To był obowiązek szefa BOR-u

Publikacja w serwisie: 22 July 2012
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , ,

Prawdopodobnie wszyscy, łącznie z premierem, wiedzieli, że przygotowania do wizyt w kwietniu 2010 r. w Katyniu nie przebiegają prawidłowo. Wiem, w jaki sposób pracował BOR oraz jego szef, i nie wierzę, by informacje BOR-u o nieprawidłowościach wciągnęła czarna dziura – mówi płk Tomasz Grudziński, były wiceszef BOR-u.

Płk Tomasz Grudziński odniósł się do wczorajszego artykułu w „Codziennej” pt. „Janicki mógł zapobiec katastrofie”. Napisaliśmy w nim, że szef BOR-u gen. Marian Janicki wiedział, iż jego podwładni nie wykonali rekonesansu na lotnisku w Smoleńsku. Co więcej, gdy grupie rekonesansowej nie udało się dostać na lotnisko Siewiernyj, szef BOR-u miał obowiązek natychmiastowego powiadomienia premiera oraz szefów MSWiA, MSZ-etu i Kancelarii Premiera o konieczności zmiany miejsca lądowania samolotów specjalnych. Nie zrobił tego, czym naraził bezpieczeństwo ochranianych osób. Takie zarzuty można znaleźć w opinii biegłych zamówionej przez prokuraturę prowadzącą tzw. cywilny wątek śledztwa smoleńskiego. – Lotnisko to miejsce czasowego pobytu osoby ochranianej i jak każde miejsce czasowego pobytu powinno być zabezpieczone. To nie podlega żadnej dyskusji– potwierdza płk Grudziński, odrzucając stwierdzenia premiera Donalda Tuska, że zabezpieczenie lotniska nie leżało w gestii BOR-u.

Jak dowiedziała się „Codzienna”, w aktach śledztwa prokuratury istnieją niepodważalne dowody, że gen. Janicki został powiadomiony o utrudnieniach przy przygotowaniach do wizyt w Rosji przez płk. Pawła Bielawnego, który otrzymał meldunek od funkcjonariuszy uczestniczących w nieudanym rekonesansie w Smoleńsku.

– Psim obowiązkiem szefa BOR-u jest informowanie ministra spraw wewnętrznych, jak idą przygotowania do wizyt – mówi płk Grudziński. – Gdy gen. Janicki dowiedział się, że nie było rekonesansu, natychmiast powinien był powiadomić ministra spraw wewnętrznych i prezydenta o zagrożeniach związanych z wizytą. Jeśli nic nie zrobił, to za co dostał awans? – pyta były wiceszef BOR-u.

Były szef MSWiA Jerzy Miller zeznał w prokuraturze, że do czasu odbycia wizyt premiera 7 kwietnia 2010 r. i prezydenta 10 kwietnia 2010 r. „nie były mu zgłaszane żadne problemy ze współpracą funkcjonariuszy BOR-u z ich odpowiednikami po stronie rosyjskiej”. „Przez szefa BOR-u ani przez kogokolwiek nie byłem informowany o żadnych elementach związanych z przygotowaniem wizyt” – twierdził.

Jak ujawniła „Codzienna”, Jerzy Miller zeznał, że po katastrofie w Smoleńsku to on wydał ustne polecenie gen. Marianowi Janickiemu, by przeprowadził kontrolę dotyczącą przebiegu przygotowań. „Szef BOR-u nie był sędzią we własnej sprawie i był obiektywny w tej kontroli. Zostałem poinformowany ustnie przez szefa BOR-u o wynikach, iż pozytywnie oceniono przygotowania, nie naruszono prawa, nie naruszono procedur” – tłumaczył śledczym były szef MSWiA. Dzięki pracom zespołu parlamentarnego ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej wiadomo, że było na odwrót – BOR całkowicie zlekceważył wizytę głowy państwa i złamał wszelkie możliwe procedury. Potwierdzają to miażdżąca dla Janickiego opinia biegłych oraz inne dowody. Mimo to prokuratura nie postawiła mu zarzutów.

http://niezalezna.pl/31146-byl-obowiazek-szefa-bor-u

21 lipca 2012

Oceń artykuł:

tagi: , , ,

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters