Siemoniak łamie armii kręgosłup

Publikacja w serwisie: 10 August 2011
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: ,

Z gen. dyw. dr. Romanem Polką, byłym dowódcą jednostki specjalnej GROM, szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego, rozmawia Marta Ziarnik

Jak Pan ocenia decyzję nowego szefa MON o rozwiązaniu 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego? Może powinna zostać poprzedzona poważnymi konsultacjami?
- Świętej pamięci gen. Bronisław Kwiatkowski [dowódca operacyjny Sił Zbrojnych RP - przyp. red.], z którym się przyjaźniłem, powiedział mi kiedyś – gdy zwróciłem uwagę na pewne aspekty prawne – że “prawo jest dla maluczkich”. I niestety, prawo jest często właśnie tak traktowane. To jest niezgodne w ogóle z pragmatyką. Wojsko obowiązują pewne procedury, chociażby komunikacji. I jeżeli kogoś się zwalnia, nawet człowieka, który w jakiś sposób, powiedzmy, “podpadł”, to jest do tego odpowiednia procedura. Tymczasem w tym przypadku podjęto decyzję o rozwiązaniu jednostki i poinformowano o tym przez media. Sami żołnierze nic o tym wcześniej nie wiedzieli. Ponadto nie zbadano najpierw, czy można podjąć taką decyzję o rozwiązaniu 36. SPLT, czy też nie. To mi przypomina szalone lata reformy wojska po przejściu z PRL, gdzie nagle grupa generałów się “nawróciła”, w rozwiązywanie jednostki i parę miesięcy później zawiązywanie tejże samej, bo ktoś rzekomo się pomylił przy rozkazie.

Minister Siemoniak mógł formalnie podjąć taką decyzję?
- Nie jestem pewien, czy rzeczywiście wszystkie formalności wymagane do podjęcia tak poważnej decyzji zostały dopełnione. Ale nie ulega wątpliwości, że najpierw wykonano ruch, a dopiero później zaczęto zastanawiać się nad tym, jak to przykryć i uzasadnić praktycznie. Czyli mamy do czynienia z zasadą, że najpierw obowiązuje PR, a prawo później się do tego dopasuje.

Co ma Pan na myśli?
- Zacznę przede wszystkim od formy, gdyż ta w ogóle nie przystaje do sytuacji – do tego, by w taki właśnie sposób, jak to uczyniono, rozwiązywać jednostkę. Jest przecież pewien standard i są pewne tradycje budowane przez lata. Forma rozwiązania jednostki – mówiąc najdelikatniej – była niegodna. I jeżeli ktoś mówi, że to jest “twarde wejście” nowego ministra, to ja, niestety, tego nie mogę potwierdzić, gdyż jest to głupie wejście. Bo przecież nowy minister nawet się nie przyjrzał sprawie i chcąc pokazać, że jest niby twardym facetem, podjął decyzję o rozwiązaniu. Czyli najpierw działa, a potem myśli. A przecież gdybyśmy w wojsku najpierw działali, a później myśleli, to mielibyśmy codziennie Nangar Khel.
Druga kwestia to uzasadnienie. Po pierwsze 36. SPLT to nie tylko jednostka do przewozu VIP-ów, ale także do przewozu m.in. generałów wyższych sztabów zajmujących się planowaniem, by mogli oni udać się chociażby do żołnierzy na pole walki. A takich możliwości nie daje samolot pasażerski. Nie daje on również możliwości udzielania pomocy humanitarnej, możliwości szybkiego pojawienia się w regionach kryzysowych – chociażby takich jak Somalia, gdzie jest klęska głodu i gdzie pilot cywilny nie wyląduje, bo należy liczyć się z ostrzałem. To są specyficzne wymogi techniczne tego typu samolotów. Bo wątpię, by na LOT-owskich samolotach montowało się system wystrzeliwanych flar na wypadek, gdyby ktoś chciał ten samolot strącić. Piloci cywilni i wojskowi uczeni są różnych ścieżek podchodzenia do lądowania, jak to było chociażby w Bagdadzie, gdzie każdy pilot wojskowy podchodził tak naprawdę różną, indywidualną ścieżką, najczęściej spiralnie, z wysoka, niemal pikując, by nie ułatwiać ewentualnego ostrzału. Samo uzasadnienie, że teraz najważniejsze osoby w kraju będą latać śmigłowcami, bardzo źle wpływa na bezpieczeństwo państwa. To tak, jakbyśmy uważali, że BOR może zastąpić agencja ochrony. Aczkolwiek w naszym wypadku, gdy zginęło 96 najważniejszych osób w państwie, a BOR nie ma sobie nic do zarzucenia, to chyba faktycznie jest ono – przynajmniej w takiej formie – do niczego niepotrzebne. Podejrzewam, że szef jakiejkolwiek firmy ochroniarskiej, gdyby zginęła grupa ludzi, którą ochrania, na pewno do takiej odpowiedzialności by się poczuwał.

Wiceminister Czesław Mroczek stwierdził, że VIP-y mogą latać liniami rejsowymi, a specpułk trzeba było rozformować, bo nie ma samolotów.
- Szczerze mówiąc, jest to kompromitujące. Rozwiązanie 36. SPLT nie jest żadnym rozwiązaniem. Na tej samej zasadzie będzie można niedługo dokonać przeglądu Marynarki Wojennej i jej obecnego wyposażenia i podjąć decyzję także o jej rozwiązaniu. Bo i tam niestety jest źle, gdyż długo już nie dokonujemy żadnych zakupów i mamy problemy ze sprzętem. Jeśli rząd będzie utrzymywał taką sytuację, już niedługo naprawdę nie będziemy mieli Marynarki Wojennej. Tymczasem nie tędy droga. Myślę, że trzeba przestać oszukiwać siebie i obywateli, karmiąc ich propagandą sukcesu na miarę Gierka i zacząć rzeczywiście coś robić. Bo wykonywane na potrzeby kampanii wyborczej gesty tego typu, jak chociażby rozwiązanie specpułku, naprawdę przynoszą niewyobrażalną szkodę nie tylko ludziom w nim zatrudnionym, ale i państwu. Przecież w 36. SPLT zainwestowano już kilkadziesiąt milionów złotych, a teraz chce się to wszystko przekreślić, nie potrafiąc nawet rzeczowo wyjaśnić tej decyzji.

Najpoważniejsze konsekwencje tej decyzji poniosą sami piloci, młodym oficerom praktycznie uniemożliwiono służbę Ojczyźnie. W pewnym sensie zostali zbiorowo zlinczowani.
- Rozmawiałem kiedyś z jednym z młodych pilotów i mówił mi, że niejednokrotnie zmuszany był do łamania prawa. Bo takie stworzono mu ramy działania. I nagle po katastrofie wszyscy się od nich odwrócili i winią ich za ten stan. Co do braku środków chociażby na szkolenia, to przecież nie rozlicza się polityków. Niejednokrotnie przecież słyszeliśmy, że Bogdan Klich był świetnym ministrem, dostał za to nawet podziękowania, nazwano go człowiekiem honoru. Tymczasem mnie uczono, i to wydaje się logiczne, że jeżeli w jakiejś instytucji – w którejś ktoś zawiaduje nie miesiąc, a lata – źle się dzieje, to winny jest zły szef, którego trzeba zmienić. I nie ma wątpliwości, że tam był zły szef.

Jego następca będzie lepszy?
- Jeżeli nowy szef zaczyna od tego, że zanim jeszcze zobaczył swoje biurko, podpisał rozkaz, to też dobrze nie wróży.

Decyzję Siemoniaka z euforią przyjął szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski, akcentując, że rozwiązanie 36. SPLT przyniesie duże oszczędności.
- Jeszcze więcej oszczędności przyniosłoby nam jednoczesne rozwiązanie Marynarki Wojennej i jeszcze kilku innych jednostek… Ale zastanówmy się, do czego to doprowadzi?! To jest kolejna propaganda sukcesu wmawiana nam przed wyborami, niezgodna ze stanem faktycznym.

Sikorski twierdzi, że czarterowanie samolotów wyniesie nas mniej, niż kupno nowych i ich utrzymanie.
- To nie jest tylko kwesta ceny. To jest kwestia też tego typu, że na pokładzie samolotu wożącego najważniejsze osoby w państwie czy generałów powinna być chociażby tajna łączność, a takiej nie ma w samolotach cywilnych. Ale co tu dużo mówić, skoro po katastrofie smoleńskiej zaczęto nam wmawiać, że fakt, iż zginęły tajne telefony całego naszego dowództwa wojskowego, które są prawdziwą bazą wszelkich istotnych dla naszego kraju informacji, nie jest niczym szczególnym i wartym zajęcia.

Rozwiązanie 36. specpułku odbije się na wizerunku polskiej armii na świecie?
- Powierzenie cywilom, a nie wojskowym transportu prezydenta Rzeczypospolitej, jej władz i generalicji, jest jawną demonstracją braku zaufania do własnej armii. To bardzo przykre i z pewnością nie wpływa dobrze na jej morale. Ale to też pokazuje w świecie, że w Polsce te chlubne tradycje, z których byliśmy dumni i z których chcemy być dumni, przestają być taką kartą atutową, którą do tej pory dobrze rozgrywaliśmy. Bo bez względu na to, jak było w naszej armii na terenie kraju, zawsze mogliśmy być dumni, bo nasi żołnierze wszędzie na świecie z osobistym poświęceniem, odwagą i determinacją udowadniali, że są bardzo dobrymi żołnierzami, że jednak coś jest w tej naszej polskiej naturze, że mamy duszę wojownika. Nasi piloci, kiedy im się pozwoli szkolić, wyposaży w odpowiedni sprzęt i potraktuje poważnie, odpłacą się tym samym. I przekonałem się o tym wielokrotnie, szkoląc swoich żołnierzy. Muszę przyznać, że naprawdę nigdzie nie widziałem tak oddanych żołnierzy.

Zamiast specrozwiązania powinna być specinwestycja?
- Tak, to byłoby najlepsze rozwiązanie. I chciałbym zauważyć, że cywilna kontrola nad armią nie powinna polegać na tym, że minister obrony narodowej czy inni przełożeni podejmują decyzje za wojskowych. Tymczasem dochodziło wielokrotnie do sytuacji, gdy chociażby gen. Włodzimierzowi Potasińskiemu wyznaczono dowódców kluczowych jednostek, którzy pochodzili tak naprawdę z klucza politycznego. I generał dowiadywał się o tym nawet z mediów. Cywilna kontrola nad armią polega na sprawdzeniu ważnych kwestii, jak np. czy armia ma rzeczywiście odpowiednie zdolności. Ale to fachowcom powinno się dać narzędzia, by wykonywali swoje obowiązki. Nie powinno się pozbawiać ich motywacji do działania na kluczowych przecież stanowiskach.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110810&typ=po&id=po15.txt

10 sierpnia 2011


Oceń artykuł:
(1.00)
głosów: 1
tagi: ,

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters