400 stron naczelnika prokuratora Gacka

Publikacja w serwisie: 03 July 2012
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , , ,

Jeśli założyć, że w Smoleńsku mieliśmy do czynienia z okolicznościami, które eufemistycznie określane są w języku prawników „działaniem osób trzecich”, to nie mogą dziwić doniesienia o rychłym umorzeniu cywilnego postępowania prokuratury w związku z tą sprawą.

Celem prowadzonego śledztwa jest, przynajmniej formalnie, sprawdzenie, czy w związku z przygotowaniem lotu delegacji prezydenta RP do Smoleńska doszło do popełnienia przestępstwa. Samolot uległ katastrofie, nawet zdaniem salonowych mediów III RP nieprawidłowości związane z organizacją lotów VIP-ów (publicystycznie określane jako „polski bałagan”) były horrendalne, brak zabezpieczenia logistycznego delegacji oczywisty, a wszyscy pasażerowie lotu nie żyją. Wydawałoby się, że coś jest na rzeczy, a jednak prokuratura nie znajduje nawet podstaw, żeby przed sądem choćby próbować dowieść, że w związku z tym tragicznym zdarzeniem ktoś ponosi odpowiedzialność karną.

Warto jednak wczuć się w rolę prokuratora Józefa Gacka, nadzorującego V Wydział Śledczy Prokuratury Warszawa-Praga, który właśnie umorzył cywilne postępowanie w sprawie Smoleńska. Spójrzmy bowiem prawdzie w oczy. Całość działań podejmowanych przez cywilów w sprawie Smoleńska przeprowadzono z iście sowiecką bezwzględnością. Nie należy więc się dziwić, że inspiratorzy działań nie zapomnieli o prokuratorskim zabezpieczeniu samych siebie. Zbytnia gadatliwość w czasie śledztwa np. Tomasza Arabskiego (któremu nikt żadnych zarzutów nie postawił) mogłaby wskazać, kto wysłał go na nocne restauracyjne negocjacje z przedstawicielami Federacji Rosyjskiej, poprzedzające wylot do Smoleńska. Ponadto jego zeznania mogłyby rzucić światło na to, kto był autorem i inspiratorem „polityki samolotowej”, którą od 2008 r. realizował względem prezydenta RP właśnie Arabski. Idąc dalej – śledztwo, w którym Tomasz Turowski zeznawałby zbyt otwarcie, mogłoby wskazać na źródła inspiracji jego powrotu do MSZ-etu w dniach poprzedzających wyjazd na placówkę do Moskwy oraz na zakres wiedzy Agencji Wywiadu na ten temat. Wreszcie minister Jerzy Miller stojący pod zarzutami karnymi mógłby rzucić niebezpieczne światło na wyjaśnienie przyczyn, dla których jego bezpośredni podwładny – szef Biura Ochrony Rządu – odwołał ochronę prezydenta RP oraz innych przedstawicieli Polski 10 kwietnia 2010 r.

Tylko kompletny polityczny abnegat może zakładać, że tak elegancko i skutecznie przeprowadzone działanie w III RP mogłoby zostać skwitowane przedstawieniem poważnych zarzutów prokuratorskich przez wybitnego fachowca, jakim jest prok. Gacek. Wiemy wszak skądinąd, że wykazał się on niebywałą determinacją w tropieniu niebezpiecznych przestępstw przeciwko państwu i jego przedstawicielom. Bezpardonowo oskarżył senatora Piesiewicza o wciąganie donosa białego proszku i przebieranie się w sukienkę na zlecenie znanego recydywisty, gwałciciela, gangstera, a wedle jego własnych zeznań – współpracownika WSI Zbigniewa S. pseudonim „Niemiec”. Jak sądzę, to właśnie „Niemiec”, organizator bojówek atakujących krzyż na Krakowskim Przedmieściu, jest w procesie Piesiewicza jednym z głównych świadków oskarżenia.

Lektura liczącego 400 stron uzasadnienia umorzenia cywilnego śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej za kilka latmoże być ciekawym dokumentem źródłowym. Być może nawet dowodem. Jednym z wielu powstających obecnie w urzędach i instytucjach państwowych dowodów na to, że w zaciszu gabinetów trwa mozolna operacja. Jej celem jest utrudnienie dotarcia do przyczyn katastrofy smoleńskiej i zidentyfikowania nie tylko działających w tej sprawie „osób trzecich”, ale również „drugich”. Kto wie, może nawet i „pierwszych”.

http://niezalezna.pl/30627-400-stron-naczelnika-prokuratora-gacka

3 lipca 2012

Oceń artykuł:
(5.00)
głosów: 2
tagi: , , , ,

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters