Blog Romualda Szeremietiewa: Znak to jakiego czasu?

Publikacja w serwisie: 18 February 2011
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: ,
Z przyszłego podręcznika historii: „Drugą wojnę światową wywołała Polska. Powstanie państwa polskiego w 1918 r., po zakończeniu I wojny światowej, naruszyło europejska równowagę sił. Państwo polskie najpierw zajęło siłą ziemie należące do Niemiec, Rosji i Austrii, a następnie rozpętało wojnę z Rosją chcąc jej odebrać Białoruś i Ukrainę. Piłsudski starał się też związać się z Hitlerem, aby przy pomocy Niemiec odebrać Rosji ziemie, których nie zdołał zagrabić w 1920 r. Jednak Hitler chcąc zachować pokój polskie starania odrzucił wybierając sojusz ze Stalinem. Niemcy zdając sobie sprawę z awanturnictwa Polaków, chcieli ich spacyfikować. Sądzili, że przyłączenie Wolnego Miasta Gdańska do Rzeszy i zbudowanie autostrady przez terytorium Polski do Prus Wschodnich otrzeźwi polskie władze. Niestety minister spraw zagranicznych Beck odrzucił umiarkowane postulaty Hitlera. Polska przeprowadziła mobilizację swoje armii. W obawie przed ofensywą polskiej kawalerii na Berlin Niemcy musiały podjąć działania prewencyjne wymuszające na wschodzie pokój. W tej operacji pokojowej Niemcom pomógł Związek Sowiecki. We wrześniu 1939 r. problem polski został rozwiązany. Wówczas Polacy, genetyczni antysemici, swoją wściekłość po przegranej wyładowali na milionach bezbronnych Żydów. Wymordowali ich. Następnie dopuszczając się licznych zbrodni na Niemcach zagarnęli ich ziemie nad Odrą i Bałtykiem skąd wypędzili miliony Niemców. Dokończyli też zbrodni na Żydach rabując ich mienie, a także okradając zwłoki zamordowanych. …”

Czy tak brzmieć będą rozdziały poświęcone okresowi II wojny światowej w podręcznikach szkolnych Rosji, Niemiec, Francji, USA… ?

Jeszcze nie, ale wiele już wskazuje, że tak może być.

W czerwcu 2009 r. na stronie internetowej Ministerstwo Obrony Rosji pojawił się tekst “Wymysły i falsyfikacje w ocenie roli ZSRR w początkach drugiej wojny światowej”, w którym autor, płk Siergiej Kowalow z Instytutu Historii Wojskowej resortu dowodził, że wojna w 1939 r. wybuchła z winy Polski. Dziennik “Wremia Nowostiej” cytował Kowalowa: “Wszyscy, którzy bez uprzedzeń studiowali historię drugiej wojny światowej, wiedzą, że ona zaczęła się od tego, że Polska nie chciała zaspokoić żądań ze strony Niemiec. Jednakowoż niewielu wie, czego konkretnie żądał od Warszawy A. Hitler. A przy tym żądania Niemiec były bardzo umiarkowane: – włączenie wolnego miasta Danzig (obecnie Gdańsk) do Trzeciej Rzeszy, zezwolenie na budowę eksterytorialnej drogi kolejowej i szosy , które połączyłyby Prusy Wschodnie z zasadniczą częścią Niemiec. Te żądania trudno nazwać nieuzasadnionymi” – pisze ekspert rosyjskiego Ministerstwa Obrony.

Z okazji 70 rocznicy wybuchu II wojny światowej w Polsce zorganizowano obchody, na które m.in. został zaproszony premier rosyjskiego rządu Władimir Putin. Na kilka dni przed przyjazdem Putina do Polski rosyjska Służba Wywiadu Zagranicznego (SWR) zapowiedziała publikację dokumentów na temat polskiej polityki w latach 1935-45 (te dokumenty zostały zagrabione prze Rosjan po 17 września 1939 r. i do dziś wraz z licznymi innymi polskim archiwaliami znajdują się w Moskwie, a władze polskie i żadna komisja do spraw „trudnych” nie starają się ich odzyskać). SWR instytucja państwowa Rosji zarzuciła Polsce, że jej przedwojenne władze “aktywnie współpracowały z hitlerowskimi Niemcami“. Według Rosjan Polska “nie odmówiłaby wspólnej wojny z Niemcami przeciwko ZSRR“.  Stalin podpisując sojusz z Hitlerem działał więc w obronie własnej.

Te zdarzenia były o tyle znamienne, że kilka tygodni wcześniej: “prezydent Rosji powołał specjalną komisję, która zajmie się przeciwdziałaniem próbom fałszowania historii na szkodę interesów Rosji.” A głównym zadaniem komisji jest “zbieranie i analizowanie informacji o fałszowaniu historycznych faktów i wydarzeń mającym na celu pomniejszanie międzynarodowego prestiżu Federacji Rosyjskiej“.

Nie trzeba jednak sięgać za granicę, aby dostrzec proceder szkalowania Polski i Polaków. Oto szacowny dawniej Instytut Wydawniczy „Znak” z Krakowa postanowił wydać kolejną książkę Jana Tomasza Grosa. Gross w książce „Sąsiedzi” twierdził, że w  lipcu 1941 r., gdy Hitler napadł na swego przyjaciela Stalina, mieszkańcy miasteczka Jedwabne zamknęli 1600 miejscowych Żydów w stodole i ich spalili. Wg dokumentów NKWD, w 1940 w Jedwabnem mieszkało 562 Żydów. IPN prowadził śledztwo w sprawie tej zbrodni, ale nie uzyskano wiarygodnych danych, bowiem strona żydowska nie zgodziła się na ekshumację ofiar, a więc ustalenie liczby zamordowanych i okoliczności ich śmierci. Ostatecznie przyjęto, że w Jedawbnem zamordowano około 340 osób. Mimo to na pomniku ofiar i w publikacjach Grossa nadal wymieniana jest liczba 1600 zamordowanych.

W kolejnej książce „Strach” wydanej  w 2008 r. przez Instytut Wydawniczy „Znak” Gross napisał, że Polacy mordowali Żydów, którzy uratowali się z Holokaustu, po zakończeniu wojny. August Grabski z Żydowskiego Instytutu Historycznego odnotował: „Zabijanie Żydów w powojennej Polsce było udziałem wąskiego marginesu kryminalnego i antykomunistycznego podziemia, nie zaś – jak można byłoby wnioskować po lekturze “Strachu” – narodowym sportem Polaków”. W sprawie podziemia należy dopowiedzieć: Żydzi zabici przez podziemie w większości ginęli jako funkcjonariusze komunistycznego aparatu represji.

W ostatniej książce „Złote żniwo” Gross poszedł jeszcze dalej. Stwierdził wprost, że Polacy wymordowali wiele tysięcy Żydów (w USA mówi kilkaset, w Polsce kilkadziesiąt tysięcy), a zamordowanych ograbili. Również tę książkę wydał „Znak”.

„Makabryczny bajkopisarz” Gross wydawany w Polsce jest obrazą pamięci wszystkich tych, którzy pod okupacją niemiecką z narażeniem życia ratowali Żydów. Skala tej pomocy z uwagi, że oznaczała ona ryzykowanie własnym życiem, była imponująca. Oczywiście były w polskim społeczeństwie jednostki zbrodnicze, byli zdrajcy wysługujący się okupantom i byli przestępcy żerujący na nieszczęściu ludzi mordowanych przez Niemców i ich kolaborantów. To jednak nie oznacza, że winę za takie podłe czyny można zrzucić na polski naród. Państwo polskie, także działające w podziemiu, karało surowo kolaborujących z okupantami. Także tych, którzy pomagali Niemcom w mordowaniu Żydów. Władze RP na uchodźstwie podejmowały liczne starania u Aliantów by znaleźć środki zapobiegające zagładzie Żydów. Po wojnie przypadki zdziczenia, będące następstwem lat okupacji,  obciążają w znacznej mierze komunistyczne władze, czego Gross nie raczy zauważyć. Znamiennym przykładem była postawa żołnierzy podziemia majora „Łupaszki” Zygmunta Szyndzielarza, ściganych przez UB,  którzy karcili ludzi szabrujących na terenie Treblinki i zachowanie żołnierzy sowieckich oraz milicjantów, którzy szukali kosztowności w miejscach straceń. tu relacja na ten temat

W dyskusji na jednym z internetowych forów przytoczono współczesny przykład innych „złotych żniw”. „New York Times” 15 listopada 2010 r. poinformował o procederze skupywania za drobne kwoty organów do przeszczepów od biednych ludzi ze Wschodniej Europy i Turcji, a sprzedawanych w Izraelu w cenach do 200 tysięcy dolarów za „sztukę”. Proceder ujawniono, gdy na jednym z lotnisk znaleziono słaniającego się na nogach Turka, który powiedział policji, że skradziono mu nerkę w jednej z klinik. Po rewizji w tej klinice znaleziono obywatela Izraelam w podeszłym wieku, z przeszczepioną nerką „skradzioną” temu Turkowi. Policja ustaliła, że centrum  było w Izraelu, ludzie zajmujący się tym procederem byli Żydami, a organy zdobywano do przeszczepu dla bogatych Izraelczyków.

http://www.nytimes.com/2010/11/16/world/europe/16kosovo.html?_r=2

Co z takimi informacjami mógłby zrobić ktoś działający metodą Jana Grossa?

Wydawnictwo „Znak” było dobrotliwie karcone po wydaniu książki Grossa „Strach”. Teraz po licznych protestach po ogłoszeniu zamiaru wydania kolejnej książki tego autora dyrektor „Znaku” Barbara Skóra przyznała, że książka “w tendencyjny sposób ukazuje wojenną rzeczywistość i stosunki polsko-żydowskie”, jednak „odpowiedzią na nią nie powinno być kneblowanie jej autora, lecz wydanie innej książki, która zrównoważy przekaz ‘Złotych żniw’. Ukaże drugą stronę medalu”.  Pani dyrektor obiecuje – „Być może taką publikację w najbliższym czasie w Znaku przygotujemy“. Być może?

Jednocześnie pytana czy „Znak” będzie publikował następne książki Grossa mówi: “Wydawnictwo Znak będzie wydawało wszystkie dobre książki. Jeżeli Jan Tomasz Gross napisze dobrą książkę, to na pewno mu ją opublikujemy.”

Można więc sądzić, że Gross napisał juz dwie „dobre” książki, skoro Znak je wydał. Czy szefowie wydawnictwa należą do grona tzw.  pożytecznych durni i postępuje tak z szlachetnych pobudek; nie chcą „kneblować” autora Grossa. Jednak nie. Gdy na czymś im zależy potrafią założyć knebel. Historyk IPN, w przeszłości dziennikarz „Tygodnika Powszechnego” i „Gazety Wyborczej”  Roman Graczyk napisał książkę o wpływach Służby Bezpieczeństwa w „Tygodniku Powszechnym”.  Podał nazwiska kilku dziennikarzy splamionych konszachtami z bezpieką. Do napisania na ten temat zachęcił Graczyka naczelny Tygodnika ks. Adam Boniecki. Projekt książki zaakceptowało wydawnictwo Znak, a redakcja “TP” zadeklarowała pomoc. Autor więc książkę napisał i Znak…  odmówił jej wydania!

Henryk Woźniakowski, prezes wydawnictwa Znak mówi: „Roman Graczyk chciał (…) na siłę udowodnić, że “Tygodnik” był częścią systemu komunistycznego, a przecież tak nie było. (…) Wydanie tej książki w Znaku oznaczałoby, że akceptujemy tę fałszywą wizję historii.” A członek redakcji „Tygodnika Powszechnego” Krzysztof Kozłowski dodał: „…na podstawie słabych hipotez historykowi nie wolno stawiać żadnych wniosków. Jest to wbrew zasadom, nawet tym obowiązującym w IPN-ie. Z punktu widzenia historyka jest to więc amatorszczyzna. Tak można uprawiać zaangażowaną publicystykę, ale nie wolno tworzyć historii”.

Jak widzimy Wydawnictwo „Znak” potrafi zatroszczyć się o dobre imię swoich kolegów. Potrafi „kneblować” nie troszcząc się o ukazywanie „drugiej strony”. Tej troski nie ujawnia, gdy trzeba zadbać o godność i honor Polski.  W ten sposób ”Znak” stał się znakiem zachowań pozwalających Polskę unurzać w błocie kłamstwa.

W 1996 roku Jan Tomasz Gross został odznaczony przez prezydenta Kwaśniewskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi nadawanym cudzoziemcom i zamieszkałym za granicą obywatelom polskim, którzy swoją działalnością wnieśli wybitny wkład we współpracę międzynarodową oraz współpracę łączącą Rzeczpospolitą Polską z innymi państwami i narodami.

Czy możemy sobie wyobrazić komunikat PAP: “prezydent Bronisław Komorowski powołał specjalną komisję, która zajmie się przeciwdziałaniem próbom fałszowania historii na szkodę interesów Polski.”

http://szeremietiew.blox.pl/2011/02/Znak-to-jakiego-czasu.html

Oceń artykuł:
(4.33)
głosów: 9
tagi: ,

Komentarze: »

Jeśli uważasz że któryś komentarz nie powinien się tutaj znaleźć zgłoś to na adres:

admin@smolensk-2010.pl
  • andrew001 :

    Jedyny wniosek jaki mozna tu wyciagnac jest taki ze trzeba po prostu zamknac wydawnictwo Znak i postkomunistyczna bande milosnikow klamstw na zielona trawke. Poza tym nalezaloby sie powaznie zastanowic nad wytoczeniem procesu o znieslawianie i szkalowanie Polski i Narodu! To jest rownoznaczne z sabotazem Polski!!!

    Komentarz lubiany przez innych czytelników: Oceń go. Thumb up 7 Thumb down 0

  • Andi :

    Co nam pokazuje katastrofa Smoleńska? jeden zero dla zdrajców,ale mam nadzieję że to się zmieni.Pozdrawiam kolaborantów wasz czas nadchodzi…

    Komentarz lubiany przez innych czytelników: Oceń go. Thumb up 9 Thumb down 0

  • Julian :

    I tak chcą młodzież wykorzenić z tożsamości narodowej

    Thumb up 0 Thumb down 1

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters