Nikt nie zapytał o certyfikaty

Publikacja w serwisie: 07 June 2011
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce

Piloci, z którymi rozmawiał “Nasz Dziennik”, mają wątpliwości co do wiarygodności eksperymentu przeprowadzonego przez MAK z udziałem symulatora na Szeremietiewie. Dlaczego?

Nie ma pewności, czy symulator Tu-154, na którym Międzypaństwowy Komitet Lotniczy przeprowadzał eksperyment po katastrofie 10 kwietnia 2010 roku, posiadał stosowne certyfikaty i czy w wystarczającym stopniu odzwierciedlał stan techniczny polskiej maszyny. O ile nowoczesne systemy wprowadzone do “101″ nie miały wpływu na sposób działania przycisku “uchod”, to z pewnością o torze lotu decydowały silniki – w wersji symulatorowej inne niż w polskim Tu-154M. Gdyby eksperyment w Moskwie nie pozostawiał żadnych wątpliwości, polska komisja nie musiałaby eksperymentować na “102″ – argumentują piloci.

Przeprowadzony w Moskwie eksperyment na symulatorze Tu-154 miał dać odpowiedź, czy możliwe jest odejście na drugi krąg na zakresie automatycznym przy niedziałającym radiotechnicznym systemie lądowania ILS. Dokonano też oceny charakterystyk odejść z włączonym ILS oraz parametrów lotu samolotu w kanale podłużnym przy odejściu na drugi krąg z różnych wysokości (100, 60, 40 i 20 m). Uznano, że użycie przycisku “uchod” bez ILS nie jest możliwe oraz że samolot zniżający się z prędkością pionową 7-8 m/s jest w stanie bezpiecznie odejść z wysokości 40 metrów. Próba odejścia z 20 m zakończyła się zderzeniem z ziemią.
Międzypaństwowy Komitet Lotniczy w swoim raporcie oprócz wniosków z eksperymentu nie przedstawił żadnej charakterystyki urządzenia, na którym przeprowadzono badania. Z deklaracji Centrum Symulatorów “Aerofłotu” złożonych dziennikarzom “Naszego Dziennika” ponad rok od badań wynika, że jest to pełny symulator lotu (FFS) kategorii C. – To wiemy jednak tylko na podstawie informacji przekazanych dziennikarzom. Jaką mamy pewność, że symulator w czasie badań spełniał wymogi tej kategorii, a jeśli tak, to czy posiadał aktualne certyfikaty potwierdzające jego sprawność? Czy ktoś to sprawdził przed eksperymentem? Tego nie wiemy, bo raport MAK ani słowem nie wspomina nawet o specyfikacji tego urządzenia – powiedział w rozmowie z “Naszym Dziennikiem” były pilot wojskowy, latający m.in. na Tu-154M w lewym fotelu dowódcy załogi. Jak zauważa nasz rozmówca, niezrozumiałe jest to, że w przypadku tak ważnej dla państwa polskiego katastrofy zabrakło weryfikacji podstawowych szczegółów, np.: czy wykonane badanie było miarodajną próbą.

Symulator lotu Tu-154M na podmoskiewskim Szeremietiewie, na którym - jak zapewnia szefostwo Centrum - przeprowadzał swój eksperyment MAK, odbiega wyposażeniem od kabiny tupolewa, który rozbił się na Siewiernym. Fot. M. Borawski

Wyposażenie kabiny treningowej w Moskwie bazuje na cywilnej wersji Tu-154B, która nie posiada elementów zachodniego wyposażenia, jakie zaimplementowano w rządowej maszynie. Jednak w ocenie lotników, systemy takie jak FMS czy TAWS nie miały wpływu na działanie przycisku “uchod”. Jednak fakt, że przycisk ten – wbrew logice – nie zadziałał podczas rosyjskich eksperymentów, może świadczyć o tym, że być może nie wszystkie podstawowe systemy symulatora były sprawne. – Wiele razy bywało tak, że na moskiewskim symulatorze coś nie działało, no bo zdarzyła się jakaś drobna usterka. To są już leciwe urządzenia, w które się już nie inwestuje, bo tego rodzaju samolotów jest coraz mniej. Poza tym, jeśli sprzęt nie jest wykorzystywany na co dzień, nie podlega szczegółowej kontroli, to obsługa techniczna może nawet nie mieć świadomości wystąpienia pewnych usterek, a symulacja da wynik inny niż w rzeczywistości – zauważył pilot.
W jego ocenie, już sam fakt, że polska komisja zdecydowała się na przeprowadzenie własnych doświadczeń na bliźniaczym Tu-154M, może świadczyć o tym, że rosyjskie wyniki badań okazały się mało wiarygodne. – Gdyby rosyjskie badanie w pełni odwzorowywało nasz samolot, to nie byłoby potrzeby wykonywania eksperymentów. Musiały być jakieś wątpliwości, skoro mimo wykonania badań na symulatorze pokuszono się o dodatkowe loty próbne – zauważył pilot.
Jak dodał, z pewnością znaczenie dla wyników prowadzonych w Moskwie doświadczeń miał typ silników obsługiwanych przez symulator. – Tam do dyspozycji są silniki starszego typu, w które były wyposażone cywilne wersje Tu-154. Instalowane w polskich samolotach jednostki były nowocześniejsze, mniej hałaśliwe. Tu pojawia się kolejna wątpliwość, bo nie wiemy, czy ktokolwiek porównał ich charakterystyki, a to ma znaczenie przy próbach wyznaczenia wysokości, z której możliwe jest bezpieczne odejście – zauważył pilot. Jak dodał, współczesne symulatory dają możliwość konfigurowania ich pod konkretny typ samolotu oraz umożliwiają wybór wszystkich jednostek napędowych instalowanych w danym typie samolotu. – Już sam ten fakt pozwala sądzić, że to, jaki silnik jest na symulatorze, a jaki w rzeczywistości, ma duże znaczenie – dodał.
Marcin Austyn

6 czerwca 2011

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110606&typ=po&id=po61.txt

Oceń artykuł:

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters