O Litwinience i rusofobii w PiS

Publikacja w serwisie: 22 January 2011
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , , , , , , , , ,

Postanowiłem się rozprawić z mitem rzekomej rusofobii reprezentowanej przez polityków Prawa i Sprawiedliwości, którą zarzucają tej partii jej polityczni adwersarze. Problem bowiem nie jest w samych Rosjanach, ale we władzach Rosji. Rosjanie to wspaniały, dzielny i dumny naród i należy mu się szacunek jak każdemu innemu. Gesty solidarności z Polakami po katastrofie smoleńskiej, autentyczny ból i łzy Rosjan mówią same za siebie. Dlatego w swoim orędziu Jarosław Kaczyński zwracał się do przyjaciół Rosjan. Do narodu, nie do władz. Bo władze naszymi przyjaciółmi nie są. Udowodniły to wielokrotnie, wystarczy wspomnieć embargo mięsne czy bałtycką rurę. Ponieważ lubię mieć własne zdanie, i bardzo rzadko buduję je o to, co usłyszę w mediach czy przeczytam w gazetach, postanowiłem zaczerpnąć informacji u źródła: zapoznać się z publikacjami Aleksandra Litwinienki i Jurija Felsztińskiego pt. „Wysadzić Rosję” i zastrzelonej w Moskwie Anny Politkowskiej „Rosja Putina”. Obie pozycje są dość trudne do znalezienia na rynku, ale udało mi się dostać tą pierwszą. Na „Rosję Putina” jeszcze czekam.

Chciałbym się podzielić z czytelnikami mojego bloga na temat książki autora, który był ofiarą głośnego zabójstwa politycznego w 2006 r. zorganizowanego, wg jego własnych słów, na rozkaz prezydenta Rosji Władimira Putina.

Zarzucając PiSowi niechęć do Putina, należy pamiętać, ze Władymir Putin był oficerem KGB w randze podpułkownika, rezydującym w NRD-owskim Dreźnie. Tę sytuację można porównać do sytuacji, kiedy w Niemczech kanclerzem byłby były członek Gestapo, a ktoś miałby pretensje o to, że nie pałamy do niego szczególną sympatią.

Wysadzić Rosję. Aleksander Litwinienko, Jurij Felsztiński.

Książka została wydana w Polsce w 2007 roku. Jej autorami są amerykański doktor historii rosyjskiego pochodzenia Jurij Felsztiński i były oficer radzieckiego KGB i rosyjskiego FSB Aleksander Litwinienko. Litwinienko był podpułkownikiem jednostki specjalnej FSB (Federalnej Służby Bezpieczeństwa, następcy i sukcesora KGB, słynącej z bezwzględności służb specjalnych ZSRR) do zwalczania przestępczości zorganizowanej. Szerzej został poznany w 1998 roku, kiedy zorganizował w Moskwie konferencję prasową protestując przeciwko nielegalnym rozkazom przełożonych, ujawniając przy tym tajne dokumenty. Czarę goryczy oficera przelał bowiem rozkaz, który otrzymał on od swoich przełożonych - rozkaz zabicia bardzo bogatego i wpływowego Rosjanina żydowskiego pochodzenia, który dorobił się fortuny za panowania Borysa Jelcyna. Ten rosyjski Żyd nazywał się … Borys Bierezowski i był wówczas sekretarzem wykonawczym Wspólnoty Niepodległych Państw. Litwinienko nie wykonał rozkazu, a wręcz przeciwnie – poszedł do Bierezowskiego i o wszystkim mu opowiedział. Następnie o sprawie poinformował media na zwołanej konferencji prasowej. I to był koniec jego kariery. Został usunięty ze służby w FSB. Kilka miesięcy później został aresztowany pod fikcyjnymi zarzutami rzekomego przestępstwa, jakiego się miał dopuścić kilka lat wcześniej. Uwolniony z aresztu w grudniu 1999 roku, przy pomocy współautora książki Jurija Felsztińskiego, wraz z żoną i córką przekroczył nielegalnie granicę Federacji Rosyjskiej i uciekł do Wielkiej Brytanii, gdzie poprosił o azyl polityczny. Od razu rozpoczął tworzenie notatek, które posłużyły później do napisania książki „Wysadzić Rosję”. Książkę napisano w 2001 roku, a w 2003 r. wydano w krajach nadbałtyckich, następnie przewieziono do Rosji, gdzie cały nakład został skonfiskowany przez FSB. Jego książka została , jako pierwsza od lat siedemdziesiątych kiedy zabroniono wydawania w ZSRR dzieł Aleksandra Sołżenicyna, oficjalnie zakazana na terytorium Rosji.

Książka demaskuje obecny system polityczny Rosji, jako system kierowany przez służby specjalne, którymi kieruje osobiście Władimir Putin. Autorzy przedstawiają w niej szczegóły akcji FSB przeciwko porządkowi prawnemu w Rosji opisując obszernie mafijny system władzy w Rosji, w której nic się nie dzieje bez zgody i wiedzy wszechwładnego FSB. W książce roi się od konkretnych dat, nazwisk, szczegółowego opisu akcji służb specjalnych, adresów punktów kontaktowych, nielegalnych magazynów czy laboratoriów produkujących materiały wybuchowe dla celów terrorystycznych, cytatów z wewnętrznej, tajnej korespondencji i wywiadów prasowych funkcjonariuszy FSB, a także numerów rejestracyjnych pojazdów czy numerów telefonów. Autorzy stawiają tezę, że wojna z Czeczenią została sprowokowana przez służby specjalne Rosji. Zdaniem Litwinienki i Felsztińskiego za zamachami terrorystycznymi w rosyjskich miastach, w których wysadzono w powietrze budynki mieszkalne zamieszkałe przez Rosjan, stoi właśnie rosyjska FSB, a rozkaz ataków terrorystycznych na rosyjskie cele zaakceptował osobiście Władimir Putin, który, kiedy powstawał plan przejęcia władzy przez służby specjalne, był szefem FSB. Ataki terrorystyczne miały wywołać antyczeczeńskie nastroje w Rosji i na świecie, a przeprowadzona wówczas akcja militarna przeciwko Czeczenii miała wypromować Władimira Putina na obrońcę kraju i dać mu zwycięstwo w wyborach prezydenckich.

Książka była pisana przy współudziale dziennikarzy i polityków rosyjskich, którzy dostarczyli materiałów do potwierdzenia stawianych tez. Część z nich w międzyczasie straciło życie. W 2006 roku w Londynie zmarł również Aleksander Litwinienko. Był pewien, że został otruty przez rosyjskie służby specjalne na rozkaz Władimira Putina.

W książce opisano misterne intrygi Federalnej Służby Bezpieczeństwa mające zatrzymać demokratyzację Rosji, w której słusznie dopatrywała się zagrożenia swojego bytu. Podobno wraz z objęciem kierownictwa FSB przez Putina w 1999 roku zatrzymanie rozwoju demokracji stało się głównym celem organizacji. Borys Jelcyn został zmuszony do ustąpienia ze stanowiska, w zamian za gwarancję nietykalności jego i jego rodziny. Putin miał być jego następcą, ale musiał zostać jakoś wypromowany, ponieważ poparcie nie lubianego wówczas prezydenta Jelcyna nie gwarantowało mu wyboru na najwyższy urząd w państwie. Putin potrzebował spektakularnej akcji, która ukaże go w oczach społeczeństwa jako męża stanu i jedynego, skutecznego obrońcy integralności i bezpieczeństwa Rosji. Wtedy właśnie rozpoczęły się akty terrorystyczne w miastach rosyjskich, w tym Moskwie, w których zginęło 305 osób, w tym wiele dzieci. Odpowiedzialnością za ataki obarczono Czeczenów. Skuteczna akcja militarna przeciwko Czeczenii, którą kierował Putin spowodowała znaczny wzrost poparcia dla niego, dzięki czemu wygrał wybory prezydenckie już w pierwszej turze. Autorzy książki dowodzą, ze akty terroru, które przypisano Czeczenom, w rzeczywistości nie były przez nich zorganizowane, przytaczając szereg logicznych argumentów i powołując się przy tym m.in. na informacje obcych wywiadów. Litwinienko nie był jedynym funkcjonariuszem FSB, który uciekł za granicę. Wielu z nich, nawiązując współpracę z obcymi wywiadami uciekło za granicę, wywożąc wiele szczegółowych informacji, akt i nagrań audio-video dotyczących akcji FSB. Dziś żyją oni pod zmienionymi nazwiskami w państwach, dla których wywiadów pracowali, korzystając w pełni z ochrony kontrwywiadowczej. Litwinienko nie był zbyt ostrożny, nie zmienił nazwiska, a wręcz przeciwnie, zaczął pod nim właśnie publikować swoje wspomnienia i ujawniać tajemnicę rosyjskich służb specjalnych, za co przepłacił życiem. Rosyjskie służby specjalne w okresie 1991 – 2000, czyli do objęcia władzy przez Putina, były bardzo nieszczelne i skorumpowane, a funkcjonariusze dzielili się swoją wiedzą z dziennikarzami, którzy chętnie publikowali uzyskane od swoich informatorów informacje. Prezydent Putin praktykę tę ukrócił, zamykając lub przejmując kontrolę nad wszystkimi niemal niezależnymi dotychczas mediami w Rosji.

Jednym z organizatorów tych aktów terroru w Moskwie był major FSB Władimir Kondratiew. 11 marca 2000 r. wysłał on drogą elektroniczną list do internetowego czasopisma rosyjskiego zatytułowany Wysadziłem Moskwę!, w którym przyznał się do winy. Poniżej fragment tego listu:

„Tak, to ja wysadziłem w powietrze budynek Gurianowa w Moskwie. Nie jestem ani Czeczenem, ani Arabem, ani Dagestańczykiem. Nazywam się Władimir Kondratiew, jestem rodowitym Rosjaninem i majorem FSB, a dokładnie pracownikiem ściśle tajnego oddziału K-20. Otrzymaliśmy zadanie planowania i wykonywania operacji dyskredytujących Republikę Czeczeńską, tak aby nie dopuścić do jej międzynarodowego uznania. W tym celu przyznano nam rozległe uprawnienia oraz dostęp do praktycznie nieograniczonych środków technicznych i finansowych. Jedną z pierwszych operacji, które zaplanowaliśmy i wykonaliśmy, opatrzono kryptonimiem Kowpak. Polegała ona na tym, że jechaliśmy po niemal wszystkich koloniach karnych w Rosji i rekrutowaliśmy przestępców, preferując osobników pochodzenia kaukaskiego. Organizowaliśmy ich w grupy, dawaliśmy broń i pieniądze, a następnie przewoziliśmy ich do Czeczenii, gdzie zwracano im wolność, nakazując im realizowanie jednego zadania: mieli porywać ludzi, zwłaszcza obcokrajowców. Wywiązywali się z zadania doskonale.

W czerwcu ubiegłego roku nasz oddział otrzymał nowe zadanie: zbudować w Rosji nienawiść do Czeczenii i Czeczenów. Metodą burzy mózgów opracowaliśmy kilka sposobów. Podczas jednej z takich sesji wymyśliliśmy między innymi rozprowadzania w kraju ulotek z groźbami Czeczenów, morderstwo ulubionej przez Rosjan piosenkarki Ałły Pugaczowej, wysadzenie budynków mieszkalnych – za wszystko mieliśmy obwiniać Czeczenów. Propozycje te przekazaliśmy dowództwu FSB, które wybrało ostatni pomysł jako najskuteczniejszy i dało nam zielone światło do jego realizacji.

Zaplanowaliśmy zamachy bombowe w Moskwie, Wołgodońsku, Riazaniu i Samarze, a także na terytorium Dagestanu i Inguszetii. Wybrane zostały konkretne budynki, odpowiedni materiał wybuchowy, obliczono też potrzebną jego masę. Operacja otrzymała kryptonim Hiroszima. Ja osobiście odpowiadałem za jej wdrożenie, jako że byłem na naszym oddziale jedynym specjalistą od materiałów wybuchowych. Choć w głębi serca nie zgadzałem się z pomysłem wysadzania w powietrze budynków mieszkalnych, nie mogłem odmówić wykonania rozkazu. Wszyscy członkowie grupy znaleźli się w tej samej sytuacji; wszyscy mieliśmy obowiązek go wykonać. Ten kto by odmówił, zostałby uciszony na zawsze.

Dzień po eksplozji poszedłem na miejsce akcji, by ocenić i analizować jej rezultaty. Byłem wstrząśnięty tym, co zobaczyłem. Miałem doświadczenie w wysadzaniu budynków, ale nigdy nie były to domy mieszkalne i nigdy nie znajdowały się w Rosji. A tu wysadziłem w powietrze rosyjski dom i zabiłem Rosjan, a rosyjskie kobiety pochylone nad ciałami rosyjskich ofiar przeklinały sprawcę w moim ojczystym języku. Stojąc wśród nich fizycznie czułem, jak otaczają mnie ich klątwy, jak przenikają mój umysł i ciało, jak przepełniają każdą komórkę. Zrozumiałem, że jestem przeklęty.

Wróciłem do oddziału i zamiast złożyć raport z wykonania zadania, spisałem oświadczenie, domagając się przeniesienia. Żądanie uzasadniłem wyczerpaniem psychicznym i fizycznym. Byłem w takim stanie, że czasowo odsunięto mnie od działalności operacyjnej, i wykonanie drugiego zamachu, zaplanowanego na poniedziałek, powierzono mojemu koledze. Aby jednak mieć pewność, że nie będę próbował udaremnić ataku, szefowie postanowili mnie po prostu wyeliminować.

W sobotę chciałem być sam i zastanowić się nad tym co powinienem zrobić. Wyjechałem z miasta na swoją daczę. W drodze poczułem, że w samochodzie zawodzą hamulce (…). Zrozumiałem, że to oni postanowili się mnie pozbyć, używając klasycznej metody używanej w naszej organizacji. Ja zrobiłem to, czego nas nauczono na taką okoliczność: wjechałem w wodę, bo na swoje szczęście mijałem właśnie niewielką rzeczkę. Jeszcze tego samego dnia użyłem kanałów operacyjnych, żeby wydostać się z Rosji.

Dziś mieszkam kilka tysięcy kilometrów od ojczyzny. Moje dokumenty są jak najbardziej w porządku, jestem teraz obywatelem niewielkiego kraju. Noszę nierosyjskie nazwisko i nikt w okolicy nie ma pojęcia, kim naprawdę jestem. Wiem, że FSB jest zdolna do wszystkiego, ale mam nadzieję, że moi koledzy nie odnajdą mnie tutaj. W moim nowym kraju otworzyłem małą firmę, mam pieniądze i mogę żyć w spokoju do końca moich dni. Dlaczego wiec piszę do was o tym wszystkim, ryzykując, że zostanę odkryty? (Choć przecież zachowuję ostrożność, wysyłając ten list z innego kraju, przez osobę trzecią.)

Wspominałem już o Samarze, jako jednym z miejsc, w których miał nastąpić zamach bombowy. Ofiarami tej akcji mieli być mieszkańcy domu przy ulicy Nowowokzalnej. Choć sądzę, że po nieudanej akcji w Riazaniu nasz oddział mógł na dobre odstąpić od podobnych działań, czuję że mam obowiązek ostrzec was przed możliwym zamachem.”

O jakich „kanałach operacyjnych” pisał major Kondratiew? Zapewne o służbach specjalnych obcego państwa, dla których pracował. A skoro dla nich pracował, to służby te musiały wiedzieć o przygotowaniach do zamachu oraz, że za aktami terroru przypisywanymi Czeczenom, stoi Federalna Służba Bezpieczeństwa czyli dawna KGB. O jakim kraju pisze Kondratiew? Tysiące kilometrów od Rosji… Stawiam na Wielką Brytanię. To tam schronili się Borys Bierezowski, Gusiński, Litwinienko i zapewne jeszcze wielu innych. Skoro więc wywiad brytyjski miał informacje, że za zamachami stoi FSB, to zapewne takie informacje miał również wywiad polski. A skoro wywiad polski, to również prezydent Lech Kaczyński. Czy stąd m.in. wynika niechęć braci Kaczyńskich i innych dobrze poinformowanych polityków, w tym np. Antoniego Macierewicza ( który miał dostęp do informacji tajnych), do obecnych władz Federacji Rosyjskiej, a prezydenta Putina w szczególności? O tym oczywiście nie mogą mówić, gdyż obowiązuje ich tajemnica państwowa. A że emocji nie ukrywają … no cóż, wszystko ma swoje granice.

Czy człowiek, który poświęcił 305 istnień ludzkich przedstawicieli swojego narodu, w tym dzieci, po to, żeby zdobyć i utrwalić władzę w Rosji, powstrzymać demokrację i podbić Czeczenię z jej obfitymi zasobami ropy naftowej, byłby zdolny do zorganizowania zamachu na polski samolot rządowy, na którego pokładzie znajdowało się kierownictwo nieprzychylnej mu polskiej partii oraz Prezydent Polski Lech Kaczyński, który m.in. blokował współpracę Rosji z Unią Europejską i był organizatorem antyrosyjskiej akcji polegającej na zebraniu przywódców państw Europy Wschodniej i przybyciu do Tbilisi w apogeum ataku rosyjskich sił zbrojnych na Gruzję, i wykrzyczeniu Putinowi prosto w twarz „Przybyliśmy tu aby podjąć walkę!”.  Odpowiadam – tak, byłby zdolny. Ale czy to zrobił, to zupełnie inna sprawa.

Tekst z Interii o zidentyfikowaniu zabójcy Litwinienki:

http://fakty.interia.pl/newsroom/news/zidentyfikowano-zabojce-litwinienki,860712

http://zbyszkozbogdanca.salon24.pl/221038,o-litwinience-i-rusofobii-w-pis

22 sierpnia 2010

Oceń artykuł:
(4.84)
głosów: 19
tagi: , , , , , , , , , ,

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters