowego, czyli pomiar wysokości względem poziomu pasa. Przyjęcie innej tezy obrażałoby inteligencję załogi w sposób wręcz karykaturalny…

Co zatem stało się po komendzie odchodzimy i wyrównaniu na 100 metrach? Spójrzmy na kluczową i najważniejszą wypowiedź anonimowego człowieka na wieży kontrolnej, który mimo nagrzanej atmosfery jaka panowała na wieży zachował elementarny zdrowy rozsądek i skomentował to co się stało w najprostrzych słowach:

Anonim:
8:42:56: “Na drugi krąg odchodzić zaczął, potem przepadł”
img529.imageshack.us/img529/3073/nadrugikrag.png

Przepadł? A może po prostu SPADŁ? Dlaczego? Przypominam, że jeden z członków polskiej Komisji – płk. Grochowski jasno stwierdził, że komenda “odchodzimy” wydana przez dowódcę padła na tyle wcześnie, iż nie powinno być problemu z odejściem na drugi krąg. Czy zatem nagle samolot odmówił posłuszeństwa? Jedne z pierwszych informacji z 10 kwietnia jakie wydostały się do mediów mówiły o “dziwnym manewrze jaki miał wykonać pilot”, a manewr ten polegać miał na “gwałtownym zniżeniu lotu i odejściu w lewo z dużym przechyłem. Również płk dr E. Klich w tamtych dniach mówił o “nagłym zakłóceniu lotu” do jakiego miało dojść tuż przed upadkiem samolotu… Co zatem stało się po komendzie “odchodzimy” i rozpoczęciu próby odejścia? To jest właśnie klucz do rozwiązania Tajemnicy Smoleńskiej…

Wszyscy pamiętamy dziwne zapytanie zawarte we wniosku o pomoc prawną skierowaną przez polskich śledczych do Prokuratury Rosyjskiej. Pytanie o którym szeroko rozpisywały się media miało brzmieć: “Jaka jest częstotliwość prądu w Moskwie?” Pytanie to związane było podobno z dziwnym “buczeniem” jakie miało się pojawić na nagraniach z CVR w ostatnich szesnastu sekundach. Czymże mogło być to “buczenie”? Czy moglo być zwykłym szumem? Zdecydowanie nie! Użyty termin “buczenie” wskazuje na to, iż była to składowa stała o ustalonej wysokości wybrzmiewania dźwięku, czyli o ustalonej częstotliwości. Składowa stała, która nagrała się na taśmę magnetyczną CVR. Skąd się wzięła? I dlaczego pojawiła się w ostatnich 16 sekundach, czyli po komendzie “odchodzimy” i po podjęciu próby odejścia?

Każdy z nas zaobserwował kiedyś co dzieje się, kiedy włączony telefon komórkowy leżący obok głośnika audio zacznie logować się na BTS. Otóż głośnik (niezależnie od ścieżki audio, którą odtwarza) zaczyna wydawać dziwne dźwieki. Dźwięki te nakładają się (sumują) z przebiegiem audio – dając nowy sumaryczny przebieg – który możemy normalnie usłyszeć tzw. “gołym uchem”. Każdy chyba również zauważył, że dźwięki te wybrzmiewają tym głośniej im bardziej logujący się na BTS telefon komórkowy zbliżymy do głośnika, a zanikają w miarę oddalenia się od niego wraz z telefonem. Związane jest to z propagacją (rozchodzeniem się) fal elektromagnetycznych, które rozchodzą się wokół źródla emisji. Emisją elektromagnetyczną i zjawiskami z nią związanymi zajmuje się taka gałąź nauki jak “Kompatybilność elektromagnetyczna” (Electromagnetic Compatibility – EMC).
Czy zatem źródłem “buczenia” byłoby podobne zjawisko? Możliwości są w moim przekonaniu dwie (zakładając, że rzeczywiście “buczenie” pojawia się w ostatnich sekundach nagrania z CVR):

1. Materiał ostatnich sekund został nagrany w innym środowisku akustycznym i został “doklejony” do nagrania.
2. W ostatniej fazie lotu na CVR oddziaływało pole elektromagnetyczne o częstotliwości, która zapisała się na recorderze.

Pierwsza ewentualność chyba nie wymaga szerszego komentarza. Natomiast przypadek drugi, o którym powiem jeszcze kilka słów, jest nieco bardziej skomplikowany. Na początek powtórzę fragment swojego komentarza z 08.08.2010r. pod notką Tommy’ego Lee o tytule “Jak uziemić samolot – najlepsze sposoby?”:

“(…)
2. Jak uwalić samolot?
Najpierw trzeba spowodować, żeby zszedł jak najniżej. Jak słusznie zauważyłeś – jest to moment podjęcia decyzji o lądowaniu – czyli 100m dla Tutki o ile się nie mylę. Można próbować skłaniać załogę do zejścia jeszcze niżej (“zejdźcie na 50m, jak nie zobaczycie pasa to odejdźcie na drugi”), jednak nie ma gwarancji, że piloci złamią procedurę. W tym przypadku nie złamali (“Odchodzimy”). Całą operację dobrze jest przeprowadzić nie nad lotniskiem, lecz trochę wcześniej, zatem należy zafałszować o kilometr odległość do początku pasa.
Jeżeli pilot zdecyduje się złamać procedurę i będzie lądował – to samolot rozbije się “sam” (z pomocą fałszywego naprowadzenia z wieży, radiolatarni i GPS). Jeżeli natomiast załoga pozostanie wierna procedurom i padnie komenda “odchodzimy” – to trzeba użyć “środków przymusu bezpośredniego”.
Aby sparaliżować działanie któregoś z kluczowych elementów konstrukcyjnych samolotu (serwomechanizmów, awioniki itd) należy podczas remontu pozbawić go wymaganego i niezbędnego ekranowania EMC (electromagnetic compatibility). Zdjęcie osłony (puszka Faradaya) nawet wykryte w Polsce nie byłoby podstawą do tak daleko idących wniosków i dałoby się wytłumaczyć zwykłym niedopatrzeniem, daje jednak gwarancję uwalenia samolotu na każde życzenie, jeżeli zadziałamy na samolot (na pozbawiony ekranowania EMC kluczowy element, moduł odpowiedzialny np. za pracę silników) odpowiednim polem.
Pole nie powinno mieć charakteru impulsowego (b. duża wartość w czasie zmierzającym do zera), gdyż taki impuls nieodwaracalnie uszkodziłby instalacje elektryczne, elementy elektroniczne i inne urządzenia (takie jak np. telefon satelitarny, który był na pokładzie i którego ciągle nie dostała polska prokuratura) – pozostawiając tym samym ślad ingerencji (przetopione izolacje, przepalone elementy elektroniczne).
Natomiast działając polem o niewielkich wartościach na kluczowy moduł (pozbawiony wymaganego ekranowania) przez dłuższy czas – np. kilkadziesiąt sekund jesteśmy w stanie zakłócić i sparaliżować jego pracę nie uszkadzając go i nie zostawiając praktycznie żadnego dowodu. Samolot spada, zdejmujemy pole i koniec – koronkowa robota.
Można do tego użyć zwykłego radaru…
Zestrzelenie “igłą” bądź pociskiem termobarycznym uszkadza kadłub i zostawia ślady, a przy opisanej tu metodzie kadłub możemy wywieźć śmigłowcem w stanie kompletnym w miejsce dowolne (zakryte mgłą).

EMP – impuls pola (szpilka o wysokich wartościach i krótkim czasie trwania) – jeżeli natężenie chwilowe pola przekroczy wartości krytyczne, to niszczy układy nieodwracalnie:

Działając natomiast niewielkim zmiennym polem H przez czas kilkudziesięciu sekund “paraliżujemy” pozbawiony ekranowania element, bez którego poprawnej pracy nie ma możliwości kontynuacji lotu.
Samolot spada i co najważniejsze nie ma dowodów akcji sabotażowej.

http://www.youtube.com/watch?v=wujJ-eyacWg
(…)”

tommy.lee.salon24.pl/216405,jak-uziemic-samolot-najlepsze-sposoby#comment_3069466
Badania nad magnetyzmem i elektrycznością oraz wzajemnymi relacjami i oddziaływaniami między polem elektrycznym E i polem magnetycznym H prowadzili między innymi tacy uczeni jak Amper, Gauss, Maxwell, Biot, Savart, czy Tesla. Amper i Gauss sformułowali podstawowe zależności pomiędzy elektrycznością i magnetyzmem, a uporządkował je w swoich słynnych czterech równaniach Maxwell. Pozwolę sobie nie przytaczać tych zależności tutaj (każdy zainteresowany może je łatwo znaleźć choćby w podręcznikach akademickich z dziedziny Fizyki, czy Elektromagnetyzmu. Wskażę tylko w sposób zrozumiały również dla “zatwardziałych humanistów”, że w obwodzie elektrycznym (a ściśle – w przewodniku) znajdującym się w polu magnetycznym indukuje się prąd elektryczny. I podobnie jak dzieje się to w przypadku wspomnianym (telefon komórkowy obok głośnika) – zmienne pole magnetyczne o ustalonej częstotliwości zaindukuje w przewodniku prąd o tej samej częstotliwości. Jaki będzie tego skutek?

Otóż jeśli składowa stała prądu zaindukowanego w przewodniku będzie pomijalnie mała, to najprawdopodobniej nie stanie się nic szczególnego. Jeśli jednak amplituda pola H (a zatem również prądu zaindukowanego) wzrośnie, to w przypadku wiązki przewodów sygnałowych cyfrowego urządzenia, gdzie sygnał przesyłany jest w sposób zdyskretyzowany (+5V ; -5V) prąd zaindukowany może mieć już wpływ na zakłócenie transmisji danych cyfrowych – powodując paraliż i wadliwe działanie, lub nawet niezadziałanie takiego urządzenia. Podobnie w przypadku analogowego urządzenia (np. rejestratora – magnetofonu). Jeżeli składowa stała prądu zaindukowanego przekroczy pewne wartości, to sygnał właściwy stanie się względnie mały i zostanie “zagłuszony”, co również może spowodować awarię – np. serwomechanizmów, silników krokowych, czy innych elementów automatyki pokładowej. W końcu, gdy pole magnetyczne H osiągnie wartość krytyczną dla danego obwodu – zaindukowany w obwodzie elektrycznym prąd również przekroczy wartości krytyczne (np. prąd zaporowy diody), co spowoduje uszkodzenie elementów dyskretnych obwodu (np. diody, a także wszystkich innych takich jak rezystory, kondensatory, cewki, tranzystory oraz scalaki itd.), a nawet wskutek nadmiernej emisji ciepła – przetopienie izolacji przewodnika, zwarcie i pożar na pokładzie!

Jak można w warunkach polowych wytworzyć pole magnetyczne? W bardzo prosty sposób. Obwód z odpowiednim rezystorem i cewką zapinamy do źródła – i mamy pole magnetyczne H wokół cewki.

Jak wygląda rozkład pola wokół cewki? Tak jak na poniższym rysunku

Jak zasilić obwód? Żeby daleko nie szukać można skorzystać z lokalnej linii energetycznej. Trzeba tylko mieć pewność, że zabezpieczenia elektrowni nie zadziałają przez kilkanaście sekund, i że przez te kilkanaście sekund prąd popłynie przez cewkę (np. umieszczoną na wywrotce i skierowaną w góre, lekko w kierunku skąd nadleci samolot). Za słupami z lewej i prawej strony przerzucamy kable bez izolacji nad linią energetyczną, a w chwili gdy samolot jest na wysokości 400m – zrywamy linię. Od tego momentu prąd płynie przez nasz obwód z cewką wokół której wytworzy się zmienne pole magnetyczne o czestotliwości sieciowej (aż do momentu zadziałania zabezpieczeń elektrowni). Samolot zniżając lot zbliża się do cewki, pole H jakie na niego działa przekracza wartość krytyczną…
Mimo komendy “odchodzimy” samolot nie reaguje, silniki przerywają, samolot spada… Na rejestrator głosowy nagrywa się dziwne “buczenie” o częstotliwości sieci energetycznej w Smoleńsku…

Pytanie tylko czy warto bawić się z cewką podczas gdy każdy obiekt o znaczeniu strategicznym w Rosji, czyli również lotnisko wojskowe, a już w szczególności lotnisko w takim frontowym gorod – gieroj jakim jest Smoleńsk – wyposażone jest we wszelkie instalacje i urządzenia ochronne, zapewniające kontrolę nad tym kto i kiedy na nim wyląduje lub nie (w szczególności instalacje do produkcji mgły, czy też generatory pola)…

A gdyby nawet nie miały – to taką samą funkcję może pełnić zwykły radar…

Czy taki jest powód, dla którego pułkownik Krasnokutzkij tak usilnie realizował rękami kontrolerów taktykę “sprowadzenia ich do 100 metrów, a potem… Sami chcieli…”? Czy raportując towarzyszowi generałowi: “Towarzyszu generale, podchodzi do trawersu. Wszystko włączone, wszystko gotowe” – miał na myśli podobną instalację jak opisana powyżej? Czy towarzysz generał raczył bezpośrednio nadzorować akcję specjalną?


www.fas.org/man/crs/RL32544.pdf

www.ausairpower.net/dew-ebomb.html

www.ausairpower.net/wp50-draft.pdf

www.securitystandard.pl/artykuly/55617/Terroryzm.elektromagnetyczny.realne.zagrozenie.wspolczesnego.swiata.html

www.elektroonline.pl/news/1136,Impuls_elektromagnetyczny_zatrzyma_pierwsze_samochody_juz_w_przyszlym_miesiacu

www.elektroda.pl/rtvforum/viewtopic.php

http://el.ohido.siluro.salon24.pl/270289,na-drugi-krag-odchodzic-zaczal-potem-przepadl

19 stycznia 2011

Oceń artykuł:
(5.00)
głosów: 10
tagi: , , ,

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters