Rosyjski kompleks Katynia

Publikacja w serwisie: 11 April 2011
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce

Przez wybór tak spektakularnego momentu usunięcie tablicy ewidentnie nabrało cech prowokacji politycznej

Z Zuzanną Kurtyką, wdową po prezesie Instytutu Pamięci Narodowej Januszu Kurtyce, który zginął pod Smoleńskiem, rozmawiają Mariusz Kamieniecki i Maciej Walaszczyk

W Smoleńsku zdemontowano starą tablicę, a w jej miejsce wmontowano nową, bez fragmentu z napisem mówiącym, że tragedia wydarzyła się w drodze do miejsca sowieckiej zbrodni ludobójstwa w Katyniu. Jak Pani odebrała ten fakt?
- Jestem zbulwersowana, zaskoczona, a zarazem głęboko wstrząśnięta zachowaniem Rosjan. Wciąż zastanawiam się, co ich skłoniło do takiego działania. Dlaczego w nocy, w swoim kraju, po kryjomu, bezpośrednio przed obchodami 1. rocznicy tragedii w Smoleńsku i uroczystościami w Polsce dopuścili się tak skandalicznego czynu…

Może Pani przypomnieć, jakie były okoliczności zainstalowania tablicy?
- Taki pomysł pojawił się we wrześniu ubiegłego roku po moim pierwszym wyjeździe do Smoleńska, gdzie zauważyliśmy, że okolica miejsca katastrofy jest zaniedbana, pozostawiona sama sobie, zniszczona i podeptana przez ludzi. Wtedy pomyślałam, że należałoby dokonać tam, na miejscu, jakiegoś upamiętnienia. Dlatego pojawił się pomysł, by postawić tam krzyż i umieścić tablicę na kamieniu, który został tam przywieziony przez anonimowego mieszkańca Smoleńska.

Kto był pomysłodawcą?
- Ta idea zrodziła się w Stowarzyszeniu Katyń 2010 i dzięki pomocy miejscowych Polaków udało się zakupić krzyż, by został on zainstalowany wraz z tablicą. W listopadzie pojechaliśmy na miejsce kilkunastoosobową grupą do Smoleńska. Pod nadzorem rosyjskich służb specjalnych, które bardzo dokładnie patrzyły nam na ręce, w obecności konsula RP i jednej z rosyjskich stacji telewizyjnych tablica i krzyż zostały zamontowane. Potem została odprawiona Msza Święta.

Otrzymywali Państwo wówczas sygnały, że strona rosyjska nie zgadza się na zamontowanie płyty lub zgłasza jakieś zastrzeżenia co do jej treści?
- Proszę mi wierzyć, że gdybyśmy dostali ze strony rosyjskiej jakikolwiek najmniejszy sygnał w tej sprawie, który pokazywałby, że nie ma zgody na jej umieszczenie, tablica na pewno nie zostałaby przez nas zainstalowana.

Rzecznik prasowy gubernatora okręgu smoleńskiego Andriej Jewsiejenkow komunikował nam w sobotę, że tablica została umieszczona w tajemnicy, bez zgody tutejszych władz, w tym tych, które on reprezentuje.
- Właściwie to ja chciałabym się dowiedzieć, dlaczego gubernator tak długo dochodził do takich wniosków oraz dlaczego podjął decyzję o zdjęciu tablicy w tak spektakularnym momencie. Chciałabym też wiedzieć, na jaki paragraf kodeksu cywilnego, który obowiązuje na terytorium państwa rosyjskiego, on się powołuje. My, planując zainstalowanie tej tablicy, dokładnie to sprawdzaliśmy, zapoznawaliśmy się z obowiązującymi tutaj przepisami i wiem, że nie było tutaj z naszej strony żadnego wykroczenia przeciw temu kodeksowi.

Biorąc pod uwagę czas i miejsce, w jakim się to wydarzyło – mamy do czynienia z prowokacją?
- Niestety tak. Przez wybór tak spektakularnego momentu usunięcie tablicy ewidentnie nabrało cech prowokacji politycznej. W tej sytuacji obawiam się o przyszłość stosunków polsko-rosyjskich. W to, co obserwujemy od samego początku w sprawie śledztwa dotyczącego katastrofy, wpisuje się skandal związany z podmianą tablicy w Smoleńsku. To bardzo wyraźnie uwidacznia, jak Rosjanie wyobrażają sobie tzw. polsko-rosyjskie pojednanie. Owszem, możemy to nazywać pojednaniem, jeżeli koniecznie chcemy się upierać przy tym słowie, ale tak naprawdę jest to “pojednanie” na warunkach rosyjskich, dodatkowo uzależnione od tego, czy będziemy akceptować ich żądania, że Polska będzie krajem podrzędnym. Podrzędnym zarówno w stosunkach dwustronnych, jak i stosunkach międzynarodowych. Na zapędy Rosjan jeszcze bardziej wymownie wskazuje fakt usunięcia tej tablicy.

Chyba nikt dzisiaj nie będzie bronił tezy, że polityka uległości w stosunku do Rosji przynosi korzyści.
- Polityka uległości Polski w stosunku do Rosji jest z założenia skazana na klęskę. Natomiast to, co się dzieje ze śledztwem smoleńskim czy teraz ze skandalicznym usunięciem tablicy, dodatkowo ten fakt podkreśla. Spektakularne, pewne siebie, nasycone butą działania Rosjan są tak wymowne, że nawet ktoś posiadający nadmiar dobrej woli nie jest w stanie inaczej tego zinterpretować.

Jak w tej sytuacji, Pani zdaniem, powinny zachować się polskie władze?
- Polski rząd, Ministerstwo Spraw Zagranicznych powinny jak najszybciej, w sposób bardzo zdecydowany, dążyć do przywrócenia tej tablicy tam, gdzie jest jej pierwotne miejsce. Jako Polacy mamy do tego prawo. Natomiast jeżeli Rosjanie chcą się upierać przy umieszczeniu także na tym miejscu swojej tablicy, to mogą to uczynić. Głaz nie jest mały, jest jeszcze wolne miejsce po drugiej stronie.

Nie jest to pierwsza prowokacja rosyjska w ostatnim czasie. Rosyjska prasa w tygodniu poprzedzającym rocznicę Katynia zamieściła informację, że za tę zbrodnię odpowiadają nie Rosjanie, lecz Niemcy.
- Prawda o Katyniu stanowi bardzo charakterystyczny przykład tego, jak Rosjanie, a przynajmniej władze rosyjskie, myślą o swoim państwie. Oczywiście, że Rosjanom bardzo trudno zaakceptować tę prawdę, dlatego że państwo rosyjskie w sposób ciągły i jednoznaczny jest spadkobiercą Rosji sowieckiej. Nie należy się okłamywać – pewne założenia polityki imperialistycznej są niestety nadal kultywowane przez ludzi, którzy sprawowali władzę w ZSRS. Wniosek, jaki z tego wypływa, jest jasny. Ci ludzie nie mogą się pogodzić z faktem ludobójstwa, którego dokonano na polskich oficerach w 1940 r., bo ewidentnie musieliby wziąć odpowiedzialność na siebie. Niemcy rozliczyli się przed światem ze zbrodni hitlerowskich, ewidentnie odcinając się od hitleryzmu i jego źródeł, natomiast Rosja wciąż ma z tym problem i w pewnym sensie kontynuuje i kultywuje tradycje ZSRS. W tej sytuacji trudno się dziwić, że tak trudnym do przełknięcia faktem dla Rosjan jest i na pewno jeszcze będzie Katyń.

Z jednej strony Rosjanie przekazują nam kolejne tomy akt katyńskich, a z drugiej zakłamują historię. O co w tym wszystkim może chodzić?
- Słowa, w których Rosjanie przyznają się do zbrodni katyńskiej, deklaracje, że przekazują nam kolejne tomy akt, to zwykłe slogany, za którymi nie idą żadne konkretne działania. Natomiast jeżeli się już pojawiają pewne fakty, to świadczą one o postawie Rosjan zupełnie inaczej. Takim właśnie faktem jest usunięcie tablicy z kamienia na miejscu katastrofy w Smoleńsku.

Na miejscu tablicy usuniętej po kryjomu jest nowa, na której brakuje też krzyża.
- Myślę, że fakt usunięcia krzyża z tablicy wpisuje się w pewien sposób w kontekst kontynuacji polityki Rosji sowieckiej, której spadkobiercami są obecne władze Federacji Rosyjskiej.

Rok po katastrofie może Pani powiedzieć, że czas goi rany?
- Niestety, nie mam takiego odczucia. Cały czas liczę i czekam z nadzieją na to, że to powiedzenie sprawdzi się w moim przypadku. Natomiast na razie nic na to nie wskazuje.

Czy dotychczasowe działania podejmowane przez polski rząd i prezydenta, chociażby w kwestii obchodów 1. rocznicy katastrofy, pomagają udźwignąć ten ciężar bólu, który – jak Pani mówi – wciąż trwa, czy przeciwnie – jeszcze bardziej go potęgują?
- Dla mnie to wydarzenie ma podwójny wymiar. Mojej osobistej tragedii nic i nikt już nie zmieni, ani pan prezydent, ani nikt inny. Natomiast moje uczucia jako Polaka bardzo rani sposób podejścia do tragedii smoleńskiej polskiego rządu.

Najważniejszy dowód wciąż niszczeje na płycie lotniska w Smoleńsku. Minister Krzysztof Kwiatkowski powiedział, że jeżeli do maja wrak samolotu nie znajdzie się w Polsce, to będzie on interweniował u Rosjan. Panią to przekonuje?
- Absolutnie nie. Życzę panu ministrowi sukcesów. To świadczy, że jest dużym optymistą i ma poczucie swojej władzy. Nie sądzę jednak, żeby to miało jakiekolwiek znaczenie w kontaktach z rosyjskimi władzami. Uważam, że gdyby polskim władzom, a szczególnie premierowi Tuskowi, bardzo zależało na sprowadzeniu tego samolotu do Polski, to już dawno sprawa byłaby załatwiona. Powiedzmy sobie otwarcie: to, co od roku leży na lotnisku w Smoleńsku, to już tylko fragment rządowego Tu-154M. Obok niszczycielskiego, zamierzonego czy nie, działania ludzi należy też wziąć pod uwagę niszczące działanie czasu, dlatego dowody, które mogły być jeszcze w ubiegłym roku pomocne w ustaleniu przyczyn katastrofy, z każdym dniem stają się coraz mniej przydatne. Niestety, na skutek opieszałości i braku konsekwencji polskich władz, a także notorycznych odmów ze strony rosyjskiej mamy coraz mniej możliwości dowiedzenia się czegokolwiek o przyczynach tragedii smoleńskiej na podstawie dowodów.

Niedawno wróciła Pani ze Stanów Zjednoczonych. Jaki był cel tej wizyty?
- Zostałam zaproszona wraz z dziećmi na obchody Tygodnia Pamięci Narodowej, które zorganizowała Polonia w Chicago. Było to niesamowicie barwne, a zarazem wzruszające i przejmujące pod każdym względem wydarzenie. Polonia w Chicago liczy ponad dwa miliony, a zatem więcej niż wynosi liczba mieszkańców Warszawy. Z tej okazji, chyba po raz pierwszy, wszystkie organizacje polonijne potrafiły się zjednoczyć i współdziałać, organizując obchody Tygodnia Pamięci Narodowej na ogromną skalę, z uroczystościami z udziałem m.in. arcybiskupa Chicago. Była okazja, aby porozmawiać z ludźmi, którzy mimo oddalenia wciąż ze swoją Ojczyzną są bardzo mocno związani, i opowiedzieć im o Polsce.

Jakie jest zdanie Polonii na temat przyczyn katastrofy? Jak tamtejsi Polacy odbierają działania polskich władz w zakresie wyjaśnienia tej tragedii?
- Cała Polonia amerykańska mówi w jednoznaczny sposób, że to był zamach. Ponadto wszyscy są zbulwersowani postawą polskiego rządu w kwestii wyjaśnienia przyczyn i okoliczności tej tragedii.

Dziękujemy za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110411&typ=ka&id=ka61.txt

11 kwietnia 2011

Oceń artykuł:

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters