Sowieckie kłamstwo premiera

Publikacja w serwisie: 15 July 2012
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , , , ,

Zobacz także:

» "List z Polski" » Sowieckie powiązania prokuratora » Idąc tropem rozumowania premiera, trzeba by rozwiązać prawie wszystkie pułki w Polsce » List otwarty do Premiera RP Donalda Tuska » “TUSK ODPOWIADA ZA RAPORT MAK” – pikieta pod Kancelarią Premiera » Andrzej Melak “Przemówienie premiera to obrona przez atak” » MAK nie daje dokumentów – Premier Donald Tusk nie widzi powodów do podejmowania interwencji u premiera Władimira Putina w sprawie śledztwa smoleńskiego » Kłamstwo smoleńskie » Smoleńskie kłamstwo WSI » Drugie kłamstwo katyńskie? » O jedno kłamstwo za daleko » Gigantyczne kłamstwo smoleńskie » Szokujące kłamstwo Sikorskiego » Koalicja brnie w kłamstwo smoleńskie » Ryszard Rytel: Kłamstwo Wajdy » Konferencja prasowa w Rosji – ordynarne kłamstwo » MANIFESTACJA: „11.09.2001 – 10.04.2010 DWIE TRAGEDIE – JEDNO KŁAMSTWO!” » Empatia Premiera Tuska » Treść listu gen. Petelickiego do premiera Tuska » Tajemnicza śmierć dyrektora kancelarii premiera » NIK: urzędnicy premiera utrudniali kontrolę ws. lotów VIP » To kancelaria premiera odpowiadała za bezpieczeństwo lotów VIP-owskich » Raport Millera starannie pomija odpowiedzialność premiera Tuska » Porównują stan lotniska przed wizytami prezydenta i premiera » Raport komisji Millera na biurku premiera, liczy 300 stron » Petycja o powołanie międzynarodowej komisji u prezydenta, premiera oraz marszałków Sejmu i Senatu » Będą zawiadomienia o podejrzeniu niedopełnienia obowiązków przez premiera Donalda Tuska oraz ministrów » Bielan: to Klich kazał lądować w Tbilisi; Klich: to kłamstwo » Minęły już trzy miesiące od chwili, gdy – zgodnie z zapowiedzią premiera – posłowie powinni otrzymać odpowiedzi na swoje pytania » Gazeta Wyborcza: Prokuratura nie znalazła osób, które można obarczyć odpowiedzialnością za przygotowanie wizyt premiera i prezydenta w Smoleńsku w kwietniu 2010 roku » Odpowiedź kancelarii premiera na apel Ruchu 10 kwietnia ws. powołania międzynarodowej komisji technicznej badającej przyczyny katastrofy w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 » Graś: Premier nigdy nie kłamie » 4 KŁAMSTWA SMOLEŃSKIE TUSKA » Ewidentne zacieranie śladów » emerytowany oficer CIA: TO NIE BYŁ WYPADEK

Premier przykrywa swoją odpowiedzialność za świadomą współpracę z Władimirem Putinem przeciwko prezydentowi RP kłamstwem najbardziej bezczelnym, zapierającym dech. Jest to prostym skutkiem tej współpracy. Skala odpowiedzialności za tragedię, jest tak wielka, że jedyną drogą zachowania władzy wydaje się ta właśnie, do której zaprasza Władimir Władimirowicz i zbudowany przez niego model rządów.

Premier Donald Tusk 19 października 2011 r. złożył zeznania w Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga, która prowadziła śledztwo ws. „ewentualnych nieprawidłowości podczas organizacji wizyt premiera i prezydenta w Katyniu”. Prokuratura śledztwo umorzyła, wskutek czego mogliśmy poznać zeznania odtajnione na wniosek oskarżycieli. Premier zeznał, że o tym, iż Lech Kaczyński chce wziąć udział w uroczystościach katyńskich, dowiedział się z mediów – już po tym, jak „pojawiła się informacja o planowanym spotkaniu w Rosji szefa rządu z Władimirem Putinem” (czyli w lutym 2010 r.). Tymczasem, jak zauważyli nawet dziennikarze TVN-u, prokuratorzy z warszawskiej Pragi ustalili, że najbliżsi współpracownicy premiera znali plany prezydenta już w styczniu.

Kluczowa obecność Putina

Prokuratorom nie udało się uzyskać od premiera odpowiedzi na pytanie, dlaczego po rozmowie z Putinem w lutym nie skontaktował się z Lechem Kaczyńskim bądź nie polecił swoim współpracownikom, by uzgodnić wspólną politykę Polski ws. wizyty w Katyniu? Prokuratorzy uzyskali za to następujące dwie ważne deklaracje szefa polskiego rządu: „Moją intencją było uniknięcie przede wszystkim jakichkolwiek nieporozumień z tytułu uczestnictwa najwyższych przedstawicieli władz polskich podczas uroczystości 70. rocznicy Zbrodni Katyńskiej. Do dnia katastrofy nie miałem żadnego sygnału, aby prezydent bądź ktoś z jego kancelarii kwestionował sekwencję spotkań, tj. mojego spotkania z premierem Putinem, a następnie udziału prezydenta w uroczystościach”. I druga – w odpowiedzi na pytanie, czy premier przyjąłby zaproszenie Putina, wiedząc o tym, że w uroczystościach chciałby również wziąć udział prezydent Kaczyński: „Decyzję, aby przyjąć zaproszenie ze strony premiera Putina ja bym przyjął, niezależnie jaką miałbym wiedzę o udziale pana prezydenta. Kluczowa dla interesów Polski była obecność premiera Putina w Katyniu”.

Na koniec premier wyraził przekonanie (podaję za TVN-em): „że pomiędzy nim a Lechem Kaczyńskim nie było konfliktu w sprawie odrębnych wizyt w Katyniu. Co więcej, zdaniem Tuska zaproszenie go przez Putina i ustalenie wspólnej wizyty na 7 kwietnia pomogło w przygotowaniach odrębnej wizyty prezydenta trzy dni później.
No, chyba pomogło.

Kłamstwo niezwyczajne

Przepraszam, że raz jeszcze cytuję znane już dokumenty. Wciąż jednak trudno otrząsnąć się z wrażenia. Zetknięcie z kłamstwem tak jawnym, tak wyzywającym, tak pysznym w swojej bezkarności – jest poruszającym doświadczeniem. To nie jest „zwyczajne kłamstwo polityka, takie, jakiego przykładem może być hasło wyborcze współkierowanego przez Donalda Tuska Kongresu Liberalno-Demokratycznego, który w wyborach 1993 r. obiecywał „milion nowych miejsc pracy”. Tam była tylko bezczelna, kłamliwa obietnica.

Tu mamy do czynienia z kłamstwem dotyczącym zdarzeń, które już nastąpiły. Były one obserwowane przez wszystkich tych, którzy interesują się choć w minimalnym stopniu polityką. Prezydent Kaczyński nie leciał pierwszy raz do Katynia. Pierwszy raz natomiast za jego kadencji, w kwietniu 2010 r., przypadała okrągła (70.) rocznica zbrodni na Polakach, której upamiętnieniu prezydent Kaczyński poświęcał zawsze – w odróżnieniu od premiera Tuska – uwagę. Udawać, że zamiar wyjazdu prezydenta na uroczystości katyńskie w kwietniu 2010 r. był jakąś niespodzianką, można tylko za cenę zaprzeczenia oczywistości.

W istocie rzeczy już od grudnia 2009 r. najbliższy współpracownik Tuska, szef jego kancelarii Tomasz Arabski, prowadził rozmowy z przedstawicielami Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa ministra Andrzeja Przewoźnika w sprawie przygotowań do wizyty w Katyniu, a jednym z głównych scenariuszy był wspólny w niej udział premiera i prezydenta. I już wtedy Arabski został ostrzeżony przez ministra prezydenckiego Mariusza Handzlika o próbie rozgrywania przez Putina konfliktu wewnątrzpolskiego organizacją wizyty w Katyniu.

Ta gra była widoczna już wcześniej, podczas organizacji wizyty premiera Putina na Westerplatte w związku z uroczystościami 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Tak się złożyło, że miałem okazję w tym czasie przeprowadzić obszerną rozmowę z prezydentem Lechem Kaczyńskim (publikowaną później w „Arcanach. Warto przytoczyć jego komentarz do tamtej sytuacji: „Moskwa grała teraz wyraźnie w taki sposób, by nie było tego strasznego prezydenta Kaczyńskiego w czasie obchodów 1 września w Gdańsku: albo będzie Kaczyński, albo przyjedzie Putin. Na szczęście tego Tusk nie dał sobie narzucić, by Moskwa decydowała, gdzie w kraju wolno być prezydentowi, a gdzie nie. Tak to mogło być w 1944 czy 1945 r.”.

Jakże prezydent naiwnie nie docenił Donalda Tuska… W 2010 r. szef polskiego rządu nie miał wątpliwości: „Kluczowa dla interesów Polski była obecność premiera Putina w Katyniu”. W samej rzeczy, to dla interesów imperialnej Rosji Putina kluczem do Warszawy była zgoda polskiego premiera, by uznać, że to oni dwaj – Putin z łaskawie dopuszczonym do konfidencji Tuskiem – lepiej rozumieją i realizują „polski interes” od demokratycznie wybranego prezydenta Rzeczypospolitej. Premier Tusk jasno stwierdził, że prezydent, konstytucyjnie odpowiedzialny za interesy polskiego państwa, nie ma w tej sprawie nic do gadania. I starał się to udowodnić sposobem (nie)przygotowań do tej drugiej, „gorszej” wizyty w Katyniu – tej z 10 kwietnia.

Poniżenie

Przykrycie odpowiedzialności za świadomie wybrany scenariusz współpracy z Władimirem Putinem przeciwko prezydentowi RP – kłamstwem najbardziej bezczelnym, zapierającym dech (na chwilę) nawet dziennikarzom TVN-u – jest prostym skutkiem tej współpracy. Skala odpowiedzialności za tragedię, zapewne przez Donalda Tuska niezakładaną, jest tak wielka, że jedyną drogą zachowania władzy wydaje się ta właśnie, do której zaprasza Władimir Władimirowicz i zbudowany przez niego model rządów.

Fundamentem tego modelu jest aksjomat: władzy nie możemy oddać za żadną cenę. Potencjalnie groźne dla systemu jednostki można wyeliminować. Dla reszty jest kłamstwo. Ale nie byle jakie, tylko takie, którego przyjęcie poniża, obezwładnia. Takie, jakie np. zaprezentowano Polakom na drugą rocznicę tragedii smoleńskiej: pokazano nam wypucowany wrak tupolewa. Czy staranne umycie wraku jest zgodne ze standardami dochodzenia w sprawie przyczyn katastrofy? Oczywiście nie jest. Jest skandalem, jeszcze jednym poniżeniem dla rodzin ofiar, dla państwa polskiego. Ale oto służące „pojednaniu” media i ich polskie ofiary są w stanie wykrztusić: no, nie, nic się nie stało; wrak nie ma już znaczenia dowodowego…

Spotkałem nawet jeszcze lepszy przykład poniżającego zakłamania w tej sprawie: jeden z dziennikarzy sztandarowej gazety „pojednania” stwierdził po pokazie lśniącego bielą wraku, że on nie widzi, żeby został umyty…

Zaprzeczyć oczywistości, zaprzeczyć świadectwu własnych zmysłów, własnej, najświeższej choćby pamięci, najbardziej elementarnej logice, najprostszym wymogom zdrowego rozsądku w kojarzeniu faktów – o to właśnie chodzi. To jest istota pedagogiki sowieckiego kłamstwa. Tak „wychowane” społeczeństwo czuje wstręt do samego siebie – z powodu gwałtu, jaki faktycznie musi zadawać swojej godności, przyjmując TAKIE kłamstwo. Trzeba społeczeństwo wtedy zachęcić, by ten wstręt przeniosło na tych, którzy są prawdziwymi ofiarami, na tych, którzy odważyli się myśleć inaczej.

Wina ofiar

Nie trzeba było długo czekać. Zaraz po ujawnieniu szokujących zeznań premiera Tuska funkcjonariusz jego partii z Wrocławia podrzucił mediom nowy trop: to Lech Kaczyński jest oprawcą – on zmuszał ludzi, by wsiadali do jego samolotu i lecieli do Katynia na tę samobójczą (jednak, jak się okazuje, zabójczą) misję…

Żadne dowody w tej sprawie już nie będą miały znaczenia. Ani to, że to marszałek Sejmu Bronisław Komorowski zwracał się do Kancelarii Prezydenta z prośbą o udostępnienie miejsc w tupolewie posłom i senatorom, chcącym wziąć udział w tak wyjątkowej uroczystości patriotycznej, ani to, że dla dziesiątków osób ten lot, ta okazja była po prostu spełnieniem ich marzeń, albo – inaczej – elementarnego poczucia obowiązku patriotycznego.

Tak, to ofiary są winne. Ofiara = morderca.
Gdyby ktoś myślał inaczej, to przecież mamy demokrację, wybory, będzie mógł się wypowiedzieć. Żeby jednak nie było wątpliwości, sztuki udanych wyborów będzie nas uczył Władimir Czurow, szef Centralnej Komisji Wyborczej Federacji Rosyjskiej, odznaczony właśnie przez prezydenta Putina Orderem Aleksandra Newskiego za sprawnie przeprowadzone akcje wyborcze w Rosji. W Moskwie po owych akcjach trudno szukać człowieka bardziej skompromitowanego niż Czurow – ale, rzecz jakże charakterystyczna, Polska zaprosiła tego właśnie specjalistę, by wyszkolił nasze komisje wyborcze.

Edukacja polityczna przez poniżanie, przez obrażanie zdrowego rozsądku, przez systematyczną podłość – trwa. Dopóki nie poradzimy sobie z problemem odpowiedzialności za katastrofę smoleńską – będzie trwała.

Andrzej Nowak

http://niezalezna.pl/30982-sowieckie-klamstwo

15 lipca 2012

Oceń artykuł:
(4.33)
głosów: 21
tagi: , , , , ,

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters