Eurodeputowany Geoffrey Van Orden – Winię Rosjan

Publikacja w serwisie: 07 February 2011
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , , , ,

Nie chcę mówić Polakom, jak mają załatwiać własne sprawy, ale wyniki dochodzenia MAK są bardzo niezadowalające. Trudno uwierzyć, że w raporcie całą winą obarczono stronę polską. To obraza dla Rzeczypospolitej

Z gen. rez. Geoffreyem Van Ordenem, brytyjskim eurodeputowanym (Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy), rozmawia Dawid Nahajowski

Czytał Pan raport MAK dotyczący katastrofy samolotu Tu-154M pod Smoleńskiem? Jak Pan ocenia ten materiał?
- Miałem okazję zapoznać się z tym raportem. Trudno było co prawda ściągnąć jego angielską wersję, ale udało się i przeczytałem zawarte w nim wnioski. Wydaje mi się bardzo jednostronny. Spodziewaliśmy się zresztą, że jeśli władze polskie nie będą od początku włączone w dochodzenie, to taki będzie jego wynik. Trzeba było doprowadzić sprawę do satysfakcjonującego zakończenia, bo to była przecież największa tragedia, a rodziny ofiar nigdy się z niej nie otrząsną i bardzo im wszystkich współczuję. Oni mieli nadzieję, że dochodzenie w sprawie tej katastrofy przyniesie jakieś dobre wnioski, ale ten raport takich dobrych wniosków nie zawiera.

Co by zrobił rząd angielski, gdyby taka tragedia wydarzyła się w Wielkiej Brytanii? Jakie są procedury dochodzenia przyczyn katastrofy wypadków lotniczych w Anglii?
- Niestety, zdarzyło się już kilka takich katastrof, ale każda była oczywiście inna. W roku 1994 straciłem wielu bliskich kolegów z policji i wojska w katastrofie śmigłowca chinook nad Szkocją. Pierwsze dochodzenie nie doprowadziło do żadnych ustaleń i dopiero właściwie w ubiegłym roku nowy brytyjski minister obrony oznajmił, że dochodzenie zostanie wznowione. Przyczyny tamtej katastrofy były jednak wtedy bardzo dokładnie badane. To nigdy oczywiście nie zadowoliło rodzin pilotów. Wyciągnęliśmy jednak z tego jakieś wnioski i teraz możemy się ponownie sprawie przyjrzeć. Były i inne tragedie, np. katastrofa wojskowego samolotu nimrod w 2006 roku i największa tragedia, do jakiej doszło w brytyjskiej przestrzeni powietrznej, tj. katastrofa nad Lockerbie w 1988 roku. Wyciągnęliśmy wnioski z dochodzenia przyczyn każdej z tych katastrof i nadal je wyciągamy. Za każdym razem dochodzimy do konkluzji, że od samego początku trzeba rzetelnie prowadzić dochodzenie i należy zaangażować wszystkie zainteresowane strony. Nawet jeśli prawne aspekty dochodzenia są na początku określone, trzeba być otwartym na przyjęcie innych. Na przykład w katastrofie nad Lockerbie, do której doszło w przestrzeni powietrznej brytyjskiej, ale rozbił się samolot amerykański, właściwe było przejęcie dochodzenia przez stronę brytyjską, ale eksperci amerykańscy byli w nie w pełni zaangażowani. W zasadzie prowadzono dwa osobne dochodzenia – jedno techniczne, a drugie w trybie karnym, ponieważ katastrofa była wynikiem zamachu terrorystycznego. Powiedziałbym więc, że wiele nauczyliśmy się, badając każdą taką katastrofę. Brytyjczycy mają bardzo dobrą opinię, jeśli chodzi o badanie wypadków lotniczych, ale nadal się uczymy i niektóre z tych lekcji mają zastosowanie do innych katastrof. Nasze doświadczenia można na pewno było wziąć pod uwagę w badaniu tragedii pod Smoleńskiem, ale niestety tak się nie stało. Jednym z tych doświadczeń jest potrzeba zaangażowania wszystkich zainteresowanych stron. Jak rozumiem, strona polska nie miała nawet dostępu do czarnych skrzynek, które dostarczają wielu istotnych danych o przebiegu lotu. Znalazły się one w rękach rosyjskich. Trudno uwierzyć, że w tym raporcie całą winą za tragedię obarcza się stronę polską. To obraza dla Polski i ofiar katastrofy.

Jakie błędy popełnili Rosjanie?
- Największym błędem było to, że polski samolot nie dostał polecenia, by odlecieć. Lotnisko w Smoleńsku trzeba było zamknąć. To był ten fatalny błąd, a władze rosyjskie nie podjęły ani jednej próby w tym kierunku, nie wydały polecenia polskim pilotom: nie możecie lądować, musicie odlecieć. Dlatego strona rosyjska ponosi ogromną odpowiedzialność. Rosjanie odpowiadają również za to, co wydarzyło się potem – zabezpieczenie miejsca katastrofy, często brak szacunku w wykonywaniu niektórych czynności, niezaangażowanie władz polskich w dochodzenie. Były to najpoważniejsze błędy i niestety wątpliwości będą się ciągnęły długo, pozostanie żal i gniew po tej tragedii.

Czy struktury unijne mogą w jakiś sposób pomóc stronie polskiej w dochodzeniu?
- Chyba Unia Europejska nie może zbyt wiele zdziałać. Trzeba by w naszych kontaktach zachęcać Rosjan do rozszerzenia zakresu dochodzenia. Ale jest już na to za późno. Raport został opublikowany. Ja bym wystąpił z takim wnioskiem przed opublikowaniem raportu. Teraz znamy już jego treść.

Był Pan uczestnikiem wysłuchania publicznego w Parlamencie Europejskim na ten temat. Kogo według Pana zabrakło na tym przesłuchaniu?
- Byłem zaszczycony, że mogę poznać bliskich ofiar katastrofy, szczególnie rodzinę św. pamięci prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Oczywiście dobrze byłoby, gdyby pojawiło się więcej przedstawicieli strony polskiej, może rządu polskiego, abyśmy mogli dowiedzieć się, jakie działania mają zamiar podjąć polskie władze w celu zwiększenia roli Polski w tym dochodzeniu. Także ktoś ze strony rosyjskiej mógłby przybyć na takie spotkanie i przedstawić swoje poglądy.
Katastrofa smoleńska to największa tragedia dla tych, którzy stracili swoich najbliższych. Nigdy nie będą w stanie tego wymazać z pamięci. To także największa tragedia dla Polaków jako Narodu, bo stracili przedstawicieli elity politycznej i wojskowej. Teraz odezwą się głosy, że trzeba na nowo przeprowadzić dochodzenie. Nie mogę jednak mówić Polakom, jak mają załatwiać własne sprawy. Dochodzenie MAK było bardzo niezadowalające i można je było przeprowadzić zupełnie inaczej. Doświadczenia płynące z badania wcześniejszych wypadków lotniczych w innych krajach były dla wszystkich dostępne. Ale niestety nie poświęcono im zbyt wiele uwagi.

Dziękuję za rozmowę.

GEOFFREY VAN ORDEN
Służył w armii brytyjskiej na całym świecie (1964-1985); instruktor w niemieckiej Wyższej Szkole Sił Zbrojnych w Hamburgu (1985-1988); szef sztabu i zastępca szefa wywiadu wojskowego G2, sektor brytyjski, Berlin (1988-1990); praca w sekcji analiz wojskowych Wspólnej Komisji Agencji Wywiadu przy Urzędzie Rady Ministrów w Londynie (1990). Wysoki rangą urzędnik Komisji Europejskiej ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa (1995-1999).
Poseł do Parlamentu Europejskiego (od 1999). Wiceprzewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych, Komisji Praw Człowieka oraz Komisji ds. Wspólnego Bezpieczeństwa i Polityki Obronnej (od 2002); rzecznik konserwatystów ds. polityki zagranicznej, obrony i praw człowieka (od 1999); sprawozdawca PE ds. Bułgarii (od 1999); członek delegacji Wspólnej Komisji Parlamentarnej UE – Turcja (od 1999).
Generał brygady w Kwaterze Głównej NATO w Brukseli (1991-1994); sekretarz wykonawczy Międzynarodowego Sztabu Wojskowego w Kwaterze Głównej NATO w Brukseli (1991-1994).
Autor publikacji na temat polityki zagranicznej i kwestii bezpieczeństwa. Honorowy obywatel Londynu; honorowy członek gildii londyńskiej Worshipful Company of Painter-Stainers. Kawaler Orderu Imperium Brytyjskiego.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110207&typ=sw&id=sw21.txt

Poniedziałek, 7 lutego 2011

Oceń artykuł:
(4.71)
głosów: 14
tagi: , , , , ,

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters