Co zapisał ostatni sygnał TAWS

Publikacja w serwisie: 01 August 2011
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , ,

Jak wytłumaczyć rozbieżności pomiędzy danymi Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego a wykonanymi w Redmond odczytami z amerykańskiej aparatury, zamontowanej w tupolewie, skoro pochodzą z tych samych sensorów? Rosjanie do deszyfracji czarnych skrzynek używają programu WinArm32. Wszystkie wykresy zamieszczone w raporcie MAK opracowano z wykorzystaniem właśnie tego programu. Umożliwia on m.in. usuwanie punktów, korektę błędów systematycznych itd. Nie trzeba wcale manipulować danymi z rejestratorów, pod warunkiem, że nikt inny ich nie dostanie i nie zastosuje do analizy innego oprogramowania. Ciekawostką potwierdzającą możliwość ingerencji jest brak odczytów parametrów na wykresach w miejscu ostatniego komunikatu TAWS. Występują tam jedynie szare linie, które nazwano “szarą strefą”.


Profesor Kazimierz Nowaczyk, amerykański fizyk polskiego pochodzenia, przeanalizował oprogramowanie do deszyfracji tzw. czarnych skrzynek, którym od lat posługuje się MAK. Porównał opublikowane przez Rosjan dane o położeniu polskiego Tu-154M z wynikami odczytów amerykańskiej aparatury, którą zainstalowano w maszynie 36. SPLT. Wnioski naukowca dają wiele do myślenia. MAK nie tylko mógł dość swobodnie manipulować zarejestrowaną historią lotu, ale rzeczywiście tak się stało i te modyfikacje wydają się mieć bardzo jasny cel: zmianę obrazu tego, co faktycznie wydarzyło się po zderzeniu ze słynną brzozą. Profesor Nowaczyk, fizyk, jest gdańszczaninem. Pracuje w Centrum Spektroskopii Fluorescencyjnej Wydziału Biochemii i Biologii Molekularnej Szkoły Medycznej Uniwersytetu Maryland (USA), mieszczącego się w Baltimore. Spektroskopia fluorescencyjna to ważna metoda badawcza mająca praktyczne zastosowanie m.in. w fizyce, chemii, biologii i medycynie.

Do parlamentarnego zespołu ds. katastrofy smoleńskiej zgłosił się sam. – Podjąłem się tych obliczeń, dlatego że posiadam doświadczenie fizyka eksperymentalnego i moja umiejętność opracowywania danych, często głęboko ukrytych wśród szumów i zakłóceń, jest bardzo pomocna – mówi. Fizyk przeanalizował dane z systemów pokładowych produkcji amerykańskiej odczytanych w USA, to jest systemu TAWS (ostrzegający o możliwości zderzenia) i FMS (zarządzania lotem). Dzięki nim określił dość dokładnie położenie geograficzne oraz trajektorię poziomą i pionową samolotu. Te dane porównał z wykresami znajdującymi się w raporcie MAK. Okazuje się, że są duże rozbieżności. – Pewne zdarzenia, według MAK, miały miejsce w innym momencie, niż wynika to z zapisów TAWS i FMS. Z czasem wiąże się też oczywiście miejsce, w jakim do nich doszło. Różnice kilkusekundowe oznaczają, przy tej prędkości, setki metrów – tłumaczy prof. Nowaczyk. Okazuje się, że odczyty sensorów zostały przesunięte tak, aby zlokalizować zarejestrowane przez nie dramatyczne wydarzenia bliżej miejsca zderzenia samolotu z brzozą. Zapewne po to, żeby zasugerować, iż uszkodzenie skrzydła, odchylenie od ścieżki schodzenia i półbeczka autorotacyjna były wynikiem ścięcia drzewa.
Według prof. Kazimierza Nowaczyka, sławna już brzoza wcale nie zmieniła kursu tupolewa, lecz po ponad 140 metrach nastąpiło coś innego: dwa silne impulsy. Na wykresach przedstawionych przez MAK zobrazowano je jako nagłe zmiany przyspieszenia pionowego. Tak silne, że sam prof. Nowaczyk nie może uwierzyć, że ponad 80-tonowa maszyna w ciągu ułamków sekundy doznała tak silnych zmian wysokości. – Nastąpiła zmiana przyspieszenia od 1,2 g do 0,2 g. To różnica, jaką poczuje osoba, której waga w ciągu pół sekundy zmieni się ze 120 do 20 kilogramów – tłumaczy fizyk. Dodaje przy tym, że nie wiemy, czy to cały samolot raptem (dwukrotnie) opadł w dół i wzniósł się gwałtownie do góry, czy tylko, na przykład, podniosła się część dziobowa, a opadł tył.

Do silnych impulsów z zewnątrz doszło, według amerykańskiego naukowca, po piątym i ostatnim ostrzeżeniu TAWS przemilczanym w raporcie MAK, tuż przed zamrożeniem działania komputera FMS po zaniku zasilania. Stąd bardzo prawdopodobne, że były one przyczyną przerwania zasilania kluczowego systemu. Profesor Nowaczyk dystansuje się natomiast od hipotezy związku tej awarii z uderzeniem samolotu w brzozę. – Sądzę, że te wstrząsy były znacznie silniejsze i nastąpiły później – komentuje. Z jego obliczeń wynika, że samolot po zderzeniu z brzozą przeleciał jeszcze około 140 metrów bez zmiany kursu, z czego wynika, że nie mógł wykonać beczki autorotacyjnej. Dokument MAK pokazuje na s. 97 zmianę kursu tuż za ściętym drzewem, natomiast polski raport jest bardziej “elastyczny” w tej kwestii. Na s. 70 twierdzi, że samolot skręcał wcześniej, natomiast siedem stron dalej czytamy, że nie skręcał. Ostatni zapis systemu TAWS (dokonany 142 metry za brzozą) także odnotowuje prawidłowy kurs, przy czym jest to ostatni poprawny odczyt danych z kompasu – o czym informuje nas FMS. Mogło to być skutkiem uszkodzenia przyrządu lub przekroczenia dopuszczalnego błędu pomiaru azymutu.
Według MAK, nie ma poważnych różnic pomiędzy oboma zapisami. “Ostrzegawcze zdarzenia były zarejestrowane (…) i są zbieżne z rejestracją tych zdarzeń przez pokładowe rejestratory parametryczny i dźwiękowy” – czytamy w rosyjskim dokumencie (s. 118). Zauważa się natomiast zanik zasilania FMS. Na s. 119 znajduje się zapis: “Zanik zasilania FMS (“zamrożenie pamięci”) nastąpił o 10:41:05, na wysokości barometrycznej skorygowanej do poziomu lotniska (…) około 15 metrów, prędkości podróżnej 145 węzłów (270 km/h), w punkcie o współrzędnych 54 49,483´ N, 032 161´ E”. Natomiast polski raport w żaden sposób nie odnosi się do przerwania pracy komputera, być może dlatego, że według przedstawionych w nim danych na mapie (załącznik 1.1) FMS zamroził się 0,5 sekundy po pierwszym uderzeniu w ziemię, na wysokości 15 metrów i w odległości około 60 metrów od rzeczywistej pozycji zanotowanej w pamięci tego urządzenia.
Profesor jest powściągliwy i ostrożny w wysuwaniu wniosków. Nie wypowiada się na temat przyczyn wstrząsów ani odchylenia samolotu od ścieżki. – Dotychczas dokładnie przeanalizowaliśmy tylko poziome położenie samolotu. Teraz opracowujemy wysokość (położenie pionowe) i dopóki nie zakończymy obliczeń, nie chcę wypowiadać się na temat przyczyn znalezienia się maszyny znacznie pod ścieżką podejścia do lądowania, prezentowanych przez MAK i komisję Millera. Wszystkimi danymi odczytanymi przez Amerykanów, na które się powoływałem, dysponowały także obie komisje – wyjaśnia profesor.

Jak jednak wytłumaczyć rozbieżności pomiędzy danymi MAK a odczytami z amerykańskiej aparatury, skoro pochodzą z tych samych sensorów? Nowaczyk zwraca uwagę, że Rosjanie do odczytu czarnych skrzynek używają programu WinArm32. – Wszystkie wykresy zamieszczone w raporcie MAK pochodzą właśnie z tego programu. Umożliwia on, między innymi, usuwanie punktów, korektę błędów systematycznych itd. Nie trzeba w ogóle manipulować danymi z czarnych skrzynek, pod warunkiem, że nikt inny tych skrzynek nie dostanie. Nie wiadomo, czy “kopie z czarnych skrzynek”, o których wszyscy mówią, to nie są kopie z tego programu – wyjaśnia. Ciekawostką potwierdzającą możliwe manipulacje jest brak odczytów danych na wykresach w miejscu ostatniego komunikatu TAWS, występują tam jedynie szare linie, które nazwano “szarą strefą”. – Nie ma jeszcze takiej specjalności: odtwarzanie katastrofy lotniczej z zafałszowanych wykresów – komentuje profesor.

Piotr Falkowski

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110801&typ=po&id=po01.txt

1 sierpnia 2011

Oceń artykuł:
(4.69)
głosów: 26
tagi: , , ,

Jeden Komentarz: »

Jeśli uważasz że któryś komentarz nie powinien się tutaj znaleźć zgłoś to na adres:

admin@smolensk-2010.pl
  • hexan :

    cytat:po ponad 140 metrach nastąpiło coś innego: dwa silne impulsy..

    To jest prawda.Ja o tym wiedziałem już godzinę po katastrofie.Jechałem autobusem MPK i słyszałem jak do jednej z pasażerek dzwonił ktoś z rodziny ze Smoleńska i mówił,że zanim samolot spadł były widoczne i słyszalne dwa wybuchy.Jeden po drugim.

    Komentarz lubiany przez innych czytelników: Oceń go. Thumb up 68 Thumb down 12

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters