Oficer BOR w dwóch miejscach naraz

Publikacja w serwisie: 13 May 2011
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego przekazała wojskowej prokuraturze informację o tym, że 10 kwietnia 2010 roku w chwili katastrofy samolotu Tu-154M na płycie lotniska Siewiernyj było trzech funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu. Agencja posłużyła się pseudonimami, a przekazane dane mówiły m.in. o tym, że jeden z oficerów BOR był równocześnie w Katyniu i na płycie lotniska. Wskazano też na obecność funkcjonariusza, który tego dnia w ogóle nie brał udziału w zabezpieczeniu wizyty Lecha Kaczyńskiego. Pytana o sprawę prokuratura potwierdziła, że ABW przekazała śledczym listę osób oczekujących na lotnisku na przylot delegacji, ale zawierała ona dane personalne, w tym piastowane stanowiska, a wykaz nie obejmował pseudonimów.

Według informacji, do których dotarł “Nasz Dziennik”, dane dotyczące składu funkcjonariuszy BOR, którzy 10 kwietnia 2010 r. mieli oczekiwać na przylot samolotu Tu-154M na płycie lotniska Siewiernyj, w lipcu ubiegłego roku ABW przekazała Wojskowej Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. Agencja miała wskazać na pseudonimy trzech oficerów BOR, jak: “Decyk”, “Szakal” i “Ciotka”, a także kierowcę. Tego rodzaju ustalenia pozostawały w sprzeczności z informacjami przekazywanymi przez wojskową prokuraturę, która najpierw utrzymywała, że na płycie lotniska nie było funkcjonariuszy BOR, a następnie mówiła o dwóch pełniących służbę oficerach oddelegowanych do wykonywania czynności w Ambasadzie RP w Moskwie oraz kierowcy ambasadora.
Ustalenia ABW są o tyle dziwne, że wskazują na obecność jednego z funkcjonariuszy w dwóch miejscach w tym samym czasie. Jak udało nam się potwierdzić, wymieniany wśród pełniących służbę na płycie lotniska C. to pseudonim funkcjonariusza BOR Cezarego Kąkolewskiego, który 10 kwietnia 2010 r. był w Katyniu. Jak wyjaśnił w rozmowie z “Naszym Dziennikiem” mjr Dariusz Aleksandrowicz, rzecznik BOR, z pozostałej wymienionej dwójki funkcjonariuszy jeden nie został określony pseudonimem, a drugi w ogóle nie brał udziału w zabezpieczaniu wizyty Lecha Kaczyńskiego z 10 kwietnia 2010 roku. Aleksandrowicz nie chciał komentować ustaleń ABW, ale nie krył zdziwienia ich formą. Jak przyznał, BOR przekazało wojskowej prokuraturze okręgowej dokładne informacje na temat personaliów funkcjonariuszy pracujących 10 kwietnia 2010 r. zarówno na lotnisku, jak i w Katyniu.
Sprawą zdziwiony jest Bogdan Święczkowski, były szef ABW. Jak przyznaje, jeśli funkcjonariusze wykonują pracę operacyjną, wówczas nie ujawnia się ich danych, ale wtedy służby posługują się kryptonimami lub fałszywymi danymi personalnymi, a nie pseudonimami. Na wniosek prokuratury te informacje są oczywiście uszczegółowiane. Ocenia, że być może treść informacji ABW jest związana z zamieszaniem, jakie powstało wokół kwestii obecności lub nieobecności funkcjonariuszy BOR na płycie lotniska. – Być może chodziło o to, by tak do końca nie ujawnić, kto był na lotnisku i co robił. Wówczas najwygodniej jest stwierdzić, że funkcjonariusze byli, ale nie można mówić o tym, jakie zadania wykonywali – dodał.
Podobnie tę kwestię ocenił płk Andrzej Pawlikowski, były szef Biura Ochrony Rządu. – Jestem mocno zaskoczony, że ABW przekazuje Wojskowej Prokuraturze Okręgowej w Warszawie dane osobowe funkcjonariuszy, posługując się pseudonimami czy ksywkami, które funkcjonariusze sami sobie nadają i posługują się nimi między sobą, by np. lepiej porozumiewać się w komunikacji radiowej – zaznacza. Jego zdaniem, jeśli faktycznie ABW ustalała skład BOR, to winna przekazać prokuraturze dane osobowe, takie jak: imię, nazwisko, stopień, a pseudonim mógł być tylko dodatkową informacją. Dodał, że nawet w planach działań ochronnych, gdy wyznacza się funkcjonariuszy mających zabezpieczać wizytę np. głowy państwa w innym kraju, przekazywane są informacje o funkcjonariuszu w formie: stopień, imię i nazwisko. W ocenie Pawlikowskiego, trudno jednoznacznie wskazać, w jakim celu ABW miałaby przekazywać tego rodzaju informację prokuraturze, bo śledczy mogli uzyskać szczegółowe dane funkcjonariuszy, występując bezpośrednio do BOR. – Być może wynikało to z faktu, że ABW prowadziła swoje czynności wyjaśniające i podzieliła się ze śledczymi pozyskanymi informacjami – rozważa.
Pytana o sprawę ppłk Katarzyna Koniecpolska-Wróblewska, rzecznik prasowy ABW, ogranicza się jedynie do lakonicznego wyjaśnienia, że “jedynym organem właściwym do informowania o szczegółach śledztwa dotyczącego katastrofy smoleńskiej jest Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która jest gospodarzem śledztwa, i do niej należy się zwracać z pytaniami dotyczącymi przedmiotowej sprawy”.
Z kolei płk Zbigniew Rzepa, rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej, poinformował nas, iż Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, w wyniku realizacji zarządzenia Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, przekazała prokuraturze wykaz osób oczekujących na płycie lotniska Smoleńsk Siewiernyj 10 kwietnia 2010 r. na przylot polskiej delegacji na czele z prezydentem RP. – Przedmiotowa lista zawierała dane personalne tych osób oraz piastowane przez nie stanowiska. Wykaz ten nie obejmował pseudonimów tych osób – dodał rzecznik.

Marcin Austyn

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110513&typ=po&id=po02.txt

13 maja 2011

Oceń artykuł:
(5.00)
głosów: 2

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters