1001 baśni o “uchodzie”

Publikacja w serwisie: 20 July 2011
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce

Dynamika zmian w narracji dotyczącej katastrofy smoleńskiej: przez ponad rok grono ekspertów eksplikowało, że przycisk “uchod” nie działa na lotniskach bez systemu ILS. Teraz już działa, ale piloci jakoby nie powciskali tego, co trzeba. Czy za miesiąc usłyszymy, że zainicjowali właściwą sekwencję działań, ale za późno?

Z oficerem rezerwy Sił Powietrznych RP rozmawia Marcin Austyn

Tygodnik “Newsweek” twierdzi, że piloci Tu-154M próbowali użyć przycisku “uchod”, ale ten miał być “nieuzbrojony”. Wcześniej Rosjanie uważali, że takie zbrojenie było bezcelowe, bo bez systemu ILS przycisk ten i tak by nie zadziałał. Jak Pan ocenia tego rodzaju rozbieżne ustalenia?
- Dla mnie tego rodzaju “przecieki” nie są przekonujące. Odnoszę wrażenie, że być może jest to kontrolowana wrzutka mająca na celu wysondowanie, w jaki sposób dana informacja zostanie odebrana. Myślę, że społeczeństwo już doskonale wie, że rząd Donalda Tuska posługuje się tego typu metodami, a w sposób szczególny dotyczy to sposobu informowania o katastrofie smoleńskiej. Stąd też nie przywiązywałbym większej wagi do tego rodzaju informacji.

Rosyjscy eksperci mieli problem z ustaleniem podstawowego szczegółu dotyczącego działania Tu-154M?
- Wówczas należałoby się zastanowić nad tym, jakiej klasy eksperci Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) badali tę katastrofę… Tak czy inaczej, w przypadku tej katastrofy – by rozwiać wszelkie wątpliwości – należało sięgnąć po międzynarodowych ekspertów, którzy mają doświadczenie w badaniu tego rodzaju katastrof lotniczych.

Samoloty Tu-154 latały w Rosji, zatem MAK powinien doskonale znać specyfikę tej maszyny.
- I myślę, że Rosjanie wiedzą, jak to urządzenie działa naprawdę. Inną sprawą jest to, w jaki sposób te informacje są przekazywane dalej i jakie są to informacje. Przecież Rosjanie przeznaczają ogromne fundusze na badania, także nowości technicznych pojawiających się na Zachodzie, i nie zostają w tym zakresie w tyle. Co więcej, bez ich wiedzy w maszynach wyprodukowanych na terenie Federacji Rosyjskiej nie można było wprowadzać żadnych zmian czy udoskonaleń. Wszystko musiało być rozpoznane i uzgodnione.

Z “przecieków” ma wypływać prosty przekaz: załoga straciła czas na nieudaną próbę odejścia i procedura została wdrożona “ręcznie” za późno, na zbyt małej wysokości…
- Na razie wiemy tylko, kiedy załoga wydała komendę “odchodzimy”, było to na 100 metrach. Czy jednak w chwili jej wykonania samolot był za nisko? To miała ustalić polska komisja. Tu możemy jednak sięgnąć do doświadczenia słowackich pilotów, m.in. Viliama Polnisera, dyrektora operacyjnego słowackiej rządowej służby lotniczej, wieloletniego pilota Tu-154M, który na łamach “Naszego Dziennika” wskazywał, że bezpieczne odejście samolotem Tu-154M jest możliwe z wysokości 30 m nad progiem pasa startowego. W tym kontekście to istotna informacja. Niestety, jeśli chodzi o “polskie zdanie” w tej sprawie, to obawiam się, że z powodu uszczupleń kadrowych w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego brakuje dziś osób mających odpowiednie doświadczenie, by zajmować stanowisko w tego rodzaju kwestiach.

Na ile możemy weryfikować wiarygodność przecieków?
- Należałoby wszystkie tego rodzaju kwestie analizować w gronie fachowców. To pozwalałoby na merytoryczną ocenę takich doniesień. Niewątpliwie pod tym względem bardzo ciekawe jest to, jakie ustalenia ma faktycznie komisja Millera. Obawiam się jednak, że jej raportu szybko nie poznamy, a przynajmniej nie do wyborów.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110719&typ=po&id=po23.txt

19 lipca 2011

Oceń artykuł:
(4.00)
głosów: 4

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters