Były rzecznik MSWiA – “czas tej formacji o sowieckim rodowodzie minął”

Publikacja w serwisie: 28 July 2012
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , ,

Zobacz także:

» "List z Polski" » Minął tydzień od tragedii » Szefowie MSWiA i BOR złamali prawo » MSWiA podało godzinę publikacji raportu komisji Millera » Rzecznik Kremla » Rzecznik policji skłamał » Rzecznik ofiar: nie potwierdzam dobrej woli Rosjan » Dla polityków to czas próby » Jarosław Kaczyński dla Salon24: Czas porozumienia » Cały czas przekazywana jest pomoc dla rodzin » Politycy cały czas myślą o wyborach prezydenckich » Zbigniew Mikołejko: 10 kwietnia 2010 – czas apokalipsy » Czas na zegarku generała Błasika zatrzymał się na godz. 8:38 » RZECZNIK RZĄDU: “Dlaczego w zderzeniu z brzozą odpadło skrzydło Tu-154M? – Bo ktoś je nadpiłował.” » Dowody matactwa – Najwyższy czas – Leszek Szymowski – dziennikarz śledczy » Wrak jest niezabezpieczony, ale mówiąc brutalnie, nie sądzę, żeby to miało jakiekolwiek znaczenie dla śledztwa – Paweł Graś, rzecznik rządu » Były zaniedbania, mogą być zarzuty » Po jaki grom były te powielacze? – Eunuchy III RP » Mielismy próbkę kiedy były 2 Kaczory NA RAZ. » W katalogu Maksymienkowa były szczątki z lampasami » Były dowódca Tu-154 o naciskach przed Tbilisi » Lista osób, które były na pokładzie rządowego Tu-154 » Były trzy telefony satelitarne. Nie mamy żadnego » Były szef ABW – Moskwa dogra własne oprogramowanie » Były doradca Putina w parlamentarnym zespole smoleńskim » Samoloty Embrayer były już gotowe w połowie 2009 roku » Gazowe interesy Putina załatwiane były z polskim premierem … » Przyczyną katastrofy były “dwa wielkie wstrząsy”, a nie uderzenie o brzozę » Nie mechaniczne uderzenie, a wybuchy były przyczyną zniszczenia tupolewa » Były generał KGB w BBN. Stanisław Koziej: temat Smoleńska sam wypłynie » Czy przedmioty należące do funkcjonariuszy BOR były objęte immunitetem dyplomatycznym » Były ostrzeżenia ze strony rosyjskiej – Lotnisko w Smoleńsku było „zaniedbane” » Wyszły od Tuska, nie były u prezydenta – premier obrażał część osób » Były szef kontrwywiadu wojskowego chce „przeprowadzenia dowodu z kompletnych billingów z 10 i 11 kwietnia 2010 r.” » Były ambasador nie pamięta w jaki sposób rzeczy osobiste Tomasza Merty znalazły się w jego gabinecie » Były agent GRU, obecnie pisarz i badacz historii ZSRR, Wiktor Suworow: Rosja jest zdolna do “politycznego morderstwa”… » Ewidentne zacieranie śladów » emerytowany oficer CIA: TO NIE BYŁ WYPADEK

Śmierć prezydenta powinna wywołać w Biurze Ochrony Rządu trzęsienie ziemi. Zamiast tego mieliśmy awans szefa BOR gen. Mariana Janickiego. Sprawa ta pokazuje, że czas tej formacji o sowieckim rodowodzie minął. Pora na powołanie nowoczesnej służby korzystającej z tradycji II RP oraz najlepszych światowych wzorców. Chroniącej państwo polskie i decyzje, jakich dokonują Polacy w demokratycznych wyborach.

Okoliczności nakazujące przedefiniowanie strategii bezpieczeństwa państwa mogą mieć różne przyczyny. Atak na izraelskich sportowców w czasie Igrzysk Olimpijskich w Monachium w 1972 r. czy zajęcie brytyjskiej ambasady Iranu w Londynie osiem lat później udowodniły, że nowy rodzaj zagrożenia wymaga nowego sposobu przeciwdziałania. W wyniku masakry w Monachium, gdzie do walki z terrorystami posłano zwykłych żołnierzy i policjantów, politycy w wielu państwach podjęli decyzje o tworzeniu wyspecjalizowanych jednostek uderzeniowych, zwalczających nowy rodzaj zagrożenia, jakim stał się terroryzm. Nowoczesne państwo aktywnie reaguje na zmieniające się okoliczności, modyfikując swoje instytucje. Dotyczy to zarówno sfery ekonomicznej, prawnej, gospodarczej czy społecznej, jak i sfery bezpieczeństwa wewnętrznego, w tym fizycznego bezpieczeństwa najwyższych przedstawicieli państwa.

Ochroniarze PKWN

Polskie Biuro Ochrony Rządu jest de facto ostatnią ze służb III Rzeczypospolitej, która nie przeszła gruntownej przebudowy instytucjonalnej po tak zwanej transformacji ustrojowej. Jak większość komunistycznych organizacji bezpieczniackich miała swoją genezę w Moskwie. Formacja ta powołana została w roku 1944. Jej zadaniem była ochrona członków PKWN – agenturalnego rządu sowieckiego wysłanego przez Stalina z zadaniem przejęcia w Polsce władzy. Początkowo była wydziałem wewnątrz osławionego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Jednostki chroniące najwyższych dostojników przez cały PRL podlegały ministrowi spraw wewnętrznych. Było tak od powołania właściwego Biura Ochrony Rządu w roku 1956 aż do dziś. Wynikało to z charakteru systemu politycznego i rozwiązań ustrojowych w PRL.

Istotną zmianą po 1989 r. było formalne wyłączenie BOR ze struktur Służby Bezpieczeństwa. Po jej rozwiązaniu BOR funkcjonował w symbiozie z Nadwiślańskimi Jednostkami Wojskowymi, czyli wojskami specjalnymi podlegającymi szefowi MSW. W drodze ustawy z 2001 r. BOR stał się już osobną służbą. Również w nowej formule ustawowej BOR podlegał szefowi resortu spraw wewnętrznych, a więc pośrednio premierowi. W swojej dzisiejszej formule BOR uważany jest powszechnie za służbę specjalną, jednak ze względu na usytuowanie prawne i zależność od szefa MSW nie jest nią w pełnym tego słowa znaczeniu.

Pamięć instytucji, a więc obowiązujące w niej procedury, zasady awansów, podział wewnętrzny, sposób realizacji zadań, praktyki wewnętrznego (i zewnętrznego) raportowania, sposób nadzoru świadczą o jej kondycji i zdolności do realizacji celów. O ile ocena skutków działań instytucji stricte wywiadowczych czy kontrwywiadowczych może być kwestią dyskusyjną, zwłaszcza dla obserwatorów niemających dostępu do wiedzy na temat całości jej działań, o tyle w wypadku na przykład grup uderzeniowych bądź ochronnych efekty widoczne są gołym okiem. Operacja odbicia zakładników może się udać bądź nie, a chroniony polityk może paść ofiarą zamachu lub nie. Efekty mówią same za siebie i tak jak wynik pracy trenera w piłce nożnej dają podstawę do oceny skuteczności działania zarówno samej instytucji, jak i jej kierownictwa.

Gruzja i archiwa WSI

Z tego punktu widzenia dokonania Biura Ochrony Rządu w ostatnich latach nie wyglądają imponująco. Nieco zapomniana w posmoleńskiej atmosferze próba zamachu na Lecha Kaczyńskiego, do której doszło przy granicy z Osetią Płd., była koncertem niekompetencji biura, z którego nie wyniesiono żadnej lekcji. Strzały w kierunku kolumny prezydenta RP, jeśli już padły, powinny stać się podstawą poważnego zainteresowania państwa, niezależnie od tego, kto jest u władzy. Stało się jednak inaczej. Osławiony raport Centrum Antyterrorystycznego ABW na ten temat został – jak doniosła później „Gazeta Polska” – podstawą do objęcia prezydenta RP kontrolą operacyjną ze strony służb.

Trudno ocenić jako sukces państwa przejęcie przez żołnierzy Żandarmerii Wojskowej archiwów Komisji Weryfikacyjnej WSI, która urzędowała w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego, konstytucyjnego ciała doradczego prezydenta RP. Zgodnie z ustawą o BOR ochrona obiektów należących do prezydenta należy do obowiązków biura. Utrata kontroli przez prezydenta archiwum o kluczowym dla bezpieczeństwa państwa znaczeniu sama w sobie świadczy o iluzoryczności procedur chroniących głowę państwa.

Awans szefa BOR po śmierci prezydenta

Skalę upadku szanowanej poniekąd instytucji oddają nie tylko horrendalne zaniedbania, do jakich dopuścił się BOR 10 kwietnia 2010 r., ale również suche zestawienie faktów. Na pokładzie zginęli: prezydent RP i jego małżonka (ustawowo chronieni przez BOR), były prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski (ustawowo chroniony przez BOR). Na pokładzie znajdowali się również członkowie władz najwyższej konstytucyjnej władzy – Sejmu RP: wicemarszałkowie Krzysztof Putra i Jerzy Szmajdziński oraz wicemarszałek Senatu Krystyna Bochenek. Obrazu tragedii dopełnia śmierć na służbie dziewięciu funkcjonariuszy samej formacji. Utracono przy tym kamizelki kuloodporne, magazynki i broń, w którą owi funkcjonariusze byli wyposażeni. Dopóki tych dowodów nie zbadają instytucje państwa polskiego, dopóty szefowie BOR nie mogą spojrzeć w oczy podwładnym – zaniechali bowiem dociekania odpowiedzi na kluczowe dla każdego oficera pytanie, czy ich koledzy nie zginęli w boju.

Nawet gdybyśmy nie dysponowali wiedzą na temat karygodnych zaniedbań dotyczących realizacji instrukcji HEAD w wypadku lotu do Smoleńska czy niewypełnieniu ustawowych obowiązków BOR dotyczących zabezpieczenia podróży zagranicznej prezydenta RP, to sam fakt śmierci tylu ochranianych osób powinien spowodować w BOR natychmiastowe zawieszenie całego kierownictwa biura, a także przeprowadzenie audytu oraz postępowania sprawdzającego. Zamiast tego szefa BOR Mariana Janickiego awansowano do stopnia generała, a nadzorującego go ministra spraw wewnętrznych i administracji postawiono na czele komisji mającej dojść przyczyn tego tragicznego zdarzenia.

Gierki polityczne generała

W odpowiedzi na ujawnione przez prokuraturę dokumenty podnoszące wymienione kwestie obecne szefostwo BOR odpowiada… groźbą odtajnienia dokumentacji dotyczącej podróży prezydentów RP do Rosji wstecz od 1997 r. To zapowiedź kuriozalna i kompromitująca, o konsekwencjach daleko przekraczających wyobrażenia samych kierujących obecnie tą instytucją funkcjonariuszy. Publicznie zapowiadają bowiem oni ujawnienie wrażliwych danych, będących gratką dla wszystkich operujących na świecie wywiadów. Jednak ta kuriozalna zapowiedź, podobnie jak sekwencja posmoleńskich awansów, wynika właśnie z logiki funkcjonowania struktur bezpieczeństwa państwa w postkomunizmie. Szefowi BOR wydaje się bowiem, że jako generałowi i szefowi ważnej rządowej instytucji wolno mu metodami politycznymi prowadzić spór z prokuraturą. Podobnie jak Tomaszowi Arabskiemu wydawało się, że jest równym partnerem dla pochodzącego z powszechnych wyborów prezydenta i jako taki powinien mieć prawo weta w sprawie wyjazdów zagranicznych głowy państwa.

Z jednej strony wysocy urzędnicy służb takich jak BOR zależni są od decyzji politycznych różnego szczebla, z drugiej jednak nadzorując na co dzień kierowców i oficerów ochrony najważniejszych osób w państwie, posiadają na ich temat dużą wiedzę. Wiedza ta w momentach zagrożenia bywa wykorzystywana, zgodnie jednak ze starym dowcipem o sikaniu do basenu dzieje się to raczej w formie dyskretnych, bezosobowych przecieków. Buńczuczna zapowiedź arbitralnego ujawnienia tajemnic dotyczących bezpieczeństwa polskich prezydentów ze strony skompromitowanego kierownictwa BOR jest bezczelnością przypominającą sikanie do basenu, z tym że z trampoliny.

Dziedzictwo Brygady Ochronnej, a nie Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego

Historia służb specjalnych pokazuje, że instytucje, które nie wypełniają swoich zadań, podlegają zmianom strukturalnym. Być może kluczowym wnioskiem ze skali zaniedbań, jakich dopuściło się kierownictwo BOR oraz nadzorujący je politycy, zarówno przed, jak i po katastrofie smoleńskiej, jest konieczność ustawowego rozwiązania tej służby i powołania w jej miejsce nowej instytucji. Nowoczesnej służby specjalnej pozbawionej dziedzictwa sowieckiego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, a wyspecjalizowanej w neutralizacji zagrożeń i wyposażonej we wszelkie niezbędne do tego narzędzia prawne.

Przypadające 12 czerwca święto BOR odwołuje się do przedwojennej tradycji Brygady Ochronnej. Służby powołanej po zamachu na prezydenta Narutowicza, która przez całą II Rzeczpospolitą zajmowała się ochroną najważniejszych dla Polski osób. Z podobnych powodów niewiele wcześniej powołana została do życia amerykańska Secret Service. Wśród wielu zadań związanych z odbudową bezpieczeństwa Polski jest również powołanie nowoczesnej służby czerpiącej z tradycji II RP oraz najlepszych światowych wzorców. Służby chroniącej państwo polskie i decyzji, jakich dokonują Polacy w demokratycznych wyborach.

Michał Rachoń

http://niezalezna.pl/31389-zlikwidujmy-bor

28 lipca 2012

Oceń artykuł:

tagi: , , ,

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters