Piloci: Nie chcemy służyć pod Majewskim

Publikacja w serwisie: 13 August 2011
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , , , , , ,

Generał Lech Majewski, który po śmierci gen. Andrzeja Błasika awansował na dowódcę Sił Powietrznych, jest, mówiąc eufemistycznie, dość chłodno odbierany w środowisku pilotów wojskowych. – Skoro zdymisjonowano generałów Leszka Cwojdzińskiego i Zbigniewa Galca, to dlaczego maszyna nie poszła dalej i nie usunęła ze stanowiska Majewskiego? Na dobrą sprawę wycięto tylko kawałek kręgosłupa, a głowa została ta sama – mówią wysocy oficerowie Sił Powietrznych, z którymi rozmawiał “Nasz Dziennik”.

Generał Lech Majewski jest współodpowiedzialny za wieloletnie zaniedbania. To właśnie on w latach 2003-2004 i 2005-2007 był dowódcą Centrum Operacji Powietrznych, które odpowiada za bezpieczeństwo lotów. – Majewski był jednocześnie zastępcą dowódcy Sił Powietrznych gen. broni Stanisława Targosza i przez ostatni rok jego służby, gdy Targosz ciężko chorował, de facto dowodził Siłami Powietrznymi – mówią piloci.

Majewski jest świadomy swoich zaniedbań i odpowiedzialności za zapaść w Siłach Powietrznych.

Liczy jednak, że przed dymisją uchroni go uległość wobec obecnych gospodarzy budynku przy ul. Klonowej w Warszawie. Stąd milczenie w sprawie szkodliwej decyzji o likwidacji 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego i przyzwolenie na długą listę dymisji. Z Sił Powietrznych ma odejść 33 oficerów. – Nie ma czegoś takiego, jak lista oficerów, która jest układana. Otrzymaliśmy od dowództwa Sił Powietrznych decyzję ministra obrony narodowej i rozkazy personalne dyrektora Departamentu Kadr MON i te decyzje zostały zrealizowane – informuje ppłk Robert Kupracz.

Do sztabu zamiast do rezerwy
Ewa Błasik, żona gen. Andrzeja Błasika, dowódcy Sił Powietrznych w latach 2007-2010, tłumaczy, że zarówno jej mąż, jak i gen. Franciszek Gągor, szef Sztabu Generalnego WP w latach 2006-2010, zdawali sobie sprawę, że gen. Majewski nie sprawdzał się na swoich stanowiskach. Jeszcze przed nominacją gen. Błasika Aleksander Szczygło, ówczesny minister obrony narodowej, późniejszy szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, rozważał przeniesienie go do rezerwy kadrowej. Ostatecznie w 2007 r. odesłał go do Sztabu Generalnego, gdzie został asystentem gen. Franciszka Gągora ds. Sił Powietrznych. Miał być “ambasadorem” Sił Powietrznych. Jednak współpraca z Dowództwem się nie układała. Majewski rozpoczął wojnę podjazdową z gen. Błasikiem, co niekorzystnie wpływało na całe Siły Powietrzne. Współpracownicy gen. Błasika wskazują, że Majewski próbował blokować inicjatywy dowódcy, zmieniając dane analityczne, a na większość pytań nie odpowiadał. To Majewski jako zastępca szefa Wojsk Lotniczych bronił do upadłego zasadności decyzji o likwidacji pułków lotniczych, czyli oddzielenia baz lotniczych od eskadr. Negatywne opinie w kwestii ich ponownego scalenia podtrzymywał aż do 2010 roku. Likwidacja pułków rozpoczęta w 1999 r., zdaniem wojskowych analityków, doprowadziła do powolnej, ale systematycznej degradacji całego lotnictwa. – Mogę być świadkiem, że gen. Gągor miał świadomość, że gen. Majewski jest m.in. współodpowiedzialny za katastrofę CASY. Pan prezydent Komorowski nie miał jednak obiekcji, by po tych strasznych katastrofach mianować go na stanowisko dowódcy Sił Powietrznych. Ten oficer nigdy nie kierował się dobrem Sił Powietrznych, ale kryterium osobistej kariery – mówi Ewa Błasik.

Piloci, z którymi rozmawiał “Nasz Dziennik”, oceniają gen. Lecha Majewskiego jako człowieka mentalnie tkwiącego w poprzednim systemie, ślepo posłusznego cywilnym decydentom, którzy nie zawsze są w stanie podejmować optymalne dla armii decyzje.

Przykładem może być defilada powietrzna nad Warszawą. 11 listopada 1998 roku, w 80. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości, rozbił się pod Otwockiem wojskowy samolot szkolno-bojowy Ts-11 Iskra. Zginęło dwóch pilotów – mjr Tomasz Pajórek i mjr Mariusz Oliwa. Iskra miała przelecieć przed innymi maszynami nad pl. Piłsudskiego. Rozbiła się z powodu bardzo trudnych warunków atmosferycznych, w których nie powinna nawet startować. Mimo że pogoda była mglista, wydano rozkaz, by inne samoloty przeleciały nad miastem, i to na niedopuszczalnie niskim pułapie 150 metrów. Nad stolicą przeleciały wtedy dwa Su-22, ale piloci dwóch Migów-29 zawrócili, uznając, że dalszy lot stanowi zagrożenie dla życia.

Bronisław Komorowski jako ówczesny szef sejmowej komisji obrony jeździł razem z ministrem obrony narodowej Januszem Onyszkiewiczem m.in. do bazy w Mińsku Mazowieckim, próbując zamykać usta pilotom, którzy krytykowali rozkaz startu.

- Dziś pan prezydent Komorowski ma odwagę wraz z byłym ministrem Bogdanem Klichem mówić nieprawdę, że gen. Gągor i mój mąż nie informowali MON o trudnej sytuacji w Siłach Powietrznych. To nieprawda. Mój mąż bardzo solidnie informował szefa Sztabu Generalnego i ministra obrony narodowej o wszystkich problemach. Gdzie były służby specjalne, dlaczego nie informowały o problemach w specpułku? – pyta Ewa Błasik.

Meldunek gen. Andrzeja Błasika dotyczący samowolnych cięć w budżecie Sił Powietrznych

Siły Powietrzne przed Błasikiem
Kiedy w styczniu 2008 r. doszło do katastrofy CASY, gen. Andrzej Błasik piastował stanowisko dowódcy Sił Powietrznych od ośmiu miesięcy, a jego najbliżsi współpracownicy jeszcze krócej, od pięciu miesięcy. Błasik zastał sytuację, w której programu szkolenia na samoloty CASA nie było w ogóle. Większość programów szkolenia pochodziła z lat 80. i 90. XX wieku, a w przypadku śmigłowców nawet z lat 70. Co to oznaczało? Że gen. Błasik musiał praktycznie tworzyć cały system szkolenia od podstaw. Wydał i wdrożył około 50 różnego rodzaju instrukcji. – Kilkadziesiąt instrukcji, które musiał wydać gen. Błasik, obnaża bezmiar zaniedbań okresu, w którym wysokie funkcje w wojsku pełnił gen. Majewski. Co wtedy robił? Co robił szef Wojsk Lotniczych gen. Leszek Cwojdziński? Dlaczego całość dokumentacji pozostająca w jego kompetencjach była w tak fatalnym stanie? Czy ktoś go kiedyś o to zapyta? Okres, w którym pozostawał na stanowisku, w ocenie wielu pilotów, jest najgorszy w historii lotnictwa, zarówno pod względem godzin nalotu, jak i organizacyjno-prawnym – mówi bliski współpracownik gen. Błasika. – Warto zapytać gen. Majewskiego, jako zastępcę dowódcy SP w latach 2004-2007, dlaczego nie było programu szkolenia na samolot CASA. Dlaczego pojawił się on dopiero w 2009 roku, a więc po katastrofie? – pytają piloci. Błasik zastał jako dowódca m.in. braki licencjonowanego personelu, niesprawny system ILS w Mirosławcu (pięć lat przed katastrofą), choć za operacyjne wykorzystanie portów lotniczych odpowiadał jako dowódca Centrum Operacji Powietrznych i jednocześnie zastępca dowódcy Sił Powietrznych właśnie gen. Lech Majewski. Opóźniał się również program implementacji samolotu F-16, bo Majewski jako zastępca dowódcy Sił Powietrznych doprowadził w 2006 r. do rozwiązania tzw. grupy F-16, która ten program nadzorowała. Podobnie było z programem samolotu C-130. Najgorsze było to, że Majewski nie czuł się za nic odpowiedzialny i próbował obciążać innych. W listopadzie 2007 r. sporządził notatkę do ministra obrony zawierającą wiele nieprawdziwych danych. Napisał m.in., że za opóźnienia we wdrażaniu samolotu wielozadaniowego F-16 odpowiada gen. Andrzej Błasik. W reakcji gen. Błasik wysłał meldunek do gen. Gągora, w którym m.in. czytamy: “Zadania zaplanowane do wykonania w 31. Blt i 3. oraz 6. elt w 2007 r. zostały zrealizowane w 105 proc. Szkolenie personelu technicznego realizowane jest planowo. Nawet strona amerykańska podkreślała wielokrotnie, że w ciągu ostatniego pół roku dokonano ogromnego postępu i pomimo opóźnionych dostaw uzbrojenia, co nie leży w moich kompetencjach, szkolenie jest systematycznie kontynuowane (…). Osobiście odnoszę wrażenie, że notatka do pana Ministra jest subiektywna i krzywdząca nie tylko moją osobę, ale i wielu oficerów zaangażowanych w realizację tego niełatwego programu” – napisał gen. Błasik, prosząc gen. Gągora o wycofanie notatki gen. Majewskiego i ściślejszą współpracę Sztabu Generalnego i Dowództwa Sił Powietrznych.

Etaty pod nóż
Jedną z pierwszych decyzji gen. Błasika po objęciu dowództwa nad Siłami Powietrznymi było zablokowanie procesu redukcji pododdziałów radiotechnicznych o blisko 70 procent. To również w efekcie jego starań w 2007 roku w specpułku uruchomiono proces szkolenia trzeciej załogi na Tu-154M, co miało odciążyć personel latający jednostki. W planach było skompletowanie czwartej załogi. – Warto zapytać gen. Majewskiego, w jakim okresie w 36. SPLT obniżono etat dowódców załóg na samolotach Jak-40 do stopnia porucznika, a na samolocie Tu-154 do stopnia kapitana. Jeżeli stawia się dzisiaj zarzuty o brak doświadczenia, to może warto zapytać, co zrobił gen. Majewski, aby to odwrócić? Nic, bo bał się narazić. Dalej tak robi, meldując o samych sukcesach – podkreśla jeden z pilotów. – Dlaczego gen. Majewski chwali się instrukcją o szacowaniu ryzyka w lotnictwie jako swoją? Ta instrukcja powstała w 2009 r. i była publicznie dyskutowana na różnych odprawach, szczególnie intensywnie na początku 2010 roku. Tak samo jest z instrukcją HEAD, którą minister Klich chwali się jako swoim największym osiągnięciem. Jak można przypisywać sobie czyjeś zasługi? – pytają piloci.

Piotr Czartoryski-Sziler

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110813&typ=po&id=po02.txt

13 sierpnia 2011

Oceń artykuł:
(4.71)
głosów: 14
tagi: , , , , , , ,

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters