Miller zapomniał o Tbilisi

Publikacja w serwisie: 04 August 2011
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi:

Zobacz także:

» "List z Polski" » Były dowódca Tu-154 o naciskach przed Tbilisi » Polecenie lądowania w Tbilisi wydał Klich » Bielan: to Klich kazał lądować w Tbilisi; Klich: to kłamstwo » Co załatwią Miller z Parulskim? » Jak Miller „wydłużył” katastrofę w Smoleńsku » Miller jak Anodina: winni piloci » Co jeszcze podpisał Miller w Moskwie? » Miller z Klichem jadą do Moskwy » Jerzy Miller walczy z popiersiami prezydentów » Miller: Mówimy z Klichem jednym głosem » Miller: Nie mam pewności, czy była kłótnia Protasiuka z Błasikiem » Tusk: Miller zwróci się do Rosjan ws. polskiego raportu » Miller: Nie ma potrzeby rozmawiać o raportach na szczeblu rządowym » Jerzy Miller stanął na czele komisji ekspertów » MILLER: “Jakość raportu jest ważniejsza niż data publikacji” » Miller: Raport ws. katastrofy smoleńskiej pierwszy otrzyma premier » Komisja Millera kombinuje, jak zdobyć oryginalne nagrania z wieży w Smoleńsku “metodą chałupniczą” jak nazwał to Jerzy Miller » Jerzy Miller jest gotowy poinformować stronę rosyjską o wynikach prac polskiej komisji wyjaśniającej okoliczności katastrofy smoleńskiej » MILLER: “Ja z reguły nie komentuję wiadomości, które są wyssane z palca; z niesmakiem przeczytałem, że ktoś będzie przetrzymywał raport na okres powyborczy, i to jest cały mój komentarz” » La lista delle persone lese nell’inchiesta che riguarda la catastrofe di Smoleńsk conta circa 160 persone e istituzioni. I famigliari delle vittime chiedono incontro con la commissione di Miller. » Ewidentne zacieranie śladów » emerytowany oficer CIA: TO NIE BYŁ WYPADEK

W bardzo gorącej atmosferze przebiegało wczorajsze posiedzenie sejmowej Komisji Obrony Narodowej. Temperaturę sporu podniosła obecność członków komisji Jerzego Millera, badającej okoliczności katastrofy na Siewiernym. Sam Miller był w wyraźnej defensywie, nie radząc sobie ze spójnymi odpowiedziami na konkretne pytania o odpowiedzialność podlegającego mu bezpośrednio Biura Ochrony Rządu za brak działań prewencyjnych 10 kwietnia ubiegłego roku. Posłowie opozycji skrytykowali raport, który jako podstawową przyczynę katastrofy definiuje niedostateczne przygotowanie załogi oraz jej nieprawidłowy dobór. Parlamentarzyści nie wierzą w tę historię.

- Bardzo proszę o podanie mi przykładu, czy kiedykolwiek BOR decydowało o bezpieczeństwie przelotu – upominał się wczoraj w Sejmie Jerzy Miller. “Nasz Dziennik” spełnia to życzenie ministra. Otóż w aktach dotyczących incydentu gruzińskiego z 2008 r. znajduje się relacja kpt. Grzegorza Pietruczuka złożona przed Żandarmerią Wojskową. Wynika z niej, że pilot otrzymał polecenie od prezydenta, by lądować w Tbilisi. Taki wariant lotu sygnalizował jeszcze przed wylotem z Warszawy płk Krzysztof Olszowiec, funkcjonariusz BOR, szef ochrony prezydenta. Jak informował, Lech Kaczyński planował lot do Ganji i stamtąd podróż pojazdem opancerzonym do Tbilisi, ale nie wykluczał też lotu do Tbilisi. W Simferopolu pilot po analizie możliwości wykonania lotu do Tbilisi uznał, że jest to zbyt niebezpieczne, ponieważ w przestrzeni powietrznej Gruzji operują rosyjskie myśliwce, nie ma też danych o stanie infrastruktury lotniskowej ani zgody dyplomatycznej na przelot, a tupolew nie posiada nawet urządzeń w systemie rozpoznania swój – obcy. Podobne zdanie wyraził wtedy płk Krzysztof Olszowiec, który nie był w stanie zagwarantować VIP-om bezpieczeństwa w przypadku zmiany trasy lotu. W rozmowie z Pietruczukiem Olszowiec zapewnił, że będzie się starał nakłonić prezydenta do rezygnacji z lądowania w Tbilisi. Stanowisko załogi poparł ówczesny szef specpułku płk Tomasz Pietrzak, z którym osobiście kontaktował się Lech Kaczyński.
Pierwszy wiarygodność szefa MSWiA jako szefa komisji badającej katastrofę podważał wczoraj Antoni Macierewicz, przewodniczący zespołu smoleńskiego. – Zarówno pan, jak i szef BOR nie dopełniliście obowiązków, nie dopilnowując tego, by lotnisko (…) było sprawdzone przez BOR – mówił. – Skutkiem tej szczególnej sytuacji jest to, że pan jako przewodniczący komisji jest sędzią we własnej sprawie – ocenił. Macierewicz powtórzył tezę zawartą w “białej księdze”: do katastrofy nie doszło na skutek uderzenia w ziemię, była spowodowana wyłączeniem zasilania samolotu kilkanaście metrów nad ziemią. – Dlaczego przyjął pan bezkrytycznie i bez żadnych podstaw rosyjską wersję tego dramatu? – pytał poseł. – Kto jest odpowiedzialny za systematyczne działania na szkodę prezydenta? – dociekał.
Wystąpienie Macierewicza kilkakrotnie próbował przerwać szef sejmowej Komisji Obrony Narodowej Stanisław Wziątek (SLD), tłumacząc to ograniczonym czasem, jakim dysponuje minister Miller. Argumentacji tej nie podzielili posłowie PiS, z których inicjatywy zwołano posiedzenie komisji w sprawie raportu Millera. – To po co ta komisja, jeśli kroi nam się czas? Najwidoczniej kwestia raportu dla pana przewodniczącego nie jest tak istotna, jeśli przerywa wypowiedź posłom – oceniał Waldemar Andzel (PiS). Posłowie krytycznie odnieśli się do twierdzenia, jakoby krytycznym momentem lotu do Smoleńska była chwila zderzenia z brzozą. – Jak to się stało, że osiemdziesięciotonowa maszyna uległa totalnej dekonstrukcji po zderzeniu z małym drzewkiem? – pytała Elżbieta Kruk. – Mówił pan, panie ministrze, że raport komisji jest oparty na dowodach i faktach. Jednak ma on luki, bo rząd pana Tuska nie zapewnił komisji dostępu do szeregu dowodów kluczowych. Na jakiej podstawie komisja stwierdziła choćby to, że wszyscy pasażerowie ponieśli śmierć na miejscu? Gdzie są na to dowody, skoro rodziny ofiar deklarują, że w protokołach sekcyjnych przysłanych nam z Rosji zostały podane różne godziny śmierci? – dopytywała Kruk. – Co się stało z paliwem, dlaczego nie wybuchło? I na jakiej podstawie prawnej zawarł pan porozumienie w końcu maja 2010 roku umożliwiające Rosjanom zatrzymanie wraku i czarnych skrzynek do czasu postępowania sądowego? – pytała z kolei Anna Sikora.
- Wszystko jedno, co będzie pan teraz krzyczał tutaj, to nic pan nie zmieni w tym zakresie – tymi słowami minister Jerzy Miller “zganił” posła Antoniego Macierewicza po tym, jak wytknął szefowi MSWiA oraz kierującemu BOR gen. Marianowi Janickiemu niedopełnienie obowiązków.
Wybuch ministra, który zabiega o wizerunek dobrego urzędnika, nie podobał się parlamentarzystom i bynajmniej nie przekonał ich co do należytego wywiązania się Biura Ochrony Rządu z zadania zapewnienia bezpieczeństwa prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu. Jest tajemnicą poliszynela, że zachowanie BOR pozostawia wiele do życzenia. Nadzorujący pracę tej formacji Miller ani słowem nie zająknął się wczoraj o postawie funkcjonariusza, który w prokuraturze oczerniał gen. Andrzeja Błasika i mjr. Arkadiusza Protasiuka. Zmyślił historię, którą część mediów powielała bez weryfikacji. Przed wylotem do Smoleńska między późniejszymi ofiarami miało dojść do kłótni na płycie Okęcia. Pytanie: czy takiej osobie można powierzać bezpieczeństwo najważniejszych osób w państwie?
Sam raport KBWLLP również został przyjęty w Sejmie znacznie mniej entuzjastycznie niż np. w panegirycznym komentarzu Adama Michnika. Jak zaznaczyli posłowie, powstał zbyt szybko, w sytuacji braku pierwotnych dowodów w sprawie. Wczoraj prokuratura wojskowa poinformowała, że w kolejnym wniosku o pomoc prawną zwróciła się 1 sierpnia do strony rosyjskiej o umożliwienie udziału naszych specjalistów w dokonaniu oględzin wraku oraz urządzeń samolotowych będących w dyspozycji rosyjskiego komitetu śledczego.
Kiedy wrak wróci do Polski, nie wiadomo. Generał Krzysztof Parulski nie ukrywa, że prowadzący śledztwo wciąż czekają na co najmniej sześć ważnych opinii: trzy fonoskopijne od Instytutu Ekspertyz Sądowych (jedna dotyczy rejestratora dźwięku z Tu-154M, druga z Jaka-40, trzecia – nagrania z “Korsarza”). Prokuratorzy nie mają też opinii genetycznej dotyczącej identyfikacji ciał, opinii psychologicznej odnośnie do sylwetek psychologicznych członków załogi tupolewa czy opinii z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji na temat nośników elektronicznych zabezpieczonych na Okęciu. Do Naczelnej Prokuratury Wojskowej nie wpłynął też dotąd raport komisji Millera.

Jedenaście monitów
Posłowie uznali, że tezy raportu komisji Millera odnoszące się do kiepskiego wyszkolenia pilotów specpułku są o tyle bezpodstawne, że to nie oni byli odpowiedzialni za cały system szkolenia, to nie oni wydzielali na nie fundusze.
- To pan minister finansów Jacek Rostowski zabrał z budżetu MON prawie 5 mld złotych. Nie mogło się to nie odbić negatywnie na całym systemie – przypomniał Dariusz Seliga, wiceszef sejmowej Komisji Obrony Narodowej. Jak zauważyli parlamentarzyści, raport nie wyjaśnia, kto był bezpośrednio odpowiedzialny za skompletowanie załogi tupolewa i kto odpowiada za złą sytuację specpułku.
- Pan generał Błasik w roku 2009 jedenaście razy apelował do ministra Klicha o zwiększenie środków, co pozostało bez odpowiedzi. Teraz całą winę zrzuca się na specpułk i jego pilotów, i na gen. Błasika, którzy już nie żyją i nie mogą się bronić. To skandaliczne – oceniała Jadwiga Wiśniewska (PiS). Analogiczne zarzuty Miller usłyszał też od senatorów PiS po swoim wystąpieniu w Senacie. – Postąpiłby pan honorowo, tak samo pan minister Bogdan Klich i gen. Janicki, podając się do dymisji tuż po katastrofie – podkreślał w swoim wystąpieniu senator PiS Krzysztof Majkowski. Do tych zarzutów Miller odniósł się bardzo enigmatycznie, stwierdzając jednocześnie, iż Biuro Ochrony Rządu nie odpowiada za bezpieczeństwo lotów. – BOR odpowiada za bezpieczny przewóz prezydenta na lotnisko oraz bezpieczeństwo na pokładzie – nie może tam dopuścić osób niepożądanych oraz niebezpiecznych materiałów. BOR ma też zapewnić bezpieczeństwo prezydenta od opuszczenia samolotu do miejsca podróży. Jeżeli jest to w Polsce, robi to samo BOR, a gdy dzieje się to poza krajem, to ustala się z gospodarzem, na której stronie ciąży odpowiedzialność za bezpieczeństwo osoby ochranianej. Zazwyczaj jest to gospodarz – podkreślił Miller. – Wszyscy, którzy krytykują BOR, bardzo proszę, żeby mi powiedzieli, która z tych czynności, o których mówiłem, nie była dopełniona – pytał Miller. 7 i 10 kwietnia warunki ochrony i podział ról były identyczne – dodał. – Ależ przecież minister MSWiA wyznacza siły i środki oraz określa zakres ochrony prezydenta, również w czasie lotu statkiem powietrznym – ripostował Macierewicz.

Paczka danych
Na posiedzenie komisji sejmowej licznie stawili się przedstawiciele Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, Dowództwa Sił Powietrznych na czele z gen. Lechem Majewskim i szefem szkolenia gen. Leszkiem Cwojdzińskim. Był też obecny dowódca 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego płk Mirosław Jemielniak i personel latający specpułku. Odnosząc się do pytań posłów, eksperci wyjaśnili, że paliwo nie wybuchło, ponieważ samolot spadł w bagno, silniki zgasły zdławione błotem, a niska temperatura utrudniała parowanie paliwa. Eksperci wykluczyli jakąkolwiek możliwość ingerowania w zapisy rejestratorów. – Do badania parametrów lotu komisja nie potrzebuje oryginalnych skrzynek, praktyką międzynarodową jest wykonanie kopii zapisów i nie ma mowy o ingerencji w ten zapis – mówił inż. Piotr Lipiec, członek podkomisji technicznej KBWLLP. Wyjaśnił przy tym, że jeden z rejestratorów zapisał ostatnie dane na wysokości kilkunastu metrów, bo na tej wysokości dotarła do niego “ostatnia paczka danych”. A opóźnienie ma wynikać stąd, że rejestrator zapisywał informacje dopiero po ich zaszyfrowaniu. Dodał, że pewne wartości w zapisie wynikały z uszkodzeń czujników rozmieszczonych w poszyciu samolotu, niszczonym wskutek kontaktu z kolejnymi drzewami, po zderzeniu z brzozą. Eksperci odnieśli się też do sugestii Macierewicza, który stwierdził, iż oderwanie fragmentu skrzydła w zderzeniu z brzozą nie mogło mieć kluczowego znaczenia, bo w maszynie były elementy zasilające niezależne. Eksperci ograniczyli się do lakonicznej odpowiedzi, że zanik napięcia w systemie sterowania lotem nastąpił w miejscu i czasie, które odpowiadają miejscu i czasowi zderzenia samolotu z ziemią.
Sejmowa Komisja Obrony Narodowej zakończyła posiedzenie po ponad trzech godzinach. Ostatnim jej punktem było głosowanie nad propozycją Ludwika Dorna (niezrzeszony), by Sejm następnej kadencji upoważnić do powołania komisji o uprawnieniach śledczych badającej sytuację w wojsku i cywilne zwierzchnictwo nad armią w kontekście katastrofy. Propozycja ta nie zyskała jednak wystarczającego poparcia.

Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110804&typ=po&id=po03.txt

4 sierpnia 2011

Oceń artykuł:

tagi:

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters