Autorzy fałszywych tez

Publikacja w serwisie: 30 July 2011
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , , , , , , , ,

Pułkownik Stefan Gruszczyk, płk rez. Robert Latkowski, Jan Osiecki i Tomasz Białoszewski – to tylko niektórzy “eksperci” propagujący wczoraj teorie na temat winy pilotów: mjr. Arkadiusza Protasiuka i ppłk. Roberta Grzywny, za katastrofę smoleńską. Dziś wiemy, że wiele z głoszonych przez nich tez jest oczywistą nieprawdą, tworzącą fałszywy obraz wydarzeń z 10 kwietnia 2010 roku. Nie zraża to jednak Białoszewskiego, który reklamując swój książkowy biznes, próbuje reaktywować stare teorie.

- Przekroczyli wszelkie dopuszczalne możliwości tego samolotu i tego lotniska. To jest wszystko pisane krwią – grzmiał w maju 2010 r. w TVN24 płk Stefan Gruszczyk, były pilot 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego – jednostki, do której należał rządowy Tu-154M. Z kolei kpt. Dariusz Sobczyński, pilot, również w tej samej stacji utrzymywał, że załoga tupolewa złamała wszystkie przepisy.
Tymczasem takich tez nie potwierdził nawet tendencyjny raport Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (PKBWLLP) Jerzego Millera, ministra spraw wewnętrznych i administracji. Gruszczyk często zapraszany do studia TVN24 twierdził, że obsługa naziemna Siewiernego nie znała wysokości Tu-154M, ponieważ na lotnisku nie było radiowysokościomierza. Jest to nieprawdą w świetle ustaleń komisji Millera. Jeden z jej członków – Wiesław Jedynak, pilot, potwierdził na wczorajszej konferencji, że lotnisko smoleńskie było wyposażone w taki system. Co więcej, w jego opinii, kontroler strefy lądowania mógł odnieść się na wskaźniku radiolokatora do pozycji samolotu względem kursu schodzenia i ścieżki lądowania. Oznacza to, że Rosjanie mogli przekazać te dane załodze polskiego tupolewa, ale tego nie zrobili. Według Jedynaka, kontrolerzy lotu utwierdzali polskich pilotów w błędnie określonej ścieżce schodzenia.
Kolejna, nietrafiona teoria to rzekomy zamiar lądowania “za wszelką cenę” przez załogę samolotu. Tego typu twierdzenia pojawiają się w książce “Ostatni lot”, której współautorem jest Latkowski. Zarówno on, jak i Jan Osiecki oraz Tomasz Białoszewski, współautor książki “Ostatni lot”, zarzekali się na łamach “Newsweeka”, że do katastrofy doszło, bo dowódca Arkadiusz Protasiuk chciał się popisać udanym manewrem w obecności prezydenta i szefa Sił Powietrznych gen. Andrzeja Błasika, żeby dostać “upragniony awans na stopień majora”. Jak bardzo były to nieuprawnione pomówienia, pokazuje również wspomniany raport PKBWLLP. Zgodnie z nim piloci prawidłowo wykonywali swoje obowiązki adekwatnie do wyszkolenia, jakie zapewniło im wojsko. – To nie byli samobójcy. Podjęli decyzję “odchodzimy na drugi krąg” – powiedział wczoraj m.in. Miller.

Kolejny “ekspert ds. lotnictwa” to Zbigniew Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości, który już w czerwcu 2010 r. po zapoznaniu się ze stenogramem nagrań rozmów pilotów z kokpitu Tu-154M posunął się jeszcze dalej w oskarżeniach pod adresem pilotów. – Ze stenogramów można jednak wnioskować, że była wywierana presja psychiczna na pilotów – mówił wówczas Ćwiąkalski. Powielił w ten sposób rosyjskie tezy o gen. Andrzeju Błasiku, dowódcy Sił Powietrznych, który miał być jakoby przyczyną takich rzekomych zachowań. Tymczasem PKBWLLP w swoim raporcie wykluczyła jakikolwiek wpływ generała na decyzje pilotów.
Jeszcze inna teoria spiskowa zakładała, że piloci przeprowadzali 10 kwietnia 2010 r. manewr lądowania. Robert Latkowski w Radiu Zet twierdził m.in., że pierwszą i najważniejszą przyczyną katastrofy były błędy w decyzji startu i lądowania tego samolotu. Tezę tę podtrzymał wczoraj Białoszewski, występując w TVP Info. Tymczasem z polskiego raportu wynika, że nie było to lądowanie, ale tylko zejście do wysokości decyzji, po którym zamierzano wycofać się na lotnisko zapasowe.

Jacek Dytkowski

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110730&typ=hm&id=hm12.txt

30 lipca 2011

Oceń artykuł:
(3.38)
głosów: 13
tagi: , , , , , , , , ,

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters