PROPAGANDZIŚCI SPOD ZNAKU SIERPA I MŁOTA

Publikacja w serwisie: 27 February 2011
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , , , , , ,

Już kilka godzin po rozbiciu polskiego samolotu z prezydentem RP Lechem Kaczyńskim rozpoczęła się rosyjska kampania propagandowa, mająca stworzyć odpowiedni obraz przyczyn katastrofy. Te pozornie nieskoordynowane przekazy płynące z rosyjskich mediów były w rzeczywistości przemyślanym planem tworzenia spójnego obrazu przyczyn tragedii, mówiącego, że winę za nią ponosi całkowicie strona polska.

Według kremlowskich speców od manipulacji to polska opinia publiczna miała zostać przekonana do rosyjskiej wersji zdarzeń z 10 kwietnia 2010 r. Aby cel ten został osiągnięty, propaganda została skoordynowana z politycznymi działaniami przywódców rosyjskiego państwa. Deklaracje i gesty Putina i Miedwiediewa były z góry założonym elementem kreowania politycznego klimatu rzekomego polsko-rosyjskiego pojednania rozpoczętego już kilka godzin po katastrofie. Działania polityczne miały ułatwić osiągnięcie zasadniczego celu rosyjskiej propagandy, jakim było utrwalenie w Rosji i Polsce przekonania o polskiej odpowiedzialności za zaistniałą tragedię. Ten rosyjski scenariusz tworzenia obrazu katastrofy nie różnił się w swojej zasadniczej konstrukcji od sowieckich działań propagandowych w przeszłości.

Sowiecka spuścizna w dzisiejszej Rosji

Współczesna Federacja Rosyjska jest i chce być politycznym i prawnym sukcesorem Związku Sowieckiego. Widać to najlepiej w sposobie uprawiania polityki przez Kreml w ostatnich latach. W czasach Putina rosyjska polityka i propaganda zaczęły całymi garściami sięgać do bogatych doświadczeń sowieckich. Nic zresztą dziwnego, skoro sam prezydent Putin zaraz po dojściu do władzy za największe zło XX w. uznał właśnie upadek Związku Sowieckiego.

Już w początkach budowy sowieckiego państwa bolszewicy doszli do wniosku, że do utrzymania władzy potrzebują dwóch zasadniczych narzędzi: policji politycznej, która mogłaby utrzymywać w posłuszeństwie społeczeństwo, oraz monopolistycznej kontroli nad środkami kształtowania opinii publicznej. W przypadku pierwszego czynnika współczesna Rosja w pełni przejęła i kultywuje tradycję sowieckiej bezpieki. Najdobitniej przejawia się to tym, że obecną elitę rosyjskiego państwa stanowią w 70 proc. byli kadrowi czekiści.

Obok policji politycznej jeszcze ważniejsza dla bolszewików była propaganda. To właśnie dlatego wbrew deklarowanym hasłom wolności, zaprowadzili ścisłą kontrolę przekazu informacji, doskonaląc sztukę własnej propagandy i manipulowania opinią publiczną. Do realizacji tego celu wykorzystali nowoczesne środki przekazu, jakimi były wówczas radio, telewizja i kino. To właśnie dzięki nim byli w stanie skutecznie tworzyć iluzje rzeczywistości, wywołując jednocześnie u odbiorcy wrażenie realnego uczestnictwa w świecie przez siebie kreowanym. W ten sposób również oddziaływano na emocje odbiorcy, który poprzez przeżywanie treści informacyjnego przekazu znacznie szybciej się z nim utożsamiał. W ten właśnie sposób rosła akceptacja dla treści bolszewickiej propagandy.

Za pomocą narzędzi propagandy możliwe było kształtowanie homo sovieticus, który stał się sednem sowieckiego systemu. Według wybitnego rosyjskiego pisarza i filozofa Aleksandra Zinowiewa homo sovieticus był w znacznej mierze produktem sowieckiej propagandy i odnosić go należy do systemu wartości, poglądów i postaw jednostki kształtowanych przez totalitarne państwo. Jedną z jego kardynalnych cech było to, że bezrefleksyjnie przyjmował treści propagandowe, szybko uznając je za część swojego własnego światopoglądu. W myśleniu homo sovieticus nie było nigdy miejsca na analizę sytuacji i napotykanych problemów, gdyż propaganda podawała mu od razu wielokrotnie powtarzane schematy rozwiązań. Inaczej myślący od homo sovieticus byli zawsze przedmiotem jego agresji. Była ona tym silniejsza, im bardziej przeciwnik był słaby. Choć homo sovieticus był modelowym wzorcem obywatela w sowieckim totalitarnym państwie, ten wzorzec nie umarł całkowicie wraz z upadkiem Związku Sowieckiego.

Z chwilą dojścia Putina do władzy rozpoczął się proces odbudowy rosyjskiego imperium, które miało odzyskać utraconą mocarstwowość i pokazać całemu światu rosyjską drogę do sukcesu. Proces ten wymagał walki o rosyjskie interesy. Zaczęto coraz częściej mówić, że są one poważnie zagrożone. Kreowanie takiego stanu miało umożliwić realizację politycznego projektu Putina zbudowania silnej i nowoczesnej Rosji. Taki właśnie sposób myślenia zaowocował nową doktryną polityczną Kremla. W jej realizacji coraz bardziej zaczęto posługiwać się narzędziami propagandowymi, bogato sięgając do sprawdzonych wzorców sowieckich.

I tym razem propaganda miała pomóc w stworzeniu modelu nowego obywatela współczesnej Federacji Rosyjskiej, z tą różnicą, że miał on być już znacznie bardziej nowoczesny niż dawny homo sovieticus. Miał utożsamiać się ze swoim państwem bez względu na to, czy będzie ono demokratyczne, czy nie, i czy prawa człowieka będą w nim respektowane. Miał bronić wielkości i potęgi rosyjskiego państwa zawsze i wszędzie, zarówno w kraju, jak i za granicą. Miał zgadzać się z jego polityką, decyzjami i kłamstwami.

Przy czym państwo, w nowej–starej wykładni Kremla, to władza, której oczywiście uosobieniem stał się prezydent Putin. Nowy obywatel miał więc stać się sednem silnego i nowoczesnego rosyjskiego państwa. Ale aby tak się stało, propaganda musiała zacząć odgrywać dawną rolę. To właśnie dlatego w okresie Putina powrócono do praktyki sterowania przez Kreml polityką informacyjną oraz oddziaływania na jej treść i formę. Zawładnięcie przez Putina siecią stacji telewizyjnych i radiowych oraz większości tytułów prasowych pozwoliło na zapanowanie nad prawie całym rosyjskim rynkiem informacyjnym. Putin zreorganizował również odziedziczony po Jelcynie kremlowski aparat propagandowy, który przejął bezpośrednią kontrolę nad całym systemem informacji i propagandy. Odtąd działalność wszystkich rosyjskich instytucji zarówno w kraju, jak i za granicą, zajmujących się w szerokim rozumieniu informacją, jest nadzorowana przez aparat propagandowy Kremla. Faktycznie oznacza to kontrolę przez Kreml całej rosyjskiej przestrzeni informacyjnej. Każda akcja propagandowa strony rosyjskiej zaczyna się na Kremlu. W tej dziedzinie nie ma prawa pojawić się nic przypadkowego, zwłaszcza jeśli mamy do czynienia z rosyjskimi działaniami, które dotyczą tak ważnego wydarzenia jak katastrofa polskiego samolotu na terenie Federacji Rosyjskiej.

Rosyjska propaganda w sprawie katastrofy

Już w pierwszych godzinach po katastrofie polskiego samolotu rosyjskie media, na bieżąco inspirowane przez Kreml, przeprowadziły błyskawiczną akcję dezinformacyjną. Jej zasadniczym celem było doprowadzenie do kompletnego chaosu informacyjnego, utrudniającego poznanie faktycznego przebiegu tragedii. Polegało to na serwowaniu doniesień sprzecznych ze sobą lub całkowicie się wykluczających. Wystarczy zwrócić uwagę na podawany przez rosyjskie media czas katastrofy i parametry podchodzenia do lądowania. W rezultacie niemożliwe stało się wyrobienie poglądu na temat przyczyn katastrofę. Była to pierwsza faza rosyjskich działań propagandowych.

Dopiero po kilku dniach rosyjskie doniesienia zaczęły mieć bardziej jednorodny charakter. Coraz bardziej przekaz ten stawał się spójny i coraz bardziej wskazywał, że zasadniczą winę za tragedię ponosi strona polska. Prawie we wszystkich rosyjskich przekazach, które dotyczyły możliwych przyczyn katastrofy, pojawiły się argumenty błędów, jakich miała dopuścić się załoga polskiego Tu-154, popełnionych podczas podejścia do lądowania na lotnisku w Smoleńsku. Nieco później błędy te zaczęły być łączone z argumentami rzekomych wad w systemie szkolenia polskich pilotów wojskowych, niedostatecznego przygotowania wizyty prezydenta Kaczyńskiego przez jego kancelarię, presji psychicznej wywieranej na załogę przez pasażerów feralnego lotu i samego Prezydenta Kaczyńskiego.

Wszystkie rosyjskie doniesienia, eksponujące wymienione argumenty, miały w dłuższej perspektywie stworzyć spójną i klarowną wykładnię przyczyn katastrofy, oczywiście wygodną dla strony rosyjskiej. Wykładnia ta w swojej wymowie winą za katastrofę obarczała przede wszystkim osoby, które poniosły w jej wyniku śmierć i siłą rzeczy nie mogły obronić się przed formułowanymi pod ich adresem zarzutami. Przekaz ten bez problemu trafił do rosyjskiego społeczeństwa, które zawsze funkcjonowało w warunkach jednolitego frontu propagandowego. Stronie rosyjskiej od początku chodziło jednak o to, aby ten propagandowy przekaz znalazł jak największe „zrozumienie” w Polsce. Kremlowscy manipulatorzy słusznie skalkulowali, że w atmosferze narodowej tragedii okazywanie rosyjskiego współczucia i deklarowanie polsko-rosyjskiego pojednania zminimalizuje historyczną nieufność Polaków wobec Rosji, wytworzy klimat ocieplenia wzajemnych stosunków. Takie obrazy zostały z powodzeniem „kupione” przez znaczną część polskiej opinii publicznej.

Tak oto strona rosyjska wygenerowała rzekomo nowe polityczne otwarcie w relacjach polsko-rosyjskich, które miało nakładać na obie strony „dobrą wolę” wobec partnera. W elementarzu zarówno sowieckiej, jak i współczesnej rosyjskiej propagandy „dobra wola” oznacza rezygnację z trudnych politycznych kwestii i trudnych pytań wobec partnera, przy jednoczesnym bezkrytycznym przyjmowaniu argumentacji drugiej strony. W założeniu Kremla doprowadzenie do sytuacji, w której polskie czynniki państwowe zademonstrują „dobrą wolę” wobec Rosji, miało stworzyć korzystny klimat do skutecznego oddziaływania rosyjskiej propagandy na temat katastrofy.

Dla manipulatorów z Kremla nie mniej ważnym warunkiem skuteczności prowadzonej propagandy okazało się dezawuowanie wszelkich inicjatyw wyjaśniania katastrofy, jakie mogły być podejmowane po stronie polskiej czy przez gremia międzynarodowe. Gdy pod koniec lipca 2010 r. w polskim Sejmie z inicjatywy polityków PiS powołano parlamentarny zespół do zbadania katastrofy smoleńskiej pod przewodnictwem posła Antoniego Macierewicza, rosyjska prasa od razu przystąpiła do ataków propagandowych mających zdeprecjonować sens jej powstania. Próbką brutalności tej akcji może być stwierdzenie, jakie pojawiło się na łamach dziennika „Wriemia Nowostiej”: „Opozycjoniści nawet stworzyli samodzielną komisję parlamentarną do zbadania przyczyn katastrofy. Przypomina ona raczej sektę”. Wszystkie publikacje wskazywały, że zadaniem zespołu Antoniego Macierewicza jest wyłącznie kultywowanie teorii spiskowych. Rosyjskie media wzywały premiera Donalda Tuska, przedstawiając go przy tym jako wzór zdrowego rozsądku, do tego, aby dał odpór politykom PiS tworzącym w ich ocenie „nieprawdopodobne teorie spiskowe na temat katastrofy”.

Powtórzmy raz jeszcze – dla Kremla docelowym zadaniem było maksymalnie szerokie dotarcie rosyjskiego propagandowego przekazu na temat katastrofy do zwykłego odbiorcy w Polsce. Konflikt między śp. polskim prezydentem a premierem i zantagonizowany podział polskiej sceny politycznej były czynnikami, które ułatwiały to zadanie. Zresztą Kreml od momentu wizyty Putina na Westerplatte 1 września 2009 r. wyraźnie grał na wzmocnienie tego sporu. Zintensyfikowane rozmowy z przedstawicielami polskiego rządu i doprowadzenie do odrębnych wizyt w Katyniu premiera Donalda Tuska 7 kwietnia i prezydenta Lecha Kaczyńskiego 10 kwietnia było najbardziej czytelnym efektem praktycznego zrealizowania tego zamierzenia. Kremlowscy propagandziści zamierzali wykorzystać również fakt, że Tusk cieszy się poparciem znacznej części polskich mediów, a prezydent Kaczyński nigdy nie był ich ulubieńcem. Czynniki te były niezwykle istotne w kreowaniu propagandy Kremla w związku z katastrofą smoleńską.

Polskie skutki rosyjskiej propagandy

W ten sposób rosyjski przekaz został natychmiast podjęty przez większość polskich mediów. To one przejęły ster rozpowszechniania rosyjskich manipulacji na temat tragedii. Zamiast dociekania prawdy o największej katastrofie w powojennej historii Polski, nasze media od kilku miesięcy serwują wytworzony przez rosyjską propagandę kłamliwy interpretacyjno-informacyjny zlepek na ten temat. W istocie stanowi to powtórzenie wszystkich argumentów, jakie znalazły się wcześniej w rosyjskich przekazach propagandowych. Przodują w tym polskie media mainstreamowe i wielu znanych dziennikarzy telewizyjnych. Łączy je jedna wspólna cecha – nieskrywana sympatia do ekipy premiera Donalda Tuska i dokonywane w przeszłości ataki na nieżyjącego prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego brata Jarosława – lidera największej partii opozycyjnej.

Aktywność polskich mediów lansujących rosyjski propagandowy przekaz na temat katastrofy nasiliła się w maju 2010 r., gdy okazało się, że w nowych wyborach prezydenckich wystartuje lider PiS Jarosław Kaczyński. Wtedy właśnie rosyjskie środki masowego przekazu zaczęły sugerować, że kampania wyborcza Kaczyńskiego będzie wykorzystywać katastrofę do poszerzania jego elektoratu wyborczego, aby odnieść sukces nad kandydatem rządzącej Platformy Obywatelskiej – Bronisławem Komorowskim. Rosyjskie komentarze przed wyborami wskazywały, że na Kremlu istnieją poważne obawy co do takiego przebiegu kampanii wyborczej. Stało się jednak odwrotnie. Kampania była okresem swoistego zamrożenia tematu katastrofy smoleńskiej. W jej toku wydarzenia z 10 kwietnia nie były również tematem wiodącym w polskiej prasie.

Po zwycięstwie Bronisława Komorowskiego większość polskich mediów powróciła do tematu katastrofy i lansowania rosyjskiej wersji interpretacji jej przyczyn. W prasie ukazało się mnóstwo artykułów, a stacje telewizyjne wyemitowały wiele programów, w których ustami polskich dziennikarzy powielony został rosyjski przekaz propagandowy obarczający winą za katastrofę stronę polską.

Ale nie tylko polscy dziennikarze powielali tezy rosyjskiej propagandy. W wielu przypadkach mieliśmy do czynienia z bezpośrednią emisją rosyjskiego materiału propagandowego. Tak było m.in. z rosyjskim filmem dokumentalnym „Syndrom katyński” autorstwa zaprzyjaźnionego z wieloma osobistościami na Kremlu Michaiła Jełkina. 10 października 2010 r. film wyemitowała Telewizja Polska. Obraz jest typowym rosyjskim montażem propagandowym, w którym zmieszano elementy prawdziwe z ewidentnymi kłamstwami. Kłamstwa te zostały umiejętnie wmontowane w całość materiału w taki sposób, aby były kluczowymi informacjami decydującymi o całościowym odbiorze filmu. I tak m.in. w części zawierającej opis wizyt w Katyniu polskiego prezydenta i premiera pada zdanie: „Prezydent Lech Kaczyński zaplanował osobne obchody”. Z kolei we fragmencie opisującym stosunek prezydenta Kaczyńskiego do Rosji, słyszymy: „Lech Kaczyński nigdy nie odwiedził Rosji”. Zdanie to nie jest opatrzone żadnym komentarzem, dlaczego w istocie tak było. W innym fragmencie filmu umiejętnie wmontowano wypowiedź Lecha Wałęsy, która sugeruje, że to prezes PiS Jarosław Kaczyński miał namówić swojego brata – prezydenta do lądowania na lotnisku w Smoleńsku mimo fatalnych warunków pogodowych. Jest to na tyle sprytnie zmontowane, że odbiorca filmu po jego obejrzeniu pozostaje właśnie z takim przekonaniem. W filmie po raz kolejny powielono tezę, że winę za tragedię samolotu ponoszą polscy piloci, którzy po prostu „nie trafili we mgle w pas startowy”.
Ale film nie tylko powiela zasadniczy przekaz rosyjskiej propagandy na temat katastrofy, lecz także atakuje inne produkcje filmowe sprzeczne z jego przekazem na ten temat. W ten właśnie sposób rosyjski obraz atakuje twórców polskiego dokumentu „Solidarni 2010” Ewę Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego, zarzucając im manipulacje i szerzenie teorii spiskowych na temat katastrofy ustami podstawionych przez autorów dokumentu aktorów. Film jest absolutną kwintesencją rosyjskiej propagandy na temat katastrofy smoleńskiej.

Spora część polskich mediów nie tylko skoncentrowała się na retransmisji rosyjskiej propagandy na temat katastrofy, bezkrytycznie przyjmując jej wszystkie główne tezy, ale poszła dalej. Nie poprzestała na utrwalaniu fałszywego obrazu tragedii, ale aktywnie włączyła się w kreowanie równie fałszywej wizji polsko-rosyjskiego „pojednania” i akcję dalszego zohydzania zmarłego tragicznie prezydenta i jego politycznego zaplecza. Jednym z przykładów tego typu aktywności polskich mediów była zapoczątkowana w końcu lipca zeszłego roku kampania propagandowa wobec zespołu Antoniego Macierewicza. Jej apogeum miało miejsce w drugiej połowie listopada, gdy A. Macierewicz i była minister spraw zagranicznych w rządzie J. Kaczyńskiego Anna Fotyga przebywali w USA, gdzie złożyli petycję popartą przez 300 tys. Polaków w sprawie powołania komisji międzynarodowej, która zajęłaby się w przyszłości wyjaśnieniem przyczyn katastrofy polskiego samolotu. W polskich mediach zorganizowano błyskawiczną akcję z gatunku tzw. greuelpropagandy, mającą zniesławić wy-
mienionych polityków. Pod ich adresem padały oskarżenia Macierewicza o zdradę, działanie na szkodę państwa polskiego, o brak zaufania do polskich (i rosyjskich) instytucji badających katastrofę. Akcja ta natychmiast znalazła szeroki rezonans w mediach rosyjskich, które wyostrzyły zarzuty formułowane pod adresem wymienionych polityków w polskich mediach.

Nowa ofensywa propagandowa Kremla

Mimo tego typu działań kremlowskich manipulatorów, jesienią 2010 r. zaufanie społeczne w Polsce do działań strony rosyjskiej w związku z wyjaśnianiem przyczyn katastrofy wyraźnie malało. W Polsce coraz częściej pojawiały się głosy kwestionujące rzetelność rosyjskiego śledztwa. O tym zjawisku mówiły sondaże przeprowadzane przez ośrodki badania opinii publicznej w Polsce. Sygnały te zostały natychmiast odebrane na Kremlu, gdzie uznano, że niezbędne są nowe polityczne posunięcia na linii Warszawa – Moskwa. Na Kremlu na chłodno skalkulowano, że mogą one mieć pozytywny wpływ na dalszą skuteczność rosyjskiego przekazu propagandowego w sprawie katastrofy.

W tych właśnie okolicznościach doszło do przyspieszenia terminu wizyty prezydenta Federacji Rosyjskiej w Polsce. Przyjazd Dmitrija Miedwiediewa do Warszawy 6 grudnia 2010 r. był bardzo dokładnie wyreżyserowany przez stronę rosyjską. Poprzedziły go dwa ważne wydarzenia, nagłośnione zarówno w prasie rosyjskiej, jak i polskiej. Jednym z nich było przekazanie stronie polskiej kolejnej porcji rzekomo odtajnionych akt rosyjskiego śledztwa katyńskiego, na których całość od wielu lat czeka polska strona. Drugim była uchwała Dumy Rosyjskiej dotycząca uznania zbrodni katyńskiej za zbrodnię reżimu stalinowskiego. Rosyjskie media relacjonowały obficie oba wydarzenia, oczywiście w kontekście kolejnego przejawu „dobrej woli” strony rosyjskiej. Taki rezonans propagandowy obie te sprawy wywołały także w Polsce.

Wizyta Miedwiediewa w Warszawie była kolejnym bardzo ważnym etapem polityczno-propagandowej gry Kremla. Od początku była ona prowadzona według sowieckiego schematu: propaganda – działanie polityczne i znowu propaganda. Jednak jeszcze ważniejszy był sam przekaz Miedwiediewa w Warszawie. Z ust rosyjskiego prezydenta po raz kolejny padła zapowiedź otwarcia „pełnowymiarowych stosunków pomiędzy obydwoma krajami”. Miedwiediew na konferencji prasowej z udziałem polskiego prezydenta najpierw umiejętnie podkreślił, że duża część Polaków oczekuje poprawy stosunków między obydwoma krajami i że „nie mamy prawa ich zawieść”, by następnie po tej deklaracji przejść do tematu śledztwa smoleńskiego i stanowczo podkreślić, że w tej sprawie musi się odbyć pełne śledztwo i muszą być przeprowadzone wszystkie wymagane procedury. Jego stwierdzenie miało stworzyć wrażenie, że strona rosyjska działa rzetelnie i profesjonalnie, a całe rosyjska praca w tej kwestii skończy się rzetelnymi ustaleniami. Miało to nieco uspokoić opinię publiczną w Polsce. Miedwiediew wrócił do wątku rosyjskiego i śledztwa w rozmowie z przedstawicielem mainstreamu Tomaszem Lisem podczas wywiadu dla TVP2. Podkreślił w nim, że nie wyobraża sobie, aby ustalenia polskiego i rosyjskiego śledztwa były różne. To było najważniejsze stwierdzenie Miedwiediewa na temat katastrofy smoleńskiej podczas jego wizyty w Warszawie, będące zarazem sugestią, że właśnie takiego stanowiska Kreml oczekuje od polskich władz.

Ujawnienie raportu MAK 12 stycznia 2011 r. było dobrze propagandowo przygotowanym działaniem strony rosyjskiej. Był to również najważniejszy krok w całokształcie procesu wyjaśniania przyczyn katastrofy przez stronę rosyjską. Czas i sposób przedstawienia raportu były typowymi elementami, jakie można zaobserwować w rosyjskich działaniach polityczno-propagandowych. Brak polskiego przedstawiciela akredytowanego przy MAK, Edmunda Klicha, na zorganizowanej konferencji prasowej prezentującej raport oraz będący całkowitym zaskoczeniem termin tego spotkania miały zabezpieczyć przedpole akcji prezentowania dokumentu. Przedstawiony przez MAK raport ostatecznie konstatuje, że żadne z wytkniętych w nim uchybień nie obciąża strony rosyjskiej. Wśród przyczyn katastrofy smoleńskiej wymieniono: błędy w pilotażu, zły dobór załogi, złamanie przez nią przepisów, obecność osób postronnych w kabinie pilotów jako główny czynnik presji na pilotów, zlekceważenie ostrzeżeń, braki w wyszkoleniu załogi, brak zgrania jej członków i zła organizacja lotu. W raporcie właściwie pominięto wniesione w grudniu 2010 r. przez stronę polską uwagi do dokumentu, a dotyczące m.in. rosyjskiej odpowiedzialności za katastrofę. Strona rosyjska uchyliła się również od odpowiedzi na jakiekolwiek pytania w tej sprawie. W rosyjskiej wersji wydarzeń znalazło się kilka bardzo istotnych elementów o antypolskim wydźwięku. Rzucone światowej opinii publicznej mogą skutecznie wpływać na psucie wizerunku Polski na arenie międzynarodowej. Jednym z takich elementów jest zawarta w raporcie informacja o zawartości alkoholu we krwi gen. Błasika – dowódcy sił powietrznych polskiego wojska. Informacja ta ma „przy okazji” dać czytelny przekaz, że spożywanie alkoholu jest zasadniczym problemem w polskiej armii.

Zaraz po konferencji prasowej rozpoczęła się kolejna faza rosyjskich działań propagandowych, tym razem skoncentrowana na utrwaleniu głównych treści zaprezentowanego raportu. Rosyjscy politycy, dzienniki, stacje telewizyjne oraz portale internetowe nieustannie powtarzają tezy raportu, dokonując ich dalszych uproszczeń i wyostrzeń w celu ich skuteczniejszego odbioru. W ten sposób pojawiają się tezy w rodzaju: „to Lech Kaczyński nakazał lądowanie” lub „winę za katastrofę ponoszą załoga i pijany polski dowódca Sił Powietrznych”. Aby odbiór rosyjskiej wersji przyczyn katastrofy był bardziej „strawny” dla odbiorcy, w wielu rosyjskich komentarzach podkreśla się, że niezależnie od przyczyn, jakie ustalił MAK, i tak „polski samolot nie miał żadnych szans, by uniknąć katastrofy”.

Jednak w tle powielających główne tezy raportu rosyjskich komentarzy i ocen, coraz bardziej zarysowuje się inny strategiczny aspekt rosyjskiego przekazu propagandowego wokół dokumentu. Odnosi się on już bezpośrednio do polskich reakcji na raport, jakie obserwujemy po jego upublicznieniu. Wskazuje on przede wszystkim, że są one czysto polityczne, a nie merytoryczne, i że, jak mówi Siergiej Markow: „Polacy powinni pozbyć się rusofobii i przekonania, że Polsce od Rosji zawsze się coś należy”. Prezentacja tego typu wypowiedzi ma służyć demonstrowaniu politycznych oczekiwań Kremla co do ostatecznego przyjęcia raportu przez stronę polską. Brak takiego stanowiska strony polskiej może spowodować w przyszłości odejście Kremla od deklarowanej od kilku miesięcy „polityki pojednania” i ponowne „schłodzenie” polsko-rosyjskich stosunków. Zapewne wówczas rosyjska propaganda będzie wskazywać, że raport MAK powstał przecież w warunkach zgodnej współpracy z polskim rządem i polska strona nie może go teraz podważać, bo to jest nie tylko politycznie nieodpowiedzialne, ale jest też kolejnym przejawem „polskiego awanturnictwa”.
Pewne jest jedno, że rząd Donalda Tuska znalazł się już wiele miesięcy temu w polityczno-propagandowej pułapce Kremla. Wszystko wskazuje na to, że dał się tam zwabić. Dzisiaj nie wiemy jeszcze, czy zrobił to świadomie, czy nie. Otwartym pytaniem jest to, czy z tej pułapki można jeszcze wyjść.

Leszek Pietrzak

http://www.panstwo.net/228-propagandzisci-spod-znaku-sierpa-i-mlota

http://www.panstwo.net/228-propagandzisci-spod-znaku-sierpa-i-mlota
Oceń artykuł:
(4.84)
głosów: 19
tagi: , , , , , , ,

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters